postanowilam sobie, gdy tylko obejrzalam test w listopadzie, ze
wszystko bede przyjmowac spokojnie, bez nakrecania sie i bez zbednej
paniki takze.
ale zaczelam podczytywac fora, bo wiadomo, nadmiar wiedzy nie
zaszkodzi, nawet jesli nie zawsze mozna ja zweryfikowac w innych
zrodlach, bo pewne odczucia i doznania sa bardzo indywidualne...
no i tak mnie cos dzis tknelo. czy to normalne, nie miec absolutnie
ZADNYCH objawow?zadnych mdlosci, zachcianek, zadnych hustawek
nastroju, zadnego bolu podbrzusza, nic....?
wedle wyliczen jestem teraz w samym srodku 10 tygodnia (ostatnia @
23 pazdziernika, cykle regularne jak w zegarku, 29-30
dniowe, "babskie sprawy" i organy zdrowe, badane co pol roku), test
zrobilam 25 listopada, od razu pokazal sie plus, a ze "dziwnie" sie
czulam wowczas juz na tydzien przed spodziewana miesiaczka,
watpliwosci raczej nie mialam.
niestety w kraju w ktorym mieszkam ciaza liczy sie od 12 tygodnia.
mam juz umowiona wizyte w szpitalu na wywiad i badania na 9
stycznia, niestety dopiero podczas tej wizyty bede mogla sie zapisac
na nuchal scan (przeziernosc chyba), ew na dating scan, jesli nie
chce badan na obecnosc syndromu Downa.
no tak, ale wtedy bede juz w 12 tygodniu, a to usg robi sie ponoc
miedzy 11 a 13 tyg...wierze, ze zmieszcza mnie w tym czasie. ale to
kolejny tydzien czekania.
bo ja uwierze tak naprawde dopiero, jak zobacze na ekranie monitora.
no wiec jak to jest z tymi objawami? wiem, ze sa kobiety, ktore
ciaze przechodza (szczegolnie ten najtrudniejszy okres na poczatku)
niemal bezobjawowo i bezstresowo, ale zeby az tak?
jesli mialabym wyliczyc swoje "objawy", to poza brakiem miesiaczki i
jakichkolwiek , najmniejszych nawet plamien (nawet tzw
implantacyjnego nie bylo!) nie mam absolutnie nic. moze jedynie
nadmierne zmeczenie i sennosc, ale to bylabym bardziej sklonna klasc
na karby mojego odwiecznego syndromu zimowego braku swiatla (tzw
zimowa deprecha;/)....
nie wymiotuje, nie mdli mnie, nie mam zachcianek, od niczego mnie
nie odrzucilo, nie utylam, nie placze i nie smieje sie naprzemiennie
bez powodu, slowem-bez roznicy.
czy to normalne?
czty, gdyby sie okazalo podczas styczniowych badan, ze zarodek
obumarl (tfu tfu), objawiloby sie to jakos?
na domiar zlego mialam dzis jakis chory sen o tym, ze hoduje rosliny
w jakims wielkim roslinnym kombinacie, i ze moj zarodek (a wlasciwie
dwa!) hodowane sa in vitro przez zespol naukowcow, i ze rokowania
nie sa dobre...ech, wyglada na to,ze jeden objaw mam: paranoja...