alergenzb
01.10.05, 22:38
Moja 4,5 letnia córeczka spadła ze schodów idąc na rytmikę. Także nikt nic
nie wiedział lub udawali że nie wiedzą, nie wiem?.Była na rytmice i na
ogródku. Twierdziła że było jej niedobrze i chciała wymiotować, kręciło jej
się w głowie jak szli do ogródka, ale Pani nie powiedziałabo się bała.
W domu wymiotowała, no i natychmiast jak dziecko powiedziało że
spadło ze schodów pojechaliśmy do szpitala, wiadomo co było. W szpitalu
dowiedzieliśmy się reszty, kiedy lekarz wypytywał dziecko, że szli na rytmikę
i jak doszli prawie na piętro a stali jeszcze na schodach to Pani powiedziała
dzieci cofamy się, bo szła druga grupa i wtedy chłopczyk za szybko się cofnął
i spadła. Główką uderzyła w ścianę i poręcz a pupą w szafkę. Pytana czy
płakała stwierdziła że tak i koleżanka jej pomogła jej wstać i powiedziała
Pani. Pytana dalej czy Pani przyszła do niej i pytała ją o coś twierdziła że
nie było Pani i nie wie gdzie była. Wstała i poszła na rytmikę, potem na
ogródek.I idąc na ogródek kęciło jej się w głowie, że nie jadła bo było jej
nie dobrze. Pani potwierdziła że dziecko nie chciało nic jeść.Dlaczego
przedszkola nie dbają o bezpieczeństwo dziecka. Do dziś zostały bóle głowy.
Pani Dyrektor najpierw rano nas przepraszała że rozmawiając z Paniami
stwierdziły że było duże zamieszanie i chałas i nie zauważyły i nawet by nie
słyszały jakpłacze czy spadła. Zapewniała że zniosą pianino na dół itd. ale
nic nie zrobiono. Następnego probowała Pani Dyrektor zmieniać fakty, broniąc
personelu i siebie twierdząc że dlaczego dziecko nie powiedziało. Odpowiedzią
dziecka było że się bała tej złej Pani, ponieważ ona z nimi szła na rytmikę a
nie Pani wychowawczyni.
Widziałam jak to wygląda w przedszkolu, jeżeli dziecko idzie z grupą na
zajęcia dodatkowe czy religię, pani wychowawczyni ma wtedy wolne. Przy mnie
wychodziła Pani z przedszkola jak dzieci miały religię i twierdziła że się
spieszy bo ma krótką przerwę. A teraz twierdzą że nie wychodzą że są z
dziećmi. Dlaczego pedagog kłamie, czego zamierza nauczyć dziecko, skoro po
powrocie do przedszkola natychmiast zaczęto naukę dziecka że mamusia nie
musi wszystkiego wiedzieć co się dzieje w przedszkolu, rodzice nie muszą
wszystkiego wiedzieć lub nie musisz opowiadać o wszystkim rodzicom.
Byłam świadkiem poważnego wypadku 6 latka na ogródku, czekałam w cholu jak
Pani przyprowadziła chłopca silnie krwawiącego z ust, calego we krwi i
szukala chusteczek chigienicznych aby obetrzeć krew, potem zostawiła go w
łazience samego i kazała płukać zimną wodą tak długo aż przestanie lecieć.
Nikt nie dzwonił do rodziców, tylko same działały, nawet nikt nie zawiózł
dziecka do szpitala, a bardzo krwawił. Ciekawe co powiedziały tamtym rodzicom.
Jak Panią się nie chce wychodzić z ogródka z dziećmi jak chcą siusiać to
karzą im sikać w krzaki nie pytając czy potrafią 4 latki tak sikać. Moja
córka nie potrafi, więc się cała osokała i tak mokra i brudna od piasku (
błoto) biegała po ogródku z dziećmi. Mimo że miała ubranka na przebranie nikt
jej nie przebrał. W całych mokrych spodenkach od moczu i brudnych od piasku,
który nawilgł od moczu wróciła do przedszkola, jadła obiad, odpoczywała na
dywanie i bawiła się. Pani twierdzi że nic nie powiedziała. Jeżeli my z
małżonkiem widzieliśmy czarnego "diabołka" zamiast różowych spodenek i dotego
mokrego to jak przez kilka godzin nikt nie widział na sali. Narażono dziecko
na śmiech innych dzieci że jest mokra, że w ogródku przedszkolnym wystawiała
gołą pupę w krzakach, które były przy publicznym chodniku, Ze nie potrafi
sikać w krzakach i osikuje sobie spodenki. Jeżeli były 3 panie w ogródku to
dlaczego jedna nie poszła z nimi siusiu, szczegolnie jak dziecko twierdzi
wobec nas i lekarza, że była z koleżanką u Pani prosiły siusiu i Pani
powiedziała że niestety nie pójdzie z nimi i mają póść w krzaki i tam zrobić.
Takich różnych sytuacji z Paniami mogła bym opisać wiele tylko w samym
wrześniu. Pani Dyrektor święcie broniła Pań i swojego przedszkola, nie dając
wiary dzieciom w nic co mówią.
Dlaczego tak jest w przedszkolach. Z góry przepraszam inne przedszkola jeżeli
u nich tak nie jest. Pedagodzy są różni. Z opowiadań innych zaczynam sądzić,
że wszędzie tak jest, że to jest nagminne w przedszkolach publicznych. Dzieci
między posiłkami nie dostają pić, tylko muszą czekać do następnego posiłku,
lub nam proponuje się potajemne przynoszenie w plecaku dziecka, aby po cichu
się napiło, Zaznaczam że dziecko jest na całodziennym pobycie i wyżywieniu.
Co sądzicie, czy dziecko powinno nadal chodzić do tego przedszkola, skoro
lubi swoje koleżanki i ma przyjaciółkę za którą tęskni i płacze. Twierdzi
nawet że może nie pić, chodzić mokra, i nie będzie nic mówić rodzicom aby być
z dziećmi i przyjaciółką. Jeteśmy przerażeni tym że czuje się winne za upadek
na schodach, że obsiusiała sobie spodenki w krzakach itd.