melka_x
20.10.03, 13:11
zwolono nam wyjąć Cię z inkubatora, umarłaś w naszych ramionach nasz Superskrzaciku. Przez 20 minut patrzyliśmy jak gaśniesz, jak spada tętno, saturacja... jak linia na monitorze robi się coraz bardziej płaska. Po 20 minutach weszła lekarka, zbadała Cię i powiedziała ?Nie ma już tętna?. Wyłączono respirator, wyjęto sondy, odłączono Cię od wszystkiego, ubrano i dano nam kilka godzin na pożegnanie. Ja wciąż nie wierzyłam, że nie żyjesz. Kiedy Twój tata chciał Ci przemyć oczy i buzię, upierałam się żeby zrobić to solą fizjologiczną, nie wodą. Zrobił to wodą, ale jeszcze długo nosił Cię na rękach, przytulał i szeptał Ci coś do uszka.
To tak boli Córeczko. Inni rodzice kupują wózki, rowerki, zabawki, łóżeczka, a my malutką trumienkę. Ubranka, które Ci kupiliśmy, po raz pierwszy założono Ci właśnie do tej trumienki. Inni wychodzą na spacer z dziećmi, albo nawet jadą do szpitala je odwiedzić, a my jeździmy na cmentarz, choć nic jeszcze nie przeżyłaś. Nigdy nie dowiemy się jakbyś wyglądała za kilka lat, Twój ryjek nigdy nie powie ?mamo? lub ?tato?. Twój dziadek nigdy nie kupi Ci malutkich pionierek i nigdy nie weźmie Cię w Tatry jak marzył, Twój Tata nigdy nie nauczy Cię pływać na desce, nie będzie wybierał dla Ciebie pianki i żagli. Nie będziemy obserwować jak rośniesz, jak zmieniasz się w kobietę. Tak niewiele chcieliśmy. Wiedzieliśmy od pewnego momentu, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz zdrowym dzieckiem, że może nie będziesz widzieć, że może nigdy nie będziesz w stanie skończyć żadnej szkoły. Godziliśmy się z tym, kochalibyśmy Cię bez względu na to jaka byś nie była. Kiedyś spotkałam mamę z dzieckiem z zespołem Downa i poczułam taką straszną zazdrość, że jej dziecko żyje. Chcieliśmy tylko, żebyś była. A może Ty nie chciałaś takiego życia?
Nikt nigdy Cię nie zastąpi, zawsze będziemy o Tobie pamiętać i zawsze będziemy Cię kochać. Dziękujemy Ci Pyzatko, że byłaś z nami przez te 58 dni, to były najcudowniejsze dni w naszym życiu, Twoje istnienie było naszym prawdziwym Cudem.
Żegnaj Superskrzaciku, Natalijko ? Nowalijko, Natalko ? Krasnalko, Pyzuniu
Śpij spokojnie Córeczko
Twoja mama
P.S. Mam ogromny żal, do pielęgniarek z pierwszego szpitala, w którym Natalia urodziła się i była pierwsze dni. Tam z tego krótkiego czasu jaki nam dano zabrano nam jeszcze te 8 dni po urodzeniu, gdy nic jej jeszcze nie bolało, gdy można było ją kangurować (kładzenie dziecka pod kołderką na nagich piersiach matki, by mogło słyszeć bicie jej serca, które pamięta z życia płodowego). Nie wiedzieliśmy, że to możliwe, i nie tylko, że nikt nam tego nie zaproponował, ale większość pielęgniarek dawała nam wszelkimi sposobami do zrozumienia, że przeszkadzamy. Wiecznie zawadzałam przy inkubatorze, przy każdej czynności pielęgniarki wypraszały mnie za drzwi i to niemal warcząc. (a lekarki ? zresztą bardzo miłe, życzliwe i ludzkie stwierdzały to jako fakt, z którym trzeba się pogodzić ?No wie pani, pielęgniarki nie lubią jak im się siedzi na głowie? (!!!) ? usłyszeliśmy od jednej lekarki). Dopiero w Instytucie Matki i Dziecka przekonałam się, że rodzice nie muszą być dla pielęgniarek zawalidrogą, że nie trzeba walczyć o to by być przy własnym dziecku, że mogłam być przy Niej od rana do wieczora, że mogłam Ją smarować oliwką, mierzyć temperaturę, przewijać, że nie przeszkadzamy ani przy żadnym badaniu, ani przy obchodzie, ani przy podawaniu leków. Tylko że w instytucie Natalijkę już bolał każdy dotyk, już nie mogliśmy jej z tego powodu wyjąc ani na chwilę z inkubatora. I już nikt nam tych pierwszych dni po Jej urodzeniu nie zwróci.