gioja
05.08.04, 12:46
Przed paroma minutami wróciłam ze szpitala na Solcu. Na szczęście nie
rodziłam, ale zacznę od początku:
Naczytawszy się super opinii o tym szpitalu zdecydowałam się tam rodzić
(termin mam na 15 sierpnia). Zmartwiły mnie więc informacje o planowanym
remoncie. Zadzwoniłam, żeby zdobyć informacje u źródła. Odebrał przemiły
człowiek, który zapewnił mnie, że na razie nie planują remontów i na pewno
mnie przyjmą. poza tym gorąco zapraszał, żeby obejrzeć oddział. Mimo, że tego
wcześniej nie planowałam, wybrałam się tam dzisiaj z przyjaciółką (ona ma
termin na październik). W drzwiach natknęłyśmy się na doktora Raka, który
natychmiast się nami zainteresował (przemiły człowiek). Poprosił położną,
żeby nas oprowadziła (jak się okazało - p. Komosa). Wyraźnie dało się odczuć,
że nie jest tym zachwycona. Kazała nam czekać, bo była zajęta. Nie mam o to
do nikogo pretensji. Wiadomo, że zwiedzający nie są tam najważniejsi i
personel ma co robić, ale zważywszy, że obie z przyjaciółką jesteśmy w
zaawansowanej ciąży, temperatura jak w piekarniku, a na nogach plastikowe
ochraniacze, mogła nam zaproponować, żebyśmy gdzieś usiadły, albo
przynajmniej sprecyzować, ile będziemy czekać (wtedy wyszłybyśmy na
powietrze). Zresztą było na oddziale kilka wolnych pielęgniarek, więc nie
rozumiem, dlaczego musiałyśmy czekać na nią. Po ok. półgodzinnym oczekiwaniu
mogłyśmy "zwiedzić" oddział. Trwało to niecałą minutę. Wrażenia - jak
najgorsze. Ciąg porodowy to trzy kabiny (trochę większe od prysznicowych),
oddzielone od siebie cienkimi ściankami, zasłonięte foliową kotarą. Zero
intymności. Poza tym sala do cesarki (tam nie wchodziłyśmy). Zapytałam o salę
z wanną, którą widziałam na stronie internetowej szpitala. Jest taka, ale jak
podkreślała wielokrotnie p. Komosa, tylko wtedy, kiedy ma się zapewnioną
stałą opiekę położnej (odpłatną). Kiedy zaczęłam dopytywać się o wynajęcie
położnej, ton tej pani znacznie się ocieplił, ale nie zdołał zatrzeć
pierwszego wrażenia. Czyli jednym słowem - jak zapłacisz, to będziesz mieć
dobre warunki, a jak nie - to przykro nam bardzo.
Wychodząc wstąpiłam jeszcze do toalety i to dobiło mnie najbardziej. Trzy
ciasne kabinki, w których nie można się obrócić, nie zamykają się
(przynajmniej ta, do której weszłam), na parapecie porozstawiane baseny, na
podłodze jakieś pudła, nie ma papieru, mydła. WC jak na dworcu za czasów PRL-
u. Ogólnie nasze wrażenia po tej wizycie - jak najgorsze, zarówno co do pani
Komosy, jak i warunków. Jedyne światełko to dr Rak.
Rozmawiałam też z jedną pacjentką - ogólnie była zadowolona, ale bez
zachwytów. Pewnie jak człowiek trafia tam z bólami, to zupełnie na co innego
zwraca uwagę.
Jestem bardzo zadowolona, że tam pojechałam, chociaż wcale nie miałam takiego
zamiaru. Uchroniło mnie to przed wielkim rozczarowaniem.
Przykro mi, że rozwiewam sielski obraz tego szpitala, ale w końcu to tylko
moja opinia i nie każdy musi się ze mną zgadzać.
gioja.