Mamuśki w szkole...

30.08.06, 15:23
Witam.

Jakie jest Wasze zdanie na temat mamusiek w szkole? Macie zapewne koleżanki,
które są w ciąży, które są po ciąży itp. Nie drażni Was to, że cały świat im
nadskakuje, a zapomina o innych?
Domyślam się, że większość z takich dziewczyn łazi po zajęciach i mędzi
nauczycielom, bo przecież "musi urodzić" albo "musi wychować"!
Zazwyczaj też takie dziewczyny nie wykazują skruchy. Są dumne z tego, że są w
ciąży. A przecież to wpadka!
Rozumiem, sam mogę wpaść i zostać ojcem.
Nie umiem jednak pogodzić się z faktem, że koleżanka z grupy mojej
dziewczyny, po studiach, dostanie pracę prędzej jak moja Monika. W końcu ona
już urlopu macierzyńskiego nie będzie brała. Ma już dziecko. Kit wciśnie, że
drugiego nie planuje i jest na stanowisku.
Po co w takim razie ja tak uważam, żeby nie wpaść? Nie lepiej zapłodnić swoją
dziewczynę? Lepiej będzie się jej studiowało. Mnie rok został, przeniósłbym
się na zaoczne, poszedłbym do pracy.
Szanuję nauczycieli, których czyjaś ciąża nie wzrusza. Jeden bardzo ładnie
powiedział koleżance, że on jej tego dziecka nie zrobił i nie da się nic
zrobić, za długo jej nie było. Poleciała oczywiście do dziekana fajtłapy,
który powinien z tymi tytułami przed nazwiskiem mieć trochę oleju w głowie i
załatwił jej, że się jednak da coś zrobić.
Takie matki powinny dostać na chleb i wodę i niech siedzą w domach. Bo z
takiego dziecka nic już nie będzie. Wychowywane przez babcie w nieludzkich
warunkach, gdzie mieszka 7 osób. A przecież to właśnie oni będą pracowali na
nasze emerytury i renty tak, jak my teraz pracujemy, chociażby kształcąc się,
na emerytury dzisiejszego starszego pokolenia.
Taki maluch wyrośnie w tych nieludzkich warunkach, zacznie ćpać, kraść itp. W
telewizji będą zapuszczać mi głodne kawałki "Z dobrej rodziny, nie wiadomo,
co się stało". Fakt, z dobrej, mamusia po studiach, zarabia coś tam. Ale
jakie jest prawdziwe podłoże sprawy? Nikt już nie będzie pamiętał, a tym
bardziej wspominał.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jak Wy to widzicie? Ponaglam te
pytania, żeby nie było niejasności i ktoś w nerwach nie napisał mi "Jesteś
głupi, arogancki i już!". Jeśli kogoś to usatysfakcjonuje, kto chce tak
napisać, to ok- mogę być najgłupszym człowiekiem na świecie, ale i ze zdaniem
takiego człowieka trzeba się liczyć, bo przecież każdy z nas mógł być takim
głupkiem. Tak samo jak każdy z nas może wpaść z dzieckiem, prawda?

Pozdrawiam.
    • zebra12 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 15:45
      Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedzieć, że wpadki zdarzają się w każdym
      wieku i czasie. Nie tylko w okresie szkoły. Po drugie cieszę się, że stanowisko
      społeczeństwa względem nieplanowanych dzieci młodych matek zmieniło się
      diametralnie w stosunku choćby do tego, co było nawet 20 lat temu. Dzięki temu
      te dzieci mają szansę na normalne życie w rodzinie, czy z matką, a matka nie
      jest piętnowana. Dawniej takie dzieci oddawano do sierocińców, nie pozwalano
      matkom się nimi zajmować. Albo dokonywano aborcji. Przed wojną takie kobiety
      uważano za nieprzydatne społeczeństu i zamykano je w klasztorach jako wielkie
      grzesznice. Dzieci zwano bachorami lub podrzutkami i kończyły różnie. Nie mogły
      do niczego w życiu dojść, bo były "niczyje". Teraz jest inaczej. I bardzo
      dobrze. Stwarza się młodej dziewczynie możliwość wychowania dziecka. Nikt też
      nie patrzy do metryki czy ciąża była wynikiem nocy poślubnej, czy też
      zaistaniała wcześniej. Czy naprawdę chciałbyś wrócić do dawnego sposobu
      obchodzenia się z nieślubnymi maluchami? Drażni Cię, że takie dziewczyny
      traktuje się inaczej, Twoim zdaniem lepiej. Ale pomyśl - jeśli to potrafisz
      sobie wogóle wyobrazić, ile ich kosztuje wychowanie takiego dziecka! Przecież
      nadal się uczą, a nocki często mają zarwane. Muszą martwić się chorobami
      dziecka, terminami szczepień itp. Zgoda, to częsciowo one ponoszą winę za to,
      że tak wcześnie zostały matkami. Ale wykazują się dojrzałością starając się
      temu wszystkiemu podołać i nie przerywając nauki. Jeśli myślisz, że posiadanie
      dziecka to taka sielanka, że warto "machnąć dzieciaka swojej dziewczynie" ,
      żeby się jej lepiej żyło na uczelni czy w szkole, to nie wiesz co mówisz!
      Pokazujesz tym swoją niedojrzałość i nieodpowiedzialność, a w dodatku zawiść.
      Sama urodziłam dwoje dzieci studiując. miałam 24 lata przy pierwszej córce -
      była jak najbardziej planowana i 27 przy drugiej. Za mąż wyszłam w wieku lat
      23. O druga córkę starałam się dłużej, bo dwie ciąże poroniłam. I wszystko na
      studiach. Studia jakoś skończyłam, dzieci mam już duże, sama pracuję i
      spodziewam się trzeciego dziecka. Nigdy nikogo o łaskę nie prosiłam, choć to
      logiczne, że gdy dziecko miałam chore to musiałam sobie zajęcia poprzekładać.
      Ale najlepiej się przekonaj sam jak to jest!
    • ashera Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 15:51
      Wygadałeś się chłopcze? To wracaj do domu!
      Tak się składa, że urodziłam pierwsze dziecko jak oboję z mężem studiowaliśmy.
      Nie byłam jedyną studiującą z dzieckiem, ale nie przypominam sobie, żeby
      ktokolwiek z posiadania dziecka robił ulgowy atut. Na UMCS było to nie do
      pomyślenia. Jak Cię denerwują ciężarne to omijaj je szerokim Lukiem, a jak
      chcesz sprawdzić czy młodej matce łatwiej znaleźć pracę to faktycznie zafunduj
      swojej dziewczynie "wpodkę", a potem obserwuj rozwój wypadków. Pa pa.
      • lola-pola Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 16:02
        ashera - zgadzam sie z Toba!!!
        • ppaula2 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 16:07
          Ja też
    • witaaminkaa Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 17:35
      Facet masz błędne mniemanie o matkach które uczą się w szkołach. Napewno nikt im
      nie naskakuje, nie mają zbędnych przywilejów itp o czym piszesz. Tak się składa,
      że nalezy podziwiać przyszłe mamusie, które chcą mimo wpadki dalej kontynuować
      naukę, chcą zapewnic tej kruszynce lepsze życie. Jej nie jest lekko chodzić z
      brzuchem, opuchniętymi stopami, nudnościami na zajęcia, przy tym martwić się czy
      zda czy też nie. Moim zdaniem należy im pomagać i je wspierać, przełożenie
      egzaminu czy sesji chyba ci nie preszkadza??, wkońcu chcąc dalej kontynuować
      naukę i tak czy siak musi tą sesje zdać. Nie sądzę też by dany wykładowca
      przepuścił taką tylko dlatego że jest zaciązona, musi sie wykazać odpowiednią
      wiedzą. Mimo, że nie jest jej lekko uczyć się i jednocześnie wychowywać dziecko
      trzeba dać im trochę luzu i wyrozumiałości. Taka mama która już urodziła nie
      jest zbytnio zadowolonai szczęśliwa, że swoje maleństwo musi oddac pod opieke
      dziadków czy niań. Oczywiście nie powinna nadużywać swoich przywilejów i
      wykorzystywać faktu, że jest w ciązy czy też ma małe dziecko. Pozatym czytając
      twój post wydaje mi się że jestes nieodpowiedzialny, chcesz zmajstrować swojej
      dziewczynie dziecko?? żeby miała lepiej??, wręcz przeciwnie będzie jej gorzej bo
      dziecko to wielka odpowiedzialnośc. A pracy nie dostanie szybciej niż bezdzietne
      panny, bo pracodawca liczy się z tym że dziecko moze chorowac.
      Druga sprawa to kto powiedział, że dziecko mamy która studiuje wyrośnie na
      kryminaliste czy też na narkomana?? To zależy od wychowania i miłości otrzymanej
      od rodziców.

      Moje prywatne zdanie jest takie, że lepiej mieć dziecko pod koniec studiów niż
      po nich. Wtedy kobietom kończącym nauke jest łatwiej oddac dziecko pod opieke
      trzecim osobom.



      Sorki za błędy
      • miki140 Mamuśki w szkole... 30.08.06, 17:58
        wlasnie co ty wogole wiesz ja w tym roku przystyepowalam do matury konczylam
        szkole i wcale nie mialam taryfy ulgowej traktowano mnie jak innych uczniow ale
        udalo mi sie wszystko ogarnac chociaz nie powiem ze bylo latwo...
    • ewcia1980 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 17:49
      a ja tam troche chłopaka rozumiem, bo w czasie studiow na roku miałam
      dziewczyne, ktora urodziła dziecko i tez wkurzałam sie, ze ona jest traktowana
      inaczej niz wszyscy studenci.
      teraz ucze w szkole i tylko w minionym roku miałam 3 ciązarne uczennice. i nie
      oszukujmy sie- były traktowane ulgowo.

      ale z drugiej strony, ja zawsze na tekst: "ten to ma dobrze, bo...."
      odpowiadam "to miej tak samo!!!!!!!!!!"

      jak słysze w czasie wakacji, ze nauczyciele maja dobrze, bo tyle wolnego i
      jeszcze nam płąca, to odpowiadam: "no to na co czekasz??? przyjdz uczyc do
      szkoły!!"

      tak samo w przypadku uczennicy/studentki w ciązy.
      skoro maja tak fajnie, to zafunduj sobie dziecko i ciesz sie tymi przywilejami.

      teraz zaczynam 8 miesiac ciązy i wiem jakie "uroki" ma ciąza i mam swiadomośc
      jakie "uroki" bedzie miało macierzynstwo i powiem jedno - nie chciałabym tej
      taryfy ulgowej w szkole/na uczelni i nie chciałabym miec dziecka w tamtym
      okresie.

      pozdrawiam
      Ewelina
    • run_away83 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 18:01
      facet, ty tylko myślisz stereotypami czy na głowę upadłeś? swoją wypowiedzią
      obrażasz te uczące się mamy, które starają się być uczciwe i nie oczekują
      przywilejów i ugowego traktowania, a podejmują wielki wysiłek, by mimo
      ciążowych dolegliwości, a potem obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem,
      jakoś dać sobie radę w szkole czy na uczelni... poza tym nie każda ciąża
      studentki to wpadka - moja np. nie... normalnie nie wiem czy się śmiać czy
      płakać jak czytam to co powypisywałeś: "po co w takim razie ja tak uważam, żeby
      nie wpaść? Nie lepiej zapłodnić swoją dziewczynę? Lepiej będzie się jej
      studiowało." - ty chyba nie zdajesz sobie sprawy jakie obciążenie fizyczne i
      psychiczne znosi kobieta w ciąży - ja niecały tydzień po tym jak dowiedziałam
      się że jestem w ciąży, zdecydowałam się pójść na dziekankę (mimo że wcześniej
      tego nie planowałam) - nie wytrzymywałam półtoragodzinnego wykładu bo rzygałam
      co pół godziny, od rana do wieczora. poza tym, pracowałam w szkodliwych
      warunkach i obawiałam się o zdrowie mojego maluszka. nie mówiąc już o tym, że
      wpierwszym trymestrze zdarzało mi się spać po 16-18 godzin na dobę i było mi
      mało, więc po 8-14 godzinach na uczelni przewracałam się ze zmęczenia. -
      rzeczywiście, fajnie mi się wtedy studiowało! jak cholera... teraz od
      października zaczynam nowe studia (mniej czasochłonne), ale czuję się o wiele
      lepiej i wiem że sobie poradzę. nie oczekuję że będę traktowana ulgowo, będę
      grzecznie stać w kolejkach, chodzić na zajęcia, a sesję planuję zaliczyć w
      przedterminach, jeszcze przed urodzeniem synka. studiować chcę przede wszystkim
      dlatego że mi się w domu nudzi. sam fakt posiadania bądź nieposiadania dyplomu
      jest dla moim zdaniem mało ważny, dla mnie liczy się wiedza smile aha, jeszcze
      jedno - moje dziecko nie będzie "wychowywane przez babcie w nieludzkich
      warunkach, gdzie mieszka 7 osób" - mamy mieszkanie, stać nas na zaspokojenie
      wszystkich potrzeb maluszka, umiemy też tak zorganizować sobie życie żeby przez
      pierwszy okres życia synka cały czas zajmowało się nim jedno z rodziców, gdy
      drugie będzie w pracy albo na uczelni... więc nie wiem czemu miałabym się
      wstydzić tego że jsetem w ciąży i wykazywać skruchę... wstydźić powinieneś się
      ty - bo oceniasz ludzi na podstawie stereotypów, zamiast MYŚLEĆ.
      • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:17
        Witam ponownie.

        Cieszę się, że choć jedna osoba zrozumiała, o co mi chodzi, za co serdecznie
        dziękuję.

        Reszcie bulwersujących się ludzi odpiszę w tym jednym tekście, bo każdy ma ten
        sam zarzut do mnie, że nie wiem, co piszę.
        Trzeba pomagać? Zgadzam się, trzeba! Ale niech ta pomoc będzie pomocą finansową
        w domu, a nie w postaci przychylnego oka nauczyciela.
        Nie jest tak? Nie pomagali Wam? Ciekawe. Skwituję to tak: brak Wam samokrytyki.
        Nikt z nauczycieli nie musi afiszować się z zamiarem lepszego ocenienia Waszej
        pracy. Nie zauważacie tego. Dlaczego ja to widzę jako obserwator?
        Czy przesunięcie terminu egzaminu jest czymś złym? Jeśli chodzi o indywidualizm
        w tej kwestii to proszę bardzo! Nie obchodzi mnie to!
        Ale kochani, studia to nie tylko egzaminy. Często przesuwane są kolokwia, bo
        mamusia jedzie na badania. Wszyscy jednogłośnie- przesuwamy! A ja już się na
        nie nauczyłem. A to psikus!
        Nie ośmieszajcie się mówiąc, że nie liczyłyście na niczyją pomoc. Jak nie
        prosicie, to i tak ją otrzymujecie od nauczycieli.
        Bądźcie chociaż wdzięczne za to, że ktoś wyciąga do Was pomocną dłoń, a będzie
        między nami wszystko OK. Sama przecież nauczycielka się wypowiedziała
        wcześniej, że nie ma co ukrywać- jesteście lepiej traktowane. A Wy usilnie i
        bezczelnie- ja od nikogo nie oczekiwałam łaski! Nie chciałam być faworyzowana!

        Zapędzacie się w ślepy zaułem w tym, co mówicie. Na niczyją łaskę nie liczycie.
        I nagle "Czy przesunięcie terminu jest czymś złym?". Jak nie liczycie to z
        pełnymi konsekwencjami to róbcie!

        Czy ja jestem świadomy tego, co piszę? Przecież to obciążenie fizyczne dla
        dziewczyny, martwienie się o szczepionki.
        Co Wy mi tu głodne kawałki sprzedajecie? Wszystko załatwiają rodzice młodego
        rodzica.
        Wy takie zapracowane, że masakra... i sobie internecik czytacie. Idźcie na
        szczepionkę z dzieckiem.
    • lomre Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:05
      Wolałbyś, żeby było jak kiedyś. Jesteś w ciąży - won ze szkoły. Matura
      wieczorowo, studia zaocznie i żeby chodziły ze spuszczoną głową i z tabliczką
      na szyi "przepraszam"????
      • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:24
        Nie. Chciałbym, by były te dziewczyne wdzięczne za okazywaną pomoc, a nie były
        dumne z tego, że robią wszystkich w konia i udają, że nie oczekują pomocy.
    • antosiczek Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:13
      żal komentować facet. Długa droga do dorosłości przed Tobą... oj długa.
      Na dodatek, jak większość facetów traktujesz zaistniałą ciążę jako winę
      wyłącznie kobiety. Nie, nie, mój drogi - "do tanga trzeba dwojga".
      • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:22
        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź na pytanie: jak Wy widzicie tę sytuację, gdy
        mamuśka jest w szkole?
        Długa droga przede mną? Po tym tekście to wywnioskowałaś? Ja uważam, że jest na
        odwrót. Jestem dojrzały i wiem, że nie powinienem robić teraz dziecka, bo same
        problemy z tego są. To teraz za dojrzałych uważa się dzieci, które robią
        dzieci? Zastanów się więc nad swoją dojrzałością...
        • antosiczek Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 20:45
          to Ty mnie źle zrozumiałeś; wywnioskowalam twoją niedojrzałośc właśnie z
          tekstu, który napisałes ale mniejsza o to.
          Mówisz, że jesteś taki odpowiedzialny i nie zrobisz dziecka teraz. Miejmy
          nadzieję. Uważaj zbytnia pewnośc siebie jest zgubnawink
          • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 21:07
            Wiem, że WŁAŚNIE z tego tekstu wywnioskowałaś moją niedojrzałość. Dlatego
            ironizują, że po takim tekściku Ty już wiesz, co i jak z człowiekiem.
            Nie jestem zbyt pewny siebie. Napisałem przecież, że uważam, by nie zrobić. To
            pewna... a wręcz ogromna różnica.
            Widzisz... łatwo jest napisać komuś, że długą drogę ma do dojrzałości. Czasem
            się przejmuję, gdy usłyszę tego typu wypowiedzi na swój temat. Intuicja mnie
            nie zawiodła i tym razem się nie przejąłem, bo napisała mi to osoba, która
            kompletnie żyje w innym świecie pod płaszczykiem takich właśnie tekstów o
            dojrzałości, o którą przecież nie pytałem.
      • daemia_10 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 21:48
        O to to, toż to dzieciak jeszcze... no i ma "odważne" poglądy, jak na młokosa w
        tym wieku przystało; nie obraź się stary, ale znam paru chłopaków w Twoim wieku
        i wiem, jak się wtedy rozumuje smile podrośniesz, zmieni Ci się światopogląd.
        Naprawdę.
        • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:02
          Poddaję się. Brak mi sił do takich odpowiedzi.
          Zadam pytanie na koniec: kogo obchodzi, ilu i o jakich poglądach znasz ludzi w
          danym wieku?
          Nie odpisuj na to, przyznaje, smutne pytanie, bo pewnie chcesz napisać: bo
          przecież herbata była malinowa.

          Moja rada dla Was wszystkich: nie kierujcie się emocjami, młodszy nie znaczy
          głupszy. Więcej samokrytyki.
          • daemia_10 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:14
            Jedyną emocją, jaką we mnie wzbudził Twój post, jest dobrotliwe pobłażanie. I
            naprawdę nie chciałam Cię obrazić smile Uwierz mi, jesteś obecnie w takiej
            sytuacji (z tego co piszesz, nie masz obowiązków tzw. "bytowych", nie
            pracujesz, jedyną Twoją powinnością jest nauka), więc siłą rzeczy patrzysz na
            świat z innej perspektywy. Pewnie, że milej byłoby, gdyby wszyscy mieli równe
            szanse i możliwości, ale niestety tak ten świat skonstruowany nie jest, i jak
            już taka dziewczyna wpadnie, to często - nie zawsze - siłą rzeczy nie może być
            traktowana jak osoba niebędąca w ciązy, bo: nie wolno jej siedzieć po nocach i
            się uczyć, pić kawy i red bulli ani przemęczać się ponad miarę. Nie wolno i
            już, bo to może zaszkodzić dziecku. I co, ma je narażać, czy się nielegalnie
            wyskrobać? Mleko już się rozlało... Wtedy trzeba taką osobę wspomóc, a nie
            wywnętzrać się nad nią w stylu "dać takiej na chleb i wodę". Przykro mi, ale
            takie stwierdzenie świadczy li i jedynie o Twojej niedojrzałości... Chciałabym
            tylko zobaczyć, co miałbyś do powiedzenia, gdybyście jednak z Twoją Moniką
            wpadli? Mspanc smileMimo wszystko pozdrawiam smile
            • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:26
              Chodzilibyśmy do dziekana i mówili "teraz nasza kolej, leć nam załatwiać
              terminy!". Potem przyszedłbym tutaj na forum i napisał, że planowałem to
              dziecko i nie oczekiwałem pomocy od nikogo. Naprawdę tak bym zrobił.
    • ninusia4 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:27
      Kończąc w tym roku liceum nikt z grona pedagogicznego nie wiedział, że jestem
      w ciąży, w trakcie przygotowań do ślubu i sporego wesela (które tez zajęły dużo
      czasu). Maturę zdałam bez problemu i to całkiem dobrze.
      gg4030808 napisał:
      > Takie matki powinny dostać na chleb i wodę i niech siedzą w domach. Bo z
      > takiego dziecka nic już nie będzie. Wychowywane przez babcie w nieludzkich
      > warunkach, gdzie mieszka 7 osób.
      Kobiety, które zachodzą w ciąże po studiach też bardzo często muszą zostawiać
      swoje dzieci pod opieką babć już od pierwszych tygodnii ich życia gdyż muszą
      wracać do pracy
      > Taki maluch wyrośnie w tych nieludzkich warunkach, zacznie ćpać, kraść itp. W
      > telewizji będą zapuszczać mi głodne kawałki "Z dobrej rodziny, nie wiadomo,
      > co się stało". Fakt, z dobrej, mamusia po studiach, zarabia coś tam. Ale
      > jakie jest prawdziwe podłoże sprawy? Nikt już nie będzie pamiętał, a tym
      > bardziej wspominał.
      Moja córeczka wyrośnie w warunkach lepszych niż niejedno planowane dziecko. Po
      pierwzse bo będzie się wychowywać w atmosferze ciepła i miłości, a po drugie bo
      już teraz mimo tego, że ja nie pracuje stać nas na więcej niż niektóre
      kilkuletnie stażem małżeństwa. Więc jeśli to, że na wyprawke dla małej
      wydaliśmy (my- nie nasi rodzice) ponad 5 tysięcy zł nazywasz nieludzkimi
      warunkami to może, rzeczywiście lepiej byłoby poczekać...
      • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:37
        Nie zrozumiałaś mnie. Nie pisałem o Tobie. Pisałem o większości. Dlaczego Wy
        wszystkie traktujecie, że to pretensje do Was? Zapytałem jasno: jak Wy to
        widzicie?
        Nie bądź też pewna, że dasz swojemu dziecku na tyle tej miłości, że będzie
        cudowne. Każdy charakter to indywidualna jednostka. Twoje dziecko może
        potrzebuje tej czułości więcej. O wiele więcej! Zastanów się nad tym...
        • ninusia4 do gg4030808 30.08.06, 19:51
          No więc widzę to tak: nikt nie lubi jak traktuje się innych na specjalnych
          warunkach jeśli nie ma wyraźnej potrzeby. Ale wg mnie jeśli nie ucierpią na tym
          inni to czemu nie pomagać ciężarnym, które przecież też są ludzmi, a potrzeba
          pomocy dla nich nie jest naciągana. Mnie bardziej denerwuje fakt, że np mówi
          się,że na prawo indeksy rozdane są już w kwietniu czyli jeszcze przed maturą.
          Gdzie sprawiedliwość jest w tym wypadku????
    • monia145 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 19:28
      Ze swojego studenckiego życia znam przypadki opisywane przez Ciebie jak i takie
      które przeczą Twojej teorii. Rozumiem Twoja frustrację, jesli rzeczywiście
      jasno widać, ze dziewczyna ciążę traktuje jako taryfe ulgową- tak sie składa,
      wbrew niektórym, ze ciąża nie prostuje zwojów, nie wyklucza kobiety z grona
      istot myslących. Dlaczego więc niektóre chcą załatwic sobie wygodne życie, bez
      stresów egzaminacyjnych?
      Miałam na studiach kolezanke, która zaliczyła wpadkę. Pobrali sie z facetem,
      mieszkali w akademikach. Studiowała normalnie jak my wszyscy, nie lawirowała,
      nie szukała ułatwień. To raczej my, chcieliśmy jej pomagaćsmile)))))

      Dlatego też, nie moge zgodzic sie z Tobą, że jest to nagminne zjawisko,
      aczkolwiek takie przypadki zdarzają sięsmile
      • karolina216 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 21:28
        absolutnie się nie zgadzam.
        jestem na ostatnim roku i jestem też mamą 8 miesięcznego szkraba i był jak
        najbardziej planowany!!! staraliśmy się z mężem długi czas o dziecko i jest
        naszą kochaną kruszynką. i dla twojej wiadomości nie wykręcałam się ciążą i
        teraz nie wykręcam się wychowaniem dziecka! jestem na wychowawczym, mąż pracuje
        a po napisaniu pracy planuję powrócić do pracy, którą miałam przed zajściem w
        ciążę. realia są zupelnie inne i nie wiem na jakim ty świecie żyjesz.

        ps. współczucia dla twojej dziewczyny jeśli ty masz być ojcem jej dziecka bo
        ciąża to nie jest łatwy okrs w życiu kobiety a wychowanie dziecka to nie
        sielanka dla studiujących i nie tylko
        tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20719;30/st/20051230/k/1b34/preg.png
        • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 21:44
          Zupełny brak umiejętności czytania ze zrozumieniem.

          Po Twoim tekście odnoszę wrażenie, że nie masz 21 lat, a mnie, choć tego nie
          napisałem, bo uważałem to za oczywiste, chodziło o ten przedział wiekowy.
          Ale lepiej będzie chyba, jeśli zapytam: ile masz lat?

          P.S. Też współczuję swojej dziewczynie. Przecież denerwować się na fakt, iż w
          grupie dwie mamuśki przekładają terminy kolokwiów, na które ja już się
          nauczyłem to istna choroba psychiczna. Wiesz, pomogłaś mi. Chyba wybiorę się na
          jakąś terapię, która odmieni mój światopogląd i będę się cieszył na takie
          rzeczy. Może zacznę odczuwać przyjemność z bólu? Zacznę bić wtedy swoją
          dziewczynę. Wtedy chyba przestaniesz jej współczuć.
          Czy muszę pisać, że to ironia odnośnie Twojego współczucia dla Moniki?
          • karolina216 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 21:56
            no to się zdziwisz bo mam nie wiele więcej lat.

            a jeśli się już nauczyłeś to chyba jeśli kolos będzie przełożony np. o tydzień
            to chyba nie wyparuje ci z głowy przez ten czas???
            trochę empatii okaż kolego...
            • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:09
              Postanowiłem już nie odpisywać, ale tutaj jestem winien wyjaśnienia.
              W tym całym przekładaniu tych terminów chodzi mi bardziej o to, że potem
              nauczyciel traci cierpliwość. Mówi, że ten termin następny jest już sztywny.
              Wtedy następny psychiczny nauczyciel zarządził kolokwium i mówi, że nic go nie
              obchodzą inne kolokwia. A to psikus. Przychodzę do domu po całym dniu o 21:00 i
              nazajutrz mam dwa kolokwia. Przydałoby się, byś Ty okazała trochę empatii
              jednak. Dlaczego ja mam zarywać nocki przez to? Wynagrodzi mi to ktoś?
              • luizia1990 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:34
                ok rozumiem, ale skoro do przekladanego kolosa nauczyłeś się wcześniej zostaje
                jeden...

                a po drugie to nie tylko kobitki w ciąży i mamuśki proszą o przekładanie
                • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:47
                  Nie zagłębiajmy się w szczegóły. Krótko: jest to problem.

                  A z tymi, którzy przekładają kolokwia ot tak sobie mam jeszcze większy zatarg.
                  Dyskusja o nich i o ich imprezach to temat nie na moje nerwy. Zabić to mało.
                  Nie powinni się w ogóle urodzić.
                  • karolina216 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:55
                    no właśnie- zgadzam się z wami ale nie generalizujmy sprawy i nie zwalajmy
                    calego zła z uczelni na ciężarówy!
    • kiwi1910 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:03
      ... o niech to...
    • mmaadzia Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:12
      Jestem mamą dwóch chłopców, starszy ma 3 lata a młodszy miesiąc, jestem również studentką i nigdy nie odczułam na swojej skórze jakiś specjalnych ulg związanych z macierzyństwem, teraz czy też jak byłam w ciąży. Nigdy też nie przyszło by mi do głowy żeby żebrać wpis do indeksu bo ja przecież wychowuje dziecko. Studiuje dla siebie, w pewnym sensie też dla lepszej przyszłości moich dzieci ale chyba wstydziłabym się takiego naciąganego tytułu czy też zaliczenia bez wiedzy albo przynajmniej trudu włożonego w zdobycie jej. Moje dzieci były jak najbardziej oczekiwane, kochane od samego początku i nie są wpadką choć pewnie ktoś taki jak ty tak by to ocenił ale mam to w nosie. Nikt nie odbierze mi radości z macierzyństwa. Nie rozumiem też dlaczego posiadanie dziecka albo spodziewanie się go miałoby być powodem do skruchy, wykluczając brak etytki w kontaktach z nauczycielami. A to że taka mama z odchowanym potomstwem ma większe szanse na etat nie uważam za coś złego. Między innymi ja postanowiłam w ten sposób pokierować swoim życiem. Uważam to za atut i zamierzam go wykorzystać. Poza tym sami wychowywujemy nasze dzieci, rodzina i babcie nie maja wpływu na to co robimy, mąż też studiuje choć jesteśmy już na finiszu. Nasze życie nie jest usłane różami, bywa raz lepiej raz gorzej i właśnie teraz dźwigamy ten trud żeby później było lepiej.
    • emma_sz Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:45
      gg4030808 napisał:

      > Zazwyczaj też takie dziewczyny nie wykazują skruchy. Są dumne z tego, że są w
      > ciąży. A przecież to wpadka!

      A skąd ta pewność, że ciąża na studiach to wpadka??? W liceum to co innego.

      Co za głupie rozumowanie. Znam wiele dziewczyn, które zdecydowały się na
      dziecko na 4 lub 5 roku studiów i bynajmniej nie były to wpadki. Przecież to są
      już dorośli ludzie i nic w tym dziwnego, że planują dzieci.
      • gg4030808 Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 22:54
        Poczytaj wiadomości. Dowiesz się, co w tym dziwnego.
        • ulkaz Re: Mamuśki w szkole... 30.08.06, 23:22
          1. mam wrazenie, ze studiujesz na politechnice
          2. w tym kraju mamy dziekowac bogom wolnosc, i jezeli ktos chce sobie w wieku
          powyzej 18 zrobic dziecko to jest jego sprawa. Jesli taki jest wybor obojga
          rodzicow to super i wiem, ze wiekszosc sobie swietnie radzi laczac studia, prace
          i opieke nad dzieckiem, zazwyczaj mieszkaja bez rodzicow (dziadkow dziecka), a
          co najwazniejsze maja latwiejszy start w zycie zawodowe i fajnie. Ja nie mam
          tyle odwagi, zeby sie na to zdeydowac na razie (mam raczej niewielkie szanse na
          usamodzielnienie sie w chwili obecnej),ale gdybym miala mozliwosci to czemu nie.
          Na 4 czy 5 roku zazwyczaj juz i tak ma sie osobisty kontakt z prowadzacym
          (przynajmniej na normalnej uczelni, nie na politechnice), wiec nie widze
          problemu w poproszeniu o przelozenie egzaminu na wczesniejszy termin. A no i
          jeszcze jedno zawsze mozna sie zglosic do dziekana zeby dal indywidualny tok
          studiow - jesli sie nie wyrabia.
          Pozdrawiam Ula
          PS. wiadomo, ze niektore dziewczyny wykorzystuja sytuacje, ale sa to zazwyczaj
          te, ktore na egzamin przychodzilby w mini, zeby zaliczyc (gdyby oczywiscie nie
          byly w ciazysmile
          • karolina216 Re: Mamuśki w szkole... 31.08.06, 08:05
            a i jeszcze jedno nie mieszkamy z rodzicami od chwili ślubu i świetnie dajemy
            sobie radę bez większej ich pomocy. jeśli mają ochotę to kupują coś dla dziecka
            ale absolutnie nie są obarczeni naszym utrzymaniem.
    • ominika Jeden błąd 30.08.06, 23:06
      w załozeniach zrobiłes GG - uogólniłes wszystkie dziewczyny. Podciągnąłes je
      pod jedna miarę. a jestróżnie.
      I masz rację - są panny, które wykorzystują swój brzuch. Dokładnie tak -
      wykorzystują, chowając się za złym samopoczuciem - bo przecież mogą sie kiepsko
      czuć, prawda? Mogą. Nikt oczywiscie nie sprawdzi, jak jest faktycznie. I nikt
      nie bedzie ryzykował zdrowiem takiem ciężarnej i zdrowiem jej dziecka. To fakt,
      że w takich sytuacjch grupa traci, jesli dochodzi do przesuwania terminów itp.
      Ale sa też dziewczyny, które ambitnie rezygnują z wszelkich przywilejów. Dla
      których czesto ta ciąża niekoniecznie jest spełnieniem marzeń, a stała sie
      problemem. Może nawet wstydliwym? I nie chca wokól niej szumu, a bardziej chca
      pokazać, że są więcej warte niz ten brzuch.
      Studiowałam i chodziłam w ciąży. Nie była to jakas specjalna wpadka, skoro
      miałam męża liczyłam się z tym, ze bedzie i dziecko. Niewygodnie było. Ale
      jedynym przywilejem z którego korzystałam było zdawanie egzaminów
      indywidualnie. Zawsze wczesniej, niż reszta grupy, bo przeciez w ciązy nigdy nic
      nie wiadomo. Nie wymusiłam ani jednejsytuacji, w której moja grupa musiała
      "poświęcić" się mojej ciąży. No, może z raz powiedziałam, że wchodzę pierwsza na
      egzamin, bo nie dam rady dłużej czekać winkI to wszystko. Dlatego masz racje, sa
      sytuacje, które wkurzają strasznie, ale to się dzieje wszędzie tam, gdzie ludzie
      naduzywają swoich przywilejów nadmiernie. A robia to nie tylko studentki w ciąży.
      ps. nie zapładniaj teraz swojej dziewczyny, bo wcale nie jest tak łatwo
      studiować z brzuchem i dzieckiem przy piersi wink
      pozdrawiam
      • gg4030808 Re: Jeden błąd 30.08.06, 23:15
        Aż nie wierzę, że tym razem nie jestem niedojrzałym idiotą. smile
        Dziękuję za Twoje zdanie na ten temat.
        Pozdrawiam.
    • malebubu Re: Mamuśki w szkole... 31.08.06, 04:53
      Witam,ja mam takie zdanie,dziecko pod zadnym pozorem nie moze byc karta
      przetargowa,sama bylam w ciazy chodzac do szkoly,nie mialam zadnego
      przywileju.Zaznaczam iz nie byla to wpadka,mimo mojego mlodego wieku,dzidzia
      byla planowana.Faktem jest ze praktyki byly dla mnie uciazliwe,odbywalam je w
      zatloczonej i zakopconej restauracji,z tego wzgledu niestety nie moglam tam
      pracowac,nawet bedac na chorobowym bralam rozne robotki do domu
      (ukladalam menu,prasowalam obrusy,skladalam serwetki,a na imprezy robilam
      wystroj sali).Uwazam ze te panie ktore z pelna swiadomoscia wykorzystuja swoj
      blogoslawiony stan,robia to z czystego lenistwa.Pozdrawiam.
      • mamadacja Re: Mamuśki w szkole... 31.08.06, 09:00
        Masz rację GG. Ja i mąż studiowaliśmy razem, dziecko urodziło się na 3 roku. Nie
        było ono dla nas problemem - ja wzięłam ITS i już. Byłam bardzo dobrą studentką
        - od tego u nas zależało przyznanie ITS i taką zostałam - kierunek
        politechniczny. Nie chodziłam na większość zajęć razem z moją grupą - nie
        przekładałam kolokwiów, egzaminów - miałam indywidualne. Ale była też u nas
        druga para z dzieckiem - i oni tachali córeczkę zawsze ze sobą na egzaminysad
        Szkoda było dziecka bo służyło za kartę przetargowąsad I oni faktycznie
        wykorzystywali fakt bycia "rodzicem". CO ciekawe głównie tatuś zapierniczał z
        maleńką i tłumaczył jaki to on zmęczony, nie mamusia. Mnie to też wpieniało
        niesamowicie - skoro ja mogę zarywać zarwane płaczem nocki to i oni do jasnej
        cholery. I wychodziło w oczach wykładowców - że ja nie mam dziecka normalnie.
        Ale to nie zależy od faktu posiadania dziecka - tylko od jakości człowieka,
        który zostaje rodzicem.
    • viewiorka Re: Mamuśki w szkole... 31.08.06, 11:46
      W ciążę zaszlam na czwartym roku studiów. Po ślubie, nie było żadnej wpadki. Tak chcieliśmy. Miałam KOSZMARNE mdłośi, wymioty. Dojeżdżanie godzine dziennie na zajęcia i potem tyle samo do domu mnie wykańczało. Dodatkowo miałam jeszcze praktyki w gimnazjum (jestem polonistką). Nie było mi łatwo. Na domiar wszystkiego gdy zbliżała się sesja zimowa zachorowałam na ospę wietrzną. Miałam skierowanie do szpitala, jednak poszłam na egzaminy. Ciąża była jeszcze niewidoczna, nikt o niej nie wiedział, więc nie miałam ŻADNEJ taryfy ulgowej.
      Zajęć też nie opuzczałam. Na sesji letniej, którą również zdałam w terminie ciąża już była co prawda baardzo widoczna, za to egzaminy były pisemne. A na kartce nie było przecież napisane: UWAGA! CIĘŻARNA!
      Jakoś poradziłąm sobie sama. Nawet miałam przyznane za ten rok stypendium naukowe smile
      Na piątym roku, gdy ja byłam zajęcia, córeczką opiekowała się moja ciocia. Nie była wychowywana w 7-osobowej rodzinie w 1 małym pokoiku. Miała normalne warunki.
      Napisałam pracę magisterską, obroniłam się w terminie na 5!
      Egzaminatorzy ani moja promotorka nie wiedzieli,że mam dziecko.
      Więc może na przyszłość zorientuj się, jak to jest napradę, zanim wyrazisz swoje - krzywdzące dla niektórych - sądy.
      Pozdrawiam i życzę więcej pokory
Pełna wersja