Chcialabym podzielic sie z Wami moimi obawami. Jestem w trakcie 27 tygodnia
ciazy (dokladnie 26 tygodni i 5 dni ciazy). Do tej pory staralam sie byc
aktywna, chcialam jak najdluzej pracowac, bo wyznaje zasade, ze jesli sie
dobrze czuje to po co mam sie nudzic w domu. Pracowalam do 2 marca. W ten
dzien dostalam L4 poniewaz pojawily mi sie bole jakby przedmiesiaczkowe. MOja
coreczka jest dosyc nisko ulozona i bardzo uciska mi na pecherz, co rowniez
utrudnialo dluzsze spacery. Przestalam duzo chodic, zaczelam sie oszczedzac i
co sie ostatnio okazalo - srocila mi sie szyjka macicy z 5 cm na 2,5

. Mam
kategoryczny zakaz chodzenia, siedzenia i robienia czegokolwiek. Mam przed
soba wizje 93 dni lezenia plackiem i patrzenia w sufit. Pomijam przyziemne
sprawy takie jak moja bezradnosc, niesamowicie bolacy kregoslup, niemoznosc
uczestniczenia w kompletowaniu wyprawki (co sprawialo mi olbrzymia radosc).
Najgorsza jest dla mnie wyzja porodu przedwczesnego. Tremin mam na 27
czerwca, dzidzia wazy dopiero 700 g i na sama mysl o porodzie umieram ze
strachu o nia

. Wiem, ze wczesniaki teraz maja duza szanse na przezycie, ale
po pierwsze te dzieciatka sa zawsze takie slabiutkie, po drugie
nasz "kochany" kraj w ogole nie przewidzial takiej opcji i jak dziecko
wychodzi po 3 miesiacach ze szpitala - jeszcze slabe i malutkie - konczy Ci
sie urlop macierzynski i co? Masz je zostawic i isc do pracy?!
Chcialabym uslyszec od Was czy sa jakies metody, ktore Wam pomogly (slyszalam
o pessarze lub szwie na szyjke). Czy to pomaga? Czy w tym momencie moglyscie
chociaz odrobine chodzic? I czy w takich przypadkach udaje sie donosci ciaze?
Wiem, ze juz na tym forum o tym bylo, ale chcialam przede wszystkim wylac
swoje obawy "na papier". Serdecznie pozdrawiam wszystkie obecne i przyszle
mamusie

.