To była moja druga ciąża. Pierwsza zakończyła się cc i miałam
ogromną nadzieję, że tym razem będzie tak samo. Ale NIE było (dla
mnie niestety) przeciwwskazań do porodu naturalnego…. Panicznie
bałam się takiego rozwiązania, ale cóż…
Nieregularne skurcze poczułam w środę wieczorem. W nocy prawie nie
spałam. Następnego dnia rano nasiliły się i ok. 9 odszedł mi czop. O
10 przed południem wyruszyłam do szpitala z regularnymi skurczami co
3 minuty. Na miejscu trafiłam na izbę przyjęć, potem na patologię
ciąży. Ból nieziemski. Zafundowano mi masaż szyjki, badanie koloru
wód płodowych, cewnikowanie, kroplówkę z relanium. Ok. 15-tej
skurcze co 2 minuty, ale główka dziecka jeszcze bardzo wysoko.
Zaprowadzono mnie na salę porodową. Niestety zostałam podpięta na
długie godziny pod ktg, co uniemożliwiało mi przyjmowanie wygodnych
pozycji w czasie skurczów. Dodatkowo kroplówkę z oxytocyną wpięli mi
w rękę tak pomysłowo, że musiałam trzymać tę rękę w wymuszonej
pozycji, bo inaczej kroplówka nie działała. Tragedia.
Miałam w tym leżeniu praktycznie dwie przerwy – jedna na 40-
minutowy prysznic, a druga na chwilowy „relaks” na krzesełku
porodowym.
Skurcze parte były dla mnie prawdziwą ulgą. W trakcie parcia mijał
cały ból, dlatego parłam jak szalona

. Nacięto mi krocze, a jego
szycie zajęło potem pani doktor całą godzinę. Maleńka urodziła się o
2-giej w nocy w piątek.
Ale wiecie co… To wszystko, co przeszłam, warte było tej jednej
chwili, kiedy tuż po odcięciu przez Męża pępowiny - Córunia, taka
malutka, cieplutka, trafia w moje objęcia. Cudowna chwila!!!!!!
Zapewniam Was drogie Mamy, że niezależnie od tego jak wyglądał Wasz
poród, w tym momencie zapomina się o wszystkim, co było wcześniej.
Życzę Wam szczęśliwych rozwiązań, a potem radosnego macierzyństwa.