zygmunt43 18.03.02, 10:06 Polecam wszystkim wywiad wybitnego polskiego aktora Gustawa Holoubka w Dzienniku Zachodnim, a zwlaszcza jego wywody na temat jego stosunku do Slazakow i ogolnie o Slazakach. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
zygmunt43 Re: Gustaw Holoubek o Slazakach 18.03.02, 12:03 Katowice? To nie był przypadek Piątek, 15 marca 2002r. Rozmowa z GUSTAWEM HOLOUBKIEM, aktorem, a w latach 1954-1956 dyrektorem artystycznym Teatru Śląskiego im. St. Wyspiańskiego - Zacznijmy od końca. Po wyjeździe z Katowic zagrał pan główną rolę w filmie Wojciecha Hasa ,Pętla" według prozy Marka Hłaski. To, zdaje się, był moment przełomowy w pańskim życiu? - Siedziałem wtedy w Zakopanem, w sanatorium, a potem w tym mieście nawet zamieszkałem, by nabrać kondycji. To była moja pierwsza praca po dwóch latach nieuprawiania zawodu. Wcześniej w Katowicach podałem się do dymisji. Chorowałem. - A kiedy przyjechał pan do Katowic? - W roku 1949, kiedy dyrekcję Teatru Śląskiego obejmował Władysław Woźnik, mój pedagog z krakowskiej Szkoły Teatralnej. Po wojnie na Śląsku zjawił się zespół teatru lwowskiego z dyrektorem Bronisławem Dąbrowskim. Po jego odejściu do Krakowa wraz z nim wyjechało paru aktorów. Inni jednak zostali, nie ruszali się z Katowic. Trafiłem więc w dobre środowisko. Wcześniej, już po szkole, przez dwa lata pracowałem w Krakowie. Było mi tam dobrze, a jednak ruszyłem za Woźnikiem do Katowic. On wprawdzie próbował mnie odwieść od tego pomysłu, ale ja się uparłem. Woźnik był pedagogiem znakomitym, nie wyobrażałem sobie życia w teatrze bez niego. I to był jedyny powód, dla którego tu przyjechałem. Oczywiście drugim powodem stała się moja pierwsza żona, wcześniej koleżanka ze szkoły krakowskiej. Pobraliśmy się w tym czasie i zamieszkaliśmy w Katowicach. - Gdzie pan mieszkał? - Najpierw przez bodaj cztery lata w Ligocie, potem przeniosłem się do centrum Katowic. Na początku wydawało mi się, że tu nie wytrzymam. W tym kurzu, mgle, wśród szarości domów, w tej plątaninie szyn kolejowych i tramwajowych. Gubiłem się. W miarę upływu czasu zaczynałem utwierdzać się w przekonaniu o słuszności mojej decyzji. Teatr był żywy, prowadzony świetnie, choć trzeba było harować od rana do nocy. Teatr miał charakter objazdowy, więc trzeba było ,obsłużyć" kilkanaście, czasem kilkadziesiąt miejscowości, od Częstochowy począwszy na Bielsku kończąc. - A jednak wspomina pan ten okres z sentymentem. - Bo wspaniała była ówczesna publiczność. Po prostu ludzie. Przekonałem się, że Ślązacy są nadzwyczajni. Mówię: Ślązacy, bo wtedy jeszcze Ślązacy w Katowicach i na Śląsku byli. Jak wiadomo, potem zaczął się exodus. Ci ludzie wyjeżdżali z Polski, osiadali w Niemczech. Powoli, powoli pojawiali się nowi mieszkańcy, ale charakter Śląska nie zmienił się. Zbyt wielkie są tradycje tej dzielnicy, by można ją było w tak krótkim czasie przeobrazić, mimo że ówczesny ustrój do tego zmierzał. Do dzisiaj wydaje mi się, że Śląsk jest głównie zamieszkany przez Ślązaków, choć wiem, że już tak nie jest. Ci ludzie nauczyli mnie kultu pracy, wiary w dobrodziejstwo pracy. Mierzyli moralność innych ludzi z punktu widzenia ich stosunku do pracy. To umiejętności człowieka były w najwyższej cenie. Spróbujmy zrozumieć to moje zaskoczenie. To był już czas, gdy w innych dzielnicach kraju ów przysłowiowy hydraulik, kiedy zjawił się w czyimś prywatnym mieszkaniu, najpierw obwieszczał katastrofę: ,Tego się nie da naprawić!" No chyba że włoży się ogrom pracy i pieniędzy. Potem ów hydraulik, przykręcając jedną śrubę, bawił w takim mieszkaniu mniej więcej przez tydzień, okradając biednych właścicieli mieszkania z pieniędzy. Na Śląsku nic podobnego nigdy nie miało miejsca. Jeśli hydraulik zjawił się w domu i stwierdził, że praca jest znikoma, to prawie nie brał pieniędzy, a jeśli już, to tylko tyle, by pokryć tzw. koszta. Opowiem inną prawdziwą historię. Mój teść, ojciec mojej pierwszej żony, był przedwojennym komunistą, po wojnie wstąpił do partii, pełnił funkcję prorektora Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach. Zdarzyło się, że zmarła jego żona, a moja teściowa. Teść pochował ją w zgodzie ze swoimi przekonaniami, czyli w obrządku świeckim. Następnego dnia do pana profesora przyszło dwóch na czarno ubranych sąsiadów. Zapytali go, czy mogą go zaprosić na drugi, tym razem katolicki pogrzeb. Teść, który był człowiekiem szlachetnym i poczciwym, zgodził się. I wszyscy byliśmy na tym drugim pogrzebie. Czy wyobraża pan sobie, by mogło się to wówczas zdarzyć w innej dzielnicy kraju? - Niekiedy Ślązacy szczycą się swą tolerancją. - I słusznie, bo gdzie indziej mojego teścia ukamienowaliby za to, że pochował żonę w obrządku świeckim. Tutaj nadal był szanowany. Ci ludzie, ci śląscy sąsiedzi, wyrażając szacunek wobec jego poglądów, przekonali go, by uszanował także ich poglądy i obyczaje. Taki właśnie był Śląsk. Śląsk, w którym panowała hierarchia rodzinna. Od norm obyczajowych nikt nie odstępował. Matka była głową rodziny, bo dawała jeść, a ojcu należał się szacunek, bo przynosił do domu pieniądze. Hierarchia obowiązywała także przy stole. Wyznaczała, kto pierwszy, ile i co dostanie jeść w zależności od tego, kim jest, co robi, ile ma lat itp., itd. Dzieci były zależne od rodziców, żadnych ważniejszych decyzji nie podejmowały bez rozmowy z nimi i bez ich zgody. Ale przecież swych rodziców bardzo kochały, a może lepiej byłoby powiedzieć - szanowały, skoro słowo ,kochać" nieraz brzmi sztucznie i fałszywie. Tym pięknym życiem rządziły niepisane obrządki. - To musiał być ważny okres dla pana jako młodego aktora, który niebawem z powodzeniem zaczął też reżyserować, w przyteatralnym Studium Dramatycznym uczyć innych zawodu, by w końcu zostać artystycznym szefem katowickiej sceny. To serie ważnych ról, z Fantazym na czele. To współpraca z wybitnymi artystami z różnych dziedzin sztuki, by przywołać tylko nazwisko Tadeusza Kantora... - Tak, zaprosiłem go do Katowic. Zrobił tu ,Czarującą szewcową" Garcii Lorki... - ... która przeszła do legendy śląskiej sceny. Jakże wielu wspaniałych artystów otarło się wtedy o Teatr Śląski. To wtedy jako kompozytor teatralny debiutował Wojciech Kilar. - I wielu innych. Środowiska muzyczne Katowic i Śląska były bardzo mocne. Pamiętam Grzegorza Fitelberga i młodych wówczas dyrygentów, takich jak Jan Krenz czy Stanisław Skrowaczewski. Był Szabelski, potem Górecki... Opera Śląska dwa razy w tygodniu występowała w Katowicach. Widziałem w tamtych latach jej wszystkie znakomite premiery z naszymi czołowymi solistami: Paprockim, Hiolskim, Stokowacką, Ciepielówną. To były wspaniałe, tętniące życiem artystycznym czasy. - Ale istniała też druga strona medalu. Był przymus grania produkcyjniaków, choć w Teatrze Śląskim nie one dominowały. - No właśnie, nie dominowały. Socrealizm obowiązywał we wszystkich polskich teatrach. Katowice trochę tego uniknęły. Mnie jako kierownika artystycznego, nawet przestano do tego namawiać. Komitet wojewódzki partii z Józefem Olszewskim jako pierwszym sekretarzem dawał nam cenzuralną ulgę. Mieliśmy poczucie pewnej repertuarowej swobody. To krytycy bardziej podlizywali się komitetowi... - A jednak nie udało się panu wprowadzić wtedy na scenę takich zakazanych wówczas pozycji jak ,Kordian", ,Wesele" czy przede wszystkim ,Dziady". - Nie, choć o tym myśleliśmy. ,Dziady" właśnie mieliśmy wprowadzić w próby, gdy okazało się, że muszę stąd odpłynąć. Przez rok codziennie miałem stan podgorączkowy, dochodzący do 38 stopni. Dłużej się nie dało... - Przypomnijmy choćby tylko paru ludzi, z którymi pan wówczas pracował. Zacznijmy od pańskich uczniów... - Bernard Krawczyk, Stanisław Brudny, Henryk Maruszczyk, Jan Klemens, Wincenty Grabarczyk i paru innych. To byli świetni chłopcy. Większość z nich zasiliła potem śląskie i nie tylko śląskie sceny. - Byli też ci starsi, a wśród nich wielkie oryginały... - Tak, scenograf i plastyk Wiesław Lange, szalenie zabawny, towarzysko atrakcyjny, artystycznie zapładniający innych. - Był Józef Para, późniejszy dyrektor tej sceny. Odpowiedz Link Zgłoś
zygmunt43 Re: Gustaw Holoubek o Slazakach 18.03.02, 12:31 cd: - To wówczas czołowy aktor tego teatru. Był też wielki protagonista Bolesław Smela. Ze starszych aktorów wypada pamiętać o Romanie Hierowskim, o legendarnym Bolesławie Mierzejewskim, który przed wojną był ,królem operetki warszawskiej" czy Filipie Kuligowskim - ,królu operetki lwowskiej". - A z pań? - Długo by wymieniać. W tamtych latach pojawiła się piękna dziewczyna, wschodząca gwiazda polskiego teatru, Jolanta Hanisz, która grała - by tak powiedzieć -,wszystkie Amelie". - Zaś pan wynalazł dla teatru mało wtedy jeszcze znanego literata i dziennikarza radiowego, czyli Andrzeja Szczypiorskiego. - Tak, był moim kierownikiem literackim. - O obliczu teatru decydowały także te postaci, które na scenie się nie pojawiały. Na przykład był taki fryzjer z wiedeńsko-lwowską biografią... - Och, trzeba powiedzieć: charakteryzator, mistrz. Tomasz Rzeszutko, mąż świetnej aktorki Stefanii Michnowskiej. Cóż to była za postać! Za kołnierz nie wylewał i trzeba było uważać, bo miał wtedy swoje sympatie i antypatie. Klej do peruk nazywa się mastyks. To taki kleisty płyn, którym smaruje się skronie, ewentualnie czoło. Rzeszutko, gdy się wściekł, potrafił wlać całą butelkę na głowę. Po spektaklu ofiara zdejmowała perukę wraz ze swoimi włosami... Rozmawiał: KRZYSZTOF KARWAT - Dziennik Zachodni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klaskom Re: Gustaw Holoubek o Slazakach IP: *.swietochlowice.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 14:12 Takih wykształconyh, uczciwyh i rzetelnyh Polokow i Ludzi jest dużo. Majom Łoni odwaga godać Prowda i sie Jyj niy wstydzom. Tyż swojym. Prosto w łocy. Mimo, że som czynsto pod presjom idyjologow i nawiedzonyh. Te światłe Jednostki i Osobowości som Perłami Polskiyj Ziymi. Noleży sie tyż szacunek Dziynnikowi Zachodniymu, że tom tymatykom sie zajmuje. Szczyńść Wo Boże ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzienki Re: Gustaw Holoubek o Slazakach - Dzieki, ale .... IP: 192.168.6.* 18.03.02, 17:27 Holoubek chyba chce Slonzakom pedziec cojsik milego o Slonzakach. Dzienki. Ale: czy to, co lon lopisuje, czy to nie byl import, biotop, kampanja, eksperyment, implantat ? Kaj wsrod tych wyliczonych osob som Slonzoki ? A wiela ich bylo w publice ? Czy niy bylo to geto "Przyjezdnych" ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kr Re: Gustaw Holoubek o Slazakach - Dzieki, ale .... IP: *.pradniki.sdi.tpnet.pl 27.03.02, 20:16 Gość portalu: Dzienki napisał(a): > Holoubek chyba chce Slonzakom pedziec > cojsik milego o Slonzakach. Dzienki. > > Ale: czy to, co lon lopisuje, czy to nie byl import, > biotop, kampanja, eksperyment, implantat ? > > Kaj wsrod tych wyliczonych osob som Slonzoki ? > A wiela ich bylo w publice ? > > Czy niy bylo to geto "Przyjezdnych" ? Takich przyjezdnych to można sobie życzyć. Odpowiedz Link Zgłoś