Dodaj do ulubionych

Jak rozmawiać o poronieniu

31.10.08, 20:19
Zajawka tego artykułu na forum "Ciąża i poród" zaczyna się zdaniem: "Stratę dziecka w łonie najbliżsi często przeżywają jak śmierć bliskiej osoby."
A jak - u jasnej Anielki - mają ją przeżywać?
To jest dokładnie to: śmierć bliskiej osoby.
Czy ktoś napisałby "Utonięcie dziecka podczas zabawy w morzu najbliżsi często przeżywają jak śmierć bliskiej osoby"? No chyba nie, bo by to było bez sensu.
A to przecież dokładnie to samo.
Obserwuj wątek
    • rilian Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 16:46
      zgadzam się.
    • hermina5 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 16:51
      Nie chce się czepiac, ale jednak szczerze watpię, aby poronienie w
      16 tygodniu ciazy przezywało się tak samo jak utonięcie 13 letniego
      dziecko w morzu...Ból, strata, zal, poczucie winy - na pewno, ale to
      potencjalnosc zycia, a nie zycie przezyte.
      • jimmyjazz Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 13:47
        hermina5 napisała:

        > potencjalnosc zycia, a nie zycie przezyte.

        To nie potencjalne życie, co za brednie.

        Śmierć 13 latka przeżywasz bardziej bo się znim bardziej zżyjesz
        przez ów czas a nie przez to że jego życie jest ważniejsze czy
        bardziej wartościowe.
      • augunia Re: Jak rozmawiać o poronieniu 02.11.09, 10:53
        nie mam pojęcia jak czuje sie rodzic ktory stracił 13 letnie
        dziecko, wiem jak czuje sie kobieta, która musi urodzić w 16 tyg
        martwe dziecko, ktorej dają kroplowke na wywołanie porodu, która ma
        skurcze i bole porodowe, ktora rodzi i nie słyszy płaczu dzieckasadsad:
        (
    • kata-szka Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 17:24
      ale jednak życie i tylko ten kto to przeżył wie jakie jest to
      straszne uczucie .... sad
      • maminka-2 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 17:29
        śmierć dziecka to jest ZUPEŁNIE co innego niż poronienie...
        tak, poronienie jest straszne, ale pieprzysz głupoty.
        • ankawt Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 17:33
          Maminka-2, jeśli można zapytać, poroniłaś? Bo z twojej wypowiedzi
          wnioskuję, że albo nie masz pojęcia o czym piszesz, albo poroniłaś
          ciążę, której nie chciałaś.
          • jedyna_czka Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 11:18
            jak embrion moze byc bliska osobą nie przesadzajcie. Bliska osoba to
            taka z którą obcuje się na codzień, z którą trochę się przezyło...
            To całe opłakiwanie kilku tygodniowej ciąży to zwykłe użalanie się
            nad sobą a nie nad dzieckiem.

            Smiesza mnie teksty typu skoro tak piszesz tzn. ze tego nie
            przezyłas. Bezmyslność do kwadratu. A skąd wiesz czy przezyła czy
            nie? Myślę, ze skoro zabiera glos w dyskusji ma z tym zwiazane
            doswiadczenia.
    • cerezanita Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 19:27
      Twój wpis jest najzwyczajniej w świecie obraźliwy. Nie chodzi o to, że nie
      potrafisz zrozumieć czegoś, co się przydarzyło komuś obcemu. Chodzi o brak
      szacunku dla czyichś uczuć.
      • seytan_a_22 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 20:30
        przeczytalam ten artykul i nie do konca sie z nim zgadzam. Owszem rozumiem, ze
        poronienie jest strasznym przezyciem, ale o wiele straszniejszym przezyciem dla
        mnie jest smierc dziecka juz narodzonego. Czesto sie zadarza, ze ronimy nawet o
        tym nie wiedzac, bo embrion sie nie ''przyjal' i nastepuje miesiaczka. To co,
        mamy plakac z powodu kazdego okresu? takze takie dlugie przezywanie,
        rozpamietywania uwazam tylko za niepotrzebny masochizm, ale to moja opinia.
        • bweiher Re: Jak rozmawiać o poronieniu 03.02.09, 20:44
          Co do artykułu to tez całkiem sie nie zgodzę.W moim przypadku było zupełnie
          inaczej.Mimo że ciaża była planowana i po paru latach małzeństwa,po zabiegu nie
          chciałam o tym rozmawiać.W ogóle nie chciałam z nikim i o niczym mówić.Tylko z
          koleżanką która też poroniła parę miesięcy wcześniej mogłam otwarcie mówić.Bo
          ona mnie rozumiała i czuła to co ja.
          O czym miałam rozmawiać z mamą?Z siostrą?Nawet z mężem nie rozmawiałam na temat
          poronienia.Bo co im miałam powiedzieć?Opowiadać o zabiegu?A może mówić o tym że
          jak już było PO to leżałam cała we krwi?
          Płakałam w samotności i długo się do nikogo nie odzywałam.Bo tylko kobieta która
          to przeżyje wie jaki to wstrząs psychiczny.
          Dopiero po paru latach,chyba 3 jakoś tak zaczęłam o tym mówić otwarcie.I dopiero
          wtedy mój mąż dowiedział się co i jak dokładnie.
        • kifaru24 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 11:51
          W niektorych kulturach kazdemu pojawieniu sie miesiaczki towarzyszy
          rytualny placz, wlasnie dlatego, ze dziecko sie "nie przyjelo", nie
          bedzie zylo.
          A wiec cos w tym jest.
          • dragica Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 12:22
            Poronilam w 12tc chciana ciaze,przed ta cieza urodzilam marwte
            dzieko w 35 tc.Dla mnie to byla smierc-i kruszynki z 12tc,i
            synka.Gadki o embrionach itp sa glupie-poronieniem jest tez
            przerwanie 20tygodniwoej ciazy.
    • dragica Re: Antrop 04.02.09, 13:06
      Jestes zalosny/zalosna.
      Moje stracone dzieci NIE BYLY POTWORKAMI...byly zdrowe.Selekcja
      naturalna nie jest jedynym powodem poronienia.Pewnie nie
      slyszales/slyszals o niewydolnosci cisnieniowo-
      szyjkowej,z.a/fosfolipidowym,chorpbach tarczycy,,,Za glupi/glupia
      jestes???
      Zenada,kokoszko.
    • senait Re: Antrop 04.02.09, 13:34
      Nie poroniłam, jestem w 7 miesiącu, ale chyba mogę sobie wyobrazić, co czuje
      kobieta, która traci dziecko. Ja poczułam się matką i pokochałam moje dziecko
      (bo dla mnie to od początku było moje dziecko, nie żaden embrion) podczas
      pierwszego USG w 11 tc. Od tego momentu wiedziałam, że poronienie byłoby dla
      mnie straszną tragedią. Nie porównujcie więc, co gorsze, strata dziecka, czy
      "embrionu". To nie licytacja. Tego, jak bardzo cierpi kobieta nie można
      porównywać. Każda może to przecież przeżywać inaczej i ma do tego prawo!
    • julimama79 Re: Antrop 04.02.09, 13:45
      Uważasz,że kobieta z chorobami tarczycy to wybrakowana matka???To
      nie żadna wada genetyczna,. Kolejny popis całkowitego braku wiedzy
      medycznej.
      żenada i tyle.
    • julimama79 Re: Antrop 04.02.09, 13:50
      Jeszcze jedno, mam nadzieję,że jeśli kiedys zachorujesz to nie
      podejmiesz leczenia, tylko honorowo poddasz sie selekcji naturalnej.
    • dragica Re: Antrop 04.02.09, 14:01
      Debilu,nie mieszkamw Polsce,wiec ch..j cie obchodzi skad pieniadze
      na hospitalizacje.Boszzz jak sie ciesze,ze z takim oszolomem jak ty
      nie mieszkam w jednym panstwie.
    • paniania76 Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 14:02
      Jestem mama 4-letniego synka i staramy sie o drugie dziecko od 2
      lat. Stracilam dwie ciaze po urodzeniu synka. Wiem jakie to
      przezycie stracic nienarodzone dziecko, ale ze mysle nie mozna tego
      bolu porownywac do straty kilkuletniego dziecka, nie wiem czy cos
      takiego moglbym przezyc.
      Ja pierwsze poronienie przezylam straszenie, czulam sie taka
      samotna, zakonczylo sie to moja depresja i prawie separacja. Na
      szczescie z czasem maz z pomoca psychologa, zdolal do mnie dotrzec i
      dzisiaj jestesmy sobie bardzo bliscy.
      Drugie poronienie rowniez bylo bardzo bolesne, ale wiedzialam ze mam
      oparcie w mezu. Moglam z mezem plakac, otwarcie porozmawiac o
      wszystkim. I to nam pomoglo, wzmocnilo.
      Teraz znow czekamy na dzidzie. Mam nadzieje ze tym razem bedzie
      dobrze!

      Ale jesli nie, to na pewno moj bol nie bedzie porownywalny z bolem
      mojej przyjaciolki ktora w zeszlym roku stracila 6-letnie coreczke..
      to niewyobrazalny strata. To zupelnie co innego.
    • artka20 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 14:08
      Tak sobie to wszystko przeczytałam (łącznie z artykułem) i wydaje mi
      się, że każdy ma trochę racji.
      Przeżyłam poronienie w 9 tygodniu. Uprzedzona przez moją
      ginekolożkę, że w ciągu pierwszych 3 miesięcy wszystko może się
      wydarzyć, nie kupowałam żadnych ubranek, nie szykowałam pokoju,
      prawie nikomu o tym nie powiedziałam. Zawsze byłam (i jestem) osobą
      ze zdrowiem konia więc myślałm, że mnie się to nie może przytrafić.
      Stało się jednak i nic nie mogłam na to poradzić. Uczucia jakie temu
      towarzyszłą znają tylko inne kobiety, które tego doświadczyły. Dla
      mnie było to duże przygnębinie i smutek, bo okazało się, że nie
      poznam, że nie przytulę za 7 miesięcy oczekiwanego dziecka. O tym
      się nie rozmawia, przynajmniej ja nie rozmawiałam. Jedyną osobą, z
      którą poruszyłam ten temat była moja lekarka. Po jej wyjaśnieniach,
      że najprowdopodobniej poronienie było spowodowane wadą gentyczną,
      wrodzoną czy jakąkolwiek inną, pomyślałam sobie, że widocznie tak
      miało być.
      Czy miałam żałobę? Myślę, że to był raczej okres zawieszenia
      emocjonalnego, wyciszenia, rozmyślań. Nie myślałam w kategoriach "co
      by było gdyby", bo to bez sensu.
      Po trzech miesiącach znowu zaszłam w ciążę i w tej chwili moja
      córcia ma 8 miesięcy i jest pełnym życia, zdrowym i rozbrykanym
      dzieckiem. Wiem, że gdyby jej coś się stało, mój świat by się
      zawalił. Nawet nie chcę o tym myśleć...
      Czy warto się spierać, że dla kogoś poronienie jest stratą dziecka,
      a dla kogoś innego wydaleniem z organizmu uszkodzonego embrionu?
      Każdy/a z nas ma inną wrażliwość, inaczej patrzy na wiele rzeczy.
      Wiem jedno - nie można deptać cudzych uczuć i nawet, jeżeli ktoś
      rozpacza po stracie chomika to mu wolno i ja nie mam nic przeciwko.
      Nikomu nie można narzucać postrzegania świata przez swój pryzmat i
      myślenia tymi samymi kategoriami. Te ostatnie słowa kieruję do
      antropa - trochę więcej wyczucia i poszanowania uczuć innych osób.
      • martabg Mądrze mówisz. 04.02.09, 14:48
        Straciłam ciążę w 12 tygodniu oraz umarła mi córeczka-wcześniaczek z
        7 miesiąca ciąży.
        To dwa różne przeżycia.
        O ile pierwsze przeżywałam tak jak i ty, to drugiego wydarzenia za
        nic nie mogę sobie wytłumaczyć. Mijają 4 miesiące od jej śmierci a
        ja ciągle jestem zdruzgotana.
        Płaczę za jej nieprzeżytym życiem, które skończyło się w tak
        niespodziewanym czasie.

        Jestem zdrowomyśląca, mam twarde podejście do życia, ale tego nie
        potrafię przetrawić. Potrafię wyobrazić sobie różnicę w odczuwaniu
        żałoby w wypadku, kiedy odchodzi kilkuletnie dziecko (chociażby czas
        jej trwania, mawia się, że żałoba trwa conajmniej połowę życia
        dziecka), ale nie mieści mi się w głowie jak taki debil może mi
        mówić, co mam czuć a czego nie. Że niby życie mojego dziecka było
        mniej warte, bo... Bo żyła tylko godzinkę.

        Lepiej milczeć, niż prawić takie sądy, bo kiedyś, czego nie życzę,
        można samemu stanąć wobec podobnej sprawy i wtedy ciężko jest
        wmawiać sobie: To tylko był płód.
    • lubie_gazete Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 15:31
      Kościół i lekcje religii w szkole robią niestety sieczkę w głowie biednych
      Pań.Wmawia się młodym jeszcze dziewczynkom,że centymetrowe "coś" ma
      dusze,myśli,wszystko rozumie i jeszcze jest tak inteligentne,że wymyśla fajne
      wierszyki typu "Czemu mnie nie chciałaś Mamo?"Potem dorosła już kobieta karmiona
      takimi bredniami wyobraża sobie,że zygota to "myślące dzieciątko" i w bek uncertain .
      Myślę ewentualnie,że to może zaburzenia hormonalne tak wpływają,.
      Ewentualnie brak ciężkiej pracy i większych kłopotów uncertain
      Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem,lepiej stracić 2-cm coś wyglądające jak
      krewetka za przeproszeniem niż późną ciążę albo niemowlaka.
      • dragica Re: l_g 04.02.09, 17:26
        Alez ja nie chodzilam na religie ani do kosciola!!!Ja nie mowie,ze
        plod 5-tgodniowy ma dusze,jednak-sakobiety,kotre poronienie
        przyzywaja jako prawdziwy dramat.
      • artka20 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 17:50
        Wydaje mi się, że myślisz stereotypami. Stawiasz znak równośi między
        kobietami, które cieżko przeżywają utratę ciąży z jakąś
        zaściankowatością, ciasnym umysłem i bezmózgowym zapatrzeniem się w
        to, co kler czy ogólnie Kosciół, mówi. To nie tak.
        Ta żałoba nie jest spowodowana tym, że zostało utracone dziecko
        (płód) tylko tym, że została utracona przyszłość z tym dzieckiem, że
        nie poczuje się pierwszego kopnięcia w brzuchu, że nie będzie
        pierwszych wspólnych chwil po porodzie, że po prostu nie bedzie
        przyszłości właśnie z tym dzieckiem.
        Któraś z wcześniejszych forumowiczek (może to nawet Ty) napiasała,
        że jak kobieta jest w ciąży to mówi "będę miała dziecko", a nie "mam
        dziecko". I oto właśnie chodzi. Jeżeli ciąża jest chciana i kobieta
        dowiaduje się o tym, to od początku myśli o tym czy będzie chłopiec
        czy dziewczynka, jak dać na imię, kreśli przyszłość w której to
        dziecko jest obecne.
        Właśnie dlatego, jeżeli ciąża niespodziewanie się kończy, to tak
        boli. Boli, że nie ma tej przyszłości.
        I wierz mi, że Kościół, lekcje religii czy pani katechetka nie mają
        z tym nic wspólnego.
        • seytan_a_22 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 18:03
          Jeżeli ciąża jest chciana i kobieta
          > dowiaduje się o tym, to od początku

          a jesli jest niechciana to na pewno nie mysli, co za bzdurauncertain kazda kobieta
          mysli o dziecku gdy sie dowiaduje o ciazy, bez wzgledu w jakich warunkach ta
          ciaza zostala rozpoczeta.
          A co do kosciola...mysle, ze on ma troche wplyw na myslenie kobiet i na
          przezywanie przez nie straty. Jakby nie patrzyl cos sie traci w wypadku
          poronienia, jedne traca nadzieje, jesli to ktores z kolei, inne traca poczucie
          wartosci, bo mysla sobie, nieslusznie, co ze mnie za kobieta, ze nawet dziecka
          nie moge urodzic.
          Ja pozostaje przy swoim stwierdzeniu, ze takie rzeczy najlepiej zapomniec, nie
          rozpamietywac, nie wiem czemu irytuja mnie te kobiety, ktore maja na dole linka
          gdzie mozna zapalic swieczke ich utraconemu dziecku, lub wypisuja wszystkie
          utracone ciaze po kolei, to dla mnie przygnebiajace podejscie...nie umialabym tak.
          • lubie_gazete Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 18:26
            Nie tyle przygnębiające co chore,może jeszcze termin każdej opóźnionej miesiączki,bo wszak istnieje prawdopodobieństwo,że to był kolejny Jaś albo Małgosia.uncertain
            A odnośnie kleru to miałem na myśli nie tylko osoby religijne,ale
            i niewierzące,której jednak w większości chodziły na religię (bo musiały) a tam wiadomo,pranie mózgu,co zostaje na lata,bez względu czy jest się potem wierzącym czy nie.
            Jak miałem 10 lat i służyłem do mszy to ksiądz namawiał do duchowej adopcji i opowiadał o "duchowej adopcji" zamordowanych dzieci,a ja głupi myślałem,że chodzi o niemowlaki zabite przez matki (wtedy jeszcze nieuświadomiony byłem wink ).
            • seytan_a_22 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 20:00
              lubie_gazete napisał:

              > Nie tyle przygnębiające co chore,może jeszcze termin każdej opóźnionej miesiącz
              > ki,bo wszak istnieje prawdopodobieństwo,że to był kolejny Jaś albo Małgosia.uncertain
              > A odnośnie kleru to miałem na myśli nie tylko osoby religijne,ale
              > i niewierzące,której jednak w większości chodziły na religię (bo musiały) a tam
              > wiadomo,pranie mózgu,co zostaje na lata,bez względu czy jest się potem wierząc
              > ym czy nie.
              > Jak miałem 10 lat i służyłem do mszy to ksiądz namawiał do duchowej adopcji i o
              > powiadał o "duchowej adopcji" zamordowanych dzieci,a ja głupi myślałem,że chodz
              > i o niemowlaki zabite przez matki (wtedy jeszcze nieuświadomiony byłem wink ).
              >

              oo popatrz jak ty czasem umiesz madrze sie wypowiedziecwink
              co do tej ''duchowej adopcji''to mnie to poprostu irytuje, albo gdy slysze:
              ''modlmy sie za te wszystkie nienarodzone dzieci''. Jakiez to delikatne
              przypominac nawet podczas mszy o poronieniu czy aborcjiuncertain wogole kosciol ma dla
              mnie dziwne podejscie do sprawy bo plodu nie chca chowac na cmentarzu twierdzac,
              ze to nie jest dziecko,wedlug religii plod taki po poronieniu trafia do
              ciemnicy, a nie do nieba, bo nie zostal ochrzczony, a jesli kosciol wypowiada
              sie o abrocji lub in vitro to mowi jak o plodach jak o dzieciach. W zaleznosci
              od okazji dostosowuje swoje stwierdzenia mieszajac w glowach biednym kobietom i
              narzucajac im poczucie winny lub po prostu przypominajac o traumatycznych
              wydarzeniach.

              Co do tych miesiaczek, to nawet nie musza byc opoznione, kazda miesiaczka
              potencjalnie jest poronieniem, to co mam sobie wpisac pod nickiem linka z
              tytulem: moje aniolki i wpisac wszystkie miesiaczki, ktore mialam od poczatku
              wspolzycia?uncertain dzieki, nie jestem masochistka
              • martabg Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 20:17
                > oo popatrz jak ty czasem umiesz madrze sie wypowiedziec


                Mądrze, czyli po twojemu...


                Niech będzie i po twojemu, ze można zapomnieć...
                A możesz napisać mi, od którego momentu "można" pamiętać?
                • seytan_a_22 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 17:19

                  > Niech będzie i po twojemu, ze można zapomnieć...
                  > A możesz napisać mi, od którego momentu "można" pamiętać? pamietac mozesz
                  zawsze, ale jak widac bynajmniej Ci to na dobre nie wychodzi. I raczej watpie
                  czy komu kolwiek zadreczanie sie na dobre wychodzi...jak dla mnie wstawiajcie
                  sygnaturki, robcie co chcecie, ja wolalam zapomniec.
                  • lubie_gazete Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 17:31
                    Mam nadzieję jednak,że nie macie aż tak poprzestawiane w głowie,że bierzecie
                    Wasze istniejące dzieci aby zapaliły świeczkę na "grobie" siostry lub brata
                    (ponoć na niektórych cmentarzach jest taki jeden anonimowy grób).Znam z forum co
                    najmniej dwa takie przypadki uncertain
                    To już lepsze te groby w sygnaturkach uncertain aczkolwiek dla mnie niesmaczne i
                    infantylne,ale jego prawo.
                    • ik07 zadam Ci dwa pytania: 05.02.09, 18:12
                      - czy doświadczyłeś/aś poronienia?
                      - od kiedy(od jakiego wieku ciąży czy też od narodzenia) według
                      Ciebie martwe ciało można chować do grobu?
                      • lubie_gazete Re: zadam Ci dwa pytania: 05.02.09, 21:03
                        Dobra,nic już nie powiem,ale takie rozpamiętywanie to naprawdę nic
                        dobrego,Seytan ma rację.
                        Alleluja i do przodu!
                        --
                        Zapraszam Panie i Panów na świeżutkie forum MISJA ZŁAPAĆ CHŁOPA :

                        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=70811
                        • ik07 no widzisz... 05.02.09, 22:12
                          jak się okazuje nie jest prosto odpowiedzieć na pytanie, prawda? nie
                          jest wszystko tak oczywiste jak Ci się wydaje.. nie zrozumiesz
                          nigdy, dopóki tego nie przezyjesz. obyś nie musiał. przezycie jest
                          fatalne. i nie ma znaczenia czy zarodek miał wady czy poronienie
                          następowało z powodu kłopotów matki.. naprawdę...

                          po fakcie można próbować sobie to wyjaśniać, znajdować sens, ale do
                          końca się tego zrobić nie da. i nie chodzi o "rozpamiętywanie"
                          straty, ale o świadomość tego, co się stało. negowanie znaczenia
                          tego faktu świadczy o niedojrzałości lub wyjątkowo niskiej
                          wrażliwości. każdy ma swój sposób na radzenie sobie z ciężkimi
                          przezyciami. dla jednych sposobem jest zaniechanie rozmów, nie
                          wracanie do tematu, a inni dzięki wspomnieniom właśnie mogą iść
                          dalej. ale nie można twierdzić, że "nic się nie stało", bo się
                          stało..

                          a tego kiedy człowiek staje się człowiekiem, kiedy przestaje nim
                          być, chyba nikt nie wie.. Ty wiesz? bo ja nie.. nauka wie tylko to
                          co wie. ale oprócz czystej nauki jest jeszcze etyka i zwykłe ludzkie
                          uczucia i emocje.

                          nie masz prawa oceniać niczyich uczuć i obśmiewać powody czyjegoś
                          smutku. jak to ktoś ładnie kiedyś powiedział: tyle wiemy o sobie ile
                          nas sprawdzono..

                          ja też już napisałam chyba wszystko, co miałam do powiedzenia..
          • artka20 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 18:54
            Nie wydaje Ci się, że inaczej do poronienia podchodzi kobieta, która
            starała się zajść w ciążę przez dłuższy czas, a inaczej ta, która
            zwyczajnie wpadła? Inne też jest myślenie, kiedy dowiaduje się o
            tym, że jest w ciąży. Jasne, że obie myślą o dziecku, tylko, że
            jedna myśli "w końcu będę miała upragnione dziecko", a druga "będę
            miała dziecko i co dalej?". Myślę, że to są zupełnie dwa różne toki
            myślenia (przynjamniej na początku) - pierwsza myśli o dziecku (że
            się pojawi i jakie to będzie pozytywne), druga myśli o sobie (zmieni
            się moje życie, chociaż tego nie chciałam).
            To jest moje zdanie, chociaż dla Ciebie to mogą być bzdury.
            Zgodzę się z Tobą, że nie warto pielęgnować tych wspomnień,
            rozdrapywać tę wiedzę. To nie pomaga.
            • martabg Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 19:56
              Nie pomaga, ale czasami nie można inaczej. To część naszego życia. I
              chociaż ja nie umieszczam sygnaturek, to nie zabieram tego innym, bo
              jeśli w jakiś sposób ta pamięć im pomaga, to dobrze.
              Droga seytan_a_22 , wiele z nas chciałoby zapomnieć, mieć chociaż
              jeden dzień wytchnienia od uporczywych i natrętnych myśli, od żalu,
              który jest w nas niezależnie od tego, czy chcemy czy nie. To jest
              niezależne od nas, mogę pysznie się bawić a nagle spada na mnie myśl
              o moim dziecku i muszę wrocić na ziemię, gdzie jego nie ma... A co
              najgorsze nigdy nie będzie.

              Nie oczekuję, że zrozumiesz, nic dziwnego że fora poświęcone tej
              tematyce są tu zamknięte, ale nie mów, że najlepiej zapomnieć.

              Bo się nie da.
              • seytan_a_22 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 20:11
                martabg napisała:

                > Nie pomaga, ale czasami nie można inaczej. To część naszego życia. I
                > chociaż ja nie umieszczam sygnaturek, to nie zabieram tego innym, bo
                > jeśli w jakiś sposób ta pamięć im pomaga, to dobrze.
                > Droga seytan_a_22 , wiele z nas chciałoby zapomnieć, mieć chociaż
                > jeden dzień wytchnienia od uporczywych i natrętnych myśli, od żalu,
                > który jest w nas niezależnie od tego, czy chcemy czy nie. To jest
                > niezależne od nas, mogę pysznie się bawić a nagle spada na mnie myśl
                > o moim dziecku i muszę wrocić na ziemię, gdzie jego nie ma... A co
                > najgorsze nigdy nie będzie.
                >
                > Nie oczekuję, że zrozumiesz, nic dziwnego że fora poświęcone tej
                > tematyce są tu zamknięte, ale nie mów, że najlepiej zapomnieć.
                >
                > Bo się nie da.

                owszem da sie, jestem tego przykladem po dwoch latach zapomnialam o terminie
                zabiegu, przezylam ten dzien jak kazdy inny, gdybym miala sie zadreczac to
                wyladowalabym w wariatkowie. I powiem ci jeszcze cos, ja musialam zdecydowac sie
                na zabieg ze wzgledow zdrowotnych, nie moglam czekac na poronienie samoistne.
                Przylozylam wiec palec do smierci embrionu, mojego dziecka, plodu czy jak kto
                chce to nazywac. Jak widzisz nie mam sygnaturki, nie wchodze na forum o
                poronieniach, aborcjach, bo dla niektorych moj zabieg tak sie wlasnie nazywa.
                Zyje dalej, jestem w 37tyg ciazy i uwazam zameczanie sie przeszloscia za cos
                okrutnego dla nas samych. Gdyby nie to, ze moj M byl przy tym jak odpowiadalam
                na pytanie o ilosc ciaz, ktore byly, to by nawet nie wiedzial, ze wczesniej juz
                bylam w stanie blogoslawionym. Na szczescie nie pytal o nic, bo ja bym i tak nie
                odpowiedziala. <ten temat jest zamkniety dla mnie. I szczerze ci powiem dzis juz
                nawet nie pamietam daty tamtej chwili. Licza sie ci ktorzy sa, ci co byli, byli,
                ale oni juz na nic nie maja wplywu i tak i przywolywanie ich jest bezsensowne.
    • aanullaa Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 18:20
      myślę, że każdy ma na temat poronienia inne zdanie i niech ma. ja poroniłam w 3
      miesiącu ciąży i powiem szczerze, że przeżyłam to bardzo. płakałam i nie mogłam
      się pogodzić ze stratą kilkanaście tygodni i nadal mam łzy w oczach jak myślę o
      tamtym zdarzeniu. teraz jestem mamą zdrowego chłopczyka. nigdy nie zapomnę o
      moim nienarodzonym dziecku, zwyczajnie nie potrafię. może dla wielu to zlepek
      komórek, ale dla mnie dziecko, szczególnie, że planowane i oczekiwane. nie
      nosiłam żałoby, ale psychicznie zawisłam w próżni, trudno to opisać...

      pozdrawiam
      • czaarodziejka Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 18:38
        To nie jest temat na to forum, tu łatwo kogoś zranić,o czym świadczą niektóre
        powyższe głupie wypowiedzi.Zrozumienie można znaleźć na forum
        |"poronienie".Nikt,kto tego nie przeżył,nie jest w stanie zrozumieć.Ja rozumiem.
    • sanciasancia Re: Jak rozmawiać o poronieniu 04.02.09, 19:00
      Ja podchodzę do tego tak - lepiej jest poronić (a większość poronień spowodowana
      jest wadami płodu), niż urodzić dziecko, które nie ma szans na życie i musi umrzeć.
      Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      • ophelia78 Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 18:05
        >a kiedy jesteście w ciąży to mówicie: mam dziecko czy będę miała
        >dziecko?

        Ogólnie wypowiedź antropa trąci mi nazistowskim stylem myślenia, ale jak
        lingwistce powyższy argument dał mi do myślenia.

        Jestem w 36tc i jeszcze mi się nie zdarzyło pomyśleć "mam dziecko". Nie, dopiero
        będę je miała, jak urodzę.

        > Ja podchodzę do tego tak - lepiej jest poronić (a większość oronień spowodowana
        > jest wadami płodu), niż urodzić dziecko, które nie ma szans na życie i musi
        umrzeć.

        ZGADZAM SIE!!!
        • grochalcia Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 18:17
          tylko, ze nie kazde poronienie spowodowane jest wadami genetycznymi,
          warto miec to na uwadze. spory procent strat spowodaowane jest
          nierozpoznanymi chorobami mamy...wystarczy odpowienie leczenie i
          udaje sie donosić ciążę..i wtedy taki argument jaki podajesz nie ma
          uzasadnienia.
          tydzien temu urodzilam synka. od pierwszego testu mowilam o nim"moje
          dziecko", nawet wtedy kiedy leżałam w szpitalu i do konca nie bylo
          wiadomo jak ciąża sie zakonczy.
          tez stracilam ciąze 2 razy. Moze nie mam tego w sygnaturkach, moze
          nie opowiadamo tym, nie zapalam wirtualnych swieczek, ale nikomu nie
          życze takich przezyc...
          i gadanie"to tylko zarodek" sprawial mi mnostwo
          przykrosi..albo"ptrzeciez masz juz jedno dziecko.."

          ophelia-naprawde bedac w 36tc nie myslisz o tym, ze masz dziecko????
          nie do pojecia, jak dla mnie...smutne..
          • sanciasancia Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 21:19
            > tylko, ze nie kazde poronienie spowodowane jest wadami genetycznymi,
            > warto miec to na uwadze. spory procent strat spowodaowane jest
            > nierozpoznanymi chorobami mamy...wystarczy odpowienie leczenie i
            > udaje sie donosić ciążę..i wtedy taki argument jaki podajesz nie ma
            > uzasadnienia.
            Owszem, jest to prawdziwe w 60% przypadków. Dla mnie to jest b. dużo, dla Ciebie
            może być bardzo mało. Owszem w 40% przypadkach są inne przyczyny, ale pierwsze
            poronienie spokojnie można wytłumaczyć najbardziej prawdopodobną przyczyną. Po
            drugim trzeba ją pewnie wykluczyć.
            > ophelia-naprawde bedac w 36tc nie myslisz o tym, ze masz dziecko????
            > nie do pojecia, jak dla mnie...smutne..
            Wprawdzie nie jestem ophelią, ale mogę odpowiedzieć, bo czuję się podobnie. Ja
            będę myślała, ze mam dziecko, jak je odbiorę ze szpitala, a nie z kostnicy. To
            nie jest ani smutne, ani wesołe, to jest psychiczna obrona przed tym co mogłoby
            się powtórzyć. I nie pisz prosze, że mi współczujesz podejścia do życia.
            Niestety statystyki są jakie są - jakieś 15% (widziałam artykuły twierdzące, że
            10% i takie, że 30%) wczesnych ciąż, kończy się poronieniem. I będąc we wczesnej
            ciąży trzeba się z tym liczyć, że coś może pójść nie po naszej myśli. Ja z
            różnych przyczyn mam podwyższone to prawdopodobieństwo do jakiś 30% i przez
            pierwsze kilkanaście tyg drugiej ciąży bardzo poważnie liczyłam się z poronieniem.
          • ewa-krystyna Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 22:57
            Grochalcia,
            OGROMNE GRATULACJE!!!!!
            • ewa-krystyna Re: Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 22:59
              wlasnie myslalam o tobie i sie zastanawialam co u ciebie smile tak sie ciesze!
              gratuluje ogromnie!
            • grochalcia ewa-krystyna 09.02.09, 09:19
              oo, tutaj jestes!!! mialam nadzieje, ze zajrzysz kiedys na
              poronienie, zeby komus dodac otuchysmile nie wiedzialam jak Cie szukac,
              nawet nie moglam sie pochwalicsmile
              ściskam!
    • ik07 mojemu dziecku nie zabiło serce 05.02.09, 16:59
      tak, mojemu dziecku. miało jedynie 6tygodni. od 2 tygodni
      wiedziałam, że jestem w ciąży. rodzina, znajomi wiedzieli, że w moim
      brzuchu rośnie człowiek. tak, na tym etapie człowiek nazywa się
      zarodkiem. tak jak po urodzeniu mówi się noworodek, a kiedy umiera -
      staruszek.. ale to człowiek. istota, która stała się mi bliska w
      momencie kiedy zrobiłam test ciążowy. nosiłam ją martwą do
      9tygodnia, kiedy to ta wiadomość na mnie spadła.
      kiedy skupiałam się na sobie i swojej tragedii, mąż powiedział mi:
      to było NASZE dziecko, ja też cierpię.. - to zmieniło mój punkt
      widzenia. okazało się, że nie jestem sama, że to nie tylko MOJE
      cierpienie i nie tylko MÓJ brzuch czy MOJE dziecko.. ono było nasze.

      bardzo proszę osoby, które nie przeżyły poronienia, by nie oceniały
      uczuć tych osób, które mają za sobą to przeżycie. nie wiecie o tym
      nic. tak jak ja nie wiedziałam wcześniej. to, dla wielu rodziców,
      skrajne doświadczenie, niezrozumiałe, bezsensowne, które wytłumaczyć
      i pojać jest bardzo trudno.

      bliscy znajomi, rodzino, którzy wiecie o stracie, nie pocieszajcie
      słowami "nie martw się, będzie drugie." albo "to nic, dobrze, że tak
      wcześnie, a nie później, to tylko był zarodek..". po prostu
      powiedzcie, że Wam przykro, to wystarczy.. nie umniejszajcie tej
      straty. dla większości rodziców po stracie, jakich spotkałam, nie ma
      znaczenia czy tracili 6-cio czy 14-to tygodniowe nienarodzone
      dziecko. każde mają w pamięci, często nadają im imiona..

      po prostu bądźcie, wspierając i wysłuchując. nie oceniajcie, nawet
      jeśli macie zupełnie inny pogląd na sprawę.

      a dzieci.. dzieci więcej rozumieją niż się niejednemu dorosłemu
      wydaje..
      • grochalcia Re: mojemu dziecku nie zabiło serce 05.02.09, 18:10
        brawo ik!
      • yadrall smierc 05.02.09, 18:17
        Niezaleznie od tego nad czyja smiercia sie pochylamy to nasze lzy
        oplakuja nasz zal,nasza tesknote,nasze zawiedzione nadzieje-my nie
        placzemy nad zmarlm tylko nad soba-temu kto umarl juz jest wszystko
        jedno-dla niego nie ma drogi powrotu... My (Ci co zostaja) musza
        sobie ulozyc dalsze zycie bez tej osoby i to nad soba placza...
        Tak, ja palakalam nad soba,bo moje dzieci sa szczesliwe-je ominela
        cala jakze traumatyczna droga ziemskiego zycia,ale ja musialam sie
        nauczyc zyc bez tych moich dzieci sad
    • kata-szka Jak rozmawiać o poronieniu 05.02.09, 19:37
      ik - śliczne słowa, dodały niejednej z nas otuchy smile Ja rozumiem,
      że nie można porównać straty dziecka nienarodzonego, do tego, które
      żyło, śmiało się, kochało. Ale tak czy inaczej jest to strata
      dziecka co do którego miałyśmy plany, wyobrażenia, każda z nas
      odczuła tą strate inaczej i każda z nas ma do tego prawo i nie
      rozumiem tych wszystkich naskoków???
      • ik07 poronienie uczy.. 05.02.09, 20:14
        kata-szka - dziękuję. choć napisałam po prostu o swoim przeżyciu..
        każdy przeżywa to po swojemu.
        to co mnie boli w tej dyskusji to to, że osoby, które nie mają za
        sobą poronienia lub nie uznają go za osobisty dramat próbują
        przekonać pozostałe osoby, że źle myślą, że "płaczą nad rozlanym
        mlekiem".. w drugą stronę przekonywania nie ma, jest w tym jakaś
        prawidłowość.
        poronienie uczy. jak każde mocne doświadczenie. mnie nauczyło
        pokory. nauczyło też, że dziecko jest Darem, że to ja jestem dla
        niego, a nie ono dla mnie, że jest osobną, niezależną istotą.
        nauczyłam się też sporej tolerancji i wyczucia, pewnej delikatności
        w kontaktach z ludźmi. nigdy bowiem nie wiemy co kryją ich
        życiorysy, jakie dramaty mają za sobą, jaka jest ich wrażliwość...
        czasami wystarczy posłuchać, by zrozumieć.

        nie wiem jak można czerpać satysfakcję z wyjaśniania ludziom, że
        istota, której oczekiwali i pragnęli, którą mieli już w sobie, którą
        czuli, to "nie było dziecko" i "nie warto o nim myśleć", że płacz po
        stracie jest infantylny, że odczucie psychicznego bólu jest "chore",
        jak to się dzieje często w wypowiedziach osob czujących sie
        bezpiecznie z forumową anonimowością..

        • stukotek Ik 05.02.09, 23:02
          pięknie to napisałaś smile
    • niemamaewy poronienie w 19 tygodniu ciazy... 06.02.09, 09:47
      tak czytam, czytam wasza dyskusje i dziwie sie o co wam chodzi w
      tych centymetrach i embrionach... poronienie to nie tylko strata
      ciazy w kilku pierwszych tygodniach sad

      poronienie wczesne (do 12 tygodnia) spotyka 1 na 6 kobiet, a pozne
      (miedzy 12 a 22 tygodniem) 1 na 50
      ja poronilam w 19 tygodniu ciazy... moja corka miala 15 cm i wazyla
      ok. 200 gram

      czy to za malo, zeby sie przejmowac?
      ktos z was zna jakies regulacje, od kiedy mozna plakac po dziecku?


      • seytan_a_22 Re: poronienie w 19 tygodniu ciazy... 06.02.09, 09:54
        czy to za malo, zeby sie przejmowac?
        > ktos z was zna jakies regulacje, od kiedy mozna plakac po dziecku?
        >
        > Plakac mozesz zawsze, ale nie nalezy sie tym gnebic do konca zycia, bo to nic
        dobrego nie przyniesie.
        Osobiscie znam przypadek, ze kobieta po poronieniu zaniedbala juz zyjace
        dziecko, oplakiwala tylko to poronione, a to zdrowe, cale i madre wychowywali
        dziadkowie. Wybacz, ale dla mnie to jest chore. Jeszcze nie slyszalam, by komus
        ulge przynosilo ciagle rozpamietywanie. jest czas na zalobe, ale ona nie moze
        trwac wiecznie bo odbywa sie to wtedy ze szkoda dla matki i tych co zyja.
        • ik07 seytan_a_22... 06.02.09, 11:21
          przyjmij do wiadomości, że ludzie mają różne stopnie wrażliwości. i
          jedni potrzebują tygodnia na swoją żałobę, a inni roku albo dłużej.
          wszystko zależy od okoliczności. niewątpliwie posiadanie dziecka lub
          bycie w kolejnej ciąży ułatwia przejście przez te przeżycia..
          powiedz kobietom, rodzicom, którzy tracą kolejne ciąże, żeby "nie
          rozpamietywali".. powiedz im to w oczy, że nie warto.. myslę, że
          strefisz w osobistym spotkaniu...
          • sanciasancia Re: seytan_a_22... 06.02.09, 13:19
            No cóż. Posiadanie dziecka to jest odpowiedzialność, której się człowiek
            podejmuje i jego podstawowym obowiązkiem moralnym jest zajęcie się tymże
            dzieckiem i zapewnienie mu dobrych warunków - i nie chodzi mi tu o sprawy
            materialne, tylko o wychowanie w szczęśliwej rodzinie. Pozostawienie dziecka
            odłogiem, bo się przeżywa żałobę, to nie jest zaniedbanie mycia okien, czy
            czyszczenia kuchenki. To jest skrajna nieodpowiedzialność i to jest karygodne.
            > powiedz kobietom, rodzicom, którzy tracą kolejne ciąże, żeby "nie
            > rozpamietywali".. powiedz im to w oczy, że nie warto.. myslę, że
            > strefisz w osobistym spotkaniu...
            To nie chodzi o nieprzeżywanie żałoby, tylko o obowiązki nadrzędne.
            Żałobę należy przeżyć, to jest oczywiste. Jeżeli ma się taką potrzebę należy
            mówić, o tym co się stało, jeżeli nie to nie, płakać, chodzić na cmentarz itp.
            I można ją przeżyć w różny sposób. Moje własne doświadczenie nauczyło mnie, że
            wykonywanie ustalonych czynności, chodzenie do pracy itp. bardzo w żałobie
            pomaga, bo porządkuje rzeczywistość i pozwala się w niej odnaleźć na nowo.
            Ustalić jej ramy i w jakiś sposób odbudować swoje życie. A poza tym nie pozwala
            na rozpamiętywanie tego, co się stało i przyspiesza proces akceptacji nastałej
            sytuacji. A to, co się stało trzeba zaakceptować i jakoś sobie wytłumaczyć.
            Niestety życie toczy się dalej i im prędzej człowiek to sobie uświadomi, tym
            lepiej dla niego. Ale żadna żałoba nie usprawiedliwia zaniedbania własnego dziecka!
            Żeby nie było wątpliwości - piszę to jako osoba, której urodziło się znienacka
            (lekarz, robiący USG był partaczem, ciąże zakończono wcześniej ze względu na
            moje problemy zdrowotne) dziecko z letalną wadą genetyczną i po 11 dniach
            zmarło. Powiedzmy, że wiem, jaki to jest stres i czym jest strata dziecka i
            wiem, czego mogłabym uniknąć, gdyby system nie zawiódł (mój organizm) i gdybym
            poroniła.
            • ag-ulka Re: seytan_a_22... 09.02.09, 22:07
              kurcze sam temat poronienia jest bardzo ciężkisad
    • id83 Jak rozmawiać o poronieniu 20.07.09, 06:58
      Ja poroniłam w 12 tc i chociaż teraz już jestem pogodzona z losem i tłumaczę
      to sobie, ze widać tak musiało się stać, bo może dzieciątko byłoby chore to i
      tak myślę i wiem, ze będę myślała zawsze o tym nienarodzonym maleństwa. Ja
      przeżyłam bardzo mocno stratę mojego dziecka ( bo dla mnie to było już dziecko
      i nie interesuje mnie w tym miejsc zdanie kogokolwiek)pomimo że obcuję w
      środowisku medycznym,żal miałam do wszystkich i twierdzę, ze miałam prawo do
      płaczu, miałam prawo do złości, rozpaczy tak jak każda kobieta po poronieniu.
      nie zabierajmy nikomu prawa do opłakiwania nawet najmniejszej istoty, bo to
      sprawa indywidualna, każdy przeżywa wszystko na swój sposób, (więc tak jak Ty
      opłakujesz śmierć komputera) tak pozwól, ze ja będę przeżywała odejście mojego
      nienarodzonego dziecka w taki sposób jaki chcę!Nie oceniaj bo nie ty jesteś od
      tego!
    • vvipp Re: Jak rozmawiać o poronieniu 20.07.09, 12:08
      Jest chyba na taki wątek bardziej odpowiednie forum.
      • vanilia_cz Re: Jak rozmawiać o poronieniu 17.01.10, 19:08
        a czy to nie jest wątek "jak rozmawiać o poronieniu"?
    • zabulin Re: Jak rozmawiać o poronieniu 18.01.10, 07:52
      Ja nie poroniłam, więc nie mogę powiedzieć, że wiem, co czują
      rodziny, których to dotknęło.
      Ja dowiedzialam się o ciązy, kiedy byłam w 4 tygodniu. I dla mnie
      ani przez moment to nie był zarodek, płód. To od poczatku było moje
      dziecko. Pokochałam od momentu zrobienia testu ciążowego, czyli od
      chwili, kiedy dowiedziałam się o jego istnieniu.

      Wiem, ze ludzie czasem chcą pocieszyć a palną głupstwo- no bo jak w
      takiej sytuacji w ogole możan powiedzieć ?"nie martw się, będzie
      drugie"

      Drugie, może i będzie,ale ono nigdy nie zastąpi TEGO. Nigdy.

      Siostra mojego męża poroniła dwa razy. Jedno zanim ją poznalam w
      zasadzie, a drugie mialo się urodzić dwa tygodnie po naszym ślubie.
      Bardzo się cieszyla ale niestety poronila ponownie
      O pierwszej ciązy powiedziala rodzinie , znajomym, o drugiej już
      prawie nikomu- zeby nie zapeszyć.
      Niemal nikt nie wiedzial. A ludzie są tacy wścibscy i głupi- ciągle
      ktoś ją pytał: "A wy kiedy sie postaracie o dziecko? Przydałoby się>
      E, pewnie wam tak wygodnie i wami się nie chce"

      Tak sobie myślę, co sie musialo wtedy z nią dziać, kiedy słyszala
      coś takiego...

      A potem trzecia ciąża, bliźniacza i oprócz szczęścia- duży stres, bo
      po dwoch poronieniach, ciąża bliźniacza to znów wysokie ryzyko
      straty.
      Momentalnie wysłano ją na L-4. I aż mnie trzepie jak slyszę, że na L-
      4 to idą, bo im sie robić nie chce.
      I nikt nie pomyśli, jakie za tym L-4 stoja czasem historie-jaki
      strach, ból,stres, i modlitwa, żeby tym razem było dobrze.
    • black-mama Re: Jak rozmawiać o poronieniu 18.01.10, 12:32
      Jestem mama 1,5 rocznego chłopca, kilka miesięcy temu poroniłam
      ciążę w 8 tygodniu- ból niesamowity, strasznie płakałam, ciągle
      noszę w sobie żałobę...ale żyję..gdybym straciła mojego syna, który
      od 1,5 roku jest naszym najwiekszym szczęściem myślę, że mogłabym
      się zabić.
    • beatka10123 Poronienie - jak o nim rozmawiać? 25.05.10, 14:52
      My straciliśmy swoje maleństwo w 7tc. Zaczelo sie od plamienia a potem bylo
      juz tylko gorzej.........Szpital badania krwawienie lezenie w lozku i tak po
      dwoch dniach zobaczylam swoja fasolke!!!!!!!!! Bezduszne pielegniarki mowia do
      mnie-wyrzuc je do kosza.............. A przeciez to nie COS to bylo moje
      dziecko!! Cierpienie jest nie do opisania. Bol fizyczny mozna zniesc ale
      psychicznego sie nie da........ I glupie slowa pielegniarek czy
      pacjentek-PRZESTAN PLAKAC JESZCZE BEDZIESZ MIEC DZIECI. Kiedy akurat chcialo
      sie tego dziecka kochalo sie je......... Nie da sie rozmawiac o tym bez łez
      sama mysl wywoluje potok.......... Nie zrozumie tego ktos kto nie byl w takiej
      sytuacji. Najlepsze jest milczenie osob postronnych. Nie kazcie opowiadac jak
      bylo nie zadawajce pytan czekajcie az my niedoszle mamy same Wam opowiemy gdy
      juz bedziemy gotowe. I najwazniejsze- cierpliwy i wyrozumialy maz to prawdziwy
      skarb!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka