OM miałam 2 grudnia, czyli w ostatnią sobotę skończyłam 7tc. a rozpoczęłam 8
tc. W poniedziałek byłam na USG. Widać było tylko puste jajo płodowe, o
długości 9 mm. Brak zarodka. To moja druga ciąża, pierwszą poroniłam w w
pierwszym dniu 7tc (ciąża biochemiczna). Lekarz powiedział, że mam zgłosić się
na USG za tydzień, ale nadzieje są nikłe. Przygotował mnie na możliwość
poronienia, powiedział, ze szanse są minimalne, że coś jeszcze z tego będzie.
Ja nie umiem i nie chcę w to uwierzyć. Bo czuję się dobrze, nic mnie nie boli,
wczoraj będąc w toalecie na papierze zauważyłam ślad krwi, ale to się już nie
pojawiło, był to tylko ten jeden raz. Mam nadzieję, ze zdarzy się cud i za
tydzień zobaczę coś innego. Nie wiem jak przezyję kolejne poronienie

Czy
któraś z Was miała podobną sytuację? Lekarz powiedział, że jeśli poronię, to
najlepiej poczekać, żeby macica oczyściła się sama i jechać na zabieg dopiero
jakby coś było nie tak. Nie chce nawet o tym myśleć. Do poniedziałku (i
kolejnego USG) jeszcze cztery dni, a ja tak się boję