Gość: Pioter
IP: 212.160.160.*
21.03.04, 14:58
W związku z pojawiającymi się planami likwidacji naszego powiatu a
także zaistniałym zmianom podległości różnych służ administracyjnych (z
Gliwic do Częstochowy) zostałem upoważniony przez Zarząd Ruchu Autonomii
Śląska oraz członków powiatowego koła RAŚ do zajęcia stanowiska w imieniu RAŚ
w tym zakresie. Ale nie chcę tego czynić w imieniu żadnego stowarzyszenia,
czy siły politycznej, a jedynie w swoim własnym.
Zaskoczeniem były dla mnie doniesienia prasowe o prowadzonych przez
częstochowskie władze rozmowach z władzami naszego powiatu w sprawie
połączenia powiatów oraz wydrukowana w jednym z numerów Dziennika Zachodniego
propozycja mapki nowego podziału terytorialnego. O ile nie dziwię się planom
częstochowskich polityków, chcących reaktywowania dawnego województwa, to
połączenie naszego powiatu z Kłobuckiem lub Częstochową uważam za sprawę nie
mającą żadnych rozsądnych przesłanek. I nie chodzi tu tylko o wartości
historyczne (nasz powiat nie zmieniał swoich granic od XIII wieku i jest to
jeden z najstabilniejszych tworów administracyjnych w tej części Europy), czy
kulturowe (widoczne także dziś różnice pomiędzy Górnym Śląskiem i Małopolską –
czy wręcz Kongresówką), ale przede wszystkim brak do podjęcia działań na
rzecz likwidacji powiatu jakichkolwiek przesłanek ekonomicznych (a jest to
jedyny powód likwidacji jednostek administracyjnych w cywilizowanych
państwach). Oprócz tego uważam, że w tak ważnej dla mieszkańców sprawie nie
powinni wypowiadać się posłowie, samorządowcy, czy inni przedstawiciele
społeczeństwa, ale powinno się odbyć referendum, aby wypowiedzieć się mogli
wszyscy zainteresowani.
Zresztą nie musi to wcale być referendum (przecież kosztowne), ale
może być inny sposób jakiejś akcji społecznej – choćby akcja ankietowa
przeprowadzona wśród mieszkańców (w 1937 odbyła się wielka akcja ankietowa
przeprowadzona w związku z planami likwidacji Województwa Śląskiego i
zniesieniu autonomii, gdzie za takimi rozwiązaniami opowiedziało się niewiele
ponad 100 osób na kilkadziesiąt tysięcy ankietowanych mieszkańców
województwa), uchwały działających stowarzyszeń (każda grupa obywateli ma
prawo wypowiadać się w sprawach publicznych, a taką są sprawy związane z
administracją wszelkiego rodzaju), pikiety, akcje plakatowe, chyba że
zupełnie obojętne mieszkańcom naszego powiatu są wszelkie sprawy dotyczące
lokalnej społeczności.
Tylko w takim wypadku nie możemy się dziwić, gdy pewnego dnia
obudzimy się już w powiecie częstochowskim czy kłobuckim (nie zmieniając
wcale miejsca zamieszkania) i na nasze protesty władze odpowiedzą, że
dokonały konsultacji społecznych, mimo, że nikt nas o zdanie się nie pytał.
Musimy się przyzwyczaić do tego, że wymagane prawem konsultacje
społeczne prowadzi się dziś za pośrednictwem internetu (zamieszczając
projekty przepisów prawnych na stronach internetowych ministerstw czy innych
urzędów) i nie informuje się nikogo o powyższym („przecież zainteresowani
mogli zapoznać się z projektem, a jeśli się nie zapoznali, to znaczy, że
zainteresowani nie są”). Przyzwyczailiśmy się już do tego, że po
przeprowadzeniu konsultacji (niezależnie w jaki sposób) ich wyniki i tak nie
są brane pod uwagę. Ale nie liczenie się ze społeczeństwem każdą władzę
doprowadzi do bankructwa społecznego.
Dlaczego nie chcę zabierać głosu w imieniu RAŚ? Bo jest nas w tym
powiecie niewielu (z 6500 członków organizacji z powiatu lublinieckiego
należy około 20 osób), a poza tym jeden głos w danej sprawie jest zawsze
ignorowany (doświadczenia z poprzednich akcji o charakterze politycznym
podejmowanych przez RAŚ). Dlaczego w tak ważnej sprawie nie wypowiedzą się
straże pożarne? kluby sportowe? samorządowcy? działacze zarejestrowanych
partii politycznych czy innych organizacji społecznych? każdy mieszkaniec,
któremu rzeczywiście dobro i przyszłość naszego powiatu leży na sercu?
Nie chce mi się wierzyć w to, że sprawa istnienia lub nieistnienia
naszego powiatu dotyka jedynie kilkudziesięciu osób z ponad stutysięcznego
społeczeństwa powiatu. A jeśli (czego naprawdę się boję) rzeczywiście tak
jest, to wtedy taki twór jak powiat lubliniecki jest zupełnie do niczego
naszemu społeczeństwu niepotrzebny, „bo mu to wisi”. Jeśli społeczeństwo
naszego powiatu nie dorosło do tego, aby móc świadomie współuczestniczyć w
podejmowaniu demokratycznych wyborów, to samo będzie sobie winne, gdy pewnego
dnia demokracja zostanie zastąpiona dyktaturą, a dla pozostałych
kilkudziesięciu osób składam serdeczne kondolencje i wyrazy współczucia za
przymus pracy w tak trudnych warunkach.
Piotr Kalinowski
mieszkaniec powiatu