opieniek1
03.09.03, 10:50
no i stało się. Piszę do was przez łzy. Przez 2 dni było ok. Synek szedł do
przedszkola, odwoziliśmy go razem, buzi i szedł się bawić. W nocy dzisiaj
obudził się z płaczem i nie mogłam go uspokoić. W końcu przytuliliśmy się i
do rana spał z nami. rano jadł bułkę i mówi, że dzisiaj nie idzie. Nie
płakał, dał się ubrać, powiedziałam mu, że tata go odwiezie i kiedy zakładał
buty, spytał tatę, czy z nim zostanie w przedszkolu. Poszli. Niedawno
dzwoniłam do męża i... powiedział, że cienko (tzn. było b. źle). Maluch w
samochodzie powiedział, że jedzie z nim do pracy, nie do przedszkola. W
szatni wczepił się w niego i nie chciał do sali. Mąż poszedł z nim,
posiedział chwilę, a jak wyszedł, Mały zaczął płakać. I pani się nim NIE
ZAJĘŁA!!! Moje biedne maleństwo. Od maja chodziliśmy na zajęcia adaptacyjne,
pokochał to przedszkole i panie i od miesiąca pytał czy to już. A teraz
rozczarowanie. Inne dzieci płaczą, to poczuł, że nie jest już fajnie. Wiem,
że to minie, ale czuję się jak wyrodna matka. I ryczę jak bóbr.