lilla_veneda
13.10.05, 12:03
Dziewczyny, "zjedźcie" mnie od góry do dołu albo pocieszcie, bo sama mam
mętlik w głowie. Mój synuś (3,5), tegoroczny debiutant w przedszkolu bardzo
szybko sie przytosował, ale zalicza własnie już trzecia chorobę. Wszystkie
bakteryjne, więc nie obyło sie bez antybiotyku. Skonczył jedno opakowanie i
było coraz gorzej. Lekarka stwierdziła, że poprzedni antybiotyk nie
podziałał, stan sie pogorszył i trzeba zaaplikowac coś mocniejszego. Mały
nienawidzi leków, ani prosbą, ani groźbą, ani szantażem, ani przkupstwem,ani
logiczną argumentacją nie da się go przekonać. A tu temperatura rośnie,
kaszle tak, że mało płuc nie wypluje, trzeba działać. Natychmiast wyczuwa
obcy smak w piciu i jedzeniu, więc rozpuszczanie odpada, tebletki uważa za
gorzkie, więc tez klapa. Mija godzina takich perswazji, juz dawno powinnam
wyjechać do pracy. Wreszcie przytrzymujemy go i wlewamy lek na siłę. Jest
rozpacz, rozdzierający płacz, łzy jak grochy i żal do rodzieców, że robią
krzywdę. Na to wchodzi moja mama, jest świadkiem całego zajścia, poczym
słysze wyrzuty, jaka ze mnie matka, że nie mam sumienia, że ona by nie
dawała, jak nie chce, itd. Potem, że od poczatku popełniłam błędy wychowacze,
bo powinnam była go przyzwyczaić do brania leków. Jestem zdenerowana, więc
nastepuje starcie, bo przypominam sytuację, gdy zlekcewazyłam chorobę,
odstawiłam antybiotyki i o mało nie trafilismy do szpitala (zapalenie płuc).
Lekarz prawie mnie zlinczował, wykrzyczał, że jestem nieodpowiedzialna, że
zaniedbałam malucha, że dlaczego tak pózno przyjechałam. Od tego czasu nie
kwestionuję zaleceń lekarzy, nie próbuję leczyć na własna rękę, bo wiem czym
to się skończyło. Mam ryzykować zdrowie syna i ustąpić, bo nie chce pić?
Jesli będzie jeszcze gorzej mam beztrosko powiedzieć lekarzowi, że nie
dawałam leków? Dziecku z kolei mam mówić, że zmuszam je z miłości i troski?
To jakiś obłęd!