Gość: nurek
IP: *.ny5030.east.verizon.net
27.09.03, 01:40
Były górnik buduje organy
FOT. DOMINIK GAJDA
Iwona Bugajska 25-09-2003, ostatnia aktualizacja 25-09-2003
22:04
Stanisław Krzyżak, były górnik z Pszowa, buduje w garażu organy.
Domek w Pszowie, a przy nim garaż. W garażu zamiast samochodu:
deski, rurki, miechy. Plątają się, krzyżują, by w końcu utworzyć
instrument - miniaturowe organy, które buduje Stanisław Krzyżak.
Zaczął cztery lata temu. Nie dlatego, żeby mu się nudziło na
emeryturze. Organy to marzenie z dzieciństwa.
Boże Narodzenie w 1944 r. Sześcioletni Stasio stoi pod chórem. -
Organista grał "Cichą noc", aż mi serce ściskało - wspomina
Krzyżak. Postanowił, że będzie organistą. Nigdy mu się to
marzenie nie spełniło.
- Po wojnie trzeba było pomóc matce. Poszedłem na kopalnię.
Skończyłem technikum, potem zaocznie politechnikę. Zostałem
inżynierem górnikiem - śmieje się.
O organach jednak nigdy nie zapomniał. Nie opuścił żadnego
koncertu organowego w okolicy, a na mszy wciąż stawał pod
chórem. - Raz zauważył to nasz organista i poprosił mnie, żebym
pomógł mu nastroić organy. Jak wyjął piszczałki, to je
zmierzyłem. Potem zabrał mnie na remont organów do kościoła św.
Antoniego w Rybniku. Dmuchnąłem w piszczałkę, a ona zagrała, i
znów poczułem to drganie w sercu - mówi.
Pierwszą piszczałkę Krzyżak zbudował cztery lata temu. Potem
wystrugał drugą i siódmą. Kupił podręcznik dla organistów, z
którego dowiedział się, jak zbudowany jest instrument - To, co
buduję, może nie jest modelowym instrumentem. Trudno zdobyć
odpowiednie materiały, więc musiałem zastosować innowacje - mówi
pan Stanisław. - Powietrze do organów dostarcza dmuchawa z
samochodu Daihatsu Charade. Biegnie ono do miecha, potem do
wiatrownicy, wreszcie do piszczałek.
Organy mają już 245 piszczałek. Najmniejsza ma 3 mm wysokości,
największa 2,5 m i wystaje poza garaż. A pan Stanisław swoje: -
To nie są żadne organy, najwyżej namiastka. Prawdziwe organy
mają 2,5 tys. piszczałek.