no wlasnie,mam termin na 10 stycznia a tu nic sie nie dzieje.9 bylam w
szpitalu,porobili badania i odeslali do domu,bo "nie zanosi sie na
porod"narazie.a na poczatku grudnia ginekolog kazal mi lezac,bo malutka juz
bardzo nisko byla i podobno w kazdej chwili moglam zaczac rodzic.a teraz jak
siedzi tak siedzi

narazie okropnie sie wierci i jej ruchy prawie bol mi
sprawiaja,no ale co sie dziwic,pewnie nie ma juz miejsca.ja sama czuje sie
"pełna" i wielka.juz bym z jednej strony chciala byc po.i do tego ten bol przy
chodzeniu.a jak wy sie czujecie-styczniowe mamy?sa tu takie w podobnej sytuacji??