karolinka1116
13.11.06, 12:25
kogo nie spytam o naciecie: otrzymujhe odpowiedz,ze bylo
bo jestem pierworodka, bo nie macica wypada, bo moga byc komplikacje, bo
dziecko itp
jedyne, co do mnie przemawia to to,ze byc moze dziecko jest wielkie i 'wyjsc
nie moze'
jestem zywym przykladem tego-jak mit o nacieciu wplynal na moj porod:
zanim zaszlam w ciaze nie wiedzialam,ze sie nacina krocze!
jak mi Pan Bog mily, nikt nigdy mi tego nie mowil, gdy sie dowiedzilam-
rozplakalam sie
wylam czytajac opisy o obowiazkowych, rutynyowych nacieciach, siadalam przed
komuterem i czytalam, czytalam, czytalam
rozmwailam na gg z kobietami po porodzie
z kazda o nacinaniu
trafilam do szpitala, gdzie naciecie traktowane bylo jak nieodlączny element
kazdego porodu, cos o czym sie nie dysktuje i cos sie robi mimo wszystko.
bylam chyba jedyna, ktora rodzac raz pierwszy i bedac bardzo, ale to
bardzo 'tam' wąską nie zdecydowala sie
glosno zaprotestowalam, wdalam sie w dyskusje w czasie parcia, powolywalam na
nature, na to,ze ze jesli bede tego potrzebowala to poprosze,ze wole
samoistnie peknac, ze wiem na co sie decyduje
i nie nacieto mnie
peklam
najpielnieszja uczucie na swiecie-pekniecie: bezbolesne, naturalne,
przynoszace nieziemska ulge
moge nawet smialo powiedziec, ze peklam bo polozne paluchamu,lapami!
rozwieraly moje krocze jak worek-niby to je uelestyczniajac, co doprwadzilo
do jeszcze wiekszego bolu niz jakikolwiek mogl i powinen byc.
po porodzie toaleta nie byla zadna katorga-ot, zwykla, fizologiczna czynnosc
i kupa i siusiu
nieodczuwalne
moim osobistym zdaniem, za duzo sie mowi o nacieciach
powstaje mit obowiazkowego, nieuchronnego nacinania, a tymczasem taka
procedura nie pownna nigdy-prawie nigdy miec miejsca
upierajcie sie i nie godzcie na to
zostaniecie niepotrzebnie okaleczone, a natura wie co robi
smiem twierdzic,ze wie lepiej, od kazdego innego...