Dodaj do ulubionych

pożegnanie

20.10.03, 13:11
zwolono nam wyjąć Cię z inkubatora, umarłaś w naszych ramionach nasz Superskrzaciku. Przez 20 minut patrzyliśmy jak gaśniesz, jak spada tętno, saturacja... jak linia na monitorze robi się coraz bardziej płaska. Po 20 minutach weszła lekarka, zbadała Cię i powiedziała ?Nie ma już tętna?. Wyłączono respirator, wyjęto sondy, odłączono Cię od wszystkiego, ubrano i dano nam kilka godzin na pożegnanie. Ja wciąż nie wierzyłam, że nie żyjesz. Kiedy Twój tata chciał Ci przemyć oczy i buzię, upierałam się żeby zrobić to solą fizjologiczną, nie wodą. Zrobił to wodą, ale jeszcze długo nosił Cię na rękach, przytulał i szeptał Ci coś do uszka.

To tak boli Córeczko. Inni rodzice kupują wózki, rowerki, zabawki, łóżeczka, a my malutką trumienkę. Ubranka, które Ci kupiliśmy, po raz pierwszy założono Ci właśnie do tej trumienki. Inni wychodzą na spacer z dziećmi, albo nawet jadą do szpitala je odwiedzić, a my jeździmy na cmentarz, choć nic jeszcze nie przeżyłaś. Nigdy nie dowiemy się jakbyś wyglądała za kilka lat, Twój ryjek nigdy nie powie ?mamo? lub ?tato?. Twój dziadek nigdy nie kupi Ci malutkich pionierek i nigdy nie weźmie Cię w Tatry jak marzył, Twój Tata nigdy nie nauczy Cię pływać na desce, nie będzie wybierał dla Ciebie pianki i żagli. Nie będziemy obserwować jak rośniesz, jak zmieniasz się w kobietę. Tak niewiele chcieliśmy. Wiedzieliśmy od pewnego momentu, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz zdrowym dzieckiem, że może nie będziesz widzieć, że może nigdy nie będziesz w stanie skończyć żadnej szkoły. Godziliśmy się z tym, kochalibyśmy Cię bez względu na to jaka byś nie była. Kiedyś spotkałam mamę z dzieckiem z zespołem Downa i poczułam taką straszną zazdrość, że jej dziecko żyje. Chcieliśmy tylko, żebyś była. A może Ty nie chciałaś takiego życia?

Nikt nigdy Cię nie zastąpi, zawsze będziemy o Tobie pamiętać i zawsze będziemy Cię kochać. Dziękujemy Ci Pyzatko, że byłaś z nami przez te 58 dni, to były najcudowniejsze dni w naszym życiu, Twoje istnienie było naszym prawdziwym Cudem.
Żegnaj Superskrzaciku, Natalijko ? Nowalijko, Natalko ? Krasnalko, Pyzuniu
Śpij spokojnie Córeczko
Twoja mama




P.S. Mam ogromny żal, do pielęgniarek z pierwszego szpitala, w którym Natalia urodziła się i była pierwsze dni. Tam z tego krótkiego czasu jaki nam dano zabrano nam jeszcze te 8 dni po urodzeniu, gdy nic jej jeszcze nie bolało, gdy można było ją kangurować (kładzenie dziecka pod kołderką na nagich piersiach matki, by mogło słyszeć bicie jej serca, które pamięta z życia płodowego). Nie wiedzieliśmy, że to możliwe, i nie tylko, że nikt nam tego nie zaproponował, ale większość pielęgniarek dawała nam wszelkimi sposobami do zrozumienia, że przeszkadzamy. Wiecznie zawadzałam przy inkubatorze, przy każdej czynności pielęgniarki wypraszały mnie za drzwi i to niemal warcząc. (a lekarki ? zresztą bardzo miłe, życzliwe i ludzkie stwierdzały to jako fakt, z którym trzeba się pogodzić ?No wie pani, pielęgniarki nie lubią jak im się siedzi na głowie? (!!!) ? usłyszeliśmy od jednej lekarki). Dopiero w Instytucie Matki i Dziecka przekonałam się, że rodzice nie muszą być dla pielęgniarek zawalidrogą, że nie trzeba walczyć o to by być przy własnym dziecku, że mogłam być przy Niej od rana do wieczora, że mogłam Ją smarować oliwką, mierzyć temperaturę, przewijać, że nie przeszkadzamy ani przy żadnym badaniu, ani przy obchodzie, ani przy podawaniu leków. Tylko że w instytucie Natalijkę już bolał każdy dotyk, już nie mogliśmy jej z tego powodu wyjąc ani na chwilę z inkubatora. I już nikt nam tych pierwszych dni po Jej urodzeniu nie zwróci.

Obserwuj wątek
    • majcia74 Re: pożegnanie 20.10.03, 13:23
      Żadne słowa nie wyrażą mojego współczucia...
      Ściskam Cię naprawdę mocno.

      Maja
      • melka_x zgubiony początek 20.10.03, 13:27
        Dziekuje.

        Gdzies zgubił się początek, wiec wklejam ponownie calosc, moze teraz sie uda

        Najukochańsza Córeczko!

        Nasza wymarzona, wyczekana córeczko: urodziłaś się jako 27 tygodniowy wcześniak z wagą 970 g. Przedwczesny poród wywołało zakażanie bakteryjne. Dzień Twoich urodzin był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Kiedy usłyszałam Twój płacz, sama rozpłakałam się w głos, to wzruszenie nie do opisania, znane tylko mamom... Mimo złowieszczych statystyk (ogromna większość zgonów noworodków to wcześniaki) wierzyliśmy, że wszystko dobrze się skończy. Dostałaś 10 punktów, nie było potrzeby intubowania (respirator), bo oddychałaś samodzielnie. Lekarze dziwili się, że tak sobie świetnie radzisz Krasnalku, obok leżał 31 tygodniowy wcześniak (a więc starszy prawie o miesiąc!) pod respiratorem... 9. dnia nastąpiło pogorszenie. Spuchł Ci brzuszek, pojawiły się problemy z trawieniem, ale nie wyglądało to jeszcze tragicznie, wydawało się, że dostałaś za duża porcję pokarmu jak na swoje możliwości. Mimo zmniejszenia ilości jedzenia, 10 doba nie przyniosła zmian na lepsze. 11 doba to był cios. Przyjechaliśmy do szpitala i zobaczyliśmy Cię pod respiratorem. Dowiedzieliśmy się, że reanimowano Cię rano, że nastąpiło zatrzymanie akcji serca! Lekarka uratowała Ci wtedy życie, ale Twój stan określono jako bardzo ciężki. Do tej pory czuję potworny żal, że nikt do nas nie zadzwonił. Telefon był w papierach na izbie przyjęć... mogliśmy zastać pusty inkubator! Następnego dnia przewieziono Cię do IMiDz jak prawdziwego VIP-a... na sygnale przez całe miasto...Tu przez kilka tygodni walczono o Twoje życie. Okazało się, że nie dokonał się zwrot jelita, co spowodowało niedotlenienie tkanek i rozległą zamartwicę. Miałaś 3 operacje, które jak nam powiedziano przeżyłaś cudem. Mimo niezwykle ciężkiego stanu i bólu nasz dzielny skrzaciku prawie dwa miesiące walczyłaś z ogromną determinacją... lekarze dziwili się Twojej sile i żywotności... To był niezwykły, cudowny czas, mimo złych rokowań byliśmy pełni nadziei. W instytucie spędzałam całe dnie, obserwowałam jak zmieniasz się, jak z dnia na dzień robisz się coraz słodszą pyzunią, jak reagujesz na mój głos, jak ślicznie uśmiechasz się i jeśli to w ogóle możliwe każdego następnego dnia kochałam Cię jeszcze bardziej i bardziej... Czytałam Ci książeczki i mówiłam, mówiłam, mówiłam... Opowiadałam jak bardzo Cię kochamy, obiecywałam, że nie zawsze będzie bolało, że jeszcze musisz trochę wytrzymać, ale w końcu przestaną Ci zakładać kolejne wenflony, wyjmą respirator, ból ustąpi i zobaczysz jakie życie może być piękne. Zobaczysz w jakim ładnym miejscu mieszkamy, że szpital to nie cały świat, jaki śliczny pokoik przygotowujemy dla Ciebie. Wierzę, że choć nie rozumiałaś słów, rozumiałaś sens tego co mówiłam, że dzięki temu miałaś siłę, by walczyć.

        Po 3 operacji wiedziałam już, że przegraliśmy. Otwierałaś oczy i patrzyłaś z wyrzutem, że pozwalamy na taki ból, choć wszyscy robili wszystko byś nie cierpiała... Miałaś już taki zmęczony, zrezygnowany, smutny wzrok. Wiedziałam, że nie masz siły walczyć dalej, że poddałaś się. 57. dnia, 6 dni po ostatniej operacji lekarze oświadczyli, że nie podejmą się kolejnej operacji, że nie widzą już żadnych, nawet najmniejszych szans, że każde działanie tylko przedłuży Twoje cierpienie. Powiedziano nam, że będziemy mogli być przy Twojej śmierci, że nie będziesz cierpieć, nie będziesz czuć duszności, że będziesz po prostu powoli zasypiać. Staliśmy nad Tobą i patrzyliśmy jak mimo ogromnych ilości leków przeciwbólowych płaczesz. Już wiedzieliśmy, że nie wygramy z losem. Chcieliśmy tylko, żebyś przestała cierpieć. W końcu po kolejnej porcji leku ból ustąpił, zasnęłaś. Tego dnia też po raz pierwszy pozwolono mi wyjąć Cię z inkubatora i przytulić. Byłaś taka śliczna, spokojna i bezbronna. Wieczorem pojechaliśmy do domu, przekonani ze to potrwa jeszcze kilka dni, jednak już następnego dnia rano gdy zbieraliśmy się do szpitala, zadzwoniła dyżurna lekarka, ze umierasz, żebyśmy przyjechali natychmiast jeśli chcemy Cię pożegnać. Po wariackiej jeździe dotarliśmy do Instytutu. Pozwolono nam wyjąć Cię z inkubatora, umarłaś w naszych ramionach nasz Superskrzaciku. Przez 20 minut patrzyliśmy jak gaśniesz, jak spada tętno, saturacja... jak linia na monitorze robi się coraz bardziej płaska. Po 20 minutach weszła lekarka, zbadała Cię i powiedziała ?Nie ma już tętna?. Wyłączono respirator, wyjęto sondy, odłączono Cię od wszystkiego, ubrano i dano nam kilka godzin na pożegnanie. Ja wciąż nie wierzyłam, że nie żyjesz. Kiedy Twój tata chciał Ci przemyć oczy i buzię, upierałam się żeby zrobić to solą fizjologiczną, nie wodą. Zrobił to wodą, ale jeszcze długo nosił Cię na rękach, przytulał i szeptał Ci coś do uszka.

        To tak boli Córeczko. Inni rodzice kupują wózki, rowerki, zabawki, łóżeczka, a my malutką trumienkę. Ubranka, które Ci kupiliśmy, po raz pierwszy założono Ci właśnie do tej trumienki. Inni wychodzą na spacer z dziećmi, albo nawet jadą do szpitala je odwiedzić, a my jeździmy na cmentarz, choć nic jeszcze nie przeżyłaś. Nigdy nie dowiemy się jakbyś wyglądała za kilka lat, Twój ryjek nigdy nie powie ?mamo? lub ?tato?. Twój dziadek nigdy nie kupi Ci malutkich pionierek i nigdy nie weźmie Cię w Tatry jak marzył, Twój Tata nigdy nie nauczy Cię pływać na desce, nie będzie wybierał dla Ciebie pianki i żagli. Nie będziemy obserwować jak rośniesz, jak zmieniasz się w kobietę. Tak niewiele chcieliśmy. Wiedzieliśmy od pewnego momentu, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz zdrowym dzieckiem, że może nie będziesz widzieć, że może nigdy nie będziesz w stanie skończyć żadnej szkoły. Godziliśmy się z tym, kochalibyśmy Cię bez względu na to jaka byś nie była. Kiedyś spotkałam mamę z dzieckiem z zespołem Downa i poczułam taką straszną zazdrość, że jej dziecko żyje. Chcieliśmy tylko, żebyś była. A może Ty nie chciałaś takiego życia?

        Nikt nigdy Cię nie zastąpi, zawsze będziemy o Tobie pamiętać i zawsze będziemy Cię kochać. Dziękujemy Ci Pyzatko, że byłaś z nami przez te 58 dni, to były najcudowniejsze dni w naszym życiu, Twoje istnienie było naszym prawdziwym Cudem.
        Żegnaj Superskrzaciku, Natalijko ? Nowalijko, Natalko ? Krasnalko, Pyzuniu
        Śpij spokojnie Córeczko
        Twoja mama




        P.S. Mam ogromny żal, do pielęgniarek z pierwszego szpitala, w którym Natalia urodziła się i była pierwsze dni. Tam z tego krótkiego czasu jaki nam dano zabrano nam jeszcze te 8 dni po urodzeniu, gdy nic jej jeszcze nie bolało, gdy można było ją kangurować (kładzenie dziecka pod kołderką na nagich piersiach matki, by mogło słyszeć bicie jej serca, które pamięta z życia płodowego). Nie wiedzieliśmy, że to możliwe, i nie tylko, że nikt nam tego nie zaproponował, ale większość pielęgniarek dawała nam wszelkimi sposobami do zrozumienia, że przeszkadzamy. Wiecznie zawadzałam przy inkubatorze, przy każdej czynności pielęgniarki wypraszały mnie za drzwi i to niemal warcząc. (a lekarki ? zresztą bardzo miłe, życzliwe i ludzkie stwierdzały to jako fakt, z którym trzeba się pogodzić ?No wie pani, pielęgniarki nie lubią jak im się siedzi na głowie? (!!!) ? usłyszeliśmy od jednej lekarki). Dopiero w Instytucie Matki i Dziecka przekonałam się, że rodzice nie muszą być dla pielęgniarek zawalidrogą, że nie trzeba walczyć o to by być przy własnym dziecku, że mogłam być przy Niej od rana do wieczora, że mogłam Ją smarować oliwką, mierzyć temperaturę, przewijać, że nie przeszkadzamy ani przy żadnym badaniu, ani przy obchodzie, ani przy podawaniu leków. Tylko że w instytucie Natalijkę już bolał każdy dotyk, już nie mogliśmy jej z tego powodu wyjąc ani na chwilę z inkubatora. I już nikt nam tych pierwszych dni po Jej urodzeniu nie zwróci.

        • magdalena_76 Re: zgubiony początek 20.10.03, 13:49
          Trudno mi coś napisać... Pewnie każde słowo Cię boli...
          Będę się bardzo modlić o pokój dla Was
          Magda
          • la_lunia Re: zgubiony początek 20.10.03, 14:11
            jestem w pracy
            lzy mi lecialy czytajac to

            nie potrafie napisac nic innego jak - przykro mi.


        • malgog Re: zgubiony początek 20.10.03, 14:10
          Bardzo Wam współczuję
          Małgosia
        • gochagocha Re: zgubiony początek 20.10.03, 15:09
          Wspolczuje Wam z calego serca. To boli ale Waszego bolu nie jestem sobie w
          stanie nawet wyobrazic. Nic wiecej nie potrafie napisac.
          Gosia
        • emilia41 Re: zgubiony początek 20.10.03, 15:29
          Nie jestem w stanie wyrazic tego ogromnego zalu i tego ogromnego
          wspolczucia..wiem ze zadne slowa nie pomoga ani nie utula waszego zalu ale z
          calego serca wspolczuje...
          Trzymajcie sie bardzo cieplo..
        • cytrynka3 Re: zgubiony początek 20.10.03, 18:45
          Mój Boże, nie mogę opanować łez.
        • podenka Re: zgubiony początek 20.10.03, 23:01
          Prawie nie mogę pisać tak płaczę, tym bardziej, że to przypomina mi to co sama
          przeżyłam. Tyle tylko, że mi nikt nie powiedział, że powinnam i mogę się
          pożegnać i być przy śmierci dziecka, wręcz wszyscy twierdzili, że to dla mnie
          lepiej, że bedę przy Marysi jak najmniej-prawie wcale. Nikt nie podkreślał jak
          dla niej to ważne a ja dotąd mam wyrzuty sumienia, że bardziej myślałam o sobie
          niż o niej. Natomiast wiem, że mimo to wspomnienie nigdy nie zniknie-to można
          potem jeszcze się cieszyć życiem.
          Pozdrowienia Justyna
        • koracz7 Re: zgubiony początek 22.10.03, 19:44
          Ja też płakałam i cały czas o Was myślę!
          Wiem, że to mało odpowiedni moment, ale ja studiuję położnictwo na Akademii
          Medycznej i bardzo chciałabym przeczytać ten list koleżankom z roku, czy mogę?
          One kiedyś, a może już niedługo będą się opiekować takimi dziećmi. Myślę, że
          ten list może im dać dużo do myślenia, przede wszystkim to by nigdy, ale to
          nigdy nie lekceważyły rodziców i ich maleństw!!!!!!
          ściskam Was i wiem o tym, że Wasz Krasnalek jest z Wami!
          Karolina
          mój mail: koracz7@poczta.onet.pl, czekam na odpowiedź.
        • alex-1 Re: zgubiony początek 23.10.03, 21:57
          To wstrząsające...Nie potrafię wyobrazić sobie co czujecie.Jaki straszny ból
          Was spotkał...Życie daje nam różne doświadczenia i jestem pewna,że nadejdzie
          czas,kiedy będziecie znowu cieszyć się macierzyństwem i ojcostwem.Jeszcze
          będziecie szczęśliwi.Teraz potrzebujecie czasu,czasu,czasu i siebie nawzajem.
          Życzę Wam z całego serca,abyście mieli siłę przejść ten bardzo trudny
          moment,życzę spokoju i wiary w lepsze jutro.
          Natalka miała i ma wspaniałych Rodziców.To cudowne,że pokazaliście jej w
          tym,jakże krótkim życiu, co to znaczy kochać.Byliście z nią,a ona już zawsze
          będzie z Wami.
          Współczuję,współczuję i płaczę razem z Wami...
          Alex
        • quryj Re: zgubiony początek 26.10.03, 20:02
          Łzy spłynęły mi z oczu jak przeczytałem ten list. Za ok. 2 miesiące znowu
          zostanę tatą. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić nawet tego co Was spotkało.
          Gorąco pozdrawiam Waldek
        • mamamarka Re: zgubiony początek 22.12.03, 10:46
          Nie wiem co napisać...

          Płaczę
          Strasznie współczuję

          Ja bym umarła...
    • anfido Re: pożegnanie 20.10.03, 14:29
      Tak wielkie cierpienie nie powinno NIGDY dotyczyć dzieci i ich rodziców.
      Współczuję Wam ogromnie. Anfido
      • edytek1 Re: pożegnanie 20.10.03, 15:08
        Dawno tak nie płakałam. Będę o Was myśleć. Nic więcej nie umiem powiedzieć.
        • ania30poz Re: pożegnanie 20.10.03, 17:33
          Ja równiez chciałam się przyłączyć i wyrazić ogromne współczuciesad(

          Ania
    • joanka75 Re: pożegnanie 20.10.03, 15:58
      Nie potrafie nic napisac, poza tym,ze sercem i smutkiem jestem z Wami.
    • donatta Re: pożegnanie 20.10.03, 16:01
      Czytam to,co napisałaś i płaczę. Tak bardzo mi przykro, nie ma sprawiedliwości
      na tym parszywym świecie. Trzymajcie się dzielnie.
      Donata
      • madziulaz Re: pożegnanie 20.10.03, 16:28
        Serdecznie Wam współczuje!!!
        magda
    • agao_z Re: pożegnanie 20.10.03, 16:40
      Czytam i placze...
      Nie potrafie sobie wyobrazic bolu i cierpienia, ktore bylo waszym udzialem...
      Wspolczuje...
      Modle sie...
      Agnieszka
      • 1paula Re: pożegnanie 20.10.03, 16:47
        Całym sercem jestem z Wami
    • berna2 Re: pożegnanie 20.10.03, 17:06
      Jestem z Tobą myślami i sercem.
      Berna.
    • mija4 Re: pożegnanie 20.10.03, 17:43
      Bardzo, ale to bardzo Wam współczuję . Myślę ,że dla wielu z nas Twoje słowa
      to prawdziwa lekcja miłości. Łączę się z Toba w Twoim bólu.
      Wierzę ,że te pokłady uczucia , które w sobie masz uszczęśliwią jeszcze
      malutką istotkę , która do Was jescze zawita. trzymam za Was kciuki!
      • martael Re: pożegnanie 20.10.03, 18:33
        Nie wyobrażam sobie większego smutku, niż smutek
        rodziców, którzy stracili dziecko. Jest mi tak strasznie
        przykro z powodu Waszej tragedii, że trudno mi to
        wypowiedzieć. Strasznie się spłakałam czytając Twoje
        słowa. Niech Bóg da Wam siłę, żeby przez to wszystko przejść.
        --
        Marta
        • amoga Re: pożegnanie 20.10.03, 19:24
          Czytam i płaczę! Nie mogę wydusić słowa ale wiem, że żadne słowa nie są w
          stanie wyrazić jak bardzo mi przykro.Modlę się za was,żebyście znależli siły
          aby przez to wszystko przejść.
          Aga
    • kasia9641 Re: pożegnanie 20.10.03, 19:24
      Kochani jest mi bardzo przykro z tego powodu, łaczę się z Wami w bólu.
      Trzymajcie się teraz koniecznie razem! List, który napisałaś jest bardzo piękny
      i niesamowicie mnie wzruszył. Będę się modlić za Was i za Natalkę...
      • bibba Re: pożegnanie 20.10.03, 21:29
        Mysle, ze zadna z nas nie jest w stanie czytac tego i nie plakac.
        Tak mi przykro, tak mi strasznie przykro. Twoja malutka coreczka isnieje teraz
        wsrod nas, i pewnie lagodnie usmiecha sie na te wszystkie lzy.
        Melko, dziekuje Ci za te historie, jest bolesna, wiem ze jeszcze bardziej
        Tobie, ale jest to dobra historia - milosci, cierpliwosci, nadzieji. Jest
        piekna.

        Zycze Wam pokoju, i sily na przyszlosc. A Tobie samej przesylam usciski, i
        caluski dla Natalii - powiedz jej, ze nie istniala tylko w szpitalu wsrod
        lekarzy i pielegniarek - my tez o niej teraz wiemy. Zyla naprawde.
    • ewetka Re: pożegnanie 20.10.03, 21:45
      Nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo jest mi przykro z powodu Waszego
      cierpienia. Czytałam i płakałam. Całym sercem i duszą jestem z Wami.
      Całuję Was mocno.
      Ewa
      • dzidzia_78 Re: pożegnanie 20.10.03, 21:58
        Całym sercem jestem z Wami i modlę się o waszego Aniołka.
        Trzymajcie się dzielnie i nie poddawajcie się. Sciskam Was gorąco.
        Pa
    • marti25 Re: pożegnanie 20.10.03, 21:57
      Płaczę, i myślę, Boże, dlaczego???

      Martyna
    • anaisia Re: pożegnanie 20.10.03, 22:19
      Jakie to niesprawiedliwe, niezrozumiałe i straszne. Skoro my wszystkie czytając
      Twój post płaczemy, jak bardzo Ty i Twój mąż musicie cierpieć. Nie potrafię
      sobie tego wyobrazić. Bardzo Ci współczuję.
    • agatex19 Re: pożegnanie 20.10.03, 23:03
      Brak słów pocieszenia dla Was. Płaczę razem z Wami. Współczuję i trzeba Wam
      wiele siły wewnętrznej w tych trudnych chwilach.
      Agata
    • melka_x dziekuje i do Podenki 21.10.03, 08:49
      Dziekuje Wszystkim za te slowa.
      Podenko: odezwij sie, jesli masz ochote. Moj adres magdalena34@poczta.fm
    • matusia3 Re: pożegnanie 21.10.03, 09:51
      Jest mi strasznie przykrosad((((((( Boże dlaczego odebrałeś możliwość kochania i
      wychowywania rodzicom,ktorzy bardzo chcieli kochać? Nigdy tego nie zrozumiem.
      Poprostu brak mi słów ,łzy cisną się do oczu.........
      Wiem,że nie pociesze Cię w żaden sposób,to zbyt świeża rana..ale wiedz,że
      pomodlę się za Wasza córeczkę,za Waszego Aniołka...

      Matusia
    • deionarra Re: pożegnanie 21.10.03, 09:58
      ...mojego męza ciocia rodziła cztery razy... rodziła i dzieci umierały....
      najpierw była dziewczynka, pózniej chłopiec, trzecia ciąża chłopcy-
      bliźnięta... i kolejny czwarty poród.... przez dwa tygodnie nie poszła
      zobaczyć dziecka, płakała, płakała bo bała się ze historia się powtórzy...
      Kasia urodziła się w 26 tygodniu ciązy wazyła 950 gr... miała 10 dni, kiedy
      przeprowadzono operacje serca.. ... leżała pod respiratorem... każdy dzien był
      dniem oczekiwań.... po niespełna 4 miesiacach dziecko wypisano do domu ale i
      tak nikt nie miał pewnosci czy będzie zyc... była maciupka... ważyła 1,8
      kg... teraz ma 12 lat... jest zdrowym dzieckiem... najwiekszym szczesciem
      rodziców.... którzy czekali na nia tak długo... 6 długich lat spędzonych w
      smutku po śmierci tych małych istotek.... i myśli czy kiedys będą mieli „żywe
      dziecko”... mają bo nie poddali się, mimo ze przy drugiej ciąży lekarze
      twierdzili ze nic z tego nie będzie... także NADZIEJA musi być w WAS... nie
      jestescie Sami.... obok was tez sa ludzie którzy przezyli to piekło tak ja
      WY...

      Gorące uśmiechy w Wasza strone... Dagmara
      • agaa5 Re: pożegnanie 21.10.03, 10:24
        Twój list bardzo mnie wzruszył. Strasznie Ci współczuję i jestem z Wami
        Agnieszka





    • kj74 Re: pożegnanie 21.10.03, 10:25
      To takie niesprawiedliwe!!!!!!!!!
      Bardzo współczuję.
      Kasia
    • gandalf21 Re: pożegnanie 21.10.03, 11:33
      Zadne ale to zadne slowa nie sa tu na miejscu...
      Bardzo Wam wspolczuje i calym sercem jestem z Wami.
      Wasza coreczka na pewno czula ze tak mocno ja kochacie.
      Pozdr,
      Asia B
      • mana10 Re: pożegnanie 21.10.03, 20:29
        Bardzo Wam współczuję.Nie wiem, co znaczy śmierć dziecka, ale mimo upływu
        trzech lat nie umiem przeżyc śmierci innej kochanej osoby. Nie powiem, że to
        przestanie boleć, bo nie przestanie, nie powiem, że musiciez z tym życ - bo to
        banalne. Będziecie zyć, będziecie pamiętać- i choc teraz w to nie wierzycie-
        to to życie pomimo ogromnej tragedii- wciąż się niezmienne kręci, i ten świat
        jest taki sam. Dla wszyskich- tylko nie dla Was. Bądźcie razem.
        • amanda2002 Re: pożegnanie 21.10.03, 22:54
          Kochana Melko!
          Bardzo ci wspolczuje bo wiem co czujesz w serduszku! Ja tez stracilam moja
          mala coreczke (grudzien 2002). Jest to wielki smutek i zal ktory nie da rady
          opisac. Napewno jest ci ciezko zyc dalej tak jak i mi.
          Wszyscy mowia ze bedzie lepiej ale wiesz co? Ja w to nie wierze... jeszcze nie
          teraz. Niepotrafie sie pogodzic z faktem ze moja ukochana coreczka nie dostala
          szansy bycia z nami. Umarla podczas porodu! Jakie zycie jest wstretne, prawda?
          Bardzo bym cie chciala pocieszyc ale czasami nie wiem jak. Sama nie potrafie
          pocieszyc siebie.
          Jutro zapale swieczke za twoja Natalke u mojej Amanduni na grobku zeby obydwie
          krolewny wiedzialy jak bardzo je kochamy!
          Trzymaj sie cieplutko, myslami jestem przy Tobie!
          Monika
          • k799 Re: pożegnanie 21.10.03, 23:13
            Piszę i wyję-bo raczej nie jest to płacz...Jak ja Wam bardzo współczuję!!!Myślę
            o Was i modlę się za Natalkę!!! k&bliźbniaki
            • anka1 Re: pożegnanie 22.10.03, 08:53
              kazde slowo ktore sie napisze bedzie banalem ...
              ale bardzo Wam wspolczuje.
              w mojej rodzinie byla podobna sytuacja. pozostala mala mogilka ... i zal.
    • ese1 Re: pożegnanie 22.10.03, 21:33
      Gorszego momentu w zyciu nie potrafie sobie wyobrazic. Pocieszyc sie nie da,
      mozna tylko razem wspolczuc....
    • opolanka1 Re: pożegnanie 23.10.03, 10:35
      Wasze dziecko jest już Aniołkiem, spogląda swymi pięknymi oczami i podziwia Was,
      za całą determinację i walkę, o każdy dzień jego życia......
      Spotkacie sie kiedys tam na górze, między błekitem a bielą....

      ......

      Nie wiem tylko dlaczego, Bóg czasami lubi w taki okrutny sposób doświadczać
      człowieka?

      ....

      łzy.....
      smutek...
      ............teraz mam to w sercu
    • niusia1803 Re: pożegnanie 23.10.03, 10:38
      Bardzo współczuję. Myślami jestem z wami. To takie niesprawiedliwe...Ale trzeba
      mieć nadzieję, że patrzy na was z góry i opiekuje się wami i zawsze będzie....
    • ewanm77 Re: pożegnanie 24.10.03, 15:35
      Wiem co to znaczy biała trumienka, co to ból matki i żal kierowany do ...
      nikąd. Żadne współczucie nic nie daje, żadne słowa pociechy. Chciałam Ci tylko
      powiedzić, że musisz sobie sama poradzić z tym bólem, bo teraz zaczniesz walkę
      o pozostanie w rzeczywistości, o to żeby ta straszna tragedia, straszna
      niesprawiedliwość nie doprowadziła cię do obłędu. Ja tą walkę wygrałam. Ból i
      żal pozostał, ale jestem szczęśliwa, a Ty do tych szczęśliwych matek właśnie
      dołączyłaś. A dlaczego ? Dlatego, że nie każda ma to szczęćie mieć Aniołka w
      Niebie, który będzie chronił Cię i Twego męża każdego dnia.
      Ps. Pamiętaj abyś nie płakała zbyt wiele, ponieważ Twojemu Aniołkowi trudno
      będzie się latać.
      Pozdrawiam serdecznie
    • nika28wawa Re: pożegnanie 24.10.03, 16:38
      już przy pierwszym wersie zaczeła płakać ( w wersji bez początku). Wybacz nie
      przeczytałam twojego pożegnania dfalej, zrobił to za mnie mój mąż. Ja nie
      mogłam, to dla mnie zbyt trudne czytać o twoim nieszczęściu. Tragedia którą
      nie da się opisać słowami, choć swój ból wyraziłaś bardzo czysto i pięknie.
      Nie jwestem w stanie wyobrazić sobie co czujesz, ale jestem z tobą, cała moja
      rodzina jest nawet moi rodzice.
      Bądz silna, twoja córeczka jest i zawsze będzie przy tobie. Modlę się o nią.
      Monika
      • asik_w Re: pożegnanie 25.10.03, 17:51
        tysiace mysli przychodza do glowy, a tak ciezko znalezc ta jedna najbardziej
        odpowiednia, jestem teraz w 16 tygodniu ciazy i chyba bym umarla gdyby mojej
        kruszynce cos sie stalosad(zycie jest takie niesprawiedliwe.... zycze duzo
        odwagi i sily, bo pewnie bolec bedzie zawsze i nigdy sie nie
        zapomni...jestesmy z Wami pozdrawiam
        • silije.amj Re: pożegnanie 25.10.03, 18:49
          Płaczę histerycznie. Jestem właśnie w 27 tygodniu ciąży...
    • kosmeli Re: pożegnanie 26.10.03, 11:24
      ...wyrazy ogromnego współczucia, żal sciska mi serce.
      Jestem z Tobą całą duszą.
      Kaśka
    • grutkosia Re: pożegnanie 26.10.03, 17:20
      Kochani, całym sercem jestem z Wami i ogromnie współczuję. Pamiętajcie, że Bóg
      nigdy nie zsyła nam takiego cierpienia którego nie moglibyśmy znieść...Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka