Dodaj do ulubionych

Zaplanowana cesarka - proszę o rady

IP: *.* 07.03.03, 14:58
Ze względu na poważną wadę wzroku już wiem, że urodzę swoje pierwsze, długo wyczekiwane dziecko poprzez cesarskie cięcie. Może któraś z Was zechciałaby podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami w tej kwestii - wszystkie moje znajome rodziły naturalnie i nie mam o tym zielonego pojęcia... Może doradzicie (ew. odradzicie) mi szpital (Warszawa) i opowiecie, jak to wszystko wygląda w takich sytuacjach - czy umawia się na termin, czy też czeka na rozpoczęcie porodu i dopiero wtedy tną? Kto pełni główną rolę podczas takiego zabiegu - położna, ginekolog-położnik czy może chirurg..? Czy mąż może być obecny podczas zabiegu? Jak wygląda opieka nad mamą i maleństwem?Proszę - oświećcie mnie, bo chyba się boję...Ania
Obserwuj wątek
    • Gość: kasiaz Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 07.03.03, 15:50
      Czesc,Ja rowniez mialam planowana cesarke (prawie rok temu). Oto jak sprawy sie mialy w moim przypadku. Rodzilam w szpitalu, w ktorym pracuje moj lekarz prowadzacy. Zgodnie z sugestia p. doktor, polozona zostalam do szpitala 3 dni przed terminem porodu-taki podobno wymog kasy chorych. Mialam miec robione badania przygotowujace do cesarki, ja jednak zrobilam je w prywatnej przychodni (medicover), mialam wiec przez 3 dni lezej i czekac. Gdy polozono mnie w szpitalu (na Inflanckiej) odstawilam leki przeciwskurczowe i juz wieczorem dostal boli. Sadzono nawet, ze ciecie nastapi w nocy, jednak przetrzymano mnie do rana i w czasie rannego obchodu zdecydowano,ze cesarka bedzie o 11. Juz w nocy zrobiono mi lewatywe i podgolono. Bylam wiec przygotowana fizycznie. A czy psychicznie? Nie wiem, do konca wydawalo mi sie ze snie. Poniewaz mialam straszne bole marzylam juz tylko o tym, by przestalo bolec. Przed operacja mialam spotkanie z p. anastezjolog, ktora opowiedziala mi o znieczuleniu zewnatrzoponowym (bo takie sobie zazyczylam) i zaprosila mnie na sale. Wygladalo to troche komicznie, ubrana w szpitalna "sukieneczke" z brzucholem wladowalam sie na stol operacyjny i czekalam. Niestety moj maz nie mogl byc przy operacji... W operacji bralo udzial 5 osoby : anastezjolog, 2 pielegniarki, 2 ginekologow (w tym "moj" lekarz prowadzacy) a pod koniec lekarz pediatra. Bylo bardzo milo i przyjemnie. Po otzrymaniu znieczulenia (jakaz ulga), rozpoczela sie cesarka. Nic nie czulam poza czyms na podobienstwo ciagniecia za brzuch. Lekarze cicho ze soba rozmawiali, mnie zas "zabawiala" p. anastezjolog. Gdy uslyszalam placz dziecka, nie docieralo do mnie, ze to moj synek. Zaraz pokazano mi go i pozwolono ucalowac. Gdy Maksiem zajeli sie pediatrzy, mnie zszyto i przewieziono na sale pooperacyjna. Zaraz zaopiekowala sie mna pielegniarka i moj maz wniosl naszego synka... Az lza mi sie zakrecila w oku na to wspomnienie.Maksiem zajelam sie samodzielnie juz na 2 gi dzien po cesarce. Szew troche pobolewal ale czulam sie dobrze. Jedynym mankamentem byl fakt, ze nie moglam jesc prawie 3 dni. Porod wspominam bardzo przyjemnie, nie ma sie czego bac. Wydaje mi sie, warto miec "swojego" lekarza by czuc sie bezpieczna.Jesli masz jakies pytania, to nie krepuj sie i pytaj,pozdrawiam Kasia (mama Maksia 20.03.2002)
      • Gość: fryda Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 09.03.03, 00:55
        Kasiaz, o co chodzi z tym wymogiem kasy chorych (trzy dni przed porodem)? Czy to chodzi o tę planowaną datę czy o termin porodu (wyliczony na podstawie OM)? Skąd to wiesz? (mnie czeka cesarka również planowana, więc jestem żywo zainteresowana). Dzięki.Fryda
    • Gość: Patynio Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 07.03.03, 19:38
      Moje doświadczenia są odrobinę inne niz kasiz. Ja mialam cc w Damianie. Nie było żadnych wskazań medycznych, ale ja byłam tak przerażona porodem naturalnym ,że nie wyobrażałam sobie ,ze moge przez to przejść. Stad cesarka na życzenie. Termin cc jest ustalany wcześniej i u mnie był na około 10 dni przed terminem porodu. Byłam umówiona na konkretny dzień i godzine. Moj Miś jednak sam zadecydował o tym kiedy przyjdzie na swiat i na 14 dni przed porodem zaczely sie bole(Pediatrzy wola takie rozwiazanie bo wtedy na pewno wiadomo, ze dziecko jest gotowe) Wprawdzie to byl początek, ale po zrobieniu KTG lekarz zadecydował, ze za kilka godzin o 20 bedzie cesarka. Okolo 18 zaczeto mnie powoli przygotowywac. Przebralam sie w koszule i podłączono kroplowke , a okolo 19 anestezjolog zaczela przygotowywac mnie do znieczulenia. ( od razu uprzedzam znieczulenie zoo w ogole nie boli, to tylko brzmi groznie nic wiecej.)U mnie nie bylo mowy o zadnej lewatywie. Podobno szpitale juz od tego odchodza, ale pewnie jeszcze nie wszystkie. Moj maz mogl byc obecny przy cc i powiem szczerze , ze bardzo mi pomagal bo razem z anestezjologiem odwracal moja uwage od tego co sie dzieje. Podobnie jak kasiaz ja rowniez czulam jak ciagna i ugniataja moj brzuch, szczegolnie w momencie wyjecia dziecka. Oczywiscie to nie boli , ale czujesz. Pediatra zabral mojego Misia i przyniosl mi go po kilku minutach . W zasadzie prawie do konca moj maz trzymal Malenstwo przytulone do mojej twarzy. To jest niesamowite uczucie bo dziecko slyszac glos matki bardzo sie uspakaja, a ty majac je tak blisko nie denerwujesz sie czy wszystko jest z nim w porzadku. Ja mogłam jesc juz rano po cc. Wprawdzie dietetyczne i lekkie posilki, ale jednak. Przez 16 godzin mialam podlaczony cewnik i znieczulenie, takze nic nie czulam. A po tych 16 godzinach wystarczyly od czasu do czasu srodki znieczulajace. Na drugi dzien wstalam z lozka, a na trzeci normalnie funkcjonowalam. Oczywiscie przez pierwszy tydzien lepiej nic nie dzwigac, ale czualm sie dobrze. Jak widzisz w roznych szpitalach moga sie roznic pewne szczegoly , ale ogolnie jest ok. Sama polecam cc, bo matka nie cierpi, a dziecko nie jest zmeczone porodem. pozdrawiam , trzymaj sie i nic sie nie boj. Z cc nie jest zwiazany zaden bol, a przynajmniej u mnie tak bylo, czego Ci rowniez zycze.
    • Gość: agadic Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 08.03.03, 10:31
      Ja nie chcę Cię straszyć,ale ja miałam bardzo nie miłe wspomninenia dotyczące cesarki,ale to dlatego,że mój poród był naprawdę nagły,ponieważ rodziłam już siłami natury gdy wyszły nagłe komplikacje i musieli ciąć!Dlatego ogólnie cesarkę wspominam zle,gdy moje koleżanki wypowiadają sie raczej przychylnie.Potem jest natomiast długa rekonwelescencja-ale wszystko da sie przeżyć dla tego jedynego ,upragnionego maluszka...:-)Nie martw się,mnie teraz czeka kolejna cesarka,mam termin na 27-09-2003...POZDRAWIAMY...
    • Gość: Zilka Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 08.03.03, 11:50
      Ja miałam planową cesarkę 7 miesięcy temu na Żelaznej, wspominam to bardzo dobrze. To będzie sklejanka różnych moim postów na temat cesarki ale nie będę tego pisać od nowa. Ze mną było tak:Zjawiłam się tam we wtorek o 17.00. Miłe położne przyjeły mnie na oddział, długo to trwało bo KTG, USG i badanie ginekologiczne + papiery. Na jedną noc miałam zostać na patologii ale po 30 minutach zdecydowano jednak o położeniu mnie od razu na położnictwie. Na patologii przyszedł jeszcze do mnie anestezjolog, który wyjaśnił mi całe znieczulenie podpajęczynówkowe, odpowiedział na wszelkie pytania, etc.Wieczorem jeszcze byli u mnie jacyś lekarze, pielegniarki ale już nie pamiętam po co... Acha, chyba jedna chciała mnie ogolić ale byłam pięknie wydepilowana Rano obudzono mnie o 6.00 na badanie krwi. Potem mogłam się jeszcze wykąpać i już leżałam pod kroplówką. Dostałam jakieś lekarstwa, ciśnienie, etc. O ósmej przyszedł tata i już tak siedzieliśmy razem, jeszcze mnie na chwile odwiedził mój lekarz, który miał robić cięcie.O 8.50 poszliśmy na blok operacyjny, Dirk poszedł się przebrać w zielone ubranie a mnie położono na stół. Jeszcze tylko poznałam panią anestezjolog i pielęgniarkę anestezjologiczną.I wszystko nagle zaczęło się dziać bardzo szybko, latał dookoła mnie tłum ludzi. Jeszcze się muszę przyznać, że byłam już nieźle spanikowana. Acha pozwolono mi być w soczewkach, inaczej bym nic nie widziała Przyczepiono mnie do EKG, ciśnieniomierza, druga ręka pod kroplówką więc byłam dość "ukrzyżowana" i unieruchomiona a nad buzią dyndała mi maska z tlenem. Założono mi cewnik (nieprzyjemne ale trwa 30 sekund). Pani anestezlojog kazała mi się położyć na boku i wygiąć jak kot, uprzedziła, że teraz będzie znieczulenie przed znieczuleniem. Poczułam takie ukłucie jak szpilką i czekam kiedy będą mi wbijać tą igłę w kręgosłup. Czekam i czekam i nagle słyszę, że mam się już połozyc na plecach... Tyle z okropności wbijania igieł. Połozyłam się, po nogach mi latały takie mrówki jak przy zdretwieniu ale zaraz przestały. Za biustem postawiono mi zielony parawan. I znowu czekam i czekam kiedy będą mnie kroić, no bo znieczulenie znieczuleniem ale niemożliwe żebym nic nie poczuła. I potem usłyszałam coś w stylu "no wyjmuj je" czy coś takiego. Poczułam się jakbym to dziecko nosiła w płucach a nie brzuchu bo to jest takie szarpanie od samej góry, nie wiem dlaczego tak to czuć. A potem Florka wydała pierwszy wrzask, aczkolwiek umiarkowany. Tata dziecka cały czas siedział ze mną po "mojej" stronie parawanu. Florka została zabrana do kącika noworodka, tata jej robił zdjęcia a ja byłam szyta. Przez chwilę zrobiło mi się bardzo słabo i myślałam, że będę wymiotować ale pięlęgniarka kazała mi oddychać tlenem i zatrzymac powietrze w płucach i przeszło po 2 minutach. Jeszcze w międzyczasie pokazano mi Florkę.O 9.45 przełożono mnie na łóżko i zawieziono na górę, 10 minut później przywieziono Florkę, pielęgniarka przyłożyła mi ją do piersi i trochę pouczyła ssać (wkładając palec do buzi) więc Florka trochę possała.I tak to. Przez 8 godzin miałam leżeć płasko, na 2 godziny dostałam na brzuch worki z piaskiem, w ogóle ich nie czułam, ok. godz. 12 zaczęło mi schodzić znieczulenie, o 17 mogłam usiąść, potem wyjęto mi cewnik, odłączono kroplówkę i o 18 poszłam się wykąpać. Do łazienki udalam sie z balkonikiem za sugestią siostry, normalnie się wykąpałam pod prysznicem i wróciłam o własnych siłach. Wieczorem tego dnia inny lekarz na obchodzie mnie zobaczył jak siedziałam na łóżku i z kimś gadałam i wielce dziwiony spytał "pani dzisiaj rano miała cesarkę???"Oczywiście Florka była z nami cały czas. Żadnych bólów głowy, mdłości czy innych nieprzyjemności. Acha cały czas dostawałam zastrzyki przeciwbólowe.Podsumowując - wszyscy byli bardzo mili, wyjaśniali mi co chciałam, wszystko się odbyło bardzo szybko i przyjemnie (jeśli tak można powiedzieć o krojeniu brzucha...)Cały pobyt również wspominam bardzo miło, sympatyczne i opiekuńcze położne, lekarze, etc.Pokarm jako taki pojawił mi się w 3 dobie (wcześniej siara ale i tak Florka spała na okrągło), nikt mi nie próbował dziecka dokarmiać, wszyscy kazali mi je przystawiać do piersi.Oczywiście szew mnie bolał i boli ale da się to wytrzymać. Zwłaszcza jak pomyślę, że miałabym mieć taki szew (no, może krótszy) gdzie indziej...ALE - słyszałam różne opowieści. Nie wiem czy moja nieslychanie dobra reakcja na cesarkę to efekt świetnych lekarzy, mojego organizmu, nastawienia na taki poród czy kombinacji wszystkiego. Wiem tylko, że jak mnie szew pobolewał jeszcze w szpitalu to dziękowałam opatrzności, że mam go na brzuchu a nie parę centymerów niżej... Jest jeszcze parę obiegowych przekonań na temat cesarki, np.Dłuższa rekonwalescencja niż po naturalnym porodzie - nieprawda. Jak pisałam wyżej zależy od organizmu matki i od przypadku. Znam dziewczyny, które po naturalnych porodach kilka dni chodziły trzymając się ścian.Problemy z rozpoczęciem karmienia - nieprawda. Wszystko zależy od personelu, chodzi o dostarczenie wystarczająco dużo bodźców do pobudzenia laktacji czyli nie znieczulenie całkowite żeby usłyszeć pierwszy krzyk dziecka i zobaczyć je po porodzie, przystawienie do piersi po porodzie, etc. Ja moją Florkę miałam na i przy piersi golutką jakieś 40 minut po wyjęciu jej z brzucha i praktycznie zaraz po zaszyciu mnie i od razu sobie "ciumkała" pierś. "Na serio" zaczęłam ją karmić w 3 dobie, przez pierwsze 2 dni to była siara.Ja osobiście cesarkę bardzo "polecam" jeśli oczywiście można to polecać. Wszystko ma swoje plusy i minusy i nie można generalizować co jest lepsze a co gorsze.Jeszcze kiedyś w wyniku dyskusji na forum próbowałam wypisać wszystkie niemiłe elementy mojego porodu, oto one:No więc uzupełniam. Ja miałam znieczulenie podpajęczynówkowe i niejako "wywołana do tablicy" opiszę wszystkie niemiłe momenty porodu. Tzn. postaram się je znaleźć. Jakąś godzinę przed porodem wpadłam w straszną histerię, po co mi ta ciąża, po co mi ta cesarka, JA NIE CHCĘ!!!! ale brzuch był i nie bardzo miałam gdzie uciekac :) I nagle się też zrobiłam straszni senna i tak w ogóle to chciałam, zeby najpierw dali mi się przespać a potem zrobili cesarkę :) Leżenie do 17.00 traktowałam naprawdę jako przymus, znieczulenie zeszło mi ok. 12-13.00 i już mnie od tej pory cały czas "podnosiło do góry" no ale kazali leżeć to leżałam. O 17.00 mnie posadzono, o 18.00 wstałam.Potem rzeczywiście kilka dni są problemy z podniesieniem się samodzielnym jeśli nie ma się czego złapać - tzn. z leżenia do siadu, potem już nie ale nie są one jakieś gigantyczne. Po prostu zauważa się czynność, którą wcześniej sie wykonywało nieświadomie.I to tyle, jest mi prawie przykro ;), że więcej nieprzyjemnych momentów nie miałam no ale nie. Nie wiem, może jestem nietypowa, może lekarze nietypowi (???) ale moja cesarka naprawdę była super. I dni po niej też. Za tą cesarkę i pobyt nie zapłaciłam ani złotówki, kroił mnie lekarz prowadzący ciążę.Co do terminu - pewnie, że dla malucha jest lepiej poczekać na naturalny początek porodu ale wyglada na to, że planowe cesarki są spokojniejsze i mamy się lepiej po nich czują więc ja przy drugim dziecku też zaplanuję to na konkretny dzień nie czekając na naturalny poród.pozdrawiam,zilka :)
      • Gość: żona Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 08.03.03, 12:58
        Podpisuję się pod postem Zilki co do odczuć przed, w trakcie i po cesarce. U mnie różnica polegała tylko na długości leżenia plackiem po znieczuleniu podpajęczynówkowym - 12 godzin. I to chyba była jedyna nieprzyjemna rzecz, bo ja czułam sie dobrze. Jedna tylko uwaga do mam przed cc - nie patrzeć w lampę nad stołem operacyjnym bo widok własnego brzuch otwartego jak wielka torba podróżna może być nieciekawy. Mnie o tym uprzedziła pani anestezjolog i chociaż korciło mnie żeby sprawdzić czy jest tak rzeczywiście, nie spróbowałam.Jako panikarz totalny prosiłam panią anestezjolog o jakiegoś dodatkowego ogłupiacza oprócz znieczulenia, ale tu również przydało się jej doświadczenie. Dostałam go po pokazaniu mi Adasia, bo jak ona stwierdziła - w przeciwnym razie mogłabym nie pamiętać później momentu, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Pierwsze cc miałam w znieczuleniu ogólnym i jeżeli mam porównywać, to zdecydowanie "lepsze" jest znieczulenie podpajęczynówkowe - przynajmniej kontakt z dzidziusiem jest od razu.danka
        • Gość: irenapodolak Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 08.03.03, 22:46
          Ja miałam dwie cc.Pierwsza nie zaplanowana droga tak.Ze wzgledu na wielkosc dziecka,przyjeto mnie juz tydzien przed terminem,mały juz wtedy miał 5 kilo....Nie wywoływano u mnie porodu,poprostu zaproszono mnie na stoł chops...i jest dzidzius....Cudowna sprawa moc nie przypominac sobie bolu porodowego...byłam bardzo zadowolona ze tak sie stało....Jezeli masz jakies pytania to pisz na priv....Pozdrawiam....doswiadczona cesarzowa....Irena
    • Gość: rene Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 09.03.03, 23:21
      Aniu ponieważ sama tez mam problemy ze wzrokiem chciałabym wiedzieć jak duża wada wzroku sprawia, ze nie mozna rodzić naturalnie.Bo ja zostalam poinformowana, że nawet jak bym miała -15 to i tak nic nie szkodzi.PozdrawiamRene
      • Gość: Nusiek Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 10.03.03, 00:40
        Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wiem, ze to nie tylko kwestia dioptrii, ale też wieku i stanu siatkówki (podobno przede wszystkim tego ostatniego). Jeszcze kilka lat temu okulista powiedział mi, że siatkówka się pięknie trzyma i mimo ilości dioptrii (wtedy miałam jakieś -5,5) nie odradzałby mi jeszcze naturalnego porodu. Dziś mam ponad -7 dioptrii, 32 lata i coś już dzieje się z siatkówką w jednym oku. Ponieważ do końca nie wiadomo, jak wysiłek podczas ostatniej fazy porodu może wpłynąć na wzrok, zalecono przyspieszenie ostatniej fazy porodu lub cesarskie cięcie. Na kleszcze ani vacum w życiu się nie zgodzę - sama "dzięki" vacum o mało nie pożegnałam się z tym światem - pozostaje więc cesarka... Słyszałam już o młodszych dziewczynach z mniejszą ilością dioptrii, którym okuliści również zalecili cesarkę. Innym pozwolili wybierać. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli pogadasz ze swoim okulistą.Pozdrawiam,Ania
        • Gość: Lina Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 10.03.03, 14:11
          Cześć Dziewczyny,Ja też należę do tych "szczęśliwych", które mają problemy ze wzrokiem. Moja wada wzroku to w tej chwili -6,5 dioptrii w każdym oku i do tego odklejająca się siatkówka. Mam w tej chwili prawie 32 lata. Ale uwaga! Ponieważ dowiedziałam się o problemach z siatkówką zanim zaszłam w ciążę z pierwszym dzidziusiem, przez ponad pół roku chodziłam regularnie na zalecone i zlecone przez mojego okulistę przyklejanie laserowe siatkówki. I wiecie co, przed urodzeniem pierwszego dziecka mój ginekolog po konsultacji z moim okulistą uznali, że mogę rodzić naturalnie!!!! Aby zmniejszyć parcie przy porodzie dostałam tylko ZALECENIE do znieczulenia zewnątrzoponowego i musiałam o wadzie wzroku poinformować moją położną prowadzącą poród. To po to, aby ona przypominała mi o prawidłowym oddychaniu, zamykaniu oczu i nie pozwoliła na wydłużenie drugiej fazy porodu. I wiecie co? Udało się urodziłam ślicznego zdrowego chłopczyka siłami natury. Parłam podobno bardzo dobrze pomimo znieczulenia, bo położna mnie też bardzo chwaliła. Po porodzie oczywiście skontrolowałam stan oczu i wszytko było w jak najlepszym porządku. Teraz jestem już w 28 tygodniu mojej drugiej ciąży, właśnie przebadałam oczy i skonsultowałam się z moim okulistą i wygląda na to, że znowu będę mogła rodzić naturalnie. Piszę to dlatego, że chcę tylko zwrócić uwagę, że duża wada wzroku i nawet komplikacje z siatkówką wcale nie muszą oznaczać cesarki!Pozdrawiam serdecznie i życzę podjęcia właściwego wyboru.
        • Gość: Katarka Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 11.03.03, 11:25
          Jesli chodzi o okulistyke to jest podobno zalecenie krajowego konsultanta ds ginekologii i poloznictwa, ze wada wzroku jest wskazaniem do skrocenia II fazy porodu czyli parcia (czyli kleszcze albo vacuum). Okulisci wiec moga jedynie na podstawie zlego stanu siatkowki dac skierowanie na cc i wtedy ginekolog musi to uznac. (Oczywiscie jesli sie ma znajomego okuliste .... no to wiadomo).A jesli chodzi o cc to u mnie bylo to tak: idzie sie do poradni przy szpitalu gdzie chcesz rodzic (ja mialam lekarza prowadzacego z tego szpitala wiec poszlam do niego do gabinetu) i tam np. wpisuje ci w karte: planowe cc. Na dwa tygodnie przed terminem porodu chodzisz codziennie lub co 2 dni na KTG (sprawdza czy z dzieckiem wszystko dobrze czyli tzw. dobrostan). Teraz sa dwie mozliwosci zaleznie od szpitala: ciecie robi sie w dniu wyznaczonego terminu (do szpitala idzie sie na 2 dni wczesniej zeby zrobic wszystkie badania). Druga mozliwosc: czeka sie na skurcze albo odejscie wod, czopu itd. U mnie w okolicy terminu porodu ogladali przez wziernik kolor wod plodowych, tydzien od terminu mialam tez USG sprawdzajace przeplyw krwi przez lozysko, i poniewaz lozysko zaczynalo sie starzec, to wyznaczono juz wreszcie termin. Jesli jest to planowe ciecie to zazwyczaj jest to w znieczuleniu podpajeczynowkowym (wklucie w kregoslup) w ciagu kilku minut tracisz czucie w dolnej czesci ciala. Zaslaniaja parawanem i "ciagna" cie za brzuch. Z toba stoi anestezjolog z asystentem, operuje 2 ginekologow, w pogotowiu czeka pielegniarka/lekarka od noworodkow. Dziecko pokazuja, zabieraja do wazenia/mierzenia, a ciebie zszywaja jeszcze ze 20 min. Musisz potem lezec na plecach ok. 10-12 godzin, bo musi sie dobrze "ulozyc" plyn w rdzeniu, Znieczulenie zaczyna schodzic po ok. 3-4 godzinach, zaczynajac od stop i wrazliwosc posuwa sie wyzej.
    • Gość: AaniaM Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 11.03.03, 12:49
      Miałam nagłą i niespodziewaną CC. Przed jej wykonaniem podłączono mi cewnik, kroplówkę, ogolono, był też wywiad anestezjologa. Lewatywy nie było. Trwało to szybko, a że byłam w szoku, nie zwracałam na te zabiegi zbytniej uwagi. Na sali położono mnie na łóżku, wygięłam plecy w łuk, anestezjolog "dziabnął" mnie w plecy - niestety 3 razy, niestety przyjemne to nie było. Pielęgniarka mierzyła ciśnienie, miałam w nosie rurkę z tlenem (bardzo przyjemne). W lampie było widać co robią: obłożyli brzuch hustami, posmarowali na żółto i ciach ciach, dalej nie patrzyłam na lampę, bo jestem wrażliwa, ale jak ktoś chce to może wszystko w tej lampie obserwować. (Anegdota: moja koleżanka miała CC parę dni po mnie i ostrzegałam ją o lampie- wpatrywała się więc uparcie w ścianę, pielęgniarka ją pyta:"co pani tam ciekawego widzi, w tej ścianie" ona na to "oto chodzi, że tam właśnie nic nie widzę") 2 x było mi słabo, ale od razu dostałam coś do kroplówki, po czym natychmiast poczułam się lepiej. Wyciągania dzidzi nie czułam, zobaczyłam ją dopiero na stoliku w rękach pediatry jak cichutko kwiliła (była podduszona) Lekarze byli b.mili i informowali mnie co się dzieje, ale jak pisłam byłam w ogólnym szoku i nie za bardzo zdawałam sobię sprawę ze zdarzeń. Córeczkę widziałam przez chwilę, była w średnim stanie i została zaraz zabrana do badania (mąż był przy tym), a potem na oddział wcześniaków.Po CC leżałam 24 na sali pooperacyjnej. Podawali mi kroplówkę za kroplówką, na początku miałam też trudne do opanowania drgawki, a po zejściu znieczulenia rana bardzo bolała. NIe można było pić ani jeść (przez ok 12 godzin)Ale ja wypiłam chyba ze 20 ampułek z wodą, która teoretycznie służyła do zwilżania ust, a zamiast dozwolonych 2-3 sucharków, pożarłam z pół paczki. Wstać trzeba był po 24 godzinach, co był dla mnie szokiem, wpadłam w histerię itp, ale wstałam (bo musiałam). Ogólnie mówiąc czułam się wyjątkowo źle. Bolały mnie plecy i męczyły kłujące w jelita gazy. Przez pierwsze 2 dni wstanie z łóżka zajmowało mi 10 minut z łzami w oczach, po korytarzu pełzałam zgięta w pół, kąpał mnie mąż itp itd. Córka była ze mną od 3-4 doby, (wcześniej leżała na wcześniakch, dokąd pełzałam co chwilę) i wtedy wszystkie dolegliwości nagle zmalały. Jak zapłakała wyskakiwałam z łóżka jak na sprężynach i już nic mnie prawie nie bolało. Z karmieniem nie było żadnych problemów, nawał miałam ok 4 doby po CC.Szew zdjęto mi po 7 dniach od CC, trochę bolało.U nas w szpitalu zalecano noszenie pasa elastycznego na brzuch - ja się w nim czułam dużo lepiej.Pozdrawiam i życzę "miłej" CCAnia
    • Gość: Lidek Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 12.03.03, 11:52
      Jak już wybierzesz szpital to po prostu go odzwiedź i o wszystko zapytaj. Kiedy wstajesz po porodzie, kiedy pierwsze karmienie itd. Nie będziesz zaskoczona
    • Gość: 3563 Re: Zaplanowana cesarka - proszę o rady IP: *.* 13.03.03, 18:21
      Tak przeglądam wypowiedzi bardziej doświadczonych (spodziewam się pierwszego maluszka) i chyba się trochę uspokoiła. Bardzo możliwe, choć jeszcze nie powiedziane, że mnie również czeka cc. Moje maleństwo na przekór wszystkim znów powróciło do położenia miednicowego, a to już 36 tydzień... Najbardziej boję się, że po cesarce mogę mieć problemy z karmieniem piersią, ale po tym co dziś przeczytałam chyba nie jest tak źle. W 29 tygodniu wylądowałam z lekkim krwawieniem w szpitalu i tam nasłuchałam się opowieści "życzliwych" na ten temat.Dzięki za otuchę! Coraz bardziej wierzę, że nie będzie aż tak źle.A tak przy okazji: czy tylko ja cierpię na skręty jelit? Czasami zdarzają mi się krótkotrwałe skórcze, tak jakby coś mnie kłóło w jelitach i wtedy już wiem, że za nedługą chwilkę wyląduję w kibelku. Ból nie należy do najprzyjemniejszych, ale to pewnie pikuś z bólami porodowymi. Już sama nie wiem, czy nie lepsza byłaby ta cesarka...Trzymajcie się cieplutko!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka