iskierka_izabela
10.12.13, 09:55
Witam! Mam problem z moją córeczką, która ma 3 lata i 8 miesięcy. Od września zaczęła chodzić do przedszkola państwowego. Teraz mamy grudzień i ciągle jeszcze nie chce chodzić. Codziennie jest płacz i jęczenie (ła, ła - taki płacz bez łez). Cały wrzesień chodziła i płakała z rana, chociaż pani nauczycielka mówiła, że później już w sali tak nie płacze, tylko cicho pochlipuje. Oczywiście daliśmy jej czas, bo wiadomo - okres adaptacyjny, wszystkie dzieci płaczą, szczególnie przy rozstaniu. Próbowałam ją uspokajać, przez pierwsze dwa tygodnie odbierałam ją szybciej (była od 8:00 do 12:00) przed leżakowaniem. Po dwóch tygodniach zostawała już do 14:00, bo tam dzieci leżakują. Myślałam, że się przyzwyczai, chociaż w domu już od jakiegoś roku nie śpi w dzień. Nigdy nie straszyłam ją przedszkolem, zawsze opowiadałam ciekawe historyjki o przedszkolu, mówiłam, że mama i tata chodzą do pracy, a dzieci do żłobka, przedszkola i szkoły. W październiku zaczęła chorować i oczywiście prawie miesiąc przerwy. Tylko 5 dni była w przedszkolu. Od listopada zaczęła chodzić ponownie i aż do teraz ciągle jeszcze jest płacz z rana - "mamo, a nie pójdę dziś do przedszkola?", "a pobędziesz tam ze mną?" "a szybko po mnie przyjdziesz?" itp. Pytałam się jej dlaczego nie chce chodzić do przedszkola, to odpowiada, że pani Halinka (pomoc nauczycielek) krzyczy na dzieci. Pytam się kiedy krzyczy, w jakiej sytuacji? to mówi, że jak dzieci płaczą, marudzą. To jej tłumaczę, że jak nie będzie płakać i marudzić, to pani Halinka nie będzie krzyczeć. Poza tym nie wiem na ile jest to prawda, a na ile ona to wyolbrzymia. W listopadzie Nadia brała z sobą do przedszkola pluszaka i leżakowała z nim. Kiedyś przychodzę, a pluszak jest w szatni, a nie z nią. Spytałam się Nadii, o co tu chodzi. Powiedziała, że płakała na leżakach i pani Halinka jej zabrała pluszaka. Pani nauczycielka z kolei powiedziała mi, że Nadia wymusza płaczem ich uwagę, że ktoś pomyśli jeszcze, że jej jakąś krzywdę robią, a one nie mogą się tylko skupiać na Nadii, bo mają całą grupę dzieci. Nadmieniam, że było to w listopadzie. Wydaje mi się, że ciągle trwa wtedy jeszcze proces adaptacji i dziecko może jeszcze płakać. Potem coś się odmieniło. Nadia zaczęła opowiadać, że ma koleżanki, kolegów, wymieniała ich imiona, nawet ma przyjaciółkę. Więc się bardzo ucieszyłam, że wszystko zmierza ku dobremu. Poza tym pani ją chwaliła, że jest bardzo mądra i inteligentna, szybko uczy się piosenek i wierszyków, wykonuje jako pierwsza wszystkie polecenia pani, najładniej z całej grupy rysuje, ma duży talent. Tak przez kilka dni pluszaka nie było w szatni, mógł spać z Nadią, Pani Halinka chwaliła Nadię, że ma dużego plusa, przez kilka dni zero płaczu i marudzenia. Po którymś weekendzie zaczęło się wszystko od nowa. Ciągle płacze z rana, czasem nawet drze się. Nie wiem już jak mam ją uspokajać, co mam jej mówić. Pani nauczycielka w zeszłym tygodniu poprosiła mnie na rozmowę i zapytała mnie czy ja jej ulegam we wszystkim, bo ona dalej płaczem wymusza ich uwagę, że płacze podczas śniadania, przed obiadem i na leżakach, że dzieci się boją i też zaczynają płakać i pluszak ciągle lądował w szatni. W końcu nie chciała go już zabierać do przedszkola. Powiedziałam tej nauczycielce, że jej nie ulegam, chociaż Nadia ma problemy jeszcze z emocjami: łatwo wpada w złość, ma często histerie. Pani powiedziała, że na przygotuje listę zasad, których będziemy musieli się trzymać. Potem ta pani stwierdziła, że Nadia właściwie nie potrzebuje tych zasad, bo ona zna zasady i ich przestrzega, jest grzeczna, tylko płacze i marudzi. Potem przez parę dni było cicho (to znaczy nauczycielki nic mi nie zgłaszały). Wczoraj przychodzę po Nadię do przedszkola i nauczycielka znowu wzięła mnie na rozmowę (widzę, że Nadia jest cała zapłakana). Powiedziała, że dziś było strasznie, że biła dzieci. Jak to usłyszałam, to byłam w szoku,bo ona się tak nie zachowuje. Spytałam się, co to była za sytuacja. Powiedziała że chciała wyrwać zabawkę koleżance. Oczywiście nauczycielka zareagowała uważam słusznie: kazała Nadii przeprosić i musiała ona usiąść na krzesełku i siedzieć przez 3 minuty. Nauczycielka powiedziała, że Nadia się za pewnie poczuła. Powiedziała mi, żebym stosowała kary i nagrody, zastanowiła się co ona lubi najbardziej. Np. jutro z rana mam jej powiedzieć, że jak będzie bić dzieci i płakać w przedszkolu to nie obejrzy ulubionej bajki itp. Nie wiem co o tym wszystkim sądzić. Ciągle się stresuję i zamartwiam jak tam Nadia w przedszkolu. Nigdy nie pomyślałabym, że będzie mieć takie problemy z adaptacją. Nie miałam nigdy problemów wcześniej z rozstaniem z nią, często przebywała wśród dzieci, lubi się z nimi bawić i przeważnie była grzeczna. Czy powinnam ją wypisać z tego przedszkola? Czy jeszcze trochę poczekać? Czy może to te nauczycielki wyolbrzymiają problem i źle postępują? Proszę mi pomóc.