Ktokolwiek nazwał ciązę stanem błogosłąwionym musiał być albo w ekstazie duchowej oderwany od życia, albo po prostu mężczyzną.
Zgodzę się -ciąza to błogosławieństwo i cieszę się, że mogę go doświadczyć, ale to dobrodziejstwo inwentarza mnie czasem załamuje.
Pomijam juz rzygando i omdlenia bo to przewidywalny mniej-więcej standard, ale:
1. przestaję być sobą, staję się inkubatorem dla kogoś kto może dla mnie długo byc obcy, zanim się oswoję z myślą (już się oswoiłam całe szczęście- zajęło mi prawie 6 miesięcy)
2. ciało mi się robi paskudne
3. cycki mam jak balony, gorące w dodatku, na pewno kilka stopni więcej niż reszta ciała (hehe, hot tits, akurat do taniego porno

)
4. zmienił mi się zapach ciała na gorsze - pot intensywniej waniajet, a gatki zmieniam 3 razy dziennie (nie toleruję wkładek, a po kilku godzinach wonieje jakbym się tydzień nie myła)
Ale tam- dziady w życiu nie będą wiedzieć jak ciąza jest rewolucyjna (stan naturalny, fizjologiczny tralalala), więc jakkolwiek możemy czuć się wyróżnione