trzy dni temu dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy. w takim idealnym
czasie - zaraz po powrocie z przepieknej podrozy poslubnej. I jestem
najszczesliwsza... i troche sie boje... przygotowywalam sie na ta
ciaze juz wiele miesiecy, zdrowy tryb zycia, codziennie basen,
cwiczenia, a ostatni miesiac, no coz - duzo sie dzialo, slub,
podroz, cudowna, ale tez bardzo meczaca, nie do konca zdrowe
jedzenie. alkoholu unikalam, wiec przynajmniej tym sie nie martwie,
ale jeszcze w ostatnia sobote zjadlam tyle pysznego sushi, ze w
glowie sie nie miesci, no i oczywiscie dzis musialam wpasc na
artykul o rteci itd. i troche sie boje czy nie zaszkodzilam
malenstwu. wciaz nie moge sie przestawic na zmiane czasu... troche
sie boje czy zmeczenie i niezdrowy tryb zycia nie odbije sie na
dziecku, ale w sumie to chyba jednak jestem dobrej mysli

na
razie wie tylko moj brat - dla meza to prezent urodzinowy, dowie sie
dzis, juz napisalam dla niego zyczenia od jego dziecka i kupilam
sliczne czerwone butki

myslalam, ze bede o tym krzyczec i mowic
kademu - do tej pory co miesiac biegalam z testami i wszyscy dookola
od razu wiedzieli, ze tym razem sie nie udalo. teraz jakos tak
bardzo szczesliwie i spokojnie nie chce jeszcze o tym mowic. to
dopiero 5 tydzien - moga poczekac

na razie chce sie nacieszyc ta
mysla, mysla, ze jestem mama... wreszcie...