dzien dobry,
jeszcze wczoraj pisalam o zielonych stolcach, dzis ten problem wydaje mi sie
błachy w porównianiu z tym cholernym kleszczem. Wczoraj i przedwczoraj bylam
w lesie. Byłam popsikana offem, ale chyba nei pomogło. Dziś zauwazylam
powyżej brzucha z boku, kleszcza płaskiego, z nóżkami, wysuszonego, wokół
lekkie zaczerwienienie (więc chyba jednka z wczorajszej wyprawy, bo nie byl
napity krwią). Nie był napęczniały ale raczej duży. Mąż pencetą próbował go
wyjąć ale została główka, godzinę poźniej w osrodku zdrowa usunięto główkę
igłą i zdezynfekowano. Mimo to panicznie się boję tych chorób i o dzidzię.
Dzwoniłam do gina - powiedzial obserwować, za tydzien mam isć na kontrol.
Wyczytałam że jeśli chodzi o boreliozę to jest w pelni wyleczalna jesli
wezmie się antybiotyk - ale bolerioza nie zawsze daje objawy. Chcialabym
zrobic badania krwi na boleriozę ale niewiem po jakim czasie po ukąszeniu,
oraz na wirusowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Może wiecie ile
poczekać. Jestem kłębkiem nerwów od rana, i prosze pocieszczie mnie bo jestem
spanikowana

( Myślę nawet dwa razy wykonać to badanie np: dwa tygodnie od
ukąszenia oraz po 6 tygodniach. Macie jakieś doświadczenia z kleszczaami w
ciąży i nie tylko? Ostatnio wali mi się świat na głowę. Oprócz tego że mam
wrodzoną złożoną wadę serca ostatnio też podejrzenie łuszczycy paznokci,
którą ma sie do konca życia. I teraz ten kleszcz....Na co powinnam jeszcze
zwrócoć uwagę?
pozdrawiam