4 dni temu minoł mi termin porodu. Wiem że to jeszcze niewiele i długo mogę
tak jeszcze ale... oh ja niecierpliwa! Lekarz zalecił mi więcej seksu na
przyspieszenie ale małż ni huhu. Siedzi przed kompem albo ogląda TV i udaje że
go nie ma a seks nie istnieje. Powiedział że nie ma ochoty i nie bedzie się
zmuszał. No jakbym w pysk dostała. OK, może nie mieć, rozumiem... Ale mi się
chceeee! No i może by coś ruszyło bo jak nie to w poniedziałek szpital, łeee

Jakbym się niestarała być ponętna to wiem że to nanic przy moich aktualnych
gabarytach i zgrabności średniej postury hipopotama. Wykorzystam więc może
moją tuszę i zniewolę gadzinę no

Myślicie że dam rady?