Gość: Filip
IP: *.dsl.bell.ca
12.04.09, 05:03
www.bankier.pl/forum/pokaz_tresc.html?thread_id=1451424&strona1
Balcerowicz: Wejście do ERM 2
Kilka przykładów geniuszu Balcerowicza- Spowodował
osiemnastomiesięczne (!) zamrożenie kursu dolara, przy równoczesnym,
sięgającym 90% rocznie (!!), bankowym oprocentowaniu kapitału
złotówkowego, co pozwoliło niebieskim ptakom całego globu przywieść
nad Wisłę wagony dolarów, a kilkanaście miesięcy później wywieźć
znad Wisły dwa i pół raza tyle (prawie 250%!!!). Za ten
wymarzony "numer" cwaniacy Wschodu i Zachodu winni solidarnie
wznieść panu Balcerowiczowi pomnik o wysokości Wieży Eiffla, i to ze
szczerego złota, którego ciężar byłby lichym ułamkiem ich "doli".
Historia ekonomii zna niewiele finansowych "przekrętów", które miały
skalę porównywalną. - Wychładzał gospodarkę podczas gdy należało ją
podgrzewać. - Sprzedał polskie złoto (ponad 150 ton) kiedy było w
absolutnym dołku cenowym. Polska straciła na tym ok. 2,5 mld
dolarów. - Przeszedł w rozliczeniach zagranicznych z rozliczeń
dolarowych na euro w momencie wprowadzenia euro, a wiec
nieustabilizowanym kursie. Po tym euro spadło z $1,15 do $0,89. A
wiec siła nabywcza polskiej rezerwy walutowej spadła o prawie 30%,
czyli ok. 15 mld$. - Ostatnie jego posunięcia są wręcz fatalne. Przy
prawie zerowej inflacji utrzymywanie stóp na tak wysokim poziomie
jest czystym absurdem. W USA w podobnej sytuacji stopy spadły
poniżej 2%. - Panu Balcerowiczowi pomyliły sie role jaką powinien
spełniać pieniądz w gospodarce. Pieniądz ma spełniać służebna rolę
względem gospodarki i rozwoju kraju a nie odwrotnie jak to sie zdaje
panu Leszkowi B.Geniusz Balcerowicz zaciągnął kredy i ulokował w
obligacjach USA - 30 mld Dolarów!! Przy kursie dolara ponad 4 zl. Na
ten cel wyemitowano obligacje - większość na długi okres o stałym
procencie - 15% i więcej. Obligacje USA były na 1-2% Polska na tym
straciła na przestrzeni lat ponad 100 mld USD - ukrywanych jako
straty NBP. itd, itd, itd... I oto ten gwiazdor trząsł Polską
gospodarką, co czyni ją permanentnym dłużnikiem, bez końca
spłacającym długi boleśniejsze każdego roku. Za co kochają go
wszyscy finansowi spekulanci tej Ziemi. Na początku lat 90-tych ten
geniusz podniósł oprocentowanie kredytów już wziętych z 8 do 40%.
Dzięki tej wspaniałej decyzji tysiące polskich firm zbankrutowało i
powstało duże bezrobocie. Wkraczające na nasz rynek zachodnie firmy
nie miały specjalnie z kim konkurować, ale miały za to tanią siłę
roboczą, do dnia dzisiejszego zresztą wiele się w tym temacie nie
zmieniło. Nic więc dziwnego ,że na zachodzie go chwalą, bo działał i
działa w ich interesie, ale nikt go tam nie zatrudni, bo prywatnie
uważają go za zdrajcę. Przypomnę , że Balcerowicz również maczał
swoje paluchy w wyprzedaży prawie całego polskiego sektora bankowego
w zachodnie ręce za 10% wartości. Wyprzedano ponad 80% polskich
banków-tak właśnie wygląda polityka w Polsce, więc nie dziwcie się ,
że tu dobrze nigdy nie będzie. Plan Balcerowicza Gdy przyjrzymy się
sytuacji gospodarczej i społecznej naszego kraju po szesnastoletnim
okresie tzw. transformacji ustrojowej, wyraźnie widzimy, że Polska
znajduje się na kolejnym ostrym wirażu swej historii. Jaki jest
bilans zysków i strat po tzw. przyspieszonej prywatyzacji (czytaj:
grabieży) majątku narodowego oraz wejściu naszego kraju do Unii
Europejskiej? (1, 2, 3, 4, 5) Istotę przemian gospodarczo-
ustrojowych po 1989 roku dosyć dobrze oddaje sformułowanie "wielki
przekręt". Przyczyna obecnego kryzysu gospodarczego tkwi właśnie w
przekrętach, które miały miejsce w ciągu ostatnich 16 lat, gdyż w
trakcie próby budowy kapitalizmu po komunizmie - w toku tzw.
restrukturyzacji przemysłu po 1989 roku, prowadzonej przez ekipy
rządowe różnych barw - doszło do prawie darmowej wyprzedaży
większości narodowego majątku obcym inwestorom. Okres ten to
bezprecedensowe w skali świata ogołocenie Narodu Polskiego z jego
własności. Nie byle jaki to przekręt, w którym majątek banków i
przemysłu został upłynniony za mniej więcej 10 proc. jego
rzeczywistej wartości. Na taką to ogromną skalę zostało okradzione
społeczeństwo, żeby zainkasować prowizje, stanowiące tylko nikły
procent wartości sprywatyzowanego kapitału. Pozbawiona zysków
(należnych już teraz zagranicznym właścicielom) państwowa gospodarka
staje się kapitalistyczna, choć w kraju zostają tylko dochody z
pracy, czyli płace. Z obcym kapitałem i lokalną siłą roboczą (pracą)
Polska staje się krajem, który niejako musi żyć z dnia na dzień,
z "gołej" pensji. Możliwości zakumulowania własnego kapitału
wyłącznie w oparciu o zarobki pracownicze (ciągle wielokrotnie
mniejsze niż w innych krajach UE) są nikłe. Bez właściwej polityki
państwa równie małe są szanse na wyrwanie się z niefortunnej
sytuacji, gdzie tylko praca jest własna. W kontekście tych przemian
własnościowych może nasunąć się jeszcze bardziej czarny scenariusz,
mianowicie, że w "niekompletnym kapitalizmie" nie chodzi już wcale o
relacje poddaństwa między Polakami, właściwie bez kapitału, a innymi
narodami, które ten kapitał w większości przejęły. Istotą przemian
ustrojowych jest więc nie uwolnienie Narodu, ale jego zniewolenie.
Prawdziwe skutki tych zmian w gospodarce, w jej systemie instytucji,
mogą być w pełni zauważone, kiedy chora gospodarka znajdzie już
wyraz w chorej polityce. Z gospodarką głównie w rękach zagranicznych
można oczekiwać, że polityka też może przejść w ręce zagraniczne,
gdyż bardzo trudno oderwać politykę od gospodarki. Wtedy raczej
trudny do ogarnięcia fakt pozbawienia Narodu jego kapitału znajdzie
już przełożenie na namacalny bieg życia politycznego. Znalazły się
bowiem partie (SLD, UP, SDPL, PO, SD), które przystosują się do
odmiennej rzeczywistości, wiążąc swój los z obcym kapitałem.
Najłatwiej to przyjdzie tzw. liberalnym ośrodkom, których
dotychczasowe działania pozwoliły obcemu kapitałowi wykluczyć z gry
polski kapitał. Plan Balcerowicza, czyli brak planu i szans dla
Polski Siedemnaście lat temu ogłoszono Narodowi, że cała gospodarka
jest do niczego. Należy więc dokonać prywatyzacji całej gospodarki,
by po sprywatyzowaniu poprzez lepsze zarządzanie sprostać panującej
w kapitalizmie konkurencji. Wmawiano nam, że prywatyzowane zakłady
warte są tyle, ile gotów jest zapłacić kupujący. Abstrahując od
demagogii powyższego stwierdzenia, narzuca się podstawowe pytanie -
do kogo została skierowana oferta sprzedaży? Przecież nie do
polskiego społeczeństwa, które było i jest ubogie i nie posiada
własnego kapitału. Kto więc mógł być potencjalnym nabywcą
prywatyzowanych zakładów? Formalnie kapitał obcy. Rodzime "elity"
też nie dysponowały odpowiednimi sumami. Okazało się jednak, że
niektórzy niezbędny kapitał mogli pozyskiwać w bankach, przy
przychylności "swoich", niewymagających koniecznych zabezpieczeń
gwarancyjnych. Ze spłatą kredytów bywało różnie. "Wybrani
przedstawiciele społeczeństwa" z tzw. układów mogli też korzystać
z "okazji" wynikających z niedoskonałych przepisów, za sprawą
których powstały afery: alkoholowe, tytoniowe, rublowe, FOZZ,
węglowe, spółek nomenklaturowych na obrzeżach i wewnątrz państwowych
(społecznych) zakładów. O tym się mówiło, pisało, ale nic ponadto.
Dla ulżenia budowniczym polskiego kapitalizmu, tej awangardzie
nowego systemu, doprowadzono do zapaści finansowej olbrzymią liczbę
przedsiębiorstw. Jak osiągnięto ten zamierzony cel? Sposób był
prymitywnie prosty. Jak doskonale pamiętamy, firmy w PRL-u nie
dysponowały własnym kapitałem - bo nie można inaczej powiedzieć o
skromnych środkach, umożliwiających funkcjonowanie firmy z miesiąca
na miesiąc. Kiedy brakowało na wypłatę zobowiązań wobec załogi, bank
udzielał niskooprocentowanego kredytu. Było to działanie rutynowe. W
tej sytuacj