ange24
16.05.08, 18:10
Dziś byłam na pierwszej państowej wizycie u gina. Nie będę już
pisac, że czekałam na tę wizytę 2 miesiące (w innych przychodniach
podobny termin)- w tej chwili jestem w 14 tc więc między czasie
musiałam wybrac się prywatnie.
Wizyta była typowo państwowa - szybko, bez zbędnych pytań. Lekarz
pobrał mega boleśnie cytologię, obmacał mi brzych i powiedział -
faktycznie jest pani w ciąży. Zero wywiadu odnośnie przeszłości
ginekologicznej, terminu poprzeniego porodu. Dr nawet nie założył mi
karty ciąży twierdząc, że za wcześnie, nie podał terminu porodu.
Kazał się zapisac na usg...za natępne 2 miesiące, a wizyta na 1,5
miesiąca.
Dla mnie to jest żenada, tyle lat płacę składkę zdrowotną i tak byc
potraktowną przez lekarza? To jest moja druga ciąża, pierwszą
musiałam prowadzic prywatnie bo była zagrożona, jeśli zdecydowłabym
się na państwowe prowadzenie nie wiem jak by się to skończyło.
Po co wogóle są ci państwowi ginekolodzy? Chyba jestem coraz
bardziej za prywatyzacją służby zdrowia.
Przy okazji może polecicie jakiegoś dobrego państwowego gina do
prowadzenia ciąży w Gdyni?