Witam serdecznie. Moja coreczka wlasnie zaczyna swoja przygode w przedszkolu
w grupie trzylatkow, chodzi tam od poniedzialku. Dzis zaczal sie prawdziwy
koszmar, Mala za nic nie chciala isc do przedszkola, cala droge wrecz
blagala, zeby jej tam nie zostawiac. Na miejscu strasznie plakala, pani
przedszkolanka wyrwala mi ja sila, nie dala mi sie nawet pozegnac,
powiedziala, ze lepiej bedzie, jak szybko sobie pojde, a ona uspokoi corke.
Jak wychodzilam z przedszkola, slyszalam jeszcze jej rozdzierajacy placz

.
Wiem, ze we wrzesniu wiele maluszkow przezywa takie trudne chwile, ale ja
zupelnie nie radze sobie z ta sytuacja

. Na przedszkole zdecydowalam sie,
bo zalezy mi na tym, zeby Patrycja miala kontakt z innymi dziecmi, do tej
pory przez caly czas byla ze mna. Poza tym liczylam na to, ze panie
zaproponuja jej jakies ciekawe zabawy, inne niz te, ktore zna z domu i w
jakis interesujacy sposob zapelnia jej czas. Tymczasem poki co dzieci cale
dnie bawia sie w niezorganizowany sposob, po prostu biegaja po sali z
dostepnymi zabawkami. Przez te cztery dni ani razu nie rysowaly, nie bawily
sie plastelina, pani kompletnie nic im nie czyta... Pewnie ja za duzo
oczekuje, moze to normalne, ze w grupie trzylatkow nie organizuje sie
zadnych ciekawych zajec? Zastanawiam sie, jak mam zachowac sie jutro... Czy
na sile prowadzic tam Patrycje, czy tez dac sobie spokoj? Jak ja przekonac
do tego przedszkola? Dodam, ze nie pracuje i to przedszkole nie jest
koniecznoscia. Prosze o pomoc. Z gory dziekuje i pozdrawiam.