dlaczego tyle cresarek

05.02.08, 09:11
Mam pytanie dlaczego w Rzeszowie tyle robią cesarek przy porodach.
Kiedy ja rodziłam cesarka to był przypadek a teraz to masówka a
może to się wiąże z refunacją NFZ że szpital otrzymuje więcej już
nie wiem co myśleć.
    • id.kulka Re: dlaczego tyle cresarek 05.02.08, 10:02
      Proponuję przeprowadzić śledztwosmile
    • deodyma Re: dlaczego tyle cresarek 05.02.08, 10:07
      a moze to wskazania medyczne??? moja kolezanka niedawno rodzila i
      mowila, ze jednego dnia bylo po 5 cesarek. ona sama miala cc ze
      wzgledow medycznych.
      • syska241 Re: dlaczego tyle cresarek 05.02.08, 16:31
        a co Cie to obchodzi???nie masz o czym myśleć?proponuje zając sie
        czymś konstruktywnym.
    • beamek8 Re: dlaczego tyle cresarek 05.02.08, 18:00
      Też słyszałam o tym, że szpitalom opłacają się cesarki.
      Poza tym nastawienie polskich kobiet - większość uważa że cesarka to
      najłatwiejszy i najbardziej "cywilizowany" poród i chodzi od lekarza do lekarza
      po świstek z "wskazaniami". Zresztą się nie dziwię, jak czytam o warunkach, w
      jakich przychodzi czasem rodzić i zachowaniu personelu medycznego wobec rodzących.
      Tu, gdzie teraz mieszkam, cesarka to ostateczność i nieszczęście. Kobiety robią
      wiele, żeby jej uniknąć - np ćwiczenia na odwrócenie źle ułożonych dzieci.
      • memphis90 Re: dlaczego tyle cresarek 05.02.08, 18:13
        A skąd jesteś? Ja- im więcej czytam- tym bardziej chciałabym rodzić w domu z
        doświadczoną położną, jak kobiety w Holandiismile Ale chyba się nie odważę i
        zostanie mi szpital. Mam jednak nadzieję, ze będzie min. zabiegów
        instrumentalnych itd (no, może oprócz znieczulenia), że nie będzie cc. Ale czas
        pokaże, jak się wszystko zakończy smile
      • yaga.f Re: dlaczego tyle cresarek 05.02.08, 23:19
        beamek8 napisała:

        > Też słyszałam o tym, że szpitalom opłacają się cesarki.

        Widocznie tam gdzie mieszkasz źle słychać.

        Za poród "naturalny" NFZ płaci podobno około tysiąca dwustu złotych,
        a koszty są prawie żadne. Jedna położna, jeden lekarz trochę nici. I
        kobieta podobno (tak twierdzą zwolenniczki porodów siłami natury)
        szybciej dochodzi do siebie, więc nie jest "kulą u nogi" dla
        personelu.

        Za cięcie cesarskie natomiast NFZ płaci co prawda coś koło 3 tys.,
        ale dla szpitala to żaden interes- trzech lekarzy (dwóch ginekologów
        i anestozjolog), położna, instrumentariuszka, pomoc anestezjologa,
        masa narzędzi, drogie nici- brzuch nie może się "rozejść" przy
        ruszaniu, antybiotyki, znieczulenie, leki najprzeróżniejsze (w
        kroplówkach i w zastrzykach przez cały pobyt w szpitalu),
        przygotowanie krwi i masa pracy dla personelu-trzeba taką po cc
        więcej doglądać, myć, pomagać jej przez pierwsze dni. Z tego
        wniosek, że ani względy finansowe nie mają znaczenia, ani
        wygodnictwo pracowników służby zdrowia.

        Co w takim razie decyduje- może to, że nie jest to już dziś ta
        operacja co kiedyś, gdy nie było dobrych antybiotyków, mocnych nici
        i z tego powodu częściej dochodziło do powikłań.

        Coraz więcej jest też zwolenniczek z tego powodu, że te co miały cc
        raczej nie narzekają (jak kobiety które dawniej miały cięcie)
        utrwala się więc przekonanie, że "nie taki diabeł straszny".

        Lekarze częściej robią cięcie z tego względu, że boją się coraz
        bardziej ewentualnych procesów sądowych- że kazali rodzić
        naturalnie, a były przeciwwskazania do takiego porodu i z dzieckiem
        lub z kobietą coś się stało. Że gdyby w porę zareagowali, a nie
        czekali z decyzją o cc do ostatniej chwili, tak jak każą im
        dyrektorzy szpitali (z ilości cc muszą się lekarze często tłumaczyć)
        to do porcesu by nie doszło.

        I coś co u mnie w głównej mierze zadecydowało- za dużo znam kobiet
        po porodach siłami natury, które mają problemy z wypadającymi
        macicami, nietrzymaniem moczu. Ostatnio taką operację miała moja
        trzydziestolatnia przyjaciółka, po 3 porodach naturalnych. I
        plastykę pochwy wspomina jako wielką traumę (ból fizyczny i
        psychiczny). Operacji więc nie uniknęła- cierpiała rodząc i
        cierpiała poddając się zabiegowi.

        > Tu, gdzie teraz mieszkam, cesarka to ostateczność i nieszczęście.
        Kobiety robią
        > wiele, żeby jej uniknąć - np ćwiczenia na odwrócenie źle ułożonych
        dzieci.

        Polska wbrew opini wielu tych, co wyemigrowali za chlebem, nie jest
        aż taka zaściankowa. Tu też wiele kobiet robi wszystko, aby urodzić
        swoje dziecko naturalnie. Dzieje sie tak z różnych względów:
        - uważają, że ta forma porodu jest lepsza
        - boją się operacji
        - nasłuchały się opowieści o cc od osób, które nigdy jej nie miały
        - lub po prostu stawiają sobie to za punkt honoru- " jak to JA NIE
        URODZĘ".

        I chwała Im za to- ich wybór, a czasami konieczność. NFZ, personel i
        dyrektorzy szpitali są Im za to wdzięczni. Ja też, więcej pieniędzy
        w szpitalach i w NFZ-cie na inne wydatki.
        Czysta ekonomia.
        • beamek8 Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 02:33
          Widzę, że jesteś zagorzałą zwolenniczką cesarek .
          Mieszkam w UK i tu nikt porodu naturalnego nie opisuje jako wielkie cierpienie.

          > cierpiała rodząc i cierpiała poddając się zabiegowi.

          Naturalny poród w przyjemnym, bezpiecznym otoczeniu powinien być magicznym
          przeżyciem, nie traumą.

          Nie wyemigrowałam za chlebem, bo mi go nigdy nie brakowało. Wyjechałam po to,
          żeby się czegoś nauczyć. I dzielę się z wami obserwacjami. Tutaj największy
          nacisk kładzie się na to, że kobieta powinna czuć się bezpiecznie i być
          zrelaksowana. Nastrojowa muzyka, olejki eteryczne, swoboda wyboru pozycji,
          partner umiejący odpowiednio masować plecy, stopy, podbrzusze oraz wesprzeć w
          kryzysowej ostatniej fazie. No i dosłownie arsenał środków znieczulających, z
          którymi się wręcz napraszają, nie trzeba o nie błagać. A położna pomaga, a nie
          krzyczy i zawiaduje. To jest standard. W Polsce z jakiegoś powodu często jeszcze
          luksus.

          I mimo, że nauka poszła tak do przodu, nie wierzę, że po cesarkach jest mniej
          komplikacji, niż po naturalnych porodach. Przymusowy kilkudniowy pobyt w
          szpitalu o czymś świadczy (po naturalnym można tu wyjść i po paru godzinach, jak
          się woli odpoczywać w domu). I każda następna ciąża po cesarce jest tutaj ciążą
          podwyższonego ryzyka, bacznie monitorowaną. Nie sądzę, żeby robili to bez powodu.
          • anulka59 Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 07:19
            beamek8 co do porodu naturalnego że w miłym otoczeniu nie powinien być traumą
            to się zgodzę tylko wiesz u nas czasem jesteś babą zawracającą głowę wiec o
            miłą atmosferę ciężko-położne chamskie niemiłe.Nie chcę wywoływać kłótni po tym
            co napisałam więc powtórzę że tak jest CZASAMI.Co do wypowiedzi to mi się wydaje
            że ona nie jest aż taką zwolenniczką cc tylko napisała to co jest
            rzeczywistością u nas i z większością tego co napisała się zgadzam.
          • mim288 Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 09:51
            Ciaża po cc nie jest żadną ciążą wysokiego ryzyka i nie trzeba nic
            specjalnie monitorować. Sa kobiety, które mają po 5 dzieci z cc i
            są absolutnie drowe i zadowolone. Może niektóre kobiety po prostu
            nie chcą masowania placów, olejków eterycznych i całego arsenału z
            tej bajki, a innym to akurat odpowiada. Powikłan po planowanych
            cesarkach jest bardzo mało.
          • yaga.f Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 18:32
            beamek8 napisała:

            > Mieszkam w UK i tu nikt porodu naturalnego nie opisuje jako
            wielkie cierpienie.
            >
            > > cierpiała rodząc i cierpiała poddając się zabiegowi.
            >
            > Naturalny poród w przyjemnym, bezpiecznym otoczeniu powinien być
            magicznym
            > przeżyciem, nie traumą.

            Nie napisałam, że moja koleżanka wspomina poród jako traumę, tak
            tylko wspomina plastykę pochwy. Rodząc tylko cierpiała, ale nie
            powiesz mi, że w UK absplutnie żadna kobieta nie cierpi podczas
            porodu. Jeżeli tak rzeczywiście jest to chwała brytyjskiej służbie
            zdrowia- faktycznie dokonują cudów. Choć akurat moja koleżanka,
            która mieszka w UK od 10 lat, bardzo narzeka na opiekę medyczną.

            > Widzę, że jesteś zagorzałą zwolenniczką cesarek .

            Nie jestem- ja po prostu wybrałam najlepsze z mojego punktu widzenia
            rozwiązanie. Nikt mnie do niczego nie zmuszał, jestem dorosła i sama
            podejmuję decyzje, sama odpowiadam za konsekwencje swoich wyborów.
            Innym kobietom też życzę, aby miały wybór bo o to chdzi- każdy
            powinien decydować o sobie, swoim ciele. Często jednak wyboru nie
            mamy- są przymusowe cesarki i przymusowe porody naturalne.
            Cesarki ze względu na spore koszty są w szpitalach reglamentowane.
            Nie raz się słyszy, że były wskazania do cc, a lekarze upierali się
            przy sn i narażali zdrowie i życie kobiety i dziecka.
            Dlaczego?
            Dlatego, że tak jest lepiej dla kobiety i dziecka? Chyba nie.
            Dlatego, że nie chcieli kobiety (która rodzi 20 godzin w bólach
            wdychając olejki eteryczne i relaksując się przy muzyce) pozbawiać
            jak to napisałaś "magicznego przeżycia"- chyba nie.
            Bo im i szpitalowi się to nie opłaca- może, ale na 100% nie wiem,
            tak tylko słyszałam.

            > I mimo, że nauka poszła tak do przodu, nie wierzę, że po
            cesarkach jest mniej
            > komplikacji, niż po naturalnych porodach. Przymusowy kilkudniowy
            pobyt w
            > szpitalu o czymś świadczy (po naturalnym można tu wyjść i po paru
            godzinach, ja
            > k
            > się woli odpoczywać w domu).

            Zależy co się bierze pod uwagę mówiąc o komplikacjach. Wszystkie
            planowane cesarki o których wiem zakończyły się pomyślnie i dla
            matek (zero powikłań) i dla dzieci (wszystkie dostawały 10 pkt przy
            porodzie). Znam natomiast dzieci, które urodziły się naturalnie w
            zamartwicy, niedotlenione, sine, które dostawały na start mniej
            punktów. I jak już pisałam znam wiele kobiet mających problemy z
            pochwą i nietrzymaniem moczu po porodach naturalnych (wcele nie
            takich ciężkich porodach).
            A jeśli chodzi o "przymusowy kilkudniowy pobyt w szpitalu"- w
            szpitalach nie ma przymusu (no chyba że w psychiatrycznym), sami
            decydujemy o sobie. Pójście do szpitala nie jest równoznaczne z
            ubezwłasnowolnieniem- lekarze nie zatrzymują nas na siłę, bo to by
            było już bezprawnym pozbawieniem wolności, czyli czynem
            penalizowanym przez polski kodeks karny. Oni proponują rozwiązania,
            a my je akceptujemy lub nie. Nic na siłe. Mnie np. pytali czy
            zostaję, czy wychodzę na własne żądanie.

            > I każda następna ciąża po cesarce jest tutaj ciążą
            > podwyższonego ryzyka, bacznie monitorowaną. Nie sądzę, żeby robili
            to bez powod
            > u.

            Chyba jednak robią to bez powodu. Moja siostra po pierwszym cc w
            drugą ciążę zaszła bez problemu, wizyty u lekarza miała standardowo
            co 3 tygodnie, nikt nie traktował jej ciąży inaczej tylko dlatego,
            że poprzednio miała cięcie.







            • beamek8 Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 22:10
              W UK bacznie monitorowana ciąża to i tak chyba mniej badań niż przy
              zwykłej ciąży w Polsce, ale to swoją drogą.
              Na problemy z nietrzymaniem moczu i wypadaniem macicy są ćwiczenia
              Kegla, które każda kobieta powinna wykonywać codziennie, choćby w
              imię udanego pożycia.

              Jeśli cesarki byłyby faktycznie o tyle lepsze, to w zamożnych
              krajach, gdzie pieniądze nie są problemem, w ogóle odchodziłoby się
              od naturalnych porodów. A wcale się na to nie zapowiada. Jest raczej
              ruch w stronę domowych porodów.
              Przy długich porodach monitoruje się pracę serca i zawartość tlenu w
              krwi dziecka, więc ryzyko jakichś zamartwic nie wydaje się duże. Po
              cesarkach z kolei zdarzają się zapalenia płuc i trudności z
              oddychaniem.
    • beniusia79 Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 07:59
      nie jestem z Rzeszowa, ale moge uzielic ci odpowiedzi bo niedawno
      ogladalam reportaz na ten temat. mianowicie liczba cesarek wzrosla
      na calym swiecie. kobiety rodza w dzisiejszych czasach coraz
      pozniej, wiele ciezarnych ma nadwage, dzieciaczki sa tez czesto zle
      ulozone....www.forumginekologiczne.pl/forum/vt,48,237,18681
    • anika772 Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 09:19
      Rzeszow nie jest wyjątkiem. Liczba cięć cesarskich wzrasta wszędzie
      właściwie.
    • maretina Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 18:57
      kiedys kobiety umieraly czesciej przy porodach, teraz na szczescie
      to ewenementy.
      • yaga.f Re: dlaczego tyle cresarek 07.02.08, 22:08
        Umieralność spada właśnie m.in. dzięki alternatywnym porodom jakimi
        są cesarki.
        I to jest może odpowiedż na tytułowe pytanie.
Pełna wersja