marybell
23.08.07, 12:53
Witam,
Chciałam podzielić się swoim doświadczeniem z porodu w szpitalu na SOlcu z
położną Krysytną Komosą. Umówiłam sie z nią mimo bardzo róznych opininii na
forum. Niektórzy zarzucają jej, że jest niemiła. Fakt, nie jest to wylewna
osoba, ale jestem po wielkim wrazeniem jej super profesjonalizmu. Położna to
nie osoba,ktora ma cię głaskać po głowie i się nad Tobą użalać. To osoba,
ktora ma przede wszystkim doprowadzić do narodzenia Twojego dziecka w jak
najkrótszym czasie. Rodziłam 11 sierpnia 2007 roku, wiec zaledwie kilka dni
temu. Rano odeszly mi wody płodowe i sączyły się powoli. Do szpitala położna
kazała mi przyjechac po 6 godzinach od odejscia wód. Poniewaz nie miałam za
bardzo skurczy, to podłączono mnie pod oksytocyne. Pani Komosa przyjechała,
jak juz maiłam rozwarcie na ok 2 cm i bylam po połtoragodzinnym seansie z
oksy. Po prostu od momentu kiedy weszla na sale poczułam sie bezpieczniej. W
sekundzie pojeła rózne czynności. Podała mi kroplówkę, bo juz bylam wykonczona
po skurczach i zupełnie nie miałam siły. Kazała usiąść na piłce i ponieważ
najwiekszy ból przy skurczach miałam w dole brzucha poradziła co robić, zeby
to zmiejszyć. Przyniosła lód w takiej specjalnej butelce i w momencie skurczu
miałam to przykłądać i oddychając szybko podnosić jakby tym lodem główkę
dziecka do góry , zeby sobie ulzyć. Pomagało. Za 15 minut zarządziła seans pod
prysznicem. Kazała mi wziąć piłkę i usiąść na niej pod prysznicem i się
polewać. W momencie skurczy miałam nadal ten lód i jeszcze mój mąz tym
prysznicem masował mocno moj krzyż, bo miałam tez bóle z krzyża. Bylam tam
godzine. Wyobraźcie sobie że jak wyszłam, miałam 9 cm rozwarcia!!! Potem
zaczął się chyba najgorszy moment dla mnie. Ale położna caly czas zmieniala mi
pozycje i wydawała rózne polecenia. Ja bylam u kresu, ale ona cały czas
powtarzała, zebym pamietała, ze moim zadaniem jest urodzenie dziecka i że na
pewno się uda. Mój maż cały czas był ze mną. Choć tych 2godzin prawie nie
pamietam. Mimo, ze wcale nie chcialam robić tych rzeczy, ktore kazała mi robić
położna, bo mnie bolało, to jednak jej słowa i opanowanie byly bardzo
motywujące. Przy skurczach partych pod koniec jakoś się zmobilizowałam i
dostałam wiecej sily. Położna byla ze mna cały czas w kontakcie, ciągle mówila
co robić, jak oddychać, kazała mi utrzymywać z nią kontakt.
No i maluch się urodził.
Polecam położną Komosę!!! Nie wyobrażam sobie porodu bez niej! Na pewno jesli
jeszcze kiedys zdecyduje sie na takie wyzwanie jak poród, to bede rodziła
wlasnie z pania Komosą. Mam do niej pełne zaufanie, to profesjonalistka w
pełnym wydaniu.
Na porodówce spotkalam osoby, ktore mowily, ze byla niemiła, bo np.
powiedziała dziewczynie w trakcie porodu, zeby sie nad sobą tak nie użalała,
bo najważniejsze jest dziecko a nie ona. No i ta sie obraziła. To też kwestia
charakteru, ja też usłyszałam podobne rzeczy, ale mnie to zupełnie nie
uraziło. Tak wiec dziewczyny, jesli zależy wam na porodze i fachowej opiece to
Krysytna Komosa jest super wyborem!!!!
Co do szpitala, to tez jestem zadowolona. Fakt, ze teraz sytuacja ogolnie
niezbyt przyjemna bo strajk,ale na porodówce raczej sie tego nie odczuwa.
Pielegniarki wszytkie na Solcu mile i pomocne, salowe również!!!! POLECAM
W razie pytań chetnie odpowiem.