09.01.07, 13:15
Chciała w
ypowiedzieć się na temat Szpitala Położniczego na ul. Jaczewskiego. Nie
jestem pewna czy tak wysoko powinniśmy oceniać warunki w tym szpitalu i
personel. Jakiś czas temu rodziłam w nim syna i to co opowiadano na jego
temat nie sprawdziło się-niestety. Zacznijmy od tego, że chodziłam prywatnie
do ginekologa wysoko postawionego w tym szpitalu i wszystko było dobrze do
czasu porodu. W pewnym momencie musiałam udać się wcześniej na oddział
porodowy, ponieważ moje dziecko żle się zapisywało. Owszem dzięki mojej
lekarce udało mi się tam dostać bez kolejki, bo akurat wtedy było strasznie
dużo chętnych aby tam urodzić. Na tym zakończyła się pomoc mojej lekarki
ponieważ nie wykazałam żadnej wdzięcznośći za to Pani doktor pozstawiła mnie
samej sobie. Proszę sobie wyobrazić,że na trakcie porodowym spędziłam całą
noc i połowę następnego dnia. Obok mnie kobiety rodziły, krzyczały a mną mało
kto się interesował. Należy tu dodać, iź musiałam leżeć przez cały czas nie
pozwolono mi wstać bo nie. Następnego dnia wywołano mi poród. Całe
szczęśćie,że krótko rodziłam bo nie wiem czy mój syn byłby w pełni sprawny.
Położna była BARDZO niemiła i praktycznie nadal nikt się mną nie zajmował
ponieważ w tym czasie rodziły ważnejsze osoby. Przez pierwszy etap porodu nie
było przy mnie nikogo ani lekarza, ani położnej. Dopiero gdy zaczęłam
krzyczeć,że już rodzę to łaskawie P. położna przyszła do mnie i to z
pretensjami,że przesadzam. Dodajmy,że w 7 miesiącu leżałam na patologii bo
było źle z moim dzieckiem i przez całą noc byłam podpięta do aparatury
odczytującej moje dziecko. Po pół godzinie urodziłam, oczywiście towarzyszyły
temu wrzaski pani położnej. Dziecko urodziło się całe sine, okręcone pępowiną
wokół szyi (temu akurat się nie dziwię bo ja urodziłam sie tak samo)i jego
stan określono na 10 pkt. Bardzo ciekawe czyż nie. Nie twiedzę,że wszyscy
specjaliści są źli bo akurat znam tam bardzo dobrego specjalistę do którego
jeżdzę z dzieckim ale na pewno nie jest to szpital bez skazy i nie wszyscy
rodzą tam poludzku. Zdegustowana
Obserwuj wątek
    • dec2005 Re: Lublin 21.01.07, 22:53
      Szpital może i jest przyjazny dziecku,ale raczej nie matce.Na sali porodowej
      -zero życzliwości, zrozumienia,mogłam liczyć tylko na niezbyt przyjemne
      komentarze jaśnie pani położnej.Nie pytano mnie o zgodę na zabiegi a mój
      sprzeciw został zignorowany.Nie mogłam wstać-położna zwróciła mi uwagę żebym
      przestała się wiercić bo ona nie będzie cały czas sprzętu poprawiać.Ogólnie
      porodu staram się nie wspominać,pozostał mi ogromny żal do personelu i do samej
      siebie,że nie byłam bardziej stanowcza,że bardziej się nie postawiłam.
    • vitkovska Lublin 10.02.07, 18:03
      Ja rodziłam na Staszica i jestem zadowolona. Po pierwsze nie byłam z Lublina i nikt się nie czepiał, po drugie podczas porodu połżne były pomocne i nawet życzliwe, po trzecie był mąż i nikomu to nie przeszkadzało, a po porodzie to on (ja powoli budziłam się z narkozy)widział dziecko, mógł mi je zaraz po obudzeniu przynieść i przystawić do piersi. Mogłam podczas porodu robić co chcę: chodzić, brać prysznic, a nawet mnie do tego namawiała położna.Jak się okazało, że muszę mieć cesarkę, pytano czy chę ZO czy narkozę.Jak miałam nawał mleka, to się mną życzliwie zajęto i wszystko wytłumaczono. A opieka pediatryczna - rewelacyjna (szczególnie pielęgniarki, szczególnie młoda, ładna blondynka, nie pamiętam nazwiska). Jedno mnie tylko wkurzyło - oprócz silnych bóli, miałam nerwowe drgawki, a wszyscy się mnie pytali: czemu się pani denerwuje,a to chyba oczywiste, rodzę przecież. No a położna powiedziała, że to dlatego, że mam złe nastawienie do porodu. Jeszcze gorzej się zdenerwowałam - niby drobiazg...Ale oprócz głupiego gadania wszystko mi się podobało. A w dodatku WSZYSTKO BYŁO ZA DARMO!!! Nawet podpaski i jednorazowe pieluchy dla dziecka. Nikomu nie płaciłam - ani lekarzom, ani pielęgniarkom.
      • sdziatczak Re: Lublin 23.03.07, 10:50
        A ja rodziłam w Bełżycach... tak, tak niby na prowincji. Ale jest po prostu
        świetnie, super opieka, żadnych głupich komentarzy (bo widzę, że w Lubline są
        one nagminne). Gorąco polecam, rodziłam szybko, bezproblemowo i tatuś dzidziusia
        był z nami. Kolejny raz również Bełżyce. (a to tylko 18 km od Lublina)
        Dumna mama Marcelka
    • mama.78 Re: Lublin 23.03.07, 14:07
      słyszałam że tam nie jest zbytprzyjemnie.Ja rodziłam w Swidniku i jestem
      bardzo zadowolona. Może jeszcze nie wszystko tam jest super ale lekarze i
      położne tak, sale i łazienki też ok. Rodziłam trochę długo i w końcu miałam
      cesarkę, ale nie mam raczej żadnych traumatycznych wspomnień. Mój mąż mógł być
      cały czas przy mnie, do momentu operacji, co więcej mógł tam też być mój tato
      (ale go wygoniłam). Pieluchy, kosmetyki a nawet ubranka i beciki były za darmo!
      I nikt nie spodziewał się żadnych dowodów wdzięczności, ja poprosiłam tylko
      męża żeby PO PORODZIE kupił kwiaty dla doktora i położnej bo byłam
      dobrze "zaopiekowana"
    • monami9 Re: Lublin 24.03.07, 15:30
      Ja też rodziłam w tym szpitalu na Jaczewskiego po raz drugi. Pierwszy raz
      cztery lata temu był super, wspaniała położna i opieka. Ale teraz po prostu
      koszmar. Położna była okropna, gdy przyjechałam do szpitala miałam rozwarcie na
      trzy palce, krwawienie i skurcze. Było około 22, powiedziała że napewno w nocy
      nie urodzę, nie pozwoliła być przy mnie mężowi, położyli mnie na sali porodowej
      i zostawili. Zostałam sama i słuchałam jak za ścianką dziewczyna rodziła przy
      nieprzyjemnych komentarzach położnej. Podłączono mnie w międzyczasie do ktg i
      kazano leżeć. Skurcze były coraz silniejsze i co trzy minuty. Kiedy około 23
      przyszła położna mówię że mam bardzo bolesne skurcze i jeden za drugim. Ona na
      to że niemożliwe bo nic nie wychodzi na zapisie ktg. Zbadała mnie i okazało się
      że rozwarcie jest na 5 i poszła. Zadzwoniłam szybko do męża żeby wrócił do
      szpitala bo mam przeczucie że zaraz będę rodziła. Przyszła znowu położna z
      pretensjami że się wiercę i że w szpitalu się nie przyjeżdża na wygody. Była
      niemiła i wręcz chamska. Twierdziła że jak mogę mówić że mnie boli skoro mnie
      nie może nic boleć, prawda jakby poród to było rzeczywiście coś całkiem
      bezbolesnego. Skurcze były już tak częste i tak bolesne że nawet nie mogłam
      dobrze złapać oddechu między kolejnymi. Chcąc nie chcąc człowiek sobie jęknął z
      bólu a ona na mnie że teraz to boli a jak się dawało to nie bolało i takie tam
      teksty. Nagle zrobiło się zamieszanie bo okazało się że to już skurcze parte,
      krzyczała na mnie między tymi skurczami że chcę dziecko zabić bo za mało się
      staram i takie tam rzeczy. I że wcale mnie nie boli bo ona mi podała
      znieczulenie (to był dolargan, który sprawił że okrutnie kręciło mi się w
      głowie i całkiem nie miałam siły), w międzyczasie przybiegł mój mąż i w tym
      momencie zobaczyłam główkę naszego synka, jeszcze chwilka i była z nami. Mówię
      do męża: zobacz jaki śliczny, a położna: jaki tam śliczny wszystkie chłopy
      to... i tutaj nie dosłyszałam bo przestałam na nią zwracać uwagę. Dodam że nie
      pytając mnie o zdanie zrobiła mi nacięcie między skurczami co mnie tak zabolało
      że podskoczyłam na tym łóżku a ona na mnie z wrzaskiem że ja chcę jej ręce
      połamać. Potem już przyszedł bardzo sympatyczny lekarz do szycia, a ona do
      niego mówi że żałuje że mi większego tego nacięcia nie zrobiła. Pozszywano mnie
      i spędziliśmy z mężem i z synkiem dwie godzinki razem. Potem zawieziono nas na
      górę. Opieka na położniczym była naprawdę wspaniała, położne pomagały i przy
      dzieciaczkach i wogóle były do dyspozycji ale jak wspomnę położna z porodówki
      to mi skóra cierpnie. Dla mnie ona nie nadawała się kompletnie do tej pracy,
      chamska i niemiła baba bo inaczej nie da się o niej powiedzieć.Na szczęście
      szybko wszystko poszło, bo tylko 2 godziny i mam mojego syneczka i to jest
      najważniejsze. Pozdrawiam.
    • mona255 Re: Lublin 26.03.07, 15:56
      No to mnie nastraszyłyscie . To co pisała MONAMI to mi się w głowie nie miesci.
      Ja też rodziłam na jaczewskiego 4 lata temu i byłam bardzo zadowolona. Był przy
      mnie mój lekarz a poza tym położna bardzo dużo mi pomogła i była bardzo miła,
      rodziłam razem z mężem i naprawdę opieka super. Córcia moja była oplątana
      pępowiną i szła z rączką przy główce. Położna jak zobaczyła ze jest oplątana,
      kazała przeć po woli i delikatnie zdjęła jej pępowinę. Pamiętam że córcia
      miała sine rączki, więc naprawdę dużo dla nas zrobiła.Teraz jestem w ciąży i
      też chciałabym tam rodzić ale aż mi ciarki przeszły jak przeczytałam co tam
      wyrabiają. Ja mieszkam w Puławach i tu napewno nie będę rodziła. Mam nadzieję
      że trafię na fajny personel. Boże tak się boję.Wiem tylko jedno że sama rodziła
      nie będę napewno będę chciała być z mężem.
      • monami9 Re: Lublin 29.03.07, 17:26
        Wiesz ja też rodziłam tam ponad 4 lata temu i byłam wtedy zachwycona, położną
        miałam super, bardzo mi pomogła, gdyby nie ona pewnie zeszłoby mi dłużej i
        gorzej. Dlatego postanowiłam że tam będę rodziła drugie. Ale widocznie trafiłam
        na taką położną, która po prostu albo miała zły dzień albo nie lubi swojej
        pracy. Faktem jest że po prostu nie wspominam drugiego porodu dobrze, na całe
        szczęście trwało to krótko bo nie wiem czy bym z tą kobietą dłużej wytrzymała.
        Pozdrawiam.
        • cota Re: Lublin 30.03.07, 09:26
          Ja rodziłam na Jaczewskiego w zeszłym roku i też mam ciarki. miałam cc -
          strasznie się cieszę, ale potam na sali położnic, brrr. Miałam leżeć płasko po
          cc i znieczuleniu podpajęczynówkowym, ale w ok. pół godziny po porodzie
          przyniesiono mi dziecko i musiałam się zajmować. Mała płacze w tym wózeczku co
          przynoszą dzieci, a ja boję się podnieść głowę do góry. Co ja podniose to mam
          takie zawroty, ze tragedia. dzwonki pochowane "żeby nie dzwonić". Po 6
          godzinach, przyszła połozna i kazała mi i innej kobitce wstawać, ona nie dała
          rady, powiedziała że jej słabo i nie da rady, ja dałam radę dojść do umywalki,
          położne tylko syknęła "takich wrażliwych to dawno nie było". Potam wyciągnłęa
          nam cewniki "teraz będzieci musiały wstać i dojść do łazienki, inaczej zlejecie
          się w łózko". Sala sześciosobowa, duszno. Jedna z współpacjentek mówi w nocy,
          że jej słabo, zawołałysmy połozną, powiedziała, że nic jej nie będzie. wyszła,
          a ona zasłabła! dobrze, że nie trzymała dziecka na ręku. To my znowu raban. Ta
          sama mówiła ciągle do pielęgniarek że jej mały ciagle płacze, mówiła to kilka
          razy, bez reakcji z ich strony. W kocnu zrobiono badania - silne zakażenie
          układu moczowego. generalne żadnej pomocy dla połoznic ze strony połoznych.
          Żadnej, znieczulica. Jak wielkei panie wchodziły na salę to człowiek robił się
          malutki. jak bym ją teraz spotkała w realnym zyciu to nie wiem...Dla osłody
          panie od noworodków cudowne, ciepłe do maluszków. lekarze - widywałam ich tylko
          rano na obchodzie, ale mili, fajni. ale położne..jak ktoś się nie nadaje do tej
          pracy to chyba powinien ją zmienić. Wiem co mówię, bo poprzednio leżałam tam na
          patologii. Niebo a ziemia! na patologii pielęgrniarki i połozne to kobiety
          anioły, po prostu cudowne. A na połzoncictiwe brrr, ale jak to mówią wszystko
          co robisz wróci do Ciebie w trójnasób, nie sądzę, aby te połozne chciały, aby
          ktoś ich tak traktował.
          • kasiadamianka Re: Lublin 11.04.07, 15:32
            Hej

            Ja rodziłam 6 lat temu w szpitalu na Kraśnickich i jestem bardzo zadowolna.
            Jedyne co mi się wówczas nie podobało to bardzo graniczony czas odwiedzin -
            trwał wtedy remont i oddział był otwarty dla odwiedzających dosłownie 2 godziny
            w ciągu dnia. Bardzo chwalę sobie opiekę podczas porodu - położna przychodziła
            co chwilę - proponowała wejście do wanny - darłam się o znieczulenie - dostałam
            znieczulenie (po czym zaraz urodziłam smile) Nie było żadnych nieprzyjemnych
            komentarzy, wszyscy byli przychylnie nastawieni i mili. W nocy gdy mały płakał,
            a ja nie mogłam go uspokoić, przyszla pielęgniarka i pomogła mi. Jeżeli
            przyjdzie mi rodzić drugi raz, to na pewno tam (dodam, że na Lubartowskiej
            pracuje moja teściowa, więc gdybym chciała, to mogłabym tam rodzić, ale ja po
            prostu nie mam zaufania do tego szpitala no i totalnie nie odpowiadają mi
            warunki na oddziale poporodowym)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka