Gość: Stary
IP: *.clover.com.au
06.03.02, 10:42
1. "Financial Times" z 26 lutego donosi, ze firmom Toyota i Peugeot-
Citroen znudzilo sie wysiadywanie w poczekalniach niezliczonych ministerstw RP
z prosbami do niezliczonych urzednikow, zeby im pozwolili wydac w Polsce
poltora miliarda euro oraz stworzyc 2-3 tysiace nowych miejsc pracy
bezposrednio, a kilka tysiecy posrednio, w kraju, w ktorym bezrobocie wynosi
nominalnie 18%, a realnie prawdopodobnie przekracza 25%.
Jako przyczyny podaje sie brak koordynacji w polskiej administracji panstwowej,
wroga inwestorom polityke podatkowa, oraz klasycznie polskie "umilanie zycia"
obcym inwestorom za pomoca ich fatalnego traktowania przez polskich urzednikow.
globalarchive.ft.com/globalarchive/article.html?id=020226001229
FT cytuje faceta z Francuskiej Izby Handlowej w Warszawie mowiacego, ze ciezko
jest robic interesy w kraju, w ktorym wyrobienie zezwolenia na prace dla
kazdego przyjezdnego specjalisty wymaga podania, do ktorego nalezy zalaczyc
siedemnascie dokumentow i znaczki skarbowe za 1400 zlotych, oraz zajmuje 7-8
tygodni uzerania sie z urzednikami wykazujacymi zla wole.
W zwiazku z czym, Toyota i Peugeot wydadza swoje pieniadze nie w Polsce, tylko
w Republice Czeskiej.
2. "Wprost" z 3 marca donosi, ze 250 000 (cwierc miliona) absolwentów
wyemigrowalo na stale z Polski od 1999 roku. Prawie wszyscy pytani podali jako
powod stan rynku pracy.
No cóz. Pracownik zagranicznej firmy idzie do starostwa albo urzedu
wojewodzkiego, bo potrzebuje jakis papier do bogatej kolekcji papierow, jakich
od niego zadaja. A tam polska pinda biurowa tradycyjnie widzi w
kazdym "obcym" wroga, któremu trzeba natychmiast pokazac, kto tu rzadzi, zeby
nie byl za madry. Natomiast zupelnie nie kojarzy sie jej ten "obcy" z nowymi
miejscami pracy w Polsce.
Nisko platna i kiepsko wyksztalcona polska pinda biurowa tradycyjnie czerpie
satysfakcje z czolgania petenta przez liczne urzedowe kaluze, a jesli ten
petent to "obcy", to tym lepiej, bo kazde dziecko w Polsce wie, ze jak "obcy",
to wróg. O Toyocie pinda wie tyle, ze chetnie by sobie kupila samochod, ale za
malo zarabia, a bezrobotnych pinda ma gdzieś, bo sama pracę ma. Pytanko: czy
panstwo powinno powyrzucac biurowe pindy, a pielegnowac inwestorów, czy pozbyc
sie inwestorów i pielegnowac za pieniadze z dziurawego budzetu tysiace takich
pind? Odpowiedz do obejrzenia w kazdym urzedzie gminy, od dziewiatej do
siedemnastej w dni powszednie.
Wnioski:
a. Stawiam hipoteze, ze istnieje zwiazek pomiedzy zjawiskami 1) i 2)
powyzej. To znaczy, nie miedzy Toyota a emigracja, tylko miedzy upierdliwoscia
panstwa i rozmiarami emigracji z niego ludzi mlodych, wyksztalconych i
utalentowanych (tzw. "glosowanie nogami").
b. Podtrzymuje hipoteze, jaka zaproponowalem kilka miesiecy temu,
ze "glosowanie nogami" bedzie sie w Polsce nasilac, stopniowo przybierajac
charakter bezprecedensowej fali emigracyjnej; nikt normalny, majac jakiekolwiek
inne wyjscie, nie bedzie do konca zycia potulnie znosil stanu rzeczy, w ktorym
upierdliwosc panstwa ma range jego racji stanu.
Samego patriotyzmu nie wystarczy by cale zycie przezyc w panstwie, gdzie
zalatwienie byle czego wymaga albo siedemnastu zalacznikow i wielu tygodni
czasu, albo umizgów do pindy z urzedu, albo interwencji przez znajomych, albo
słonej łapówki.
c. Stawiam równiez hipoteze, ze kto chce pakowac walizke, ten sie
powinien pospieszyc, bo bez zadnej watpliwosci z czasem podniesie sie
propagandowy zgielk - ze panstwo jest w porzadku, ze to nie panstwo jest w
Polsce upierdliwe i dysfunkcjonalne, tylko perfidny Zachód (masoni, Żydzi,
Miemce, Hamerykany, globalisci, bankierzy, spiskowcy - niepotrzebne skreslic)
wypowiedzial Polsce wojne i prowadzi drenaż mózgów.
Jest zapewne tylko kwestia czasu, kiedy i kto pierwszy : SLD, LPR czy
Samoobrona, zaproponuje, aby "w interesie narodowym" wszystkie mózgi uwazac za
wlasnosc panstwa i przywiazac grubym lancuchem do ziemi przodków. Kto wie,
czego wowczas sprobuja z arsenalu srodków przypisania chlopa do ziemi, jakie
kiedys juz byly?
"Oplaty paszportowej" za kazde przekroczenie granicy?
(w latach 70-tych taka oplata wynosila 2000 ówczesnych zlotych, czyli ponad
pol miesiecznej pensji mlodego inzyniera, za kazdy wyjazd na Zachód)
Weksli gwarancyjnych dla absolwentow wyzszych uczelni?
(w latach 70-tych, niektorzy absolwenci musieli skladac przed wyjazdem za
granice weksel gwarancyjny na sume bedaca rownowaznikiem mniej wiecej
trzyletnich poborów mlodego inzyniera)
Zakazu jednoczesnego wyjazdu za granice wszystkich czlonkow rodziny, czyli
zakladników? (w latach 70-tych to byla pospolita praktyka paszportowa: "pani
pojedzie na stypendium, ale bez dziecka, i dopiero wtedy, jak mąż wróci")
A jak nie pomoze, to moze i skladania paszportów "do depozytu" na policji
sprobuja? (wielu nie pamieta, a mlodsi nie wiedza, ale w latach 70-tych
nalezalo zdeponowac paszport na policji w ciagu 7 dni od powrotu z zagranicy,
aby przed nastepnym wyjazdem mozolnie go stamtad wydobywac przez trzy miesiace,
albo i dluzej, za pomoca stalinowsko-bizantyjskiej procedury z podaniem i
kilkunastoma zalacznikami)