izia30
20.01.05, 13:02
Jestem mamą 20 miesięcznej dziewczynki. Rodziłam w szpitalu Praskim. Przeżyłam
tam prawdziwy szok. Do szpitala trafiłam gdy skórcze nie były jeszcze bolesne.
Pani doktor powiedziała, że mogę zacząć rodzić za chwilę więc zostałam
tam.Ustaliliśmy z mężem że jeżeli nie zacznie się w nocy to rano pojedziemy
gdzie indziej. Całe życie chciałam rodzić na Zelaznej ale tam nie było miejsca
więc wybraliśmy na chybił trafił szpital "przyjazny dziecku i matce". Szpital
stary, nie domyty i jakiś taki obskurny. Niestety nad ranem zaczęło się i nie
było mowy o innej porodówce. Położna niby miła ale co chwila miała coś do
załatwienia gdzieś. Nie było jej gdy odeszły mi wody, ani wtedy gdy zaczęłam
się dusić (był czerwiec, gorące, nie pozwolili nawet na łyk wody. Przez 8
godzin nawet jednej kropli z siebie nie wypociłam i język przykleił mi się do
podniebienia). Ale widziałam wodę.......jak kapie z kranu. Dzięki Bogu był ze
mną mąż, który co chwila biegał po pomoc. Wszyscy koniecznie chcieli mnie
położyć plackiem, choć wtedy ból był nie do zniesienia. Lekarze "musieli" mnie
badać w czasie skurczu, nie wiem dlaczego.... Ale urodziłam w końcu słodkie
maleństwo. Wszyscy sobie poszli i nikt nawet nie zadbał żebym przystawiła
maleństwo do piersi. A ja kombinowałam jak sięgnąć piersią dwa metry dalej do
buzi dziecka (nie mogłam się ruszyć bo miałam kawał lodu włożony między nogi).
Ale wszystko było dobrze ....do czasu. Na sali ogólnej okazało się że żebym
mogła coś zjeść i wypić muszę mieć własne sztućce i kubek, również papier
toaletowy.Materac na łóżku pamiętał chyba epokę kamienia łupanego, łóżko
zresztą też, poduszki nie miałam siły unieść żeby ją sobie poprawić. Po 2
dniach dopadł mnie nawał pokarmu, Biust zrobił się kwadratowy i twardy,
brodawki znikły i nie było mowy o przystawieniu małej. Panie położne jednak
próbowały zawzięcie. W efekcie po paru godzinach miałam biust twardy i
kwadratowy oraz sino zielony, a od uciskania i "masażu" straciłam czucie, i
dobrze bo przestało boleć. Mała płakała z głodu, ja płakałam bo mając pełne
piersi pokarmu nie mogłam nakarmić głodnego dziecka. Na moją propozycję że
ściągnę laktatorem i dam butelką zaczęto mnie traktować ja najgorszą matkę
świata. W końcu powiedziałam dość i wyszłam do domu. Tam zrobiłam po swojemu.
Pokarm zaczął płynąć szerokim strumieniem, mała jadła z butelki, ja się doiłam
przez cały dzień. Udało się. Nie miałam zastoju, zapalenia i czego tam jeszcze
a jak w końcu piersi zmiękły i przystawiłam małą, okazało się że ssie
doskonale. Przysysała się tak, że nawet jej się nie odbijało. Dalej żyliśmy
długo i szczęśliwie.
Trzy tygodnie temu moja przyjaciółka rodziła w szpitalu Bródnowskim. Na
patologię trafiła 6 dni przed terminem. Poszła tylko zrobić kontrolne KTG.
Szpital czysty, wyremontowany, wszyscy mili i uśmiechnięci. Pani doktor
stwierdziła że coś jej się nie podoba i położyła ją z tym KTG na 7 godzin nie
pozwalając jej się ruszać. Ciekawe dlaczego. Przez trzy dni nie miała żadnego
USG, tylko codziennie próby oksytocynowe (nie mylić z wywoływaniem porodu). W
końcu usłyszała, że musi pobiegać po schodach żeby szybko urodzić. Rano
wywoływali poród oksytocyną. Wszystko by się pewnie udało ale uprzejma pani
położna zapewne nie mogąc znieść widoku cierpienia zaproponowała jej
znieczulenie "najlepiej teraz bo potem pan anestezjolog idzie do domu".
Wiadomo jak boli a proponują to się człowiek godzi. Trzecią i ostatnią dawkę
dostała przy pełnym rozwarciu. Akcja porodowa zatrzymała się. Konieczna była
cesarka. Dziecvko zabrali i nakarmili. Położna miłym głosem orzekła że takimi
brodawkami to się dziecka karmić nie da. Po 4 dniach, jeszcze ze szwami
wypuścili ją do domu. Dziecko miało bardzo odparzoną pupę, przyjaciółka
zakażony szew. Nikt nato nie zwrócił uwagi. Co się dziewczyna namęczyła to
jej. Ale wszyscy byli mili, przecież chcieli jak najlepiej.
Teraz kochana koleżanko wybierz, czy wolisz szpital z laktacyjnym terrore,
gdzie wolą porody naturalne, ale jest mało komfortowo, czy szpital gdzie
wszystko lśni, ale nikt się niczym nie przejmuje. Ja wykarmiłam swoje dziecko
piersią, ona ma z tym kłopot do tej pory, bo jej mała nie ssie prawidłowo i
piersi nie produkują mleka (nie tworzy językiem podciśnienia)
Dlaczego to tylko w gazetach wszystko wygląda tak pięknie??????????