Czy którejś z Was się tak zdarzyło? Chyba wyjde dzisiaj z siebie, cały dzień
chodze i płacze bynajmniej nie ze strachu przed porodem wręcz przeciwnie
chciałabym się już znaleźć na porodówce, mąż mi działa dziś na nerwy samą
chociażby obecnością, telefony od rodziny z pytaniem jak sie czujesz
doprowadzają mnie do szału. Termin mam dopiero na piątek ale nie mam
najmniejszych oznak zbliżającego się porodu, no może od czasu do czasu brzuch
pobolewa mnie jak przy okresie, żaden czop mi nie odszedł, brzuch nie
twardnieje itp. Mam już szczerze dość tego czekania, chcę już mieć mojego
Dzidziusia na świecie a Maleństwu zupełnie się nie spieszy