Dodaj do ulubionych

gdy mija termin...

21.11.03, 13:54
Ponieważ w niedzielę mam termin porodu a póki co nie zanosi się, żeby mała
chciała ujrzeć świat (nigdy nie wiadomo, teraz to może już w kazdej chwili),
chciałabym się dowiedzieć czy po terminie miałyście może częstsze ktg lub
wyznaczone dodatkowe wizyty u gin. Mój powiedział mi w zeszlym tyg, że z
małą wszystko ok (wg ktg) i gdybym nie urodziła do 4.XII to wtedy mam sie
pojawić na wizycie i do szpitalka... Obawiam się, że właśnie teraz stan
zdrowia malutkiej powinien być często monitorowany (zwapnienia łożyska,
niedotlenienie itp...), a jak to było lub jest u Was?
Obserwuj wątek
    • tjoanna Re: gdy mija termin... 21.11.03, 15:12
      Nie powiem Ci, jak to jest u mnie bo termin mam na luty, ale akurat na tym
      pukncie jestem trochę przewrażliwiona. Nie chcę Cię straszyć, ale moja ciocia
      przenosiła swoją ciążę. Dziecko było niedotlenione. Teraz jest opóźnione w
      rozwoju i nigdy nie będzie takie, jak inne dzieci.
      Wiesz, jeżeli ciąża jest pod kontrolą (właśnie ktg i in.) taka sytuacja nie ma
      prawa się zdarzyć, ale lepiej walczyć o swoje, zamiast czekać, aż lekarz coś
      łaskawie zdecyduje.
      Oczywiście trzeba brać pod uwagę także to, że termin jest czasem źle obliczony
      i tak naprawdę wypada właśnie później.
      Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania i radości z maleństwasmile
      Joanna
    • aluc Re: gdy mija termin... 21.11.03, 16:57
      pierwsze ktg miałam dopiero dwa dni po terminie, wtedy też miałam usg, gdzie
      zbadano stan łożyska i kazano zgłosić się za tydzień... po tygodniu to samo, a
      wieczorem po badaniu urodziłam, chociaż wedle usg to łożysko było w stanie
      jeszcze trochę wytrzymać, dlatego nie było mowy o żadnym przyspieszaniu ani
      kładzeniu się do szpitala
    • italia100 Re: gdy mija termin... 22.11.03, 17:02
      U mnie było tak, że po terminie musiałam jeździc na ktg codziennie do szpitala
      (Karowa). Wszystko było OK, ale 10 dni po terminie kazano mi się położyc do
      szpitala na patologię ciąży. Z tego co wiem taką maja procedurę. W szpitalu
      miałam USG a ktg chyba 2 x dziennie. Poniewaz wszystko było OK, więc czekali
      (zwykle jak się nic nie dzieje to czekają do 14 dnia po terminie) No i akurat
      14 dnia zaczął się poród.
      pozdrawiam,
      Anika
    • youst Re: gdy mija termin... 22.11.03, 19:04
      Ja urodziłam Michasia 13-go dnia po terminie (Mały po prostu czekał, żeby
      urodzić się dokładnie w urodziny swojego Taty!!!).
      9-go dnia po terminie, po 2 KTG, na które jeździłam na położniczą izbę przyjęć,
      poszłam w końcu do szpitala, na patologię ciąży, gdzie leżałam z innymi
      wielkimi brzuchami. Co chwilę któraś odpadała, a ja trwałam i trwałam, Mały nie
      zamierzał wyłazić.
      Jeszcze przed przyjęciem do szpitala zrobiono mi amnioskopię, czyli badanie
      koloru wód płodowych - badanie dość nieprzyjemne, taka długa rurka, brrr...,
      potem było małe plamienie. Badanie to powtarzano mi też codziennie od przyjęcia
      do szpitala, podobnie jak KTG 2 razy dziennie i badanie stopnia rozwarcia
      szyjki.
      Wody były cały czas przejrzyste. Codziennie w szpitalu podawano mi 2 zastrzyki,
      tzw. pszczółki, które miały pobudzać akcję skurczową macicy. A Mały dalej
      nic... W końcu 12-go dnia po terminie zwieźli mnie już na porodówkę i wlali mi
      hektolitry oksytocyny, skurcze dalej minimalne, lekarz oznajmił, że nic z tego
      dziś nie będzie, no chyba, że spotkamy się w nocy.
      No i wieczorem zaczęłam mieć skurcze - krzyż mnie bolał strasznie i spojenie
      łonowe. Całą noc nie spałam, skurcze miałam z zegarkiem w ręku 1-minutowe co 8
      minut. Rano zbadali mnie, rozwarcie było już na 5 cm i o 10:00 zjechałam znowu
      na porodówkę. Dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe (POLECAM!!!!!!!!!!!!), ból
      ustał, a ja spokojnie czekałam na ciąg dalszy. Przebito mi pęcherz płodowy,
      wyleciały wody, niestety już zielonkawe (Mały się zdenerwował w końcu i oddał
      smółkę). W końcu zaczęło się na dobre, skurcze wzrastały (wiedziałm kiedy są,
      ale w ogóle mnie nie bolały), w pewnym momencie zaczął Michasiowi spadać puls,
      wtedy szybka decyzja - pomagamy kleszczami wydobyć główkę (poród odbierał sam
      ordynator, więc czułam się spokojna o dziecko i o siebie). Rachu-ciachu i o
      13:17 pojawił się na świecie mój synek. Chwila niezapomniana, niesamowite
      szczęście!
      Z dzieckiem było wszystko dobrze, ale profilaktycznie właściwie podali mu
      antybiotyk ze względu na ewentualne zachłyśnięcie się zielonymi wodami.
      Zostaliśmy w szpitalu 6 dni.
      Dziś Michaś ma prawie 7 miesięcy, rozwija się wspaniale, waży już prawie 10
      kilo, ma 8 zębów, od kilku dni mówi MAMA!!!!, sam siedzi i wstaje w łóżeczku.
      Nie ma najmniejszych niepokojących objawów, które możnaby wiązać z porodem po
      terminie!!! U nas w rodzinie wszystkie dzieci rodzą się po terminie (ja też
      urodziłam się 13 dni po) i jest wszystko OK. Jedyne, co się z tym wiązało to
      chyba tylko to, że synkowi troszkę łuszczyła się skórka na samym początku, miał
      trochę taką "skórę praczki", ale trwało to około 2 tygodni, a dziś ma skórkę
      przepiękną i gładką.
      Myślę, że nie ma powodów do nadmiernych obaw z rodzeniem po terminie, pod
      warunkiem, że jest się pod całodobową opieką lekarską, najlepiej w szpitalu,
      wtedy chyba nic się nie może złego zdarzyć, bo lekarze mogą zainterweniować
      natychmiast.
      Życzę pięknego porodu i samego szczęścia po nim!!!
      Pozdrawiam,
      Justyna mama Michasia (30.04.03.)
      • maja252 Re: gdy mija termin... 22.11.03, 20:46
        ja przy drugim dzidziusiu co drógi dzień jeździłam do poradni bedać tętno
        maluszka podczas ostatniego badania wyszło że małemu nierówno bije serce(co
        jest normalne przy akcji skurczowej ,zawsze spada a potem wraca do normy)
        wysłano mnie na patologię a po badaniu odrazu na porodówkę znalazłam sie tam o
        19.30 nic nie czując a o 22 mój szkrab był już na świecie.....życzę ci takiego
        porodu .mały urodził się w połowie 42 tyg zupełnie zdrowiutki

        Maja i bobo 38tydź

        mam nadzieje że ten łobóz wyjdzie szybciej bo ja mam już dość tego brzucha,
    • mieszko02 Re: gdy mija termin... 22.11.03, 21:12
      Dziekuję za słowa otuchy, łatwiej będzie mi czekać na ten dzień. Termin jutro
      a mała niechetna poznania świata. Muszę tylko wymóc na moim lekarzu częstsze
      zapisy ktg, bo czekanie bezczynne do 11 dnia po terminie trochę mnie
      przeraża...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka