Dodaj do ulubionych

Dla odmiany: szpitale bez terroru laktacyjnego

14.12.04, 19:18
Zaczynam: Międzylesie, Szpital Kolejowy. Opieka świetna, dokarmiają chyba, że
ktoś wyraźnie zaznaczy, że sobie nie życzy. Panie pielęgniarki na noworodkach
życzliwe, uprzejme, pomagają bez pouczania i wpędzania w poczucie winy. Część
prezentuje zdroworozsądkowe podejście tj. karm kobieto jak chcesz byle
dziecko zdrowe było i przybierało na wadze. Mają "na stanie" mleko
modyfikowane NAN1, do rodziców dzieci dokarmianych jest prośba aby kupili
jedno opakowanie i zostawili na oddziale.
Obserwuj wątek
    • paraga POZNAŃ, Klinika Św. Rodziny - jeszcze inaczej 15.12.04, 10:03
      Rodziłam tam latem tego roku. Powiedzcie mi, czy gdzieś jeszcze są takie
      szpitale: matki po porodzie leżą na salach "położniczych", dzieci na
      noworodkach - nie są z mamami.
      Dzidziusie przynoszone są do karmienia przez panie pielęgniarki wtedy kiedy one
      uznają, że już czas, potem trzeba je tam "oddać". Po karmieniu można przez
      jakieś czas "potrzymać" dziecko u siebie (mnie się zdarzyło, nie ukrywam że
      specjalnie, przetrzymać małą 4 godziny u siebie i dostałam reprymendę, żeby
      następnym razem tego nie robić i nie trzymać jej tak długo!). Siostry udzielają
      wskazówek nt. karmienia TYLKO zapytane o to, ale generalnie się tym nie
      interesują. Za pierwszym razem przynoszą dziecko, wołają na progu "pni X,
      dziecko do karmienia", zostawiają i wychodzą. I tak pozostaje już do końca. Jak
      nie ma pokarmu i dziecko krzyczy, to podają glukozę (bez wcześniejszych
      zapytań), albo mleko modyfikowane (tu chyba uzgadniają). Siostry pediatryczne,
      które próbują cokolwiek pomóc i nawiązać kontakt z rodzicem (ale nie terrorystki
      laktacyjne!) są dwie: jedna starsza pani, która akurat miała wnuczka nowo
      narodzonego i ten problem ją dotykał bezpośrednio i na żywo (przemiła babcia) i
      siostra zakonna (ciepła, serdeczna, udzielająca wszelkich informacji).

      Raz zdarzyło się, że córeczka jadła o 13 i potem dłuuuugo nic. Nie przynoszą mi
      jej i nie przynoszą. Jak mi piersi pożądnie nabrzmiały i o 21 poszłam na
      noworodki poprosić o córkę do karmienia, to odbyłam taką rozmowę przez domofon
      (wchodzić nie wolno):
      ja: "moje nazwisko X chciałam poprosić o dzieko do karmienia"
      domofon: "teraz śpi"
      ja: "ale ja jej już od 13 nie karmiłam i bolą mnie piersi"
      domofon: "koleżanka mówi, że to jest niemożliwe i dostała pani dziecko w
      międzyczasie do karmienia"
      ja: "na pewno nie dostałam, przecież wiem i mówię, że mnie bolą piersi"
      domofon: "no to co, mam obudzić dziecko?!"
      ja: "tak"
      kazano mi wrócić na salę i czekać. Położyłam się na łóżku i popłakałam się, a po
      kilku chwilach nabzdyczona pielęgniarka przyniosła mi córkę na salę.
      Hm no i co z tego, że ktoś powiedział "przynajmniej się pani wyśpi, odpocznie,
      jeszcze w domu dziecko da pani popalić". W szpitalu przewijaniem zajmują się
      tylko siostry na noworodkach, ja tego nie zrobiłam tam ani razu.
      A co ciekawe: tatuś może zobaczyć dzieko tylko przez szybkę w drzwiach oddziału
      noworodkowego, złożywszy wcześniej prośbę przez ów domofon.

      Naprawdę, nie wiedziałam, że tak będzie na położnictwie, bo opieka przed porodem
      i sam poród były dobre i "normalne". A wcześniej nie zapytałam. Dlatego teraz
      naprawdę wierzę w sens tego, że trzeba wczesniej dowiedzieć się jak jest w
      szpitalu w którym chce się ro

      To są moje doświadczenia, ale muszę tu powiedzieć, że trochę odmienne mogą mieć
      mamy, które zapłaciły za pokój jednoosobowy, bo wtedy można mieć nawet dziecko
      koło siebie.
      • sylwiado Re: POZNAŃ, Klinika Św. Rodziny - jeszcze inaczej 15.12.04, 22:12
        Ja w klinice rodziłam ponad trzy lata temu, ale wrażenia mam podobne. Tyle że
        wydaje mi się, że dzieci są sztucznie dokarmiane bez pytania o zgodę mamy...
        Sylwia
        • lolalilu Re: POZNAŃ, Klinika Św. Rodziny - jeszcze inaczej 30.12.04, 10:24
          i taki szpital i podobne praktyki powinno się potępiać. Położnictwo w Polsce
          poszło tak do przodu, że nie ma usprawiedliwienia dla takich praktyk!!! Bo i
          dla matki i dla dziecka taki układ jest zły. O ile łatwiej jest dochodzic do
          siebie kiedy się patrzy na ten cud jakim jest własne dziecko (zwłaszcza
          pierwsze)... Już nie mówiąc o dziecku, któremu przecież nie jest wszystko jedno
          czy lezy na sali zbiorowej czy tuż obok mamy - słysząc jej głos (jak słyszało
          będąc jeszcze w brzuchu). Okropne. Wydaje mi się, że takie szpitale powinno się
          mocno odradzać. W dziesiejszych czasach - zwłaszcza w dużych miastach można
          śmiało mieć większe oczekiwania. Można i powinno się... Bo bez oczekiwań i
          presji ze strony pacjentek te zmiany same nie nadejdą skoro do dziś tam są
          takie praktyki.
    • black_currant Re: Dla odmiany: szpitale bez terroru laktacyjneg 15.12.04, 15:56
      Centrum Damiana w Warszawie. W zależności od tego o co poprosisz albo pokażą Ci
      jak karmić piersią i pomogą przystawić dziecko, albo przyniosą w butelce mleko
      lub herbatkę. Podobnie w nocy - można oddać maluszka pod opiekę położnych i albo
      karmią go butelką, albo przynoszą do mamy gdy się obudzi.

      ---------------------------------------
      Ania - podwójna mama październikowa smile
      Emilka (1.10.2001)
      Grześ (18.10.2004)
    • blablacja Warszawa - Żelazna 15.12.04, 23:33
      pewnie pojawią się osoby o odmiennym zdaniu - botaka fama panuje "na mieście"
      ale ja piszę z własnego doświadczenia.

      Miałam cc, mojemu dziecko podcięto wędzidełko. Ja bardzo cierpiałam, dziecko
      nie umiało prawidłowo złapać piersi. Położne spędzały z nami godziny (nawet w
      nocy), bo bardzo chciałam się nauczyc karmić piersią. Nie wychodziło. Dziecko
      na moją prośbę dokarmiano - ale uwaga - nie butelką lecz sondą - co pozwala na
      karmienie piersią. Bo palec ssany przez dziecko wymaga od niego takiego samego
      mechanizmu jak przy ssaniu piersi, a butelka nie... Nauczono mnie więc
      korzystania z laktatora i karmienia dziecka sondą. Wychodząc ze szpitala
      dostałam zapas sond i strzykawek. I tak karmiłam dziecko przez miesiąc. Kiedy
      przestała mnie boleć rana zaczęłam się uczyc karmienia piersią. Dwa dni były
      słabe, ale trzeciego dziecię zaskoczyło i ssało pierś przez następne 10
      miesięcy... Jestem wdzięczna wszystkim osobom w tym szpitalu za pomoc. Paniom
      od laktacji. Położnym. Pielęgniarkom z oddziału noworodków. Lekarzom. Za to że
      nikt mnie nie zmuszał do karmienia na siłę, przy dziecka i moim bólu. Dano nad
      metodę, która pozwoliła na rozpoczęcie karmienia piersią kiedy będziemy gotowi.

      A wszystko to wbrew obiegowym opiniom o tym, że w szpitalu zmuszają do
      karmienia piersią. Owszem starają się jak mogą nauczyć matki tej trudnej sztuki
      (bo ja myślałam, że to będize jak na filmach. Urodzi się i będzie ssać pierś
      samo). Ale zawsze działają delikatnie. Co tu dużo mówić, wszyscy wiemy, że dla
      dziecka najlepszy jest pokarm matki. Ale równie ważny jest spokój, więc jeśli
      matka ma się zmuszać to lepiej odpuścić niż wprowadzać miedzy nią a dziecko
      nerwową atmosferę. Ja natomiast otrzymalam możliwość wypośrodkowania. Karmiłam
      dziecko własnym mlekiem, ale nie musiałam się katować dopóki nie byłam gotowa smile
      • lidek0 Re: Warszawa - Żelazna 17.12.04, 08:27
        Ja niestety nie mam miłych wspomnień jeżeli chodzi oakrmienie w tym szpitalu.
        Miałam problemy z wypływem pokarmu, nic nie pomagało, nawet wdychanie
        oksytocyny, nie było mowy o dokarmianiu. Maciek siedział przy piersi nawet 1,5
        godziny, myślałam, że brodawki mi odpadną. Bałam się przeciwstawić, teraz bym
        stanowczo domagała się dokarmiania. Jakim pozytkiem dla dziecka jest padajaca
        na twarz matka. W domu laktator i dokarmianie butelką w nocy /mąż karmił a ja
        mogłam odpocząć/ w dzień cyc i dziecko nie oduczuło się cyca a krzuwda mu sie
        nei stała.
        Moja siostra dla odmiany wogóle nie miała pokarmu, dziecko ryczało 24 godziny
        na dobę, ona ze zmęczenia nie wiedziała jak się nazywa, małą dostał mleko
        modyfikowane dopiero w dniu wyjścia. W domu butla. I tym to sposobem zniechęca
        się matki do naturalnego karmienia kiedy ono staje się koszmarem. Ale to tylko
        moje i mojej siostry doświadczenia.
        • blablacja Re: Warszawa - Żelazna 17.12.04, 09:58
          hmmm... wydaje mi się, że z takimi problemami miałybyście złe wspomnienia z
          każdego szpitala. Bo zadaniem położnych na oddziałach poporodwych jest m.in.
          nauczenie matki sztukikarmienia piersią, która nie jest (wbrew pozorom) łatwa.
          Ważne jest to czy byłaś otoczona opieką i jakąś atencją. I przede wszystkim
          czy odmówiono Ci podania dziecku sztucznego pokarmu na Twoją wyraźną prośbę -
          bo to jest właśnie terror. A tak swoją drogą to leżąc w szpitalu tydzień byłam
          świadkiem kilku awantru - matki krzyczały na położne, które dokarmiły dzieci
          (matek, które za wszelką cenę chciały karmic piersią, nie wychodziło im, a waga
          dziecka bardzo mocno spadała). Słyszałam jak jedna zrugana położna płakała w
          pokoju i rozmawiała z drugą że przy niektórych pacjentkach to co by nie zrobiła
          będzie źle - to absolutnie nie jest do Ciebie... ale chyba tłumaczy czasem
          rezerwę położnych, które bez wyraźniej prośby nie podejmują pewnych działań.

          podrawiam
          blablacja

          P.S. przy drugim dziecku będzie łatwiej - tak mnie wszyscy pocieszają wink
          • lidek0 Re: Warszawa - Żelazna 21.12.04, 07:27
            Nie sądże, żebym z takim problemem miała złe wspomnienia w każdym szpitalu.
            Wystarczyło zaproponiować mi dokarmianie dziecka. Wierz mi zgodziłabym się od
            razu, bo przy każdym przystawianiu dziecka do piersi miałam z bólu gwiazdy w
            oczach, padałam ze zmęczenia, dziecko nie chciało jeść ze względu na żółtaczkę.
            Ja niedoświadczona nie potrafiłam domagać się swojego. Owszem położne
            pokazaywały jak karmić naturalnie i wychodziło mi to dobrze, tylko co z tego
            kiedy nie ma pokarmu jak u mojej siostry lub koszmarnie słabo wypływa. Zadaniem
            położnych jest rónież informacja o dokarmianiu, o tym co można, zaproponowanie
            innych rozwiążań poza piersią. Zaproponowanie a nie dokarmianie na siłę.
            Ja sama byłam zdezorientowana, nie bardzo wiedziała a raczej chyba bałam się
            poprosić o sztuczne mleko, mojej siostrze wręcz odmówiono. Niestety w tym
            szpitallu najważniejsza jest waga dziecka i cyc. Jeżeli waga nie spada to ok,
            tylko cyc, tylko często jakim kosztem??? Własnie takie kobiety wracają do domu
            u szybciutko sięgają po butelki, laktatory i mleko modyfikowane. A wszystko w
            dużej mierze za sprawa szpitala. Następnym razem będę mądrzejsza.
            Poza tym nie oszukujmy się nei każda kobieta chce karmić.
            • blablacja Re: Warszawa - Żelazna 21.12.04, 09:42
              dużo jest racji w tym co piszesz, ale jest jeszcze jedna kwestia. Mi to
              tłumaczyła koleżanka, która rodziła przede mną. Oni mają tytuł szpitala
              przyjaznego dziecku i dlatego sami z siebie (dopóki naprawdę nie ma poważnego
              zagrożenia dla zdrowia dziecka) nie mogą proponować dokarmiania. Podobno kiedyś
              położne tak robiły i zagrozono im odebraniem tytułu. Choć szkoda, że Tobie nikt
              nie umiał pomóc sad. Ja trafiłam lepiej. I znam kilka osób, które miały podobne
              problemy i też zostały nauczone karmienia sondą. Myślę, że czasem niektóre
              tytuły mogą być szkodliwe.
              • kmyczek Re: Warszawa - Żelazna 21.12.04, 14:34
                witam
                nie wiem jak u was, ale ja rodzilam tydzien temu na Zelaznej i tez mialam
                problem z karmieniem piersia, jak tylko wezwalam polozna i opowiedzialam co sie
                dzije, ona od razu mi zaproponowala dokarmianie. Potem dokarmialy moja mala, co
                3 godziny i nie bylo z tym zadnych problemow. Jedyna rzecz to to ze jak im
                powiedzialam ze chce karmic sztucznie to sie zapytano mnie czy napewno moja
                decyzja jest swiadoma, powiedzialam ze tak i nikt mnie wiecej nie nagabywal na
                nic.
                Moze to zalezy od poloznej ?? nie wiem ja trafilam akurat na bardzo mily i
                pomocny personel.
                pozdrawiam
                • lolalilu Re: Warszawa - Żelazna 21.12.04, 14:46
                  i ja nie miałam łatwego początku. Ba nazwałbym moje początki karmienia
                  horrorem, siedziałam na Żelaznej prawie tydzień i poznałam chyba wszystkie
                  położne na oddziale poporodowym. Nie mogę się o nic przyczepić. A dokarmianie
                  sztuczne (kiedy matka uczy się karmić piersią - i ma zamiar karmic piersią)
                  odbywa się na jej wyraźną prośbę. Bo sztuczne dokarmianie powoduje, że dziecko
                  nie jest głodne, więc nie ma ochoty na pierś, nie ssie, a przez to nie
                  produkuje się mleko - czyli błędne koło smile I dlatego jeśli mama jest
                  zdecydowana na karmienie piersią musi powalczyć o pokarm... Dlatego tak
                  niechętnie dokarmiają sztucznie dzieci, które mają byc karmione piersią.
              • malwina18 Re: Warszawa - Żelazna 27.12.04, 11:19
                Nie bardzo rozimiem co ma do tego szpital przyjazny dziecku. Rodziłam w
                Damianie przez cc więc od razu o urodzeniu nie miałam pokarmu, a córka była
                drobniutka. Uczyli, doradzali pocieszali ale i DOKARMIALI i dopajali (bo iała
                zółtaczkę)i dzieki temu w miarę bezbolesnie przeszłysmy do karmienia piersia
                (po ok 5 dniach życia) i trwalo to ponad rok a Córcia potem nawet nie wiedziała
                jak sie pije z butelki (nie umiała). Gdyby jej nie dokamiali to pewnie (przy
                jej małej wadze) wylądowałaby pod kroplówką i na butelce i tyle by było z
                kamienia naturalnego. Trochę zdrowego rozsądku nie zawadzi, co nie umniejsza
                oczywiście roli słusznych zasad.
    • kama90 Re: Dla odmiany: szpitale bez terroru laktacyjneg 16.12.04, 14:15
      ICZMP-Łódź- rodziłam tam rok temu.Nie było żadnego przymusu karmienia piersią.
      Chcesz karmisz,nie chcesz nie karmisz.Pielęgniarki raczej wolały dokarmić
      dziecko niż uczyć mamę jak prawidłowo przystawić do piersi.Pamiętam,że musiałam
      sie długo prosić aby mi pomogły.NA moje pytania dotyczące karienia piersią-
      odpowiadały" Musi Pani obserwowc jak to robia inne mamy". Bardzo zależało mi na
      naturalnym karmieniu i musiałam ciągle pilnować aby nie dokarmiały małej.

      • grzalka Re: Dla odmiany: szpitale bez terroru laktacyjneg 28.12.04, 12:53
        Szpital Wojewódzki w Olsztynie- żadnego terroru laktacyjnego, wręcz przeciwnie,
        ani się człowiek nie obejrzy jak jego dziecko dostanie butelkę. Karmienie
        piersią? Chcesz kobieto to karm, ale nas w to nie mieszaj...na mnie patrzyły
        jak na kosmitę, bo uparłam się karmić piersią bliźniaki. Była tylko jedna
        położna, która pomagała mi w problemach z przystawianiem, a reszta...szkoda
        gadać. Nie mówiąc juz o tym, ze musiałam 3 dni walczyc, żeby mi przynoszono
        dzieci do krmienia, a dwa kolejne przynoszono mi je zaraz po tym jak dostawały
        butelke (oczywiscie mnie o tym nie informując, bo po co). I ja nie mogłam pojąć
        dlaczego dzieci nie chcą ssać...
        Ech,,,dobrze, że nie byłam poczatkująca i wiedziałam czego chce, bo jakby to
        było moje pierwsze dziecko, to byłoby butelkowe- a tak bliźniaki sa karmione
        piersią i wszyscy są zadowoleni.
    • ryza_malpa1 Re: Dla odmiany: szpitale bez terroru laktacyjneg 29.12.04, 10:02
      Potwierdzam, że połozne sa bardzo naciskane do nakłaniania pacjentek do karmienia piersią.
      Ze mna na sali leżała dziewczyna, która miała ogromne kłopoty z karmieniem, ona płakała , dziecko się darło dwa dni , no dramat. W końcu połozna powiedziała " No to dokarmimy go troszeczkę, zebyście sie przespali kilka godzina ale niech pani nikomu o tym nie mówi.."
      Drugiej dziewczynie proponowałay kapturki do karmienia ale z tekstem w stylu " tylko niech pani nie mówi, ze pani od nas wie o tych kapturkach, nich mąż przemyci na oddział i żeby nie daj boże ktoś z lekarzy panią z nimi zoabaczył".

      No to juz jest jakaś paranoja!!!
    • annika_a Re: Dla odmiany: szpitale bez terroru laktacyjneg 29.12.04, 14:27
      Dokładam Centrum Damiana (chociaż chyba juz było).
      fajnie to pisałyscie dziewczyny-we wszystkim trzeba zachowac zdrowy rozsądek!
      Pozatym-no kurczę ale jakim prawem położna ma dyktować jak karmic własne
      dziecko! To ich zakichany obowiązek pomoc w karmieniu, a że im sie nie chce
      wprowadza sie bezwzględny rooming in. Wielce mi to przyjazny szpital dla
      dziecka, kiedy karmi je zrozpaczona i zamęczona matka. Moze zróbmy akcje szpital
      przyjazny matce?
      Rozmawiałam ostanio z moją przyjaciółką, która jest pediatrą i tez stwierdziła,
      ze praktyki w całkiem dużej ilości szpitali wołają o pomste do nieba.
      Powiedziała też ze cały ten terror laktacyjny to wybitnie nasza polska
      specyfika. Są zalecenia WHO dotyczące karmienia, ale to tak naprawde ma
      decydowac tylko matka. Zakończę uroczystym apelem: Dziewczyny nie dajmy sie! To
      my decydujemy czy bedziemy karmic piersią czy nie, kiedy i jak długo a nie pani
      połozna. Howgh!

      triss_merigold6 napisała:

      > Zaczynam: Międzylesie, Szpital Kolejowy. Opieka świetna, dokarmiają chyba, że
      > ktoś wyraźnie zaznaczy, że sobie nie życzy. Panie pielęgniarki na noworodkach
      > życzliwe, uprzejme, pomagają bez pouczania i wpędzania w poczucie winy. Część
      > prezentuje zdroworozsądkowe podejście tj. karm kobieto jak chcesz byle
      > dziecko zdrowe było i przybierało na wadze. Mają "na stanie" mleko
      > modyfikowane NAN1, do rodziców dzieci dokarmianych jest prośba aby kupili
      > jedno opakowanie i zostawili na oddziale.
    • aluc proszę tylko nie mylić... 29.12.04, 22:20
      • aluc Re: proszę tylko nie mylić... 29.12.04, 22:21
        ... braku terroru z laktacyjnym olewactwem, a wyżej opisane przypadki tak mi
        właśnie w większości pachną

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka