Dwa tygodnie temu urodziłam śliczną, zdrową córeczkę. Poród był długi i
skomplikowany - rodziłam 20 godzin w publicznym szpitalu w małej miejscowości
- nie było wyboru

Kiedy pytali mnie, czy zgadzam się na obecność "osób
trzecich" w trakcie porodu, nie zgodziłam się (chodziło o to, czy mogą być
studenci medycyny). Poród się rozpoczął, był bolesny, trudny, dziecko ułożone
pośladkowo, nie chciało za bardzo wydostać się na świat, jeszcze dodatkowo
drastycznie spadło mi ciśnienie, nie mogłam przeć itd... Maszyny zaczęły pikać
jak szalone, lekarze zaczęli latać, ja tracę przytomność, męża wywalają z
sali, po chwili wszystko się uspokaja i na salę wkraczają studentki
położnictwa które podziwiają, jak rodzę swoim skomplikowanym porodem - BEZ
MOJEJ ZGODY!!! Powiedziałam "wyjść stąd" - zero reakcji studentek, lekarza,
położnej. Czułam się potraktowana przedmiotowo i skandalicznie. NIE WYRAZALAM
ZGODY NA OBECNOSC STUDENTOW!!! A do tego mąż powiedział mi potem, że kiedy
wchodziły studentki, to jego nie wpuszczono z powrotem mówiąc, że będzie
przeszkadzał. Co mam z tym teraz zrobić? Niby jestem już w domu, ale mam
ochotę pojechać do tego szpitala i kogoś opierniczyć z góry na dół i zażądać
przeprosin i wyjaśnień. Mam tak zrobić......?