Pare lat temu postanowilismy, ze za jakis czas pojedziemy sprobowac zycia w
Australii. Prawdopodobnie Sydney. Juz za jakies dwa lata nadejdzie czas by
wyjechac z UK i sprobowac jak sie zyje Down Under. Dzis wieczor zaczelismy
powazniej okreslac nasze plany co do zycia w Australii. Najbardziej boimy sie
rozlaki z rodzina, a dokladniej ja, bo jezdze do Polski bardzo czesto - 3,4
razy w roku i chyba ciezko by mi bylo sobie wyobrazic nie odwiedzac rodziny
przynajmniej raz na rok. Moj maz, ktory jest z RPA jezdzi do domu przecietnie
raz na 2,3 lata, wiec jakas makabryczna zmiana to dla nie go nie bylaby. Dzis
mi maz powiedzeial, ze mieszkajac w Australii musialabym sie przygotowac, ze
odwiedzac bede Polskie raz na jakies 2 lata (wzgledy finansowe, bilety trzeba
by bylo kupic conajmniej 2 - mnie i synka). Sprobowalam sobie to wyobrazic i
nie moge. Moja mama jest osoba samotna, brat mieszka oddzielnie. Praktycznie
mama nie ma nikogo innego. Jedna siostre we Francji, druga obok na osiedlu
ale smiertelnie sa sklocone i sie do siebie nie przyznaja (sprawa nie do
odplatania i moze to i dobrze, bo ciocia jest ostatnia kanalia

Boje sie,
ze mama by dostala ataku serca jakbym jej wspomniala od planach a dokladniej
warunkach tych planow. Jeszcze sama Australie by zniosla, ale perspektywe
niewidzenia mnie przez taki czas - watpie.
No wiec cala ta dzisiejsza dyskusja zatkala mnie. Nie zdawalam sobie sprawy z
tego wszytskiego. Ach zeby chociaz jezdzic do domu co rok, ale dwa???? No i
powiedzialam mezowi, ze nie wiem czy podolam. Skonczylo sie tak, ze siedzi
teraz na dole w goscinnym, rozzalony, zly na mnie, pretensje wypisane na
twarzy. Bo od paru lat planowalismy, a ja teraz 'psuje wszytsko'.
Dziewczyny wybaczcie, ze tak dlugo i lakonicznie. Jestem wsciekla na ta cala
sytuacje. I czuje sie winna i za razem zla na meza, ze sprawil, ze czuje sie
tak zle. Jego matka tam w RPA ma meza, dwoje dzieci pod bokiem, siostry. Nic
dziwnego, ze jemu to wszytsko przychodzi latwiej.
Jak sobie radzicie z zyciem po drugiej stronie kuli ziemskiej? Jak czesto
jezdzicie do domu? Jakie sa realia finansowe takiech podrozy do Polski? A
moze ktoras z Was jest w podobnej sytuacji, albo byla?
Pozdrawiam,
bardzo rozzalona Sugar