Dodaj do ulubionych

do mam z Australii

08.01.04, 22:36
Pare lat temu postanowilismy, ze za jakis czas pojedziemy sprobowac zycia w
Australii. Prawdopodobnie Sydney. Juz za jakies dwa lata nadejdzie czas by
wyjechac z UK i sprobowac jak sie zyje Down Under. Dzis wieczor zaczelismy
powazniej okreslac nasze plany co do zycia w Australii. Najbardziej boimy sie
rozlaki z rodzina, a dokladniej ja, bo jezdze do Polski bardzo czesto - 3,4
razy w roku i chyba ciezko by mi bylo sobie wyobrazic nie odwiedzac rodziny
przynajmniej raz na rok. Moj maz, ktory jest z RPA jezdzi do domu przecietnie
raz na 2,3 lata, wiec jakas makabryczna zmiana to dla nie go nie bylaby. Dzis
mi maz powiedzeial, ze mieszkajac w Australii musialabym sie przygotowac, ze
odwiedzac bede Polskie raz na jakies 2 lata (wzgledy finansowe, bilety trzeba
by bylo kupic conajmniej 2 - mnie i synka). Sprobowalam sobie to wyobrazic i
nie moge. Moja mama jest osoba samotna, brat mieszka oddzielnie. Praktycznie
mama nie ma nikogo innego. Jedna siostre we Francji, druga obok na osiedlu
ale smiertelnie sa sklocone i sie do siebie nie przyznaja (sprawa nie do
odplatania i moze to i dobrze, bo ciocia jest ostatnia kanalia sad Boje sie,
ze mama by dostala ataku serca jakbym jej wspomniala od planach a dokladniej
warunkach tych planow. Jeszcze sama Australie by zniosla, ale perspektywe
niewidzenia mnie przez taki czas - watpie.
No wiec cala ta dzisiejsza dyskusja zatkala mnie. Nie zdawalam sobie sprawy z
tego wszytskiego. Ach zeby chociaz jezdzic do domu co rok, ale dwa???? No i
powiedzialam mezowi, ze nie wiem czy podolam. Skonczylo sie tak, ze siedzi
teraz na dole w goscinnym, rozzalony, zly na mnie, pretensje wypisane na
twarzy. Bo od paru lat planowalismy, a ja teraz 'psuje wszytsko'.

Dziewczyny wybaczcie, ze tak dlugo i lakonicznie. Jestem wsciekla na ta cala
sytuacje. I czuje sie winna i za razem zla na meza, ze sprawil, ze czuje sie
tak zle. Jego matka tam w RPA ma meza, dwoje dzieci pod bokiem, siostry. Nic
dziwnego, ze jemu to wszytsko przychodzi latwiej.
Jak sobie radzicie z zyciem po drugiej stronie kuli ziemskiej? Jak czesto
jezdzicie do domu? Jakie sa realia finansowe takiech podrozy do Polski? A
moze ktoras z Was jest w podobnej sytuacji, albo byla?

Pozdrawiam,
bardzo rozzalona Sugar
Obserwuj wątek
    • olenka12 Re: do mam z Australii 08.01.04, 23:43
      Sugar,
      U nas było tak. Poznaliśmy się z mężem w Polsce i potem przy rozmowie o
      przyszłości dowiedziałam się, że on po 20 latach emigracji nie ma zamiaru
      wracać do kraju. New York też już go zmęczył i stanęło na Australii (tu
      mieszkają jego rodzice i siostra). Ja byłam zakochana po uszy i wydawało mi
      się, że razem damy radę i przecież będę odwiedzać rodzinę co roku (mąż to
      potwierdził). Niestety rzeczywistość okazała się przygniatająca, smęciłam na
      ten temat tyle razy w róznych postach, ze już mi się nie chce.
      W maju jadę z synkiem do Polski na 1,5 miesiąca a we wrześniu miną 3 lata mojej
      emigracji. W tym czasie umarły mi obie babcie a ja mogłam tylko popatrzeć w
      bezchmurne australijskie niebo. Moja mama też jest samotna i chociaz jakoś się
      trzyma wiem, że bardzo jej ciężko.
      Powiem krótko. Mając te doświadczenia drugi raz nie zdecydowałabym się na
      wyjazd.
    • aga_rn Re: do mam z Australii 09.01.04, 03:45
      Wiesz co Sugar, ja nie z Australi tylko z Kanady, i tez do Polski nie jezdze co
      roku, pierwszy raz bylam po 4 latach, potem 2 i 2, a w tym roku mina nastepne 2
      lata, i nie wiem kiedy znowu pojade (w tym roku na pewno nie).
      Po prostu zycie, za drogie te wojaze, a poza tym trace na tym ze zamiast na
      Karaiby to ja do Polski na urlop zasuwam (i to do zasmrodzonego Wroclawia).
      Ja po prostu juz sie przyzwyczailam, za niektore uciechy podczas tych wyjazdow
      dlugo potem placilam, i teraz dopoki nie bede miala cash'u wink w reku to nie
      pojade. Sentymenty na bok smile
      A mamy nie mozesz do siebie raz na jakis czas zaprosic ? Jestem w Kanadzie
      prawie 10 lat, moja mama byla tu 3 razy, i ja w Polsce 3 razy.
      No ale ta Australia to faktycznie koniec swiata sad
      AgaRN
      • sugar_mama_danielcia Re: do mam z Australii 09.01.04, 10:10
        Dzieki za odpowiedz. Aga_rn moj maz tez tak mysli, ze jakbym do Polski jezdzila
        to co byloby z wakacjami w tropikach i na bezludnych wyspach smile. I ja pochodze
        ze zasmrodzonego Wroclawia, do ktorego tesknie, jade i potem mam dosc i czasem
        nawet zaluje. Dochodzi do tego jeszcze cala moja emocjonalna bitwa z problemem
        rodziny. I widze, ze Ola podobnie czuje. Nie wiem czy nie zalowalabym zamiany
        rodziny nad pieknym domem, pogoda itp. Zdenerwowalam sie jak moj maz najpierw
        nazwal moja mame jedyna przeszkoda w realizacji boskiego planu, a potem
        stwierdzil, ze nie ma wyjscia, ale musze 'zrobic poswiecenie bo zycie nie jest
        latwe' czuje sie tak jakbym wlasnie dla cudnej Australii miala poswiecic swoja
        rodzine. Paskudne uczucie i teraz jak to zostalo nazwane po imieniu - nie chce
        mi sie. Atmosfera w chacie okropna, dzis rano jestem zla jak sto diabli, bo
        analizujac to wszytsko to cos dziwnego, ze nie chce porzucic rodziny? Tym
        bardziej, ze moja mama to panikara (boi sie samotnosci), nie ma pieniedzy na
        loty do Australii (bysmy musieli za na placic co by automatycznie eliminowalo
        moje wyjazdy do Polski), ma dosc powazne problemy zdrowotne.....nie wiem czy
        sie zdecyduje, a z drugiej strony wieczny zal ze strony meza?

        Sugar
        • jagienka.harrison Przepraszam że się wtrącę... 09.01.04, 12:05
          Oj Sugar,
          Strasznie mi przykro że tak się z mężem pokłóciliście! Wiesz, rozumiem jego
          ale jeszcze bardziej rozumiem Ciebie (ja sama pomagałam mamie finansowo przez
          kilka lat a nie mieszkałam nawet w domu, czego Neil nigdy nie umie zrozumieć).
          Mam dwa pytania - czy może udałoby się wam ściągnąć Twoją mamę do Australii?
          Czy ona w ogóle by chciała? Czy w ogóle kiedyś jej wspominałaś o Twoich
          planach? A po drugie, może warto by było poczekać kilka lat i wtedy jeszcze
          raz tę całą sytuację przemyśleć? W końcu Daniel tak szybko jeszcze do szkoły
          nie idzie, przecież za 10 lat Autralia też tam będzie a okoliczności się mogą
          zmienić...
          Ja osobiście byłam w Australii i bardzo, bardzo mi się podobało, ale pamiętam
          że jak rozmawiałam z Neilem czy chciałabym tam mieszkać to powiedziałam mu że
          nie, ze względu na odegłość (nawet nie chodzi o Polskę ale w ogóle resztę
          świata... a nawet kraju!). I może to śmieszne ale oglądając na Ch4 "New life
          down under" cieszę się że tam nie mieszkam! Australia to piękny kraj i
          wspaniali ludzie, ale oprócz słońca i morza to jest też normalny kraj, gdzie
          trzeba żyć, pacować jak wszędzie indziej.
          A czy w ogóle sprawdzaliście, jak to bedzie wyglądać z pracą, wizami,
          pieniędzmi itp?
          Mam nadzieję że Matthew sobie przmyśli to wszystko, i Ty też, i może w weekend
          sobie pogadacie szczerze i realnie..
          Z pozdrowieniami
          Jagienka & Dominik (29.11.02)
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7662007&a=10016884
          • sugar_mama_danielcia Re: Przepraszam że się wtrącę... 09.01.04, 12:42
            Oj Jagienka, no wlasnie, ze czas sie liczy. Trzeba dostac wystarczajaca ilosc
            punktow, by dostac wize do Australii. I my kwalifikujemy sie, ale z roku na rok
            bedzie gorzej, bo wiek odgrywa spora role. Po 34 latach szanse maleja, a maz
            zaczyna 33 niedlugo (a to ona nabija cala mase niezbednych punktow swoim
            zawodem). Co do sciagniecia mamy do Australii, hmmm...tez nie. Ona nie mowi po
            angielsku, co by tam robila???? A poza tym jak razem mieszkamy to zyjemy jak
            pies z kotem. Osobno calkiem niezle. Nie ma mowy by ona sama mieszkala w tej
            Australii. Tam to juz w ogole bylaby pozbawiona kolezanek. Co z jej kotami? Ej,
            nie....
            Ja juz nad tym mysle i mysle i goraz bardziej mi nie dobrze. Po co ja sie w
            ogole dawalam naciagac na takie pomysly?! Maz mowi, ze jego matka tez jest
            przeciw, bo Australia dalej od RPA niz Anglia, ale te roznice w porownaniu z
            odlegloscia z Polska sa nieznaczne. Zreszta ich stac na przyjazd tutaj, choc to
            kwestia oszczedzania roku, moze poltora. No nie, to nie Polskie realia. I wiem,
            ze moze to wszytsko sie wydaje absurdalne dla mojego meza (moze mozna go tak
            tlumaczyc), bo on nie wychowywal sie w szarosci Komunizmu. I rzecz kolejna, u
            nich w RPA ( i pewnie w Ameryce i tu w Anglii tez) bardzo powszchne jest
            oddawanie rodzicow staruszkow do domu starcow. A ja rodem z Polski jakos nie
            moge zaakceptowac takiego stanu rzeczy...

            Sugar
            • abiela Re: Przepraszam że się wtrącę... 09.01.04, 14:24
              Sugar, przepraszam, ze sie wtrace, ale czytam o Twoim problemie i wspolczuje
              Ci, ze musisz taka decyzje podejmowac. Ja wprawdzie mieszkam w Berlinie ale do
              domu jak bym nie patrzyla dluzej jade niz jak bym z Nowego Jorku leciala i wiem
              jak to jest. Praca jest, zajecia, na wakcje czlowiek by w cieply jraj pojechal
              a tak trzeba sie tluc do Polski 9 godzin. I chociaz bardzo tesknie i chetnie
              jezdze do domu to ten czas coraz trudnije wygospodarowac a z Australii to ja
              juz wogole nie wiem... Wprawdzie moja mama ma tate i brata i reszte rodziny w
              tym samym miesicie ale juz teraz narzeka przerazlwie, ze za rzadko przyjezdzam
              i takie tam. I do tego powiem Ci, ze moim zdaniem facet tego nie pojmie nigdy
              tak jak my, kobiety. Ja bym sie na Twoim miejscu tez na emigracje do Australii
              nie zdecydowala chyba. Ale z drugiej strony jak z mezem sprawe wyprostowac??
              Mysle, ze musisz mu spokojnie swoje argumenty przedstawic. No i pewnie Ci wiele
              nie pomoglamsad Glowa do gory i pisz jak sie sytuacja rozwija!

              Ania
              • magdapol75 Re: Przepraszam że się wtrącę... 18.01.04, 22:21
                Czesc .
                Ja mam ciotke ktora mieszka w Australii przez ponad 20 lat i jest w glebokiej
                depresji,a powodem jest to ze w Polsce ma super rodzine,brat ma dwoje cudownych
                dzieci a ona od tych 20 lat byla w kraju 3 razy.W zeszlym roku umarla jej
                mama,a ona nie mogla przy niej byc jak miesiacami walczyla z rakiem,smutne.
                Ja tez bylam w Australii z moim (wtedy) australijskim narzeczonym ale z
                malzenstwa zrezygnowalam przez to ze wiem jak wielki blad popelnila moja ciotka
                i jak teraz za to placi,rozsadek wygral z uczuciem.
                Mieszkam w Londynie ale tez bym tu nie byla gdybym nie miala tu calej rodziny :
                mama,babcia,ciotki,kuzynki.
                Dla mnie rodzina jest najwazniejsza i tam gdzie oni to i ja i nie mowie tu
                tylko o mezu i dzieciach ale o wszystkich mi najblizszych.
                Co to za zycie jak nie mozesz go z nimi dzielic,listy i zdjecia to tak malo.
                magda.
                • olenka12 Re: Przepraszam że się wtrącę... 18.01.04, 23:54
                  "Co to za zycie jak nie mozesz go z nimi dzielic,listy i zdjecia to tak malo."
                  Magdo,
                  To tak trafnie powiedziane i boli mnie, że mój mąż i jego rodzice nie mogą tego
                  zrozumieć. Oni są tutaj (w Brisbane) całą rodziną a ja wszystkich zostawiłam w
                  Polsce.
                  Doskonale rozumiem twoją ciocię. A gdzie ona mieszka? Czy ma internet?
                  Ja zdecydowałam się na życie tutaj właśnie z powodu uczuć. I mam wspaniałego
                  męża i synka. Niestety nie jestem w pełni szczęśliwa i boję się kolejnych lat
                  spędzonych na emigracji.
            • jagienka.harrison Re: Przepraszam że się wtrącę... 09.01.04, 18:08
              Przyznaję się, że o wizach do Australii nic prawie nie wiem, stąd moje może
              naiwne pytania. Po prostu sobie myślę że jak komuś zależy bardzo to inne
              problemy można jakoś obejść, chociażby nieznajomość języka Twojej mamy. Koty
              też można komuś oddaćwink
              Wydaje mi się, że powinnaś poważnie pogadać z mężem, może zróbcie listę za i
              przeciw, zastanówcie się co was tam tak naprawdę ciągnie?...Z facetami trzeba
              bardzo racjonalnie rozmawiać, bo inaczej do nich nie dociera. Życzę Ci, żeby
              się dzisiejszy pechowy dzień wreszcie skończył (to już niedługo) i przyjemnego
              weekendu!
              Z pozdrowieniami
              Jagienka & Dominik (29.11.02)
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7662007&a=10016884
              • poleczka2 Re: Przepraszam że się wtrącę... 09.01.04, 19:22
                Mówi się, że starych drzew się nie przesadza... Moja babcia w wieku 77 lat
                przeprowadziła się z Poznania gdzie mieszkała całe życie do Szczecina. Mieszka
                już 8 lat i nadal nie jest zadomowiona. Starsi ludzie potrzebują swojego
                miejsca, nie potrafią sobie poradzić z tym że tam zostawili swoją rodzinę i
                znajomych. Moja babcia nabardziej wspomina groby, że nie ma kogo żeby zapalić
                znicz na dziadka grobie.
                Swoją drogą to podziwiam Sugar za chęć przeprowadzki tak daleko. Ja jestem z
                tych którzy lubią się trzymać jednego miejsca. Fakt, wyemigrowałam z Polski ale
                to była sprawa serca, teraz nie zamierzam się stąd wynosić. Nawet wrócić do
                Polski chociaż mogłabym wrócić i prowadzić firmę ojca.
                Swoją drogą my Polacy jesteśmy bardzo zżyci z naszymi rodzinami i często nie
                wyobrażamy sobie bez nich życia. Rodzice moi też mi ciągle gadają przy
                wyjeździe że szkoda, że tak daleko mieszkam. A to przecież nie Australia. Chyba
                dzieci polskie są tak wychowane że czują się zobowiązane do opieki nad
                rodzicami na starość (ja też przed tym stoję, jestem jedynaczką) i mnie też to
                czeka. Chyba warto dojść do kompromisu, tylko nie mam pojęcia jakiego. Mam
                nadzieję Sugar, że znajdziesz jakieś rozwiązanie. Pozdrawiam.
    • aniaheasley Re: do mam z Australii 09.01.04, 19:09
      Chcialam tylko powiedziec ze tez mam meza z RPA no i chcac nie chcac znam sporo
      innych SA's i wielu z nich wiednie w UK, glownie ze wzgledu na brak slonca i
      przestrzeni. To moze zamiast do Australii zaproponujesz mu jakas Hiszpanie na
      przyklad? smile
      Ale tak w ogole to pisze zeby ci dac znac ze jest nas dwie a myslalam ze jestem
      ewenementem do tej pory
      • sugar_mama_danielcia Re: do mam z Australii 09.01.04, 19:15
        Oj chyba jest jeszcze jadna mama o ile dobrze pamietam - na Zobaczcie ma malego
        Danielczyka. Wiesz Aniu, ja proponowalam Hiszpanie,Wlochy, Francje, Grecje, ale
        on nie, bo nie zna jezyka. I nie, bo ze wzgledu na profesje (i forse, co mnie
        wnerwia) prace znajduje tylko w olbrzymich bankach. I tak do wyboru mamy
        Ameryke, Australie i UK. No a moj maz nie lubi Ameryki, wiec...pozostaje mi
        Australia lub zwiedniety maz w UK...hi hi hi
        Teraz sie zastanawiam czy to ja robie problem czy to on. A gdzie Wy mieszkacie ?
        I jak ogolnie sie uklada?

        Sugar
        • aniaheasley Re: do mam z Australii 09.01.04, 19:21
          Mieszkamy w poludniowym Londynie.
          Ameryki moj tez nie lubi.
          Uklada sie dziekuje dobrze. Tylko strasznie ambitny jest i ciagle mu malo
          wszystkiego i najlepiej to by przejal biznes od R.Bransona jakiegos chociaz to
          tez pewnie nie na dlugo by go zaspokoilo.
          Na szczescie bardzo mu sie podoba w UK bo my z roznych wzgledow raczej nie
          mozemy nigdzie wyemigrowac dalej. A moj z kolei sciagnal tutaj rodzicow i dwoch
          braci czyli cala najblizsza rodzina jest w komplecie na miejscu, co nie moge
          powiedziec zeby mi sie do konca podobalo, bo po kilku latach urwaly sie wyjazdy
          wakacyjne do RPA, teraz nawet nie ma do kogo....
    • olenka12 Re: do mam z Australii 10.01.04, 01:16
      I jeszcze parę słów.
      Ogromnie ci współczuję Sugar bo wiem jak to jest. 3 lata temu musiałam podjąć
      podobną decyzję i okropnie się wtedy męczyłam. To była najtrudniejsza sprawa w
      moim życiu. Konsekwencje ponoszę do dziś (dobre - synek, mąż, brak obaw o byt
      codzienny i negatywne - jest ich sporo).
      Mój mąż choc rodowity Polak też mnie specjalnie nie rozumie. Mężczyźni chyba
      już tak mają. Albo są maminsynkami do 40 albo chcą być jak najszybciej na swoim
      i z dala od licznej rodzinki.
      Myślę, że twój mąż powinien najpierw przyjechać sam, tak na pół roku i
      rozejrzeć się. Zrozumie wtedy co to znaczy tęsknić i skonfrontuje swoje
      wyobrażenia o Australii z życiem realnym. To wcale nie jest taki raj. Na kanale
      Discovery nawet Afryka wygląda pięknie.
      A jeśli już się zdecydujecie to polecam Brisbane. Najładniejsze i największe
      powierzchniowo miasto w Australii, subtropikalny klimat, stosunkowo mało ludzi
      a banki są jak wszędzie. To tu ma być w przyszłości skupiony największy ruch
      gospodarczy. Sydney i Melbeurne są już przesycone i dużo ludzi z południa
      przyjeżdża tutaj.
      • sugar_mama_danielcia Re: do mam z Australii 13.01.04, 10:52
        Dziekuje bardzo za rady. Na razie temat w zawieszeniu. Probowalam wyjsc z
        pewnymi ustepstawmi, kompromisami. Nie pomaga i dlatego sama zaczelam liczyc na
        czas, ktory uleczy niezgode. Na pewno nie rozwiaze problemu, ale juz nie mam
        sily sie wyklocac. Poczekam sobie, moze moja druga polowke pomaranczy cos w
        koncu oswieci.

        Sugar
        • lucasa Re: do mam z Australii 13.01.04, 12:51
          hej Sugar,
          ja CI nic nie doradze, bo sama kiedys bralam pod uwage wyjazd do Korei, za
          swoja miloscia, i bralam pod uwage, ze kontakt z rodzina bedzie praktycznie
          tylko telefoniczny,

          a teraz mieszkam w UK i chcialabym czesciej jezdzic do domu,

          ale chcialam tylko napisac, ze dzisiaj jak widze sa urodzinki Twojego synka!
          wszystkiego najlepszego! i moze takie swieto Was polaczy???

          ale faktycznie moj maz tez za bardzo nie rozumie "az takiego" mojego
          przywiazania do rodziny, ale nigdy nic nie powiedzial gdy kupowalam rodzinie
          bilety do Londynu, czy gdy przychodza wieksze niz zwykle rachunki telefoniczne!

          ale Ci wspolczuje! ciezko podjac jest taka decyzje,
          pozdrawiam,
          Agnieszka
    • evee1 Re: do mam z Australii 19.02.04, 07:21
      Ola laskawie podeslala mi link do tego watku, to go odswieze smile)).
      Ja wiem, ze ja jestem w innej sytuacji i juz sie w Australii zasiedzialam,
      ale ja akurat Australie kocham i nie wyobrazam sobie, ze moglabym sie
      stad wyniesc. Bylam trzy lata w Londynie i nie moglam sie doczekac
      tutaj powrotu. Do Polski jade
      Mam tam nadal bardzo dobrych znajomych (nawet po 13 latach od wyjazdu)
      i uwielbiam sie z nimi widywac kiedy jezdze do Polski.
      Ale Australia wygrywa pod wieloma innymi wzgledami, czyste powietrze,
      woda, piekne okolice, bardzo mili ludzie, ogolna latwosc zycia (nie
      wiem jak to okreslic).
      Rozumiem rozterki Sugar w kwestii mamy. Ja moja sciagnelam i mieszka
      z nami. Przyjechala do nas majac prawie 60 lat - mowi, ze Australia
      to kraj dla dzieci i emerytow smile). Spokojnie i bezpiecznie.
      Oczywiscie z racji tego, ze moja mama ma bardzo silna osobowosc
      wybuchaja miedzy nami od czasu do czasu rozne konflikty, no ale
      przeciez nie moglam jej zostawic samej w Polsce (moj tata nie zyje,
      a ja nie mam rodzenstwa). Moj mezus zyje z nia jak pies z kotem,
      ale wie, ze nie ma innego wyjscia i juz.
      Poza tym z mama tez cos bedziesz musiala zrobic nawet jak zostaniecie
      w Anglii. Ja miedzy innymi dlatego mame sprowadzilam, bo co prawda
      kobitka z niej bardzo zwawa i (odpukac) zdrowa jak kon, to z czasem
      mlodsza nie bedzie i to i owo zacznie jej dolegac. A jak jest tutaj
      na stale, to moze korzystac ze wspanialej australijskiej sluzby
      zdrowia smile)). A i mimo, ze nigdy tu nie pracowala, to dostaje
      emeryture.
      Co do oddawania do domu starcow, to moje zdanie tez sie z czasem
      zmienilo. Jak w Polsce mieszkalam (niedaleko byl zreszta dom starcow),
      to mowilam, ze nigdy w zyciu rodzicow bym do takiego nie oddala.
      Ale bywaja tez rozne domy starcow. Ludzie moga mieszkac sobie w milych
      mieszkankach albo domkach, maja stala opieke pielegniarki i jak
      trzeba lekarza. Fryzjer na miejscu, jest do kogo gebe otworzyc.
      Ja nie mowie, ze trzeba oddac i nigdy nie odwiedzac (tacy oczywiscie
      tez sie zdarzaja), ale po porstu jak ktos wymaga stalej opieki, to
      nie zawsze mozna mu te opieke zapewnic nie rezygnujac z pracy.
      • bb222 Re: do mam z Australii 19.02.04, 17:20
        Evee1 mam pytanko.Czy Twoja mama mówi po angielsku?Jak to załatwiła że dostaje
        w Au emeryture?Na jakich jest zasadach,pobyt stały?
        Ja niedługo będę w Australii i chciałabym kiedyś ściągnąć moich rodziców(tata
        jest na emeryturze,mama nie pracuje)ale oni nie znają angielskiego.Nie wiem czy
        by się zaklimatyzowali.Gdy mieszkamy razem to też jak pies z kotem,a bez
        znajomości angielskiego to pewnie musieliby mieszkać z nami.
        Pozdrawiam Melbourne!
        • evee1 Re: do mam z Australii 20.02.04, 11:37
          Moja mama mowi po angielsku, a azdym razie lepiej niz jej sie to
          samej wydaje smile). No, ale mieszka tu juz 10 lat. Ale ma tutaj
          troche polskich znajomych, ktorych tutaj poznala.
          Emeryture dostaje kazdy obywatel powyzej 65 roku zycia. Kobiety
          kiedys dostawaly emeryture od 60 r.z. ale teraz stopniowo wyrownuja
          ten wiek do 65 lat. Obywatelem zostaje sie po dwoch latach mieszkania
          w Australii (trzeba oczywiscie najpierw byc stalym rezydentem, czyli
          przyjechac tutaj na wize emigracyjna).
          • dorota1974kr Do Sugar!! 26.02.04, 02:11
            Ciekawa jestem co ostatecznie postanowilas w sprawie wyjazdu. Pytam bo byc moze
            bede musiala rozwazac moj wyjazd do Kanady i moje rozterki sa bardzo podobne do
            Twoich. Czemu to tak daleko?
            • rpg-1 Re: Do Sugar!! 26.02.04, 04:18
              Pisze z Kanady.Nie mam rodzenstwa i zostawilam rodzicow w Polsce , jeszcze
              pracuja ale planuja zakonczyc swoja prace za 2,3 lata . Marzyli o wnuczce i ja
              maja ,marzyli ze przestana pracowac ,zajma sie moimi dziecmi a ja bede "robic
              kariere ".Minelo kilka miesiecy ,staram sie i bede starala jezdzic co 4
              miesiace ,jest radosc ,lzy i zal ,ogromny zal mamy ze mnie nie ma.Kocham ja
              prawie tak mocno jak corke a sprawiam bol .Widze jak wiednie ,starzeje sie ze
              smutku i tesknoty ,slysze chlipanie w sluchawce , nie wyobrazam sobie rzadszych
              spotkan , czuje wyrzuty sumienia .Zastanow sie dobrze ,jestesmy rozne ,moze
              jestes silniejsza ,moze bedziesz mogla cieszyc sie zyciem mimo tlacej sie
              gdzies w podswiadomosci mysli o niej.
              Ja nie moge .Pozdrawiam wszystkie mamy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka