magdasek76
17.01.06, 09:41
Nie mam intencji wkładać kij w mrowisko. Postanowiłam opisać moje przeżycia,
żeby dać przyszłym mamom obraz z czym może (choć oczywiście nie musi) wiazać
sie poród przez CC.
9 listopada 2005 urodziłam syna w szpitalu na Karowej w Wawie. Poród był
indukowany ze względu na moje nadciśnienie. Wywołana akcja od poczatku była
bardzo intensywna i miałam przyjemność przeżyć ładnych kilka godzin skurczy z
krzyża w odstępach co minutę. Przy 3 cm założono ZOP a przy 7 cm ze względu
na zły zapis czynności serca dziecka zdecydowano wykonac cięcie. Dzięki
szybkiej decyzji syn urodził się zdrowiutki, 10 pkt APGAR.
Potem było tylko źle - problemy zaczęły się już na sali operacyjnej, gdzie
straciłam ponad litr krwi, co spowodowało w rezultacie silna anemię.
Najlepsze okazało się po kilku dniach, podczas których mimo podawania
antybiotyków gorączkowałam. W moim brzuchu, w ranie pooperacyjnej stwierdzono
dwa krwiaki, jeden wielkości dorodnej pomarańczy.
W szpitalu spędziłam ogółem miesiąc, podczas którego drenowano moją ranę aby
ewakuować krwiaki na zewnątrz. Miesiąc chodzenia z sączkami z brzuchu z
krwawieniem jak z zażynanego prosiaczka. W tej chwili rana zarosła (wygląda
okropnie, chirurg plastyczny będzie niezbędny), jeden krwiak tkwi ciągle w
środku (jeśli zropieje to tylko szybka interwencja chirurgiczna uchroni mnie
od przeniesienia się na lepszy ze światów), a ja pomału dochodzę do siebie.
Te krwiaki to typowe powikłanie pooperacyjne. Między innymi takie powikłania
mają na myśli ci, którzy ostrzegają że CC to poważna operacja. Ja dałabym
wszystko, żeby urodzić tradycyjnym końcem, ale nie było innego wyjścia. Wy
dziewczyny macie wybór więc nie podejmujcie go pochopnie. Może wszystko
będzie w porządku, ale taki scenariusz jak mój też jest możliwy. Pozdrawiam
wszystkie przyszłe mamusie!