martabmw
07.09.09, 18:00
Dzisiaj odebrałam małą, poszłyśmy na przedszkolny plac zabaw, który jest
ogólnie dostępny dla wychowanków w godzinach urzędowania przedszkola. Wielu
rodziców siedzi na nim, zamiast na osiedlowym, bo jest po prostu czyściej. W
międzyczasie moje dziecko, jak to z dzieckiem bywa, zasygnalizowało - Mamo,
kupa. Udałam się z dzieckiem do budynku, żeby najnormalniej skorzystało z
toalety. W drzwiach napotkałam panią intendentkę i panią pomoc. Zagrodziły
wejście i nie pozwoliły wejść, usłyszałam, że to nie szalety miejskie i że
dziecko opuściło już przedszkole. Mała się popłakała, że ona już nie chce i
wytrzyma do domu.
Ja rozumiem, może z formalnego punktu widzenia panie miały rację i toaleta
jest niedostępna, ale przez dwa lata uczęszczania do przedszkola nigdy nie
było problemu z siusianiem i przy niesprzyjającej pogodzie i dzieci korzystały
z przedszkolnej toalety bez ograniczeń. Z drugiej strony jak bardzo trzeba być
bez serca, żeby nie wpuścić za potrzebą przebierającego nogami czterolatka.
Mam teraz mieszane uczucia, ci ludzie pracują z dziećmi, a zachowują się jak
psychopaci. Do domu mamy pół godziny spacerem, przez cały czas mała ściskała
się za brzuszek, bo jest za duża na drzewko, których po drodze jest sporo.
Uprzedzam, że to nie był żart, w takim wypadku zawołano by nas za chwilę.
Panie chyba dobrze się bawiły. Jutro jest zebranie, jak nie ochłonę, to chyba
rozniosę przedszkole. Jakie kroki byście podjęły? Czy radzicie odpuścić? nie
ma to jak trzeci rok w przedszkolu, który zaczyna się od zgrzytów, przy
dotychczasowej fajnej współpracy.