z góry przepraszam za taki wątek na forum o oczekiwaniu.... ale na
pewno są też mamy którym po prostu fasolka wpadła może nie w
najbardziej pasującym czasie
Jak zareagowałyście? Jak sobie radzicie?
Zacznę od siebie.Przeprowadziłam się za granicę do mego narzeczonego
a w krótkim czasie męża.Para na dorobku, wynajmowane mieszkanie,
moje dorywcze prace, jego praca na noc, nauka języka i dużo
planów.Załatwianie dokumentów, plany zakupu swego domu odłożone na
dwa lata żeby nazbierać funduszy.... Brałam pigułki.Przed ślubem
miałam grypę, wymioty, brałam antybiotyk. Dwa tygodnie potem po
nieustających mdłościach i ogólnym "nie wiem co się ze mną dzieje" -
dwie kreski na teście który zrobiłam dla uspokojenia swego sumienia.
Pierwsze dwa tygodnie przepłakałam, po prostu nie byłam gotowa, nie
teraz, nie w taki sposób.
a teraz tydzień 24, widoczny brzuszek i synek w środku

My z
naszymi planami kręcimy się w kółko, ja straciłam swoje prace a z
niektorych zrezygnowalam żeby nie narażać brzuszka.Przynajmniej
przez najbliższy rok będę w domu zatem całą odpowiedzialność za
utrzymanie rodziny spoczywa na mężu.Dla mnie pracującej całe zycie -
strasznie to dołujące.
Teraz jednocześnie czuję wielki niepokój o przyszłość i spokój w
środku. Głaszczę synka i tak naprawdę to chyba dopiero teraz się
pogodziłam że tak nam "wypadło".