Moja córcia poszła od marca do nowego przedszkola. Przez cały dzień nie je nic
- ani śniadania, ani drugiego, nie mówiąc o obiedzie, podwieczorku czy PICIU...
Widać że jest zestresowana

Siedzi sama i obserwuje (ale to akurat na
początku dla niej normalne). Nie płacze gdy zostaje, ale też nie widac po niej
w tym momencie specjalnego entuzjazmu. Wczoraj tuż przed moim przyjściem
podobno się rozpłakała

(( Acha, i podobno cały dzień siedzi poza grupą, nie
bawi się z innymi maluchami.
W domu cały czas opowiada o przedszkolu, już zna imiona kolegów, koleżanek i
pań, mówi co dzieci robiły, CHCE chodzić, CHCE zostać na leżakowaniu. Na
wzmiankę o przedszkolu reaguje autentycznym entuzjazmem - pisk radości i
taniec dookoła własnej osi

)))
Dodam, że od drugiego roku życia chodziła do jakichś paraprzedszkoli, a od
stycznia nawet na dłużej - 9.00-15.00 i nie było problemu. Generalnie nigdy
nie miała problemów z adaptacją (ani z samodzielnym jedzeniem

Teraz to nowe przedszkole. Pod blokiem. Od dawna czekała aż zwolni się miejsce...
Co się dzieje? Czy tak bywa? Czy to może być reakcja na nowe miejsce?
Podpowiedzcie coś, bo już zaczęłam podejrzewać Panie, że za dużą presję na nią
wywierają...