Dodaj do ulubionych

Z czego gotowi są zrezygnować mężowie?

02.01.04, 11:55
Mój mąż powiedział w tę przełomową noc, że w tym roku chciałby juz mnie
wiedzieć z wielkim brzuchem. Dla mnie żadna nowość - w zeszłym roku też
chciał. Jednak tym razem obiecał, że będzie ciążę i poród znosił ze mną.
Dlatego, jak tylko dowiemy się o ciąży, rzuci palenie, odstawi wszelki
alkohol, zero imprez beze mnie, uzbieramy na poród choćby i kilka tysiecy
złotych by mieć najlepszą salę, najlepszą położną itd. Mało tego - będzie
koło mnie skakał jak koło jajka przez całe 9 miesięcy i jeszcze kilka po
porodzie, bylebym już była w tej ciązysmile)). Dla mnie to nic innego, jak
czyste przekupstwo, ale podobała mi się ta Sylwestrowa deklaracja. Znając
jego silny chrakter, sądzę, że słowa dotrzyma, zwłaszcza, ze wie jak
panicznie boję się ciąży i porodu. Czy Wasi mężowie byli, badź są zdolni do
takich poświęceń?
Obserwuj wątek
    • ryza_malpa1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 11:59
      Ja od mojego "niemęża " takich poświęceń nie oczekuję. To że ja nie pije piwa i
      zasypiam o 21 to nie znaczy że on musi też się meczyć. Co prawda ograniczył
      mocno palenie i trzęsie się nade mna jak nad jajem, co nieco mnie irytuje.
      Wymaganie poświęceń jest czysto egoistyczne - nie widze powodu, żeby w jakiś
      sposób ograniczac mu wyjścia na imprezy.
      a jak nawet czasami mu zazdroszcze to nie dlatego że on sie dobrze bawi tylko
      dlatego że ja nie mogę.
      • kasiacs Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 12:12
        Moj maz poswieca sie i to bardzo jak tylko cos mi sie dzieje. Jak musialam
        lezec przez tydzien to oprocz pracy robil wszystko kolo mnie i w domu, czulam
        sie jak ksiezniczka i bardzo jestem mu za to wdzieczna, chociaz jak juz
        wstalam i weszlam do kuchni to troche zbladlam na widok tego co sie tam
        dzialo wink
        Natomiast tak normalnie to nie bardzo ma ochote na jakies zmiany i tak
        naprawde to wielki dzieciak z niego, juz wkrotce bede miala dwa dzieciaki smile
        Tak czy siak jestem mu strasznie wdzieczna za to jaki jest.
        Powodzenia i daj znac jak w rzeczywistosci wygladaja jego postanowienia jak
        juz sie wystaracie smile
        Kasia 17 tc
      • majcia74 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 12:24
        Ja od mojego niemęża nie umiem dużo wymagać bo sam daje mi tyle, że momentami
        to aż mi głupio smile Nie pozwala mi się np. schylać i sam sznuruje mi butki, gdy
        oglądamy sobie tv to siedzi przy mnie na podłodze podczas gdy ja jak hrabianka
        okupuję całą kanapę, gdy powiem że miałabym ochotę coś zjeść to nie zdążam
        dokończyć zdania gdy ten jest już w drodze do sklepu i cała masa innych rzeczy
        które nie mieściły mi się wcześniej w głowie. Normalnie wariat smile)) Chyba mnie
        okropnie rozpuścił i to będzie jedyna rzecz której może będzie mi brakowało z
        tej ciąży smile
        Na imprezy nie chodzi, alkoholu nie pije /czasem piwko/, nie pali, a jego
        jedyny nałóg to komputerek, ale to wynika z zawodu i jest do zniesienia smile.
        Tak więc nie musiał z niczego rezygnować, a jedynie bardziej się mną
        zaopiekował chociaż i bez ciąży potrafił mnie tak zaskakiwać opiekuńczością, że
        gdy wspomnę swojego eks i to jak miał w d... mnie i pierwszą ciążę to dziwię
        się, że mogłam być z tamtym człowiekiem.

        Zastanawiam się tylko czy ja będę umiała odpałcić mojemu ukochanemu takim samym
        zaangażowaniem gdyby była taka sytuacja, że np. tfu tfu choroba go dopadła...
        Nie wiem. Boję się, że nie umiałabym tak się nim zaopiekować jak on to
        naturalnie czyni wobec mnie. Nie jestem dość wylewna w uczuciach ani nie mam
        tak rozwiniętego zmysłu opiekuńczego jak on i tym bardziej zadziwia mnie swoimi
        chęciami dogodzenia mi na kazdym kroku. smile

        Ale wierzcie mi to jest zaj.... miłe i Wszystkim Wam tego życzę, tyle że
        wyrażane dobrowolnie, a nie z przymusu bo żadne wymuszone poświęcenie nie
        sprawia tyle frajdy co naturalnie okazywane uczucie i empatia w stosunku do
        mamy w ciążysmile

        Pozdrawiam
        Maja i Groszek /38tyg./
    • mopek1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 13:09
      A ja mojego właśnie stymuluję, żeby robił sobie teraz (póki dzidzia jest w
      środku) wiele rzeczy na które potem nie będzie czasu! Np. w listopadzie jeździł
      do Warszawy w każdy weekend, bo postanowił „rzutem na taśmę” sfinalizować
      wymarzoną licencję pilota balonowego smile Mamy oboje pełną świadomość, że kiedy
      będzie nas troje wiele naszych zainteresowań zejdzie na drugi plan, a do tej
      pory żyliśmy pod tym względem bardzo aktywnie smile Poza tym uważam, że ciąża to
      nie choroba i kiedy nic się nie dzieje naprawdę nie trzeba na siebie aż tak
      strasznie dmuchać smile Odpoczywać, spacerować, dopieszczać się owszem – ale
      niańczenie przez męża to chyba przesada!
      Jedynie czego na Twoim miejscu bezwzględnie bym dopilnowała to obietnica
      rzucenia palenia – i to bez względu na ciążę – warto wykorzystać moment smile
      • zonawstrachu Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 13:19
        To berdzo dobry moment. Już dawno próbowałam wywalczyć rzucenie przez męza
        palenia. Nie dało rady - zawsze powtarzał, że jak będę w ciązy to rzuci. Teraz
        się śmieje, ze mam w ta ciażę szybciej zachodzić, bo jak wejdziemy do Unii,
        papierosy zdrożeją o ponad 100% - a to jest akurat dla mnie radosna wiadomość.
        Będzie duza sznsa, że jak rzuci, już nie wróci do palenia - ze wzgledów
        ekonomicznych.
        • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 13:28
          moge Wam tylko pozazdroscic Dziewczyny. ja ze wszystkim zostaje coraz bardziej
          sama ...
          • zonawstrachu Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 13:40
            Dlaczego sama?
            • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 13:43
              przepraszam ale przynajmniej tu sie wyzale ... mojego niemeza coraz czesciej
              przy mnie nie ma
              • majcia74 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 15:26
                Może spokojna rozmowa i pomoc o wsparcie coś by dały?... A może czas zapomnieć
                na chwilę o ciąży i poświęcić parę wieczorów tylko dla niemęża, może czuje się
                troszkę zapomniany albo zbyt "na drugim planie"?... Co się właściwie dzieje?

                To pewnie nie moja sprawa.

                Trzymam za Ciebie kciuki i pamiętaj, że w razie co to my tu jesteśmy i służymy
                pomocą smile

                Pozdrawiam cieplutko
                Maja i Groszek /38tyd./
                • lastka Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 08:30
                  Aniu, nie załamuj się mój mąż też na dość długo zostawia mnie samą., bo zdarza
                  się , że do póżna pracuje, więc ostatnio jak byłam 6 tygodni na zwolnieniu to
                  większość czasu przesiedziałam sama w domu, wiem, że jesteś z Białegostoku więc
                  może byśmy się spotkały i gdzieś wyszły na jakiś soczej albo herbatkę smile)) Co
                  ty na to?
                  • anka1 Re: Lastka !!! 08.01.04, 12:07
                    przepraszam ze pisze dopiero teraz ale jakos przeoczylam twoj post.( w ciazy
                    zdecydowanie wzrosl mi stopien rozdziawowatoscismile ) jasne ze mozemy sie
                    umowic. mozna napisac do Ciebie na adres gazetowy ?
                    • lastka Re: Lastka !!! 09.01.04, 08:50
                      No jasne, pisz, a tym gapiostwem się nie przejmuj ja od ciąży mam postępoującą
                      skerozę a gapa jestem największa na świecie smile)))
    • isma Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 13:37
      Gratulacje!!!
      Z tym, ze z perspektywy matki poltorarocznego dzieciecia stwierdzam, iz
      najbardziej cenne sa poswiecenia pociazowe i poporodowe (w przypadku mojego
      meza to nawet zreszta nie byly poswiecenia, rodzilismy razem, bo nie wyobrazal
      sobie, ze ktos moglby zajmowac sie jego zona i corka BEZ jego wiedzy i
      aprobaty). Ale maz w ciazy za Ciebie nie bedzie, i urodzic za Ciebie nie
      urodzi. Z karmieniem piersia tez bedzie klopot wink Ale juz zmieniac pieluchy,
      gotowac, prasowac itd. moze.
      Powodzenia.
      • werata Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 15:35
        hmm, tak sobie myślę, że takie deklaracje są fajne i jak nam z nimi dobrze ?
        Prawda???
        smile
        Ale najważniejsze są te realne, codzienne zachowania.
        z zaśnieżonego Poznania pozdrawiamy z moim Groszkiem (18tc)
    • kasik8 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 02.01.04, 22:58
      Dorga zonko
      Uwazam ze to bardzo piekna deklaracja ze strony Twojego meza..zwlaszcza jesli
      mialas jakies watpliwosic co do ciazy i porodu. Pozazdroscic.
      Mysle ze wielu mezczyzn jest gotowych do "poswiecen"..w skutek naszych
      rosnacych brzuszkow i swietnie daja nam tego dowody..Poprostu zadna z nas nie
      byla pewnie do tego tak namawiana.a u Ciebie sytuacja wygladala odwrotnie.
      Przewanie mezczyzni uciekaja przed ciaza, obowiazkami itp.
      Moj malzonek jest naprawde cudowny..dopasowujemy sie do sytuacji
      hihi...poniewaz ja panikuje a on mnie uspokaja..zachowuje sie jakby to on juz
      rodzil nie pierwszy raz. Zna kazde zachowanie dziecka, kazdy moj nastroj,
      kazda maja lze i obawe. Nie zawsze reaguje jakbym sobie tego zyczyla..bo moze
      uwaza ze dzis, w tej chwili itp nalezy ze mna pastapic innaczej...np. kiedy
      placze bez powodu czasem nalezy wylac na mnie przyslowiowy "kubel zimnej wody"
      anizeli sie uzalac. Z innej strony potrafi przytulic, pocieszyc itp. Wszystko
      zalezy chyba od tego jaka istnieje wiez miedzy nami..jaka byla wczesniej i od
      odpowiedzialnosci i dojrzalosci. A zapewnienia czasem nic nie daja.
      Tyle ludzi przyrzeka sobie cos na slubnym kobiercu..a jak jest potem w zyciu
      same wiecie.
      Dlatego ufajcie sobie, instynktom, swoim mezom i niemezom a wszystko bedzie
      dobrze.smile
      Kasik
    • aktaga Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 03.01.04, 02:29
      Hm, ja sie wylamie, ale mysle, ze pomoc kobiecie w ciazy i wiazaca sie z tym
      czasem rezygnacja z wlasnych przyjemnosci (nie mowie, ze mezczyzna ma tylko
      obskakiwac ciezarna kobiete), to nie zadne poswiecanie sie ze strony meza, ale
      zwyczajna kolej rzeczy w zdrowym zwiazku dwojga kochajacych sie osob.

      Ja mysle, ze Twoj maz bardzo pragnie dziecka. Oczywiscie Ty sama musisz
      wiedziec, czy to przekupstwo z jego strony, czy w innych sytuacjach tez pomaga
      Ci w miare mozliwosci i umie w tym celu poswiecic swoj czas i przyjemnosci. A
      rzucenie palenia, odstwienie alkoholu i zdrowa dieta w czasie ciazy mezowi jakby
      co tez nie zaszkodza smilesmilesmile
    • malika5 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 03.01.04, 08:19
      To bardzo pięknie, że mąż jest gotów do takich poświęceń dla dziecka. Myślę
      jednak, że jak już będziesz w ciąży to się przekonasz, że ciąża to nie jest
      żadne poświęcenie z twojej strony, a wręcz przeciwnie- czujesz się wspaniale i
      może być Ci głupio, że mąż uważa Cię za osobę bardzo cierpiącą. Na pewno warto
      na nim jednak wymusić rzucenie palenia. Powodzeniasmile
    • teosia1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 03.01.04, 19:03
      a o mnie nikt sie nie troszczy w tym czasie. Mąż daleko (w innym mieście), a
      rodzina nie ma czasu. Jestem sama i daje sobie rade. Pracuje, znosze gorączki,
      bóle i inne dolegliwości znane większości Wam. Tylko czasem smutno...
    • tyldak Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 03.01.04, 20:02
      Tak sobie czytam Wasze posty i... troszke mis mutno. A moze ja jestem
      przwrazliwona. Moja polowka jest dla mnie na penwo wyjatkowa i stara sie. Bo
      to ze sie tsraar naprawde widac. Tylko troszke jest jak duze dziecko i chyba
      przez to mu nie wychodzi. I troszke musze sama "walczyc" o to zeby byl wiecej
      przy mnie. A nie chce absolutnie zeby rezygnowal ze swoich przyjemnosci. Chce
      tylko zeby pomogl mi zrezygnowac z tych moich, z ktorych musze zrezygnowac. I
      troche sie boje tego co bedzie jak sie pojawi maluszek. Ale mam nadzieje, ze
      jak juz bedzie to troche wydorosleje. Na pewnoe bedzie nas oboje kochal (juz
      Kocha), a to chyba najwazniejsze.
      Pozdrawiamy!
      Mati i 17-tyg Aniolek
    • kags Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 04.01.04, 22:08
      ja Wam tez troche zazdroszcze i troche sie pozale... u mojego niemeza
      skonczylo sie raczej na wielkich obietnicach. "jak tylko bedziesz w ciazy
      rzuce palenie"... jestem w 21 tygodniu i... i dupa sad co prawda wychodzi i nie
      pali przy mnie, ale jednak moim zdaniem obietnica jest zlamana sad(( tez
      obiecywal, ze bedzie sie troszczyl, pomagal itd. i co? nic... nooo czasem
      wyniesie smieci i pomoze niesc siaty z zakupow, ale o pomasowanie plecow
      prosilam dwa dni i dalam sobie spokoj. wczoraj zasuwalam ze sciera na kolanach
      w kuchni i lazience, a on sobie siedzial przy kompie... pewnie nawet nie
      zwrocil uwagi sad
      mam starsznego dola, a on zwala to na "hustawke nastrojow"... no ale z nikad
      to sie nie bierze. smutno mi bo ze wszystkim musze sobie radzic sama, mimo ze
      przeciez on jest przy mnie.
      az boje sie myslec jak bedzie po porodzie...

      sciskam,
      KaGS
      • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 05.01.04, 10:45
        Kasik ma racje : mezczyzni przewaznie uciekaja przed ciaza i obowiazkami ...
        Kags ja tez sie boje co bedzie jak dziecko juz bedzie na swiecie. tym bardziej
        ze niemaz ze mna nie mieszka ...
        • kags Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 05.01.04, 11:14
          Anka, my tez ze soba nie mieszkamy... urzadzamy mieszkanie, ale jakos to
          opornie idzie... mozemy jednak spedzac razem duzo czau, ale zawsze znajdzie
          sie COS wazniejszego...
          ech, brak mi slow... jestem przerazona...

          sciskam,
          KaGS
          • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 05.01.04, 12:53
            wlasnie zawsze cos wazniejszego ... szkoda ze panowie chociaz raz w zyciu nie
            moga zajsc w ciaze. niekoniecznie rodzic ale pochodzic pare miesiecy z rosnacym
            brzuchem. moze wtedy inaczej to wszystko wygladaloby.
            jestem przerazona tak samo jak Ty i tez Cie sciskam! chociaz rece mam juz coraz
            krotsze smile
            • kags Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 12:27
              ano! przydalo by im sie takie przeszkolenie z tymi wszystkimi
              dolegliwosciami wink mojemu niemezowi i szefowi w pierwszej kolejnosci!
              ech, moje przerazenie z dnia na dzien jest wieksze, tak samo jak z dnia na
              dzien mam wiekszy brzuch wink
              sciskam jak sie da,
              KaGS.
              • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 13:48
                u mnie przynajmniej to jest pocieszajace ze szef nosi spodnice. wredna baba,
                bezdzietna i rozwiedziona, ale moze kiedys bede mogla jej powiedziec : a nie
                mowilam ? smile)) bo teraz empatii w niej tyle co kot naplakal.
                • kags Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 14:52
                  no to juz nie wiem co gorsze wink
                  • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 14:56
                    prawda ? smile
              • lastka Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 08:47
                kags napisała:

                > ano! przydalo by im sie takie przeszkolenie z tymi wszystkimi
                > dolegliwosciami wink mojemu niemezowi i szefowi w pierwszej kolejnosci!
                > ech, moje przerazenie z dnia na dzien jest wieksze, tak samo jak z dnia na
                > dzien mam wiekszy brzuch wink
                > sciskam jak sie da,
                > KaGS.



                Kags, moja szefowa chociaz jest kobietą też nie ma w sobie ani za grosz
                współczucia, ciepła czy wyrozumiałośći. Kiedy tylko powiedziałam jej że jestem
                w ciąży uprzedziła mnie,że ciąża to nie choroba i na nią się na zwolnienia nie
                chodzi. Teraz kiedy zaczęłam puchnąć wzrosło mi ciśnienie i lekarz podejrzewał
                zatrucie ciążowe to kiedy dowiedziała sie o zwolnieniu to wydarła się, że do
                pracy mogę już wogóle nie wracać bo na swoim stanowisku i tak już nie pracuję.

                Ale najwazniejsze to myśleć pozytywnie i myślec o dzidzi żeby wszytsko było ok.
                • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 11:20
                  Lastka to masz jeszcze gorzej niz ja. moja przynajmniej robi dobra mine do zlej
                  gry az mi sie niedobrze robi nie z powodu ciazy ale jej hipokryzji.
                  twojego babsztyla nic tylko sadem pracy nastraszyc.albo i prokuratorem. gorzej
                  jesli to prywatna firma ...
                  wspolczuje i trzymam kciuki !
    • pandora_ Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 05.01.04, 13:01
      IMHO to nie kwestia poswiecenia, ale po prostu kolejny, dojrzaly sposob
      okazania milosci. Nie zawsze jest tak, ze dziecko to wyczekany, wysniony i
      przygotowany ze szczegolami cud - sama sie o tym przekonalam. Jednak taki cud
      potrafi zmienic wiele - spowodowac troche inne patrzenie na swiat, a czasem
      niestety nieuchronna kleske zwiazku, ktory wydawal sie udany. Dla mezczyzny
      opiekowanie sie ciezarna partnerka to przywilej - mozliwosc zajecia sie
      nienarodzonym jeszcze dzieckiem, rozpieszczenia kobiety, ktora przezywa swoje
      dolki i gorki, potrzebuje sie wyplakac i wykrzyczec, ktora wreszcie zaczyna
      dzwigac ciezar nie tylko fizyczny, ale i psychiczny - a czym lzej na mysl o
      tym, ze wieczorem czeka masaz, kolacja, cieple ramiona, kapiel i rozmowa, tym
      latwiej nosic dodatkowe kilogramy i wytrzymywac kopanie w zebra.
      Rzucenie palenia to akurat pomysl dobry,ale nie sadze, by ktorekolwiek z
      partnerow musialo w stu procentach rezygnowac z ulubionych zwyczajow - mozna je
      po prostu zmodyfikowac nieco.
      Zawsze jednak przychodzi moment, kiedy przyszly tato puchnie z dumy - czasem na
      poczatku, czasem w polowie, na koncu, a czasem wtedy, kiedy jest juz tata
      (bywa, ze i lata po tym fakcie). ONI tacy sa smile
      • zunia76 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 16:33
        Witam - tylko pozazdroscic. Ja wczoraj powiedzialam o moim pozytywnym tescie to maz dlugo siedzial gapiac sie w lustro powtarzajac - ale fajnie bede tata - ale fajnie bede tatasmile. Zadeklarowal rzucenie fajek a za zaoszczedzone pieniadze kupno porzadnej kamery by nie stracic zadnego dniasmile
        • jola.wie Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 22:25
          Ale fajny wątek, jak mogłam do tej pory do niego nie zajrzeć! smile))
          Siedzę przy biurku, za moimi plecami mąż w łóżku, obok niego córeczka, i lecą w
          moją stronę teksty: "ciekawe, kiedy mamusia na nas zwróci uwagę", "może
          wyrwiemy ją z jej świata, tylko czym?", "ciekawe, kiedy mamusia nami się tak
          zajmie" (jak niby komputerem, czyli Wami, drogie Rozmówczynie), "co takiego
          ciekawego czytasz, co?", "czemu nie przyjdziesz, jola?". To nie na żarty
          (niestety), to na serio. Przez pierwsze trzy miesiące ciąży domagałam się
          głośno pomocy i wsparcia (tym bardziej, że ciąża była zagrożona), wyszłam na
          wredną egoistkę. Ja jestem taka raczej twarda kobitka, "baba na traktor" jak
          mawia moja przyjaciółka, przestałam się domagać. Poradzę sobie, nie ma sprawy.
          Spoko, to moje trzecie dziecko. Miałam nawet solidnego doła, wszechogarniające
          poczucie osamotnienia w tej ciąży, ale jak czegoś nie możesz zmienić, musisz to
          polubić i tak się stało. Zrobił się z tego MÓJ świat, mój i dzieci. I zrobiło
          się od razu radośnie i szczęśliwie, bo z dziećmi wszystko jest radosne i
          szczęśliwe. Nie pogadam z nim? No to znalazłam sobie forum i Was. Aż tu nagle
          mąż zaczął być zazdrosny o to szczęście! (przykład powyżej). Nagle chce do tego
          świata wkroczyć. Paradoksalnie to on zaczął się domagać, mieć pretensje, robić
          wyrzuty. No i mam problem, bo najpierw on sam się odsunął na drugi plan, a
          teraz ma pretensje, że znalazł się na drugim planie! I teraz to ja mam mu pomóc
          i go wesprzeć, bo czuje się odsunięty, zaniedbany, biedny "tata w ciąży" smile))!
          Wiecie co? Nie wiem, co w moim przypadku lepsze. Czy ta "samotność", czy
          to "zaangażowanie"? Patrzę na to jednak z uśmiechem. Właściwie czego ja chcę?
          Już 12 lat sprawdza się dobrze w roli troskliwego i opiekuńczego ojca. Nie ma
          wyższych priorytetów poza rodziną. Czepiam się drobiazgów.
          Nie wiem, jak jest z innymi przedstawicielami męskiego gatunku, ale ten mój ma
          skłonność do gawędziarstwa. Nie jestem już w stanie brać poważnie jego słownych
          deklaracji i obietnic. Przypuszczam, że większości nawet nie przyjmuję do
          świadomości. Dlatego życzę wszystkim tym z Was, którym faceci coś obiecują,
          żeby tego dotrzymali. Albo wiecie co? Każcie sobie dać to na piśmie, żeby było
          potem z czego rozliczać smile))Życzę Wam troskliwych i opiekuńczych partnerów,
          ojców Waszych dzieci i żeby im się entuzjazm za prędko nie skończył! Bo w ciąży
          macie tylko mniej lub bardziej wystający brzuch. A po porodzie obie ręce i
          piersi zajęte! I bardzo, bardzo mało czasu. Życzę nam wszystkim, żebyśmy ze
          spokojną głową mogły po urodzeniu dzieci robić dwie rzeczy: karmić i podsypiać
          w przerwach między karmieniami. Jeżeli nasze otoczenie aż na tyle nam pozwoli,
          to możemy czuć się szczęsliwe. A tzw. "pełnia życia" wróci do nas stopniowo
          małymi kawałeczkami. I wszyscy będą się dziwić:" Jak ona sobie świetnie radzi!"
          ściskam was
          jola (na półmetku)
      • tyldak Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 06.01.04, 23:17
        Chyba mojemu przeczytam to co napisalas - Pandora. Moge, prawda?
        Ja mam dzis doła. I z jednej strony czuje sie jak egoistka, bo przeciez mysle
        tylko o sobie. Przeciez ma prawo do swoich przyjemnosci. Tylko ze... chyba
        jest cos nie tak, skoro to ja chodze po nocach sama, czekam wiekami na tramwaj
        czy autobus marznac niemiłosiernie, a on w tym czasie swietnie bawi sie na
        sali gimnastycznej, a potem wraca sobie cieplutkim autkiem do domu. I
        zdziwiony ze nie rzucam mu sie na szyje. W sumie nie powinnam byc zaskoczona -
        zawsze wiedzialam ze bede ta czekajaca zona. Tyle ze chcialabym sie
        poczuc "zaopiekowana". A czuje sie sama. I ciesze sie, kiedy glaszcze moj
        brzuszek, kiedy mowi do malenstwa. Tylko mnie to nie wystarczy. I ogarnia mnie
        przerazenie, jak mysle o tym co bedzie dalej. Jak mysle, jak to bedzie gdy
        dzidzius juz bedzie tak w 100% z nami. Kocham tego mojego meza bardzo, wiem,
        ze chce jak najlepiej ze sie stara, ale coraz bardziej coraz mocniej widze to
        ze jest nieodpowiedzialny, ze z niego duzy dzieciak. I boje sie ze predko nie
        dorosnie. Ze nie bedzie gotowy z niczego zrezygnowac. Strasznie mi szkoda, ze
        nie ma osoby, z ktora moglby sobie pogadac, ktora tak w miare przynajmniej
        obiektywnie szepnelaby mu cos... Ja za bardzo emocjonalnie do tego podchodze.
        A do tego chyba hormony powoduje ze zawsze bedac placzliwa teraz najchetniej
        wylalabym morze lez.
        Uff, ale sie rozpisalam. Ale potrzebne mi to bylo.Mam dwie wspaniale
        przyjaciolki, ale ona wlasnie przezywaja ten najgoretszy okres zakochania i
        chyba nie chce im mowic o tych bardziej szarych stronach
        Dzieki!!
        Pozdrawiam ja i 17-tyg Aniolek
        • pandora_ Re: Z czego gotowi są zrezygnować... (do tyldak) 07.01.04, 09:52
          Sie nie lam. Moj maz przez dobre 2 pierwsze miesiace byl w takim
          szoku "ciazowym", ze nieraz doprowadzal mnie do lez...smutku i radosci. Chociaz
          przyznam mu, ze na pierwszym USG, kiedy lekarz mogl juz nam pokazac raczki,
          nozki, itp, trzymal mnie za reke bardzo mocno i od tej pory nie puszcza. Ja na
          poczatku tez sie domagalam, zeby pobyl ze mna, porozmawial, ale w pewnym
          momencie pomyslalam, ze moze on potrzebuje tego samego...lub czegos innego i
          odpuscilam. O dziwo, wtedy wszystko sie zmienilo na znacznie lepsze - chociaz
          ja nadal wracam z pracy o 21, poltorej godziny tulajac sie autobusami smile))
          Bardziej jednak ciesze sie z tego, ze po przyjsciu czeka na mnie ciepla herbata
          i kolacja, niz z tego, gdyby TZ przyjezdzal po mnie, sam zmeczony praca. A tak -
          rano ja sie relaksuje, a wieczorem - on i spotykamy sie oboje w dobrym
          nastroju. On idzie na basen, jedzie sobie na ukochane zakupy (malo ktory facet
          chyba to uwielbia jak moj maz), spotyka sie z kumplem, przerabia po raz
          milionowy akwarium, odwiedza rodzicow (potrzebuja typowo fizycznej pomocy z
          weglem, drewnem itp) wlasnie wtedy, kiedy ja jestem w pracy - a ja w czasie,
          kiedy on pracuje, zajmuje sie gotowaniem (bo lubie), czytam ksiazki,
          internetuje sobie, robie maseczki, ide na kawe do przyjaciolki, cwicze joge...
          Za to, kiedy jestesmy razem, mamy czas tylko dla siebie i naszego Szkraba.
          Mysle, ze gdybysmy pracowali w podobnych godzinach, na pewno probowalabym
          wyganiac meza z domu smile
          Jak pisalam, ONI tacy wlasnie sa - w pewnym momencie nastepuje przebudzenie smile
          Moj TZ wczoraj, w "rocznice" slubu oprocz kolacji postawil na stole swieczki i
          pieska z kotkiem smile Nie wiem, czy to jakas aluzja, ale co tam smile))
          Wiec sie trzymaj i nie daj!
        • jola.wie Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 12:44
          "Strasznie mi szkoda, ze
          nie ma osoby, z ktora moglby sobie pogadac, ktora tak w miare przynajmniej
          obiektywnie szepnelaby mu cos... "

          Może by tak namówić tych naszych facetów na konfrontację i wymianę poglądów?
          Wiem, myślę jak kobieta, oni nie lubią takich dyskusji i "obnażania się" przed
          obcymi. Ich zachowania, które nie sprawiają nam satysfakcji, albo brak takich,
          które by ją sprawiały, wynikają na pewno po części z tego, że brak im
          pozytywnego wzorca w ich środowisku. Taki ktoś mógłby spowodować ich
          przyspieszone dojrzewanie smile)

          A swoją drogą, jakby to było pięknie, gdyby na takim forum jak my wspólnie
          szukali sposobów, jak nam jeszcze bardziej (czy tez w ogóle) życie
          uprzyjemnić....
          Ciekawe, Tyldak, czy poglądy Pandory przewrócą twojemu jego męski szowinizm do
          góry nogami. Szczerze mówiąc, wątpię... Ale gdyby powiedział mu to jakiś
          facet....? Wydawało mi się, że każdy facet instynktownie ma potrzebę obrony i
          dawania poczucia bezpieczeństwa swojej partnerce. A w stanie wyjątkowym (jakim
          niewątpliwie jest ciąża) MUSI eliminować i zapobiegac wszystkim sytuacjom,
          które zagrażają zdrowiu, zyciu i bezpieczeństwu, bo robi to od razu dla dwóch
          istot: ciebie i dziecka. Robi to niejako odruchowo. Powninien, znaczy się. Nie
          chcę cię dołować, ale jeżeli twój facet ma możliwość np. transportowania cię w
          zimie samochodem, a pozwala ci marznąć i tłuc się tramwajami, to jest to
          SKANDAL!!! I tu (wracając do głównego wątku tego wątku) powinien BEZWZGLĘDNIE
          zrezygnować z sal gimnastycznych i innych zajęć, które przeszkadzają mu ustawić
          priorytety w takiej kolejności, w jakiej powinny teraz być. Z tego, co piszesz,
          nie jest tak całkiem stracony, bo głaszcze twój brzuszek, czyli cieszy się z
          Maleństwa. Powinnaś to wykorzystać. Gorzej, gdyby nie chciał dziecka. Teraz, w
          twojej ciąży jest czas na trening rezygnowania z niektórych rzeczy dla wyższego
          dobra. Jak dziecko już będzie na świecie, rezygnowanie stanie się faktem i nie
          będzie czasu na wielkie dyskusje.
          Trzymam kciuki
          jola
          (może by tak spiknąć wirtualnie tych naszych facetów jednak, co?)
          • martyx Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 13:42
            z tym BEZWGLEDNYM REZYGNOWANIEM Z ZAINERESOWAN I PRZYJEMNOSCi naszych połówek
            to bym jednak polemizowała, w końcu oboje mamy prawo do swoich zajęć i
            przyjemności, ja tam bym nie chciała żeby mi mój mąż zabraniał łażenia do
            koleżanek (bo zimno na dworzu i sie przeziębie) albo co gorsze siedzenia na
            forum (bo od komputera prominie jakieś ida na przykładsmile

            więc ja też mu nie każe non stop skakać koło mnie kiedy on chce sobie np.
            pooglądac mecz

            myśle że w ciąży mamy swoje zwiększone prawa ale i skłonność do przesady, ja
            jak sie dowiedzieliśmy że będziemy mięli maluszka to nakupowałam gazet o
            dzieciach i książek, kazałam je czytac mężowi a jak nie przejawiał chęci to
            miałam pretensje, że sie nie interesuje naszym dzieckiem, a jak grał w gierki
            na komputerze to stwierdziłam, że to jeszcze niedojrzały dzieciak!

            tylko, że w pewnej chwili doszło do mnie, że jednak jestem niesprawiedliwa,
            przecież wypytuje sie mnie jak się czuje i próbuje poczuc ruchy maluszka, jak
            mi sie nie chce to robi obiad, nie pozwala mi dźwigać i sprzątać co
            trudniejszych rzeczy, chyba przesadziłam z tym czepialstwem
            dziewczyny bądzmy troche bardziej wyrozumiałe też dla nich (nie tylko oni dla
            nas i naszych humorków)
            pozdrawiam
          • wieczna-gosia Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 15:13
            Jaks dziwna jestem... moze za duzo ciaz? wink)

            Nie
            > chcę cię dołować, ale jeżeli twój facet ma możliwość np. transportowania cię
            w
            > zimie samochodem, a pozwala ci marznąć i tłuc się tramwajami, to jest to
            > SKANDAL!!! I tu (wracając do głównego wątku tego wątku) powinien
            BEZWZGLĘDNIE
            > zrezygnować z sal gimnastycznych i innych zajęć, które przeszkadzają mu
            ustawić
            >
            > priorytety w takiej kolejności, w jakiej powinny teraz być.

            A moze wcale nie musi z tej sali gimnastycznej rezygnowac? Moze faktycznie
            mozna tak ustawic abys nie marzla (w ciazy czy bez ciazy t akurat wsio rawno w
            rodzinie z samochodem moim zdaniem)- on cie podrzuci, czy ty po prostu
            wezmiesz taksowke zamiast marznac?

            Dla mnie ciaza nie jest stanem wyjatkowym. I od glaskania brzuszka i innych
            spektakularnych akcji, ktorych moj maz nie wykonuje wink wole to ze:
            1. sprzata kotu kuwete chociaz normanie kota nazywa siersciuchem i sie nie
            dotyka do gownien bo to JA chcialam kota.
            2. dzieci nosi, podnosi i zanosi,
            3. kiedy dzwonie do niego z pretensjami ze TAK marzne a on.... (tez miewam
            takie akcje) potrafi przyjechac lub zamowic mi taksowke i nie wypomina fury
            kasy ktora w obecnej chwili na taksowki wydaje wink
            4. zamiast pojechac na sylwestra w niedostepne gory z zona, zabral te zone do
            Wroclawia gdzie i szpital blisko i domy ogrzewane a wiem ze gdybym sie
            postawila zostalby w domu chociaz na ten wyjazd napalil sie strasznie.
            A poza tym- wiem jakim jest tata- jest tata OK chociaz w zyciu nie rzuci
            kopika z grami i piwka z kolegami. Nigdy gdy naprawde go potrzebowalam- nie
            nawalil, wiec niech sie bawi wink)
            Ja tez sobie nie zaluje wink)
            • tyldak Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 07.01.04, 21:49
              Wiecie... Nie inaczej zaczne. Dzieki za te Wasze wszystkie słowa. Z tym
              stworzeniem forum dla naszych facetow to niezly pomysl, tylko chyba mojego bym
              do tego nie przekonała. A gdy mu przeczytałam tekst Pandory, to usłyszałam "I
              co?" Wiec i co? I znow ten trudny złoty środek. Wcale nie chce zabierac nikomu
              jego przyjemnosci. To bez sensu. Chciałabym tylko mieć tę świadomość, że to ja
              i maleństwo jesteśmy najważniejsze, a czasami tego brak. Wczoraj długo
              rozmawialiśmy... Właściwie to był mój monolog bo twierdzi ze lepiej sie nie
              odzywac jak mam zly humor (dawniej zawsze zwalal na zespol napiecia
              przedmiesiaczkowego, teraz nie wpadl na pomysl zwalania na ciaze...) Skutkiem
              tego bylo dzis podane sniadanko (... nic to ze wcale nie mialam ochoty na
              jajecznice, ale bylo to mile), no i dzis tak sie zorganizowal, ze nie musialam
              sie tulac po miescie i po mrozie, a teraz czekam sobie na niego i wiem ze
              przywitam go olbrzymim szczerym buziakiem. Tylko... wiem, ze ze dwa tygodnie
              wrocimy do pkt wyjscia... i to mnie doluje. Bo czuje sie jak wredna egoistka,
              ktora tylko mysli o sobie. Ja wiem ze on nas kocha jak nikogo. Dzidzia nie
              jest z przypadku. Jest zaplanowana i to on bardziej chyba niz ja chciał juz
              teraz. TYlko czasem wydaje mi sie ze nie wie co to dziecko... I nie wiem, czy
              dac sobie spokoj, a zycie i tak zrobi swoje, czy jednak w miare mozliwosci
              tlumaczyc, ze przyjdzie chwila, kiedy naprawde bedzie musial z czegos
              zrezygnowac.
              I znow sie rozpisalam. Czuje tez ze hormony mi szaleja i jada po emocjach. To
              nie pozwala patrzec obiektywnie. Chyba powinnam sobie dac na wstrzymanie i
              chwile odpoczac bo czuje sie psychicznie zmeczona. Do tego dochodzi praca
              (pracuje w swietlicy dla dzieciakow z rodzin patologicznych i uwielbiam je ale
              teraz troche brakuje mi do nich cierpliwosci, a i one daja nie raz popalic) i
              szef, ktory nie rozumie co to znaczy ciaza . I w sumie to nie jego wina (jest
              ksiedzem...), ale czasami mnie rozbraja. Ale to juz inny temat
              Pozdrawiam Was goraco i jeszcze raz dzieki

              Tylda i 17-tyg (jutro juz 18-tyg) Aniolek
              • jola.wie Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 08:59
                Tyldzia,
                daj sobie spokój, skoncentruj się na sobie i Dzieciątku, a każda inwencja ze
                strony Twojego faceta mile cię zaskoczy. Nie rób niczego na co nie masz ochoty,
                masz być teraz zrelaksowana, jak się nie da inaczej, czytaj fajne książki i
                oglądaj wesołe filmy. Ja poczyniłam takie doświadczenie, że jak domagałam się
                na siłę, nic z tego nie wyszło, jak tylko pokazałam, że sobie świetnie bez
                niego radzę (psychicznie, emocjonalnie), mój mąż wyczuł, że coś jest nie tak.
                Że nie jest mi może potrzebny? Przeraził się. Zmienił się. A ja pozbyłam się
                idiotycznego myślenia, że ciąża to nie choroba, więc nie ma taryfy ulgowej.
                Wprawdzie ciąża nie jest chorobą, ale jak najbardziej podlega taryfie ulgowej.
                I nie gniecie mnie poczucie winy, kiedy śmieci nie są wyniesione, w domu nie ma
                chleba, gary się piętrzą, a podłoga jest nie wytarta. Jak mam power, to to
                robię, jak nie - on i to bez protestu.
                Życzę Ci z całego serca powodzenia w tej ciąży i po niej też!
              • kasiacs do Tyldak 11.01.04, 13:59
                Masz podobnie jak ja, duzy kochajacy dzieciak zamiast dojrzalego partnera. U
                mnie przynajmniej o tyle lepiej ze samochod jest moj jeszcze z
                czasow "panienskich" i to ja sie "woze".
                Wogole wiele mamy wspolnego: obie jestesmy z Krakowa obie mamy podobne terminy
                ja 15 czerwiec i chyba obie nie mamy kolezanek w podobnym stanie (moje
                wszystkie wolne albo swierzo zakochane i dzieci im nie w glowie).
                Jak bedziesz chciala to napisz na moj prywatny e-mail: kcs@poczta.onet.pl
                Pozdrawiam
                Kasia 18 tc
            • jola.wie Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 08:48
              oberwało mi się od wiecznej gosi i matryxi, może i dobrze, ale proszę proszę,
              jak to szybko sobie uświadamiamy, kto do czego ma mieć prawo...., to czemu nam
              tak źle bez tego poświęcenia z jego strony, co? wink
              Zacznij wysoko negocjować, a dostaniesz satysfakcjonującą porcję! Kobiety mają
              skłonność do ograniczania swoich wymagań, zaniżania ambicji, pomniejszania
              zasług, itd (to nie moje wymysły, to psychologowie). Faceci jakoś nie mają z
              tym problemów.
              pozdrawiam Was "Inkubatorki"
            • jola.wie Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 09:09
              Jaks dziwna jestem... moze za duzo ciaz? wink)
              Wiesz, to ile rodzina ma dzieci, jest sprawą indywidualną, i jak się z tego
              cieszy, trudno przekazać na zewnątrz. (patrz, a chciałam złośliwie skomentować
              twoje złośliwe stwierdzenie!).
              Między pierwszym a drugim dzieckiem jest 5 lat różnicy, między drugim a trzecim
              będzie 7 lat. Każde jest więc "pierwsze". Dopiero z tej trzeciej ciąży cieszymy
              się tak, jak powinni cieszyć się rodzice z narodzin dziecka. Zapewniam cię, że
              to nie jest ta "o jedną ciążę za dużo". Jedyna "rutyna" to taka, że ciąże są
              bez komplikacji, ja zdrowa i sprawna, dzieci rodzą się piękne, rosną zdrowo i
              są wspaniałe i mądre. Może mój mąż zakłada, że tym razem też tak będzie. Ja mam
              gorącą nadzieję, że tym razem też tak będzie, ale, jak to w ciąży, dręczą mnie
              różne obawy. Oby bezpodstawne.
              pozdrawiam
    • kags Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 13:39
      rany, tak sobie dzisiaj przeczytalam wszystkie Wasze posty i szczerze mowiac,
      to jest czego Wam zazdroscic...
      niemaz - jedyne w czym mi pomaga to: zawozi mnie do pracy (bo ja pracuje mimo,
      ze jestem na zwolnieniu, ale o tym pozniej), ale zawsze twierdzi, ze to sa
      kilometry bez sensu i TO tez sa pieniadze, zanosi siaty z zakupow i jak juz
      molestuje go (czyli jecze, obrazam sie, wypominam wszystkie moje dolegliwosci)
      to zmywa naczynia i ewentualnie wynosi smieci... ostatnio poprosilam go o
      obranie i starcie ogorka do tzatzikow... boszszszsz... jaka wtedy mial mine...
      jak obrazony i skarcony przedszkolak... natomiast prosba "zrob mi misiu
      sniadanko" albo jest totalnie olana i bez slowa zajmuje sie "swoimi sprawami" -
      ogladanie tv, komp, czytanie lub dalsze spanie, a w koncu "moze zrobilabys mi
      sniadanie, czy nie robisz moze tego zlosliwie?"... albo - "przezywasz jak
      mrowka okres"... super...
      herbate zrobil mi 2 razy jak mialam ponad 38 st. goraczki i nie wiadomo co mi
      bylo i raz w pierwszy dzien swiat... prosba o masaz pleckow,
      odpowiedz "zaraz"... to "zaraz" trwalo od czwartku do soboty...
      ale co ja narzekam... przeciez on mnie kocha i chce jak najlepiej dla mnie i
      dla malenstwa... tak... dziecko teraz jest najwazniejsze, ale zszarpane nerwy
      mamusi i kiepskie samopoczucie nie maja nic z tym wspolnego.
      co do kuwety... mamy 3 koty... niestety kocia kupka wywoluje u mojego niemeza
      odruch wymiotny i nie daj boze jak on sie moczy 2 godziny w wannie i w tym
      czasie ktorys z kotow sie wyprozni... gdyby byla to nawet 4 nad ranem, to mur
      beton - "kochanie, kot sie ze...ł, wyrzuc te kupe!!!"... tu oczywiscie
      wspominam o "najwarzniejsze jest malenstwo"...
      ciuchy ciazowe - "musze ci kupic spodnie i kurtke"... ale... zawsze jest
      jakies ale. coz jego oszczednosci sa swiete, a moje ida na to i owo... naprawa
      samochodu, badania, prezenty swiateczne (dla samej siebie tez, bo niemaz nie
      mial czasu)... a mieszkanie wykonczy sie samo... meble kuchenne wygramy w
      totka... itd.
      sprzatanie... taaak... codziennie jakby przeszlo tornado przez mieszkanie...
      ale cos pomoc??? "ZARAZ", "daj mi spokoj, jestem zmeczony"...
      o papiersoskach pisalam juz wczesniej...
      szef - mimo, ze jestem na zwolnieniu, powiedzialam, ze bede wpadac i zalatwiac
      wszystkie sprawy, o ktorych reszta pracownikow nie ma pojecia... w efekcie
      przychodzilam przez ponad miesiac... i zadnego "dziekuje" (bo przeciez jemu to
      jest "na reke"), tylko jeszcze pretensje, ze rozliczenia z jakas tam firma nie
      sa zrobione... ze nikt nie kontroluje spraw importu, ze dzwonia z poczty
      kurierskiej w sprawie naszej reklamacji, ze znowu jest kupa dokumentow na moim
      biurku i oni nie wiedza co jest co itd. bo trudno jest cos odlozyc na
      miejsce... wystarczy odniesc to do mojego pokoju, a ONA juz bedzie wiedziala
      co z tym zrobic... Mial byc ktos na moje zastepstwo... ale jak zwykle, jak
      najpozniej, bo przeciez TO kosztuje...
      w Wigilie nie poszlam juz do pracy, bo nie dosc, ze kiepsko sie czulam, to
      przeciez pierogow nikt w domu za mnie nie zrobi... po swietach zastalam
      informacje na biurku "w srode WSZYSCY pracowali...". No zesz... przeciez ja
      jestem na zwolnieniu... I tak, po co wiec moja lojalnosc, chec "rozstania" sie
      bez zgrzytow...??? w zamian zero szacunku i pretensja.
      moglabym mnozyc moje zale i smutki... a Wy mozecie skomentowac "po co wiec z
      nim zachodzilas w ciaze"... no wlasnie... te DEKLARACJE... "rzuce palenie,
      bede Ci pomagal, masowal, robil zakupy i wszystko co bedziesz chciala...", co
      do porodu, szkoly rodzenia wszystko bedziesz miala NAJLEPSZE... ciekawe... wink

      Tak, ciaza to nie choroba... tylko po kij te wszystkie obietnice... Im
      wystarczy malutki katarek i temperatura 37 st. zeby przez tydzien zachowywac
      sie "posadz magnolie na moim grobie"...

      sciskam,
      marudzaca KaGS i 21tyg. dzidek.
      • pandora_ Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 13:52
        yikes, kags, moze skorzystaj z okazji, wez swoje oszczednosci i wyjedz na
        tydzien-dwa do jakiegos sanatorium? (21 tydzien to jeszcze pora na podroze,
        pewnie czujesz sie dobrze, bo to zloty okres, a w takim sanatorium w razie
        czego jest pelno doktorow i szpitali) - mam na mysli taka miejscowosc
        sanatoryjna, a nie sanatorium jako takie. Kudowa-Zdroj, Ciechocienek, bo ja
        wiem? Zostaw niemeza samego, zajmij sie soba i dzidzia i poluzuj. Niech _on_
        zobaczy, jak to jest _bez Ciebie_ smile i zateskni smile
        Moj maz wczoraj byl caly zalamany, ze nie zdazyl ze mna na umowiona wizyte do
        pani doktor, choc na poczatku wcale nie chcial ze mna chodzic, uwazajac to
        za "wymysl z gazety". Ostatnio wprawil mnie w zadziwienie sprzatajac kocia
        kuwete, karmiac zwierzaka i siedzac z nim na kanapie w pozie pieszczotowej,
        choc zawsze na kota mowi "pasozyt" smile
        Zrob sobie liste potrzebnych rzeczy, ciuchow itp i zajmij sie SOBA, bo jak
        maluszek sie urodzi, bedziesz znow nie na pierwszym miejscu - teraz masz okazje
        sama sie porozpieszczac, skoro nikt tego nie robi (ja w czasie szoku ciazowego
        mojego TZ tez tak zrobilam - mniej pracy, zakupy, fryzjer, kosmetyczka,
        gotowanie samej sobie roznych slinotowkowych przyjemnosci).
        I wiesz, co mi bardzo pomoglo - ciaza naszej wspolnej znajomej - po prostu
        jestemy oboje w wieku, w ktorym ludzie pomalu dopiero zaczynaja w tym
        srodowisku myslec o dzieciach i nie bylo z kim pogadac - a teraz moj malzonek
        ma nas dwie do porownania, oglada zdjecia z USG, moze sie pochwalic tym i
        owym...Mile, ale i zabawne, szczerze mowiac, jak to meska proznosc moze byc
        polechtana ("Zobacz, musimy isc na lepsze USG bo oni maja takie fajne zdjecia,
        a my jakies mazy...")
        • anka1 Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 15:10
          Kags Pandora ma naprawde pomysl. moze gdybys na troche znikla z Jego zycia to
          docenilby Ciebie i Malenstwo ?
          i w zadnym wypadku nie napisze ze < masz czego chcialas, po co z nim w ciazy> i
          takie tam. nigdy nie wiadomo co zycie przyniesie, a drugiego czlowieka tez
          chyba nie da sie do konca poznac ...
          • kags Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 16:07
            tak, najchetniej bym sobie gdzies wyskoczyla... w gory, nad morze... wszystko
            jedno, no ale... mam tyle na glowie, a do tego zdrowko odmawia posluszenstwa...
            jestem teraz na etapie: manicure, fryzjer i kosmetyczka... szastam kasa, a
            co wink
            nie jest jeszcze z nami tak najgorzej, sa i fajne chwile. pociesza mnie, ze
            (tfu, tfu!!!) tata to on raczej bedzie fajnym, bo umie jakos z dzieciakami sie
            dogadywac, bo ja ni hu, hu wink

            scisk,
            KaGS
            • groszkowamama Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 08.01.04, 17:04
              Och Kags ja Cię doskonale rozumiem. Ale czasem wystarczy kilka rozmów, żeby
              odgonić różne żale, wiem że to brzmi podejrzanie prosto, ale czasem działa. Ja
              miałam w ciąży nastepującą listę zażaleńwink do męża 9właściwie to tylko
              fragment):
              1. Na wieść o ciąży nie przyleciał z bukietem róż (naoglądał się człowiek
              romatycznych filmów)
              2. Do pracy i z pracy jeździłam tramwajem, bo mu nie po drodze, bo korki itp.
              3. Powiedział, że koniec z piwkiem, jak ja skończę z papierosami przed ciążą,
              i guzik!
              4. W konfliktach nie potrafił ustapić ani o milimetr, a ja oczekiwałam taryfy
              ulgowej, że zrozumie te targające mną emocje, że przecież płaczę czy denerwuje
              się łatwiej niż kiedyś
              5. Mimo, że ciąża była zagrożona pozwalal mi szorować podłogi
              6. Marzyłam, że zacznie mi robić śniadania do łóżka, a on się wykręcał

              Kiedy w końcu to wyrzuciłam z siebie, dowiedziałam się, że
              1. Kwiatów nie kupił, ale podszedł do sprawy pragamtycznie i wreszcie kupił
              wielką, wygodną kanapę, zamiast tego niewygodnego grata
              2. Nie jeżdził publiczną komunikacją całe lata i jakby to głupio nie
              zabrzmiało, naprawdę nie zdawał sobie sprawy ani z tego ile się czeka, ani
              jaki jest tłok w godzinach szczytu. Malo tego jemu się wydawało, że on sam
              wolałby tramwaj (na trasie od jego pracy nie ma), bo jedzie się szybko a tak
              to musi kląć w korkach, a korki to jedna z niewielu rzeczy, które doprwadzają
              go do szewskiej pasji
              3. Nie skończył z piwkiem, bo potraktował to jako żart, w końcu piwko na
              dziecko nie wpływa, a papierochy tak i nie bardzo widzial powód dla którego
              miałby zrezygnować (po namyśle uznałam, że ja też tego powodu nie widzę, nie
              będzie mi się mniej chciało palić, jak on nie napije się piwa)
              4. W konfliktach nie ustepował, bo uważał, że ma rację, a co innego wiedza
              teoretyczna na temat rozbuchanych emocji ciężarówek, a co innego praktyka, nie
              przyszło mu do głowy, że ja płaczę, bo ogólnie płaczliwsza jestem, a nie
              dlatego, że się złoszczę, bo nie mam racji. Jemu wydawało się, że właśnie jak
              wytłumaczy mi dlaczego nie mam racji, to ja się uspokoję. Ja to tłumaczenie
              traktowałam jako ciągnięcie kłótni.
              5. Zmywanie podłog w zagrożonej ciąży - jemu wydawało się że skoro robię to
              sama z siebie, to znaczy że czuję się dobrze. Nigdy mnie do tego nie
              nakłaniał, ale też i nie chciał mi zwracac uwagi, bo kiedy przy innej okazji
              powiedział, że powinnam się oszczedzac to dostał po głowie, że nie jestem
              dzieckiem, a on lekarzem i sama wiem, jakie tempo jest dla mnie dobre (prawda,
              cholera prawda, nie wiedziałam, że tak sobie to zapamiętasmile
              6. Prawda, że się wykręcal od śniadań do łóżka, ale po piewrsze nie sądził, że
              aż tak mi na tym zależy (a tradycję w przekomarzaniu się na temat kto robi
              śniadanie mamy długą), poza tym jakby to brutalnie nie brzmiało, nie wiedzi
              związku między śniadaniem (skoro nie ma zalecenia leżenia) a ciąża. Dla mnie
              ten związek był oczywisty, dla niego nie.

              I wiecie co dotarło do mnie. I przypomniało mi się, że jak zadzwoniłam że
              plamię, to wyleciał z naprawdę bardzo ważnego spotkania (które dla jego firmy
              mogło oznaczac dalsze być lub nie) przyjechał po mnie i zawiózl do szpitala.
              Nie proponował taksówki, nie dzwonił do nikogo z rodziny tylko rzucił wszystko
              i był ze mną. A później jak juz byłam w szpitalu to wstawał przed 5 rano, żeby
              jak najszybciej skończyć pracę i jak najwięcej czasu poświęcić mnie i dziecku.

              Trzymaj się Kaags i postaraj się zrozumieć i męża (choć wiem, że czasami
              trudno), o wiele rzeczy proś wprost, a nie czekaj aż się domyśli. Musi być
              dobrzesmile
      • jola.wie Kags, współczuję ci.... 08.01.04, 19:02
        masz za dużo na garbie! Rozumiem cię w aż za wielu punktach (tzw. "zaraz"
        trwające kilka dni, albo całą wieczność, witaminy ciążowe? "wiesz, jakie
        drogie? wystarczy visolvit", a o tych kotach to jakby z mojego życia wyjęte).
        Nie wiem, jak cię pocieszyć, tacy już oni są, ty masz być nie do zdarcia, a on
        potrafi być "śmiertelnie chory na kaszel". Cóż, mamy złudzenia, a życie
        systematycznie nas ich pozbawia, jakiś czas walczymy, a potem przestajemy mieć
        oczekiwania. Moja mama powiedziałaby, że ten twój "on" ma "lenia w d..." (to
        zresztą twierdzi o swoim zięciu smile). Chodzi nie tyle to, co on robi (a raczej
        czego nie robi), lecz o to, jaki ma stosunek do tego co mógłby lub powinien
        zrobić. Tacy z "leniem w d..." właściwie uważają, że niczego nie powinni, a
        ewentualnie coś mogą, kiedy im to na rękę.
        A z tymi kocimi kupami, to możesz przynieść mu od lekarza kartkę, że NAPRAWDĘ
        nie powinnaś tego w ciąży robić, bo zakażenie toksoplazmozą albo jakimś
        pasożytem jest NAPRAWDĘ groźne!
        Trzymaj się swojego Dzidka, jesteśmy obie już na półmetku!!!! (ja się cieszę, a
        Ty?)
        (może będzie fajnym tatą, może nawet dobrym ojcem, kto wie....., życzę ci!)
        • kags E tam, dam rade ;) 08.01.04, 19:48
          ach, moja mama tez tak twierdzi... a do tego, ze go zawsze bronie, zeby
          przypadkiem nikt zlego slowa na niego nie powiedzial... wtedy zawsze
          jest "zobacz na swojego ojca, pracowal po 16 godzin i nie narzekal"...
          moze jeszcze mu sie wydaje, ze przesadzam, bo nie widac po mnie ze jestem w
          ciazy, mimo ze to 21 tydzien... moze jak mi wyskoczy wielka bula wink...
          czytam tez, ze czesto "piwko" jest sprawa sporna. u mnie cale szczescie
          chociaz w tym przypadku nie mam co narzekac smile))
          czy sie ciesze? hmmm, czesciej jestem przerazona niz zachwycona swoim stanem,
          a to dopiero przeciez poczatek... pozniej dopiero sie zacznie wink
          no i jeszcze jeden "problem"... tylko jedna z moich kolezanek (bliskich) ma
          juz dzidzie, ale niestety mieszka tysiace kilometrow stad sad reszta to same
          biznezłomany, albo salone naukowczynie wink nie w glowach im teraz
          rozmnazanie wink... ciekawe tylko kiedy... oby przed 40-tka wink nie mam z
          kim "pogadac" o tych wszystkich sprawach... olbrzymia pomoca i otucha
          jestescie wszytkie Wy na tym forum smile

          sciskam,
          KaGS
          • jola.wie Re: E tam, dam rade ;) 09.01.04, 08:32
            to pierwsze dziecko? Boże, jaka ja byłam przerażona w pierwszej ciąży! Wiem, że
            nikt nie namówi cię teraz do radości, do tego musisz sama dojrzeć, a wszelkie
            komentarze typu: ach, jaka ty MUSISZ teraz być szczęśliwa, doprowadzają do
            szału! Tylko się nie daj wpędzić w poczucie winy, że nie jesteś (czasemsmile)! Nie
            wiesz, czego masz chcieć od siebie, nie wiesz, czego masz chcieć od niego,
            wszystko jest takie "pierwsze", nieprzetestowane.
            Myślę, że dzieci w naszych czasach są traktowane jako efekt uboczny uprawiania
            seksu. Kiedy mówiliśmy znajomym, że spodziewamy się (TRZECIEGO) dziecka, mogę
            sobie doskonale wyobrazić, co wtedy myśleli, wyglądali przeważnie na bardzo
            zaskoczonych i ledwo mogli wydusić "gratulacje". Biznesłomeny łapały się
            przerażone za brzuch, a matki dzieciom otwierały szeroko oczy i
            myślały: "dobrze, że nie trafiło na mnie". Było to wszystko dla mnie bardzo
            trudne, czułam się jak jakaś nieodpowiedzialna z marginesu społecznego, co to
            wpada co rusz! A jak, doczekałam sie komentarzy: "to nie słyszałaś o środkach
            antykoncepcyjnych?", "zabrakło wam prezerwatyw?". No i to było chamstwo.
            Teraz, kiedy jestem w piątym miesiącu i wszyscy pytają się, gdzie ja mam tą
            ciążę (byłam już trzy razy na usg, zeby samą siebie przekonać, że naprawdę
            jestem w ciąży) i widzą, ze nadal pięknie wyglądam, nadal jestem zadbana, nadal
            radzę sobie ze wszystkim, nadal pracuję i jeszcze do tego się z tej ciąży
            cieszę, jak nigdy dotąd, ZACHCIAŁO IM SIĘ. Biznesłomeny zaczynają przemyśliwać,
            czy może rzeczywiście nie byłby już czas się rozmnożyć (nie chcę być złośliwa,
            ale już współczuję tym dzieciom), a ojcom dzieciom przypomniało się, że zawsze
            chcieli mieć więcej niż jedno dziecko (na razie potencjane matki patrzą na mnie
            bykiem), a od przyjaciółki która ma dwoje dzieci wiem, że mąż namawia ją na
            trzecie....
            Paradoksalnie też nie mam z kim o tym pogadać, dlatego trafiłam na to forum i
            zaryzykuję stwierdzenie, że moje życie wyglądałoby inaczej, gdybym podczas
            pierwszej ciąży miała możliwość tak szerokiego konfrontowania poglądów i obaw z
            nią zawiązanych.
            Każda matka ci to powie, i zapewne czytałaś to już tysiące razy, że mimo
            gorliwych prób i najściślejszego planowania, jak to będzie "potem" nie jesteś w
            stanie wyobrazić sobie, jak to faktycznie będzie, kiedy dziecko się pojawi.
            Dziecko nie wywraca świata, dziecko wywraca ciebie, twój pogląd na WSZYSTKO, do
            góry nogami. Wszystkie obawy o "potem" zostaw sobie na "potem".
            zrobię sobie śniadanko
            ściskam
            jola
            (pewnie, że dasz radę)
    • jaga2003 ulzyło mi, że nie tylko ja :(( 09.01.04, 09:46
      CZeśc Dziewczyny,
      ulzyło mi, jak przeczytałam Wasze posty, widząc, że nie jestem z tym jedyna i
      że to rozczarowanie małżonkiem jest po prostu kolejnym odpryskiem hormonalnym.
      Nie wiem, czy Was pocieszę, ale w 34 tygodniu nadal się to czuje sad((
      Wiem, że mój mąż myśli podbnie, jak facet groszkowejmamy, co nie zmniejsza
      mojego ciągłego niezadowolenia (racjonalne argumenty przestały do mnie trafiać
      latem smile)
      Ale dzisiaj miałam sen sad(
      Sniło mi się, że mój mąż mnie zdradził. Nie mogłam z tego powodu spać pół nocy.
      Jeszcze mam dreszcze na myśl, że to mogłaby być prawda. I pomyślałam sobie, że
      to kara dla mnie za moją zołzowatość. Zmieniam się od zaraz - niech idzie na
      imprezę, opije się i pobawi, i postaram się z nim porozmawiać o czymś innym,
      niż dzidzuś. Zaciskam zęby i przestaję na niego narzekać, bo nie wiem, co by
      było, gdybym go straciła.
      Od początku nie mogłam się pogodzić z tym, że to JA JESTEM W CIĄŻY i chciałam,
      żeby on też czuł się tak źle, jak ja (i parę razy mi się udało, niestety). Może
      wreszcie zrozumiem, głupie babsko, że z naturą nie wygram??
      Pozdrawiam, jaga
      • kags :) 09.01.04, 12:39
        hej!
        dzieki za wszystkie cieple slowa.
        tak, to moja pierwsza ciaza, oczekiwana bardziej przez mojego niemeza niz
        przeze mnie... paradoks, co?

        Jaga, zadne z Ciebie glupie babsko!!! moze jedyny blad, to rozmowy w jednym
        temacie "dzidzius"... moze warto pobyc razem, isc do kina, na ciacho do
        cukierni, na pizze czy gdziekolwiek indziej bez Dzidziusia zanim pojawi sie na
        swiecie i nieodwolalnie, nieodwracalnie juz zawsze bedzie z Wami smile 36 tydz.
        to juz prawie koncowka "wolnosci" wink))
        u nas jest zupelnie odwrotnie, to on raczej czesciej chce rozmawiac o dziecku,
        ogladac wozki, mebelki... a mnie to denerwuje, bo zdaje sobie sprawe, ze
        pozniej to bedzie jedyny temat!!! kurcze, ja chce zebysmy chodzili do kina, na
        basen, spotkali sie ze znajomymi, dokonczyli chate... no i chce byc w centrum
        zainteresowania chociaz czasem... a nie tylko: gary, sciera, odkurzacz, praca,
        kocie kupony i podaj, przynies, pozamiataj, "gdzie jest pilot?!"... chce sie
        czuc atrakcyjna, tak jak przed ciaza... zeby moj niemaz skakal czasem wokol
        mnie i rozpieszczal, bo przeciez we mnie jest to jego upragnione dziecko!!!
        ech... i wcale go o to wszystko nie molestuje, licze, ze sam z siebie cos
        czasem zrobi dla mnie...
        ostatnio milo mi sie bardzo zrobilo, bo powiedzial, ze zdal sobie sprawe jak
        bardzo, baaardzo mnie kocha jak widzial jak strasznie rzygam wink
        takie to glupie, ze az cudowne smile))

        sciskam,
        milego lunchu smile
        KaGS
        • madzia555 Re: :) 11.01.04, 17:39
          Słuchaj,mi też strasznie smutno czytając posty dziewczyn,którymi mężowie tak
          się opiekują.Mój ma czasami prześwity dobrej woli,ale zazwyczaj jest tak jak u
          ciebie. Wczoraj spytałam go czy nie odkurzy w pokoju,a on odpowiedział,że
          nie,bo mu się nie chce. Czasami chce mi się ryczeć i walić głową w ścianę,jak
          pomyślę,jacy niektórzy faceci są cudowni.
          Ja jeszcze studiuje i więcej opieki mam od kolegów z roku,którzy skaczą nade
          mną,jak nad jajkiem.Dotykają mojego brzuszką,pytają czy dobrze się czuje i w
          ogóle są super. Czasem mi ciężko,bo jestem już w 8 miesiącu,ale nieraz wole
          zostać na uczelni,a nie wracać do domu,gdzie tylko ciągłe krzyki i narzekania.
          Najgłupsze jest to,że siedzę teraz sama przy internecie,a mój mąż gości się
          teraz u swojej mamusi. Wstrętne babsko!!!
          Buziaki i serdeczne pozdrowienia.
          Madzia i Dawidek(32 tyg.)
    • ivvonia Re: Z czego gotowi są zrezygnować mężowie? 11.01.04, 18:28
      Hej! Ja też jestem w ciąży. To już 20 tydz. Mój kochany Mąż bardzo mi pomaga.
      Wozi mnie do pracy, wstaje ze mną, a nie musi, nosi ciężkie zakupy, nie pozwala
      mi się przemęczać. Troszczy się o mnie, dba o to, aby było mi ciepło. Kiedy
      jest mi żle i jestem smutna, płaczę ( wiem jak tego nie lubi ) przytula mnie ,
      pociesza. Rozmawialiśmy o tym, powiedziałam czego chciałabym w takich chwilach.
      Ostatnio sama posprzątałam cały dom, żle sie potem czułam. Kiedy Mąż wrócił z
      pracy popłakałam się, wszystko mnie bolało. Mąż był zły, żę ciężko pracowałam,
      ( nawet nosiłam ciężkie rzeczy ). Wspólnie ustaliliśmy listę obowiązków
      domowych. Ja będę robiła lekkie prace domowe, a mój Mąż pozostałe. Napisaliśmy
      grafik. Na razie dotrzymujemy swoich postanowień, a dom jest czysty, aż
      przyjemnie. A my nie czujemy się zmęczeni, bo obowiązki podzieliliśmy na 2
      osoby. Kocham mojego Męża za to, żę troszczy się o mnie, kocha nas i cierpliwie
      znosi pierwszą moją ciążę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka