Dodaj do ulubionych

5 years in Australia

18.08.04, 11:30
Pamietacie moje batalie z mezem o wyjazd do Australii? Wiec meludje, ze
doszlismy do porozumienia smile Na razie..he he

Zdecydowalam sie na wyjazd na 5 lat i w ciagu tego okresu zobaczymy jak sie
sprawy beda ukladaly, czy nam sie bedzie podobalo czy nie i wtedy ostatecznie
zdecydujemy. Mysle, ze to ma jakis sens. Chyba tak bedzie sprawiedliwie
ocenic wszytsko mieszkajac juz tam, a nie tu marzac plany patykiem po
wodzie smile

Drogie mamy Australijki, w tym roku zaczynamy skladanie podan i innych
pierdolek, na pewno bede miala do Was cala mase pytan.

Na razie staram sie zaprzyjaznic z domowymi pajakami rozmiaru mini (w
porownaniu z tymi w Waszym obecnym kraju smilechoc to mi przychodzi strasznie
trudno. Moze i jest to smiechu warte ale to WIELKIE robactwo, o ktorym sie
nasluchalam, ze buszuje w niemalze kazdym domku czy apartamencie stanowi dla
mnie WIELKI problem.

To chyba na tyle.

Pozdrawiam
Sugar
Obserwuj wątek
    • agnieszka_syd Re: 5 years in Australia 18.08.04, 13:28
      Z tym robactwem to bez przesady. Owszem, o australijskich pajakach mozna sie
      nasluchac, ale akurat te najwieksze sa najmniej szkodliwe.
      W ciagu ostatnich paru lat tylko jeden taki zawedrowal mi do domu.

      Zycze pomyslnego zalatwiania spraw papierkowych (australijska biurokracja
      niestety jak wszedzie...).
      Pozdrawiam smile
      Agnieszka
    • evee1 Re: 5 years in Australia 18.08.04, 15:19
      No, nareszcie!! A gdzie zdecydowaliscie sie jechac. Ja baaaardzo polecam
      Melbourne, ale widomo dlaczego!
      A co do paskudztw. Tez mi to sen z powiek spedzalo jak sie tu wybieralam. NO
      i jeszcze susza i brak wody, a ja kocham prysznicowanie sie. Z woda nie jest
      wcale tak zle, a przez 10 lat pobytu tutaj (odliczam 3 spedzone w UK) mialam w
      domu pare pajakow, ale one byly co prawda obrzydliwe, ale niezbyt szkodliwe,
      weza widzialam raz w buszu, a innych robali jakos nie ma... Zreszta co do
      pajakow, to akurat bardzo latwo mozna przewidziec gdzie one moga byc i mozna
      ich unikac. Nie wiem jak w innych miastach, ale widocznie nie jest to takie
      straszne skoro o ugryzieniach slyszy sie baardzo rzadko, a media sa tu lase
      na kazda tego typu informacje.
      Za to ten ocean i te plaze.... W Polsce morza nie cierpialam, a tutaj kocham!
      • sugar_mama_danielcia Re: 5 years in Australia 18.08.04, 17:45
        No to pocieszylyscie mnie jesli chodzi o insekty..brrr. Zdazylam sie juz nawet
        zaprzyjaznic z 3 domowymi pajakami - he he he...w ramach walki z moja spider
        phobia smile))

        Co do miejsca to maz chce zaczac od Sydney (wiem, ze nie kazdemu sie podoba,
        evee1 ty nam chyba nawet odradzalas), ale nie wykluczamy, ze zagniezdzimy sie
        gdzie indziej. Poprostu z tamtad bedzie nam chyba latwiej cos wybrac. Ja nie
        mam zielonego pojecia o Australii, maz mieszkal przez pare lat jako dziecko
        wlasnie w Melbourne i malo co pamieta. Tak wiec szansa jest ogromna, ze nie
        bedzie to wkoncu Sydney.

        Pozdrawiam
        Sugar
        • agnieszka_syd Re: 5 years in Australia 19.08.04, 00:30
          Ja tam Sydney bardzo lubie.
          Owszem, jest tu najdrozej, ale i zarobki adekwatne.
          Moze sie wydawac nieco nazbyt gwarne i z lekka chaotyczne, ale taki juz
          sydneyski urok.
          A Sydney Harbour, a ta zielen wszedzie, a te plaze....
          I pogoda na pewno bardziej przyjazna niz w Melbourne wink
          • evee1 Re: 5 years in Australia 19.08.04, 04:29
            Faktycznie z ta pogoda jest podobno lepiej, ale w Sydenj czesto bywa parno,
            a ja tego bardzo nie lubie. Wole juz te zimne noce i ranki w Melbourne.
            Ale ja od zawsze tu mieszkam, wiec musze jakos moj patriotyzm krzewic wink).
            Faktycznie Melbourne nie ma takiej ciekawej zatoki
            Mi tez calkiem podoba sie Canberra, ktora nie cieszy sie zbyt duza popularnoscia
            wsrod Australijczykow smile. No i jest jeszcze Perth, ktore pod wzgledem klimatu
            jest chyba najlepsze z australisjkich stolic.
            A, no i Adelajda, ktora zawsze wydaje mi sie "urlopowym" miastem. Nie wiem
            na czym to polega, ale ma dla mnie taki klimat, ale moze to tylko moje wrazenie.
            Darwin to juz tak daleko (odleglosc i klimat), jakby go w ogole nie bylo smile).
            Nikogo stamtad nie znam, a sama nie bylam, wiec nawet opinii innych nie znam
            (w Perth tez co prawda nie bylam, ale mam znajomych, ktorzy przez lata mieszkali
            w Melbourne, a potem przeniesli sie za praca do Perth).
    • olenka12 Re: 5 years in Australia 19.08.04, 01:48
      A u nas robactwa jest sporo. Te duze pająki maja sezon między wrześniem a
      listopadem więc co roku jakieś 10 wypędzamy z chałupy (czyt. mąż wypędza bo ja
      histerii dostaję). One faktycznie są zupełnie niegroźne.
      A karaluchy i mrówki przyłażą latem. Dom murowany, uszczelniony a i tak raz na
      pół roku totalne trucie robimy (przy dziecku to mały kłopocik).
      Ale my mieszkamy już w subtropiku i może dlatego takie tutaj bogactwo flory i
      fauny smile
      Poza tym Brisbane to bardzo ładne miasto a klimat ciepły i słoneczny.
      • mharrison 4 months in Australia - duran - humorystycznie 19.08.04, 09:20
        Mój przyjaciel wyjechał 2 miesiące temu do Melbourne w ramach swojej firmy.
        Jego "australijskim konikiem" jest obecnie próbowanie różnych nieznanych u nas
        owoców.

        Ostatnio kupił durana (przysłał mi jego zdjęcie) - wygląda jak duży kasztan, w
        srodku jest kilka jamek wypełnionych zawartością o konzystencji i ZAPACHU!!!
        dziecięcej kupki. W smaku przypominał mu zmielone orzechy. Na internecie
        wyczytałam zaś o smaku skarmelizowanej cebuli.

        Dziewczyny "Australijki", jadłyście durana?
        Podzielcie się proszę wrażeniami.

        Jestem kwestią durana niezwykle zaintrygowana.

        Pozdrawiam
        • olenka12 Re: 4 months in Australia - duran - humorystyczni 19.08.04, 09:43
          A czy ten duran jest bardzo duży? Ja jadłam owoc chlebowy, który troszkę
          przypomina ten opis. Tyle, że jest wielki i ma duże pestki a reszta mniej
          więcej podobnasmile
          • abiela Re: durian 19.08.04, 10:59
            Duran i owoc chlebowy sa podobne ale to zupelnie inne owoce. Duran moze byc
            ogromny, jest zielony z takimi kolcami - smierdzi nieprzecietnie a smakuje jak
            dla mie jak sfermentowane mieso kurczaka. Nazywany jest jednak krolem owocow,
            podobno trzeba go skosztowac kilka razy zeby nauczyc sie nim rozkoszowac. Mnie
            i po 5 razach nie samkowal.
            Nie wolno go pod zandym pozorem wnosic do autobosow itp, bo tak smierdzi.

            A tu sa zdjecia plus opis:
            www.biology.pl/owoce_egzotyczne/My%20Webs/durian1.htm
            Ania
            • sugar_mama_danielcia Re: Australia ABC cd 19.08.04, 21:34
              Dziewczyny mam takie pytanie. Maz kupil taki przewodnik o przeprowadzce i zyciu
              w Australii i w sumie pierwszym rodzialem jaki przeczytalam byl ten o
              pajakach smileJuz mnie troche oswiecilyscie pod tym wzgledem.
              Kolejna rzecza o ktora chce Was zapytac jest dyskryminacja tych z Europy
              Wschodniej czyli nas smile W przewodniku jest napisane, ze jestesmy tam dosc
              dyskryminowani. Czy to prawda? W jakim stopniu? Zakladam, ze byc moze nie jest
              tak zle, co jak co Polacy w UK czesto uchodza za...(ach to w tym 'goracym'watku
              powyzej)i ja jakos szczegolnie nie zdolalam ucierpiec.

              Dzieki za odpowiedzi,

              Sugar
              • agnieszka_syd Re: Australia ABC cd 20.08.04, 04:06
                Mieszkam w Australii od 8 lat i nigdy nie spotkalam sie z dyskryminacja w
                stosunku do mnie. Moj akcent uwazany jest za "czarujacy", a moje
                pochodzenie "egzotyczne". Z moim imieniem maja tu troche problemow, ale niech
                sie gimnastykuja (Australijczycy sa pod tym wzgledem leniwi i wszystko by
                skracali).
                Przyznam, ze nie utrzymuje kontaktow z Polonia jako taka, wiec nie wiem, jaka
                jest powszechna opinia w tym temacie.
                • evee1 Re: Australia ABC cd 20.08.04, 08:07
                  Co do dyskryminacji, to ja tez nic takiego nie zauwazylam. Mam raczej
                  podobne doswiadczenia co Agnieszka tj. piekny akcent, ktorego Bron
                  Boze mam sie nie pozbywac! Jak sie dowiaduja, ze z Polski to oczywiscie
                  pada imie papieza i Walesy, a w ogole wszyscy goraczkowo staraja sobie
                  przypomniec, czy przypadkiem nie znaja czy nie spotkali kiedys jakiegos
                  POlaka. Jak kogos sobie przypominaja, to na ogole okazuje sie, ze byl
                  to rowny facet (czy babkasmile).
                  Zreszta tutaj rzadko zdarza sie w miescie spotkac Australijczyka z dziada
                  pradziada smile). I o ile w Londynie wsrod ludzi wyksztalconych (takie sa
                  moje doswiadczenia z pracy) glownie sa Anglicy, a inni w mniejszosci,
                  tak tutaj wrecz odwrotnie. Australijczycy chyba gdzies sie pochowali.
                  Zreszta kazdy bardzo chetnie przyznaje sie do swoich korzeni, moze
                  dlatego, ze Australijczycy maja pewnien kompleks Europy, jej historia,
                  tradycji itp.
                  Poza tym na wizerunek emigrantow wplywa jeszcze inna sprawa. Proces
                  imigracyjny jest dlugi i kosztowny i nie tak znowu wiele ludzi "najezdza"
                  Australie. Sa oczywisice obozy i "boat people", ktorzy przyplywaja z
                  polnocy, ale oni nie sa raczej widoczni dla nas tak na co dzien, szczegolnie
                  w miastach bardziej na poludniu. I nie ma tutaj prawie w ogole takich
                  co to przyjezdzaja z 10 dolarami i spia na dworcach. Nawet jak sie jakis
                  taki zdarzy to jest to kropla w morzu ludzi, ktorzy przygotowali sobie
                  zaplecze i sa jakos tam przygotowani.
                  Ja podobnie jak Agnieszka zupelnie nie kontaktuje sie Polonia, chodzi mi
                  o taka zorganizowana z domami Polonii itp, bo mam swoich przyjaciol i
                  prawde mowiac nie odczuwam takiej potrzeby. Zreszta poza mowieniem po
                  polsku to z wieloma Polakami, z ktorymi sie spotkalam, czy chwile rozmawialam
                  naprawde nic mnie nie laczy. Takich ludzi w ogole nie spotykalam w Polsce
                  w swoim srodowisku, to dlaczgo niby mialabym teraz utrzymywac jakies kontakty?
                  Sugar, Ty sie tymi pajakami naprawde nie przejmuj. W Anglii tez sa jadowite
                  pajaki, o!
              • olenka12 Re: Australia ABC cd 21.08.04, 03:23
                Osoby, które spotykam najczęściej czyli mój mąż, syn, teściowie, sąsiadka
                finka, i ekspedientka w sklepie są dla mnie mili, nie czuję się
                dyskryminowana wink
                Nie utrzymuję kontaktów z polonią, mamy zaprzyjaźnioną tylko jedną polską
                rodzinę i z Australijczykami też nie. Najwięcej czsu spędzam z moim synem w
                domu i w ogrodzie więc nie mam za bogatych doświadczeń w tym temacie.
                Na kursie angielskiego również nie czułam się dyskryminowana.
                Ja bym zamieniła dyskryminację na izolację bo to w moim przypadku jest bardziej
                adekwatne.
                Za to mój mąż z amerykańskim akcentem często wyczuwa chłód, zwłaszcza w
                urzędach.
                • olenka12 Re: Australia ABC cd 21.08.04, 07:23
                  Zapomniałam dodać, ze mam również innych sąsiadów (druga strona płotu),
                  australijców z dziada i chyba pradziada, którzy wyzwali mnie od polskiej dziwki
                  a męża jeszcze jakoś tam gorzej. To był tylko jeden taki incydent, udajemy, że
                  się nie znamy i staramy się o tym nie pamiętać.
                  No ale chamstwo jest wszędzie sad
    • olenka12 Polonia 31.08.04, 01:34
      To jeszcze raz ja. Wejdz na forum Polonia bo tam faktycznie duzo Australii
      jest. Poczytaj to odechce wam sie przyjezdzac wink
      Co sie z nami emigrantami dzieje ?
      • evee1 Re: Polonia 31.08.04, 04:57
        E tam, przyjezdzac, przyjezdzac, tylko sie z emigrantami nie zadawac smile).

        No, albo z tymi dobrze sprawdzonymi. Czasami metoda "trial and error".
        Zreszta ja mam wrazenie, ze na takim forum (i nie tylko, bo sa tez inne
        bardziej "realne", jak na przyklad polskie radio) ludzie czesto lecza swoje
        kompleksy. A niektorzy najlepiej sie czuja jak komus doloza, niestety.
        Mozna sie tez wtedy dowiedziec czym to oni nie byli w Polsce, albo czym
        to oni nie sa tutaj, albo jacy Ci tybulcy glupi (a w domysle jacy to oni
        genialni). Ten typ tak ma i od nich jak najdalej....
      • agnieszka_syd Re: Polonia 31.08.04, 05:50
        Zgadzam sie z Eve. Ja sama czasem zagladam na forum Polonia i zastanawia mnie,
        co to za ludzie tam pisza, bo naprawde bzdur sie mozna naczytac. Wiekszosc
        piszacych tam narzeka, ze ta Australia to taka "dupa swiata", ze brak zycia
        kulturalnego, ze nuda, ze beznadzieja, ze dyskryminacja, ze jedzenie okropne,
        ze tubylcy wrogo nastawieni albo glupi itp, itd. Czy ja w jakiejs innej
        Australii mieszkam??
        Ja bowiem naprawde Australie lubie. Uwazam, ze ludzie sa tu sympatyczni i
        wyluzowani. Przyroda owszem, odmienna, ale to przeciez caly urok Australii, tak
        pelnej kontrastow. Nigdy sie tu nie nudzilam, bo w Sydney zawsze cos sie
        dzieje, wystarczy wziac do reki lokalna gazete aby znalezc rozrywek mnostwo,
        wiele zupelnie za darmo. Jedzenie tez mi odpowiada, bo lubie jadac egzotycznie,
        a w Sydney restauracji jest bez liku i mozna pokosztowac jakiej tylko kuchni
        sie zechce. Poza tym jakosciowo zywnosc jest bardzo dobra i jak sie rozsadnie
        kupuje, to wcale drogo byc nie musi. Zwlaszcza owoce morza, trudno chyba
        znalezc lepsze na swiecie.
        Jesli chodzi o prace, to mysle ze jak sie zna jezyk i sie chce, to znalezc
        mozna. Ja sama nigdy problemu nie mialam. Wprawdzie nie pracowalam w zawodzie
        zwiazanym z kierunkiem ukonczonych studiow, ale to juz wina typu tej mojej
        edukacji. Tutaj znow studiowalam i zastanawiam sie nad ponownym zawitaniem w
        szeregi studentow. Siedze teraz w domu z moim synkiem i znow zmiana kariery mi
        sie marzy (jak czas na powrot do pracy przyjdzie).
        Od kiedy urodzil sie nasz synek naprawde doceniam Australie - klimat jest
        odpowiedni, by dzieci mogly spedzac wlasciwie caly rok na swiezym powietrzu.
        Wszedzie parki, place zabaw, w kinach seanse dla mam z dziecmi, palygroups,
        mothers' groups itd. Zupelnie nie czuje sie odizolowana od swiata, wrecz
        przeciwnie.
        Jesli chodzi o opieke medyczna w Australii, mam raczej pozytywne doswiadczenia.
        Nawet pobyt w szpitalu po urodzeniu malego wspominam milo. Ostatnio mielismy
        tez pare problemow z synkiem, a wiec wizyty u lekarza i na dyzurze w szpitalu
        dla dzieci. Przyznac musze, ze jestem bardzo zadowolona i z opieki medycznej, i
        z podejscia lekarzy i pielegniarek.
        Duzo wiecej moglabym pisac o pozytywnych aspektach zycia w Australii. Moze ja
        mam po prostu dobre zdolnosci adaptacyjne? Moze fakt, ze moj maz jest
        Australijczykiem pomogl mi w latwej asymilacji? W kazdym razie Australia nie
        taka straszna, jak ja na forum Polonia maluja. Odradzam wiec brania sobie do
        serca wiekszosci wypocin z tegoz forum.

        Pozdrawiam serdecznie
        Agnieszka
        • evee1 Re: Polonia 31.08.04, 07:26
          > Zgadzam sie z Eve.
          A ja z kolei zgadzam sie z Agnieszka. Zreszta my tez, bo moj maz i moja mama
          tez mamy chyba te zdolnosci adaptacyjne smile)).

          > Ja sama czasem zagladam na forum Polonia i zastanawia mnie,
          > co to za ludzie tam pisza, bo naprawde bzdur sie mozna naczytac. Wiekszosc
          > piszacych tam narzeka, ze ta Australia to taka "dupa swiata", ze brak zycia
          > kulturalnego, ze nuda, ze beznadzieja, ze dyskryminacja, ze jedzenie okropne,
          > ze tubylcy wrogo nastawieni albo glupi itp, itd. Czy ja w jakiejs innej
          > Australii mieszkam??
          Ja mialam takich znajomych, ktorzy mieszkali tu 5 lat i ciagle na Australie
          narzekali. Wszystko bylo zle, ze to zadupie, ludzie nieszczerze mili itp.
          No i co to za kultura tutaj, tak daleko od Europy. W czasie tych pieciu
          lat pobytu tutaj nie poszli ani razy do kina, teatru czy na koncert. A
          mozna bylo, bo sporo tutaj jednak sie dzieje.

          > Ja bowiem naprawde Australie lubie. Uwazam, ze ludzie sa tu sympatyczni i
          > wyluzowani. Przyroda owszem, odmienna, ale to przeciez caly urok Australii,
          tak
          > pelnej kontrastow. Nigdy sie tu nie nudzilam, bo w Sydney zawsze cos sie
          > dzieje, wystarczy wziac do reki lokalna gazete aby znalezc rozrywek mnostwo,
          > wiele zupelnie za darmo. Jedzenie tez mi odpowiada, bo lubie jadac
          egzotycznie,
          >
          > a w Sydney restauracji jest bez liku i mozna pokosztowac jakiej tylko kuchni
          > sie zechce. Poza tym jakosciowo zywnosc jest bardzo dobra i jak sie rozsadnie
          > kupuje, to wcale drogo byc nie musi. Zwlaszcza owoce morza, trudno chyba
          > znalezc lepsze na swiecie.
          Ha, ha, ja akurat od owocow morza znacznie bardziej wole zwierzeta morza,
          czyli ryby, ale to nie przeszkadza mi cieszyc sie z wielu innych urokow
          tego kraju. Ja mieszkam w Melbourne i bardzo to miasto lubie. Pod wzgledem
          kulturalnym i restauracyjnym jest tu rownie atrakcyjnie smile).

          > Jesli chodzi o prace, to mysle ze jak sie zna jezyk i sie chce, to znalezc
          > mozna. Ja sama nigdy problemu nie mialam. Wprawdzie nie pracowalam w zawodzie
          > zwiazanym z kierunkiem ukonczonych studiow, ale to juz wina typu tej mojej
          > edukacji. Tutaj znow studiowalam i zastanawiam sie nad ponownym zawitaniem w
          > szeregi studentow. Siedze teraz w domu z moim synkiem i znow zmiana kariery
          mi
          > sie marzy (jak czas na powrot do pracy przyjdzie).
          > Od kiedy urodzil sie nasz synek naprawde doceniam Australie - klimat jest
          > odpowiedni, by dzieci mogly spedzac wlasciwie caly rok na swiezym powietrzu.
          > Wszedzie parki, place zabaw, w kinach seanse dla mam z dziecmi, palygroups,
          > mothers' groups itd. Zupelnie nie czuje sie odizolowana od swiata, wrecz
          > przeciwnie.
          > Jesli chodzi o opieke medyczna w Australii, mam raczej pozytywne
          doswiadczenia.
          >
          > Nawet pobyt w szpitalu po urodzeniu malego wspominam milo. Ostatnio mielismy
          > tez pare problemow z synkiem, a wiec wizyty u lekarza i na dyzurze w szpitalu
          > dla dzieci. Przyznac musze, ze jestem bardzo zadowolona i z opieki medycznej,
          i
          > z podejscia lekarzy i pielegniarek.
          Moja mama twierdzi, ze Australia to bardzo dobry kraj dla dzieci i starszych
          ludzi. Fakt, ze jezeli ktos musi zyc na bardzo wysokich obrotach, to pewnie
          lepiej mu bedzie w Stanach, bo tutaj jest ogolnie dosyc luzno i przyjemnie.

          > Duzo wiecej moglabym pisac o pozytywnych aspektach zycia w Australii. Moze ja
          > mam po prostu dobre zdolnosci adaptacyjne? Moze fakt, ze moj maz jest
          > Australijczykiem pomogl mi w latwej asymilacji? W kazdym razie Australia nie
          > taka straszna, jak ja na forum Polonia maluja. Odradzam wiec brania sobie do
          > serca wiekszosci wypocin z tegoz forum.
          Ale my jestesmy wszyscy Polakami (dzieci twierdza, ze sa Australijczykami smile),
          a nam tez jest dobrze. Znam zreszta jeszcze wiele innych polskich rodzin, ktore
          tutaj juz sie zadomowily i lubia ten kraj. Moze dlatego, ze do dobrego latwo
          sie czlowiek przyzwyczaja smile).
          • sugar_mama_danielcia Re: lekarz rodzinny 31.08.04, 11:17
            Z ciekawoscia czytam Wasze wypowiedzi. Na Polonie jeszcze nie zagladalam i w
            takim razie nie wiem czy bede sie stresowac smile

            Mam pytanie do Was o to jak wyglada sytuacja medyczna dotyczaca lekarza
            rodzinnego/gp? Jak oni sie nazywaja w Australii? Slyszalam, ze za wizyty trzeba
            placic.

            Pozdrawiam
            Sugar
            • evee1 Re: lekarz rodzinny 01.09.04, 05:52
              Po piersze, nie ma tutaj przywiazania do lekarza rodzinnego tak jak w Anglii
              (nie bardzo wiem jak jest teraz w Polsce). Chodzisz praktycznie do tego
              do ktorego chcesz.
              Po drugie, istnieje tutaj pojecie tzw. bulk billing, to znaczy sa lekarze,
              ktorzy za wizyte pobieraja tyle ile za wizyte zwraca Medicare i zamiast
              pobierac oplate od Ciebie, to pobieraja od Medicare. Ty tylko podpisujesz
              swistek dla Medicare i wychodzisz.
              Sa tez lekarze, ktorzy biora wiecej i wtedy reszte musi doplacic pacjent.
              Na przyklad w przychodni, do ktorej ja chodze placimy $45 dolarow, a potem
              Medicare nam zwraca $25 (czy jakos tak, dokladnie nie pamietam). Jak
              idziemy "rodzinnie", to drugi pacjent placi tylko $35 (ale zwrot z Medicare
              nadal jest ten sam). Tylko, ze tutaj do lekarza moge pojsc wieczorem, oraz
              w soboty i niedziele. Fakt, ze moja pani doktor nie zawsze jest osiagalna,
              ale przeciez trudno wymagac, zeby pracowala 80 godzin w tygodniu, od rana
              do nocy, w niedziele i swieta. I wtedy ide do kogos innego, ale nie jestem
              skazana jedynie na emergency department w szpitalu.
              Prawde mowiac jednak wole ten system niz darmowy system angielski. Jak nie
              chce placic za wizyte u lekarza z byle glupota, to ide do bulk billing.
              A jak mam cos powazniejszego i zalezy mi na lekarzu do ktorego mam zaufanie,
              to wybieram go sobie sana. Mam jeszcze jednego GP na bardzo powazne okazje,
              ale on jest po drugiej stronie miasta i chodzimy do niego tylko jak chcemy
              uzyskac druga opinie, bo sprawa jest powazna.

              Niestety lekarstwa dla dzieci sa platne i sa dosyc drogie. To faktycznie moze
              po kieszeni uderzyc jak dzieciak duzo choruje, ale jak sie osiagnie jakis tam
              pulap na rodzine na rok, to wtedy placi sie mniej. Z tym ze mowimy tu o
              lekarstwach typu antybiotyki itp. Nie wiem czy na przyklad jezeli dziecko
              cierpi na astme i musi stosowac leki stale, to byc moze sa jakies inne zasady.
              Ale tego nie jestem do konca pewna. Wiem, ze na przyklad za zastrzyki na
              uczulenie (moje dzieci musza miec przy sobie zastrzyki w razie reakcji
              uczuleniowej, zeby sie nie udusily) na recepte od GP musialabym placic
              $120, ale na recepte od alergologa sa juz dofinansowane i place tylko $25.

              A, nie po kazde odnowienie recepty trzeba biegac do lekarza. Jak masz leki
              "powtarzalne" to dostajesz recepte z repeats i masz spokoj na pol roku, albo
              i dluzej. Ja wlasnie biore takie leki i czesciej musze chodzic na wizyte
              kontrolna, niz samo odnowienie recepty smile). Podejrzewam, ze podobnie jest
              ze srodkami antykonc. ale tych nie biore wiec nie jestem do konca pewna.
            • olenka12 Re: lekarz rodzinny 01.09.04, 06:46
              Mnie ten caly GP nie pasuje. Nie mam zaufania do lekarzy od wszystkiego. Poza
              tym jak do tej pory oprocz milych usmiechow wlasciwie nie dostalam zadnej
              konkretnej pomocy. Jesli dziecko nie ma 40 stopni i zapasci to wszystko jest
              ok. Nie wazne, ze wyje przy kolkach non stop, nie wazne, ze nie spi w nocy, ze
              ma katar juz 3 miesiace itd.
              Ale ja zaliczylam dopiero 2 lekarzy, moze powinnam szukac dalej tylko, zeby
              jeszcze moj maz mial na to czas.

              Jesli chodzi o platnosci to nigdy problemu nie bylo. Tak jak evee napisala.
              Poza tym jesli rodzina ma niski dochod dostaje tzw. Health care card i placi za
              wszystkie lekarstwa na recepte 3.70 smile
            • agnieszka_syd Re: lekarz rodzinny 01.09.04, 07:24
              Troche denerwujace w australijskim systemie jest tez to, ze gdy dolega ci cos
              konkretnego, to nie mozesz po prostu udac sie do specjalisty, ale najpierw
              musisz udac sie do GP po skierowanie.
              Warto chyba tez dodac, ze oprocz publicznego systemu Medicare, na ktory placimy
              z podatkow, jest tu tez system prywatny. Gdy osiagnie sie pewien pulap zarobkow
              (chyba $100k na pare), placi sie dodatkowo 1% wiecej na Medicare. Oplaca sie
              wiec wykupic ubezpieczenie prywatne, bo przy podstawowym "hospital cover"
              placisz mniej niz ten 1% wiecej na Medicare.
              • evee1 Re: lekarz rodzinny 01.09.04, 07:54
                > Troche denerwujace w australijskim systemie jest tez to, ze gdy dolega ci cos
                > konkretnego, to nie mozesz po prostu udac sie do specjalisty, ale najpierw
                > musisz udac sie do GP po skierowanie.
                A mi to wlasciwie odpowiada. Taki GP (jak jest fajny) to leczy Cie calosciowo.
                Ma w tym swoim komputerze cala moja historia rodzinna i wie jakie lekarstwa
                biore i ile i od kiedy i co najwazniejsze co z tego moze wynikac.
                Jak zalatwiam z nia na przyklad sprawy kobiece, to dopiero jak mam zle wyniki,
                to ide do specjalisty. Nie ma sensu, zeby wymaz czy badanie piersi robil mi
                specjalista ginekolog. On jest od powazniejszych spraw, to znaczy od patologii.
                Mi sie wydaje, ze tu troche pokutuje przyzwyczajenie z Polski, gdzie internista
                jest lekarzem wlasciwie od niczego i z byle glupota trzeba bylo isc do
                specjalisty.
                • olenka12 Re: lekarz rodzinny 01.09.04, 09:59
                  > Mi sie wydaje, ze tu troche pokutuje przyzwyczajenie z Polski, gdzie
                  internista
                  > jest lekarzem wlasciwie od niczego i z byle glupota trzeba bylo isc do
                  > specjalisty.

                  Masz racje evee. Tyle tylko, ze ja nie mam zamiaru pokazywac tylka lekarzowi,
                  ktory wczesniej ogladal migdalki poprzedniego pacjenta wink
                  I dlatego w Polsce zaliczylam ginekologa, stomatologa i pediatre. Inni
                  specjalisci nie wydawali mi sie potrzebni. Nastepne wizyty pewnie za 3 lata.
                  Z dzieckiem chodze do pilegniarki w lokalnym centrum zdrowia (za darmo). Czesto
                  wiecej z tego mam niz po wizycie u lekarza.
          • olenka12 Re: Polonia 01.09.04, 06:12
            Ja fcale nie mam zamiaru zniechecic Sugar. Wrecz przeciwnie uwazam, ze powinna
            przyjechac i zobaczyc jak tu jest. To co jednemu nie pasuje dla drugiego moze
            byc super. Dziwi mnie tylko, ze na tej naszej Poloni tyle sfrustrowanych i
            niezadowolonych ludzi a 3/4 z nich mieszka wlasnie w Australii.
            Dla jednych to zadupie dla innych eldorado, prawda pewnie lezy po srodku.
            • olenka12 Re: Polonia 01.09.04, 06:49
              "Wcale" mialo byc oczywiscie przez "w", hi, hi.
              • sugar_mama_danielcia Re: Polonia 01.09.04, 09:36
                Czytajac Wasze posty o lekarzach tylko sie pocieszam, ze nasza obecna sytuacja
                sie moze zmieni. Choc niektore rzeczy sa bardzo podobne do tych panujacych w UK
                to mimo wszytsko wyglada to duzo lepiej. Mi tez w sumie nie przeszkadza idea
                placenia za wizyte u lekarza, bylebym zadowolona byla z serwisu. Tutaj
                wlasciwie nie mam zadnego wyboru - albo GP koniowal, albo standardowe
                odczekanie 4-6 godzin w szpitalnej kolejce na A&E.

                Pozdrawiam
                Sugar

                Dzieki raz jeszcze
                Sugar
                • stufka1 Re: Polonia 02.09.04, 10:54
                  pytanie z innej beczki (tak z czystej ciekawosci):
                  jak w Sydney wyglada sprawa z wężami???? Nieco glupie pytanie, ale panicznie
                  boje sie węży i wizja spotkania jednego pelzajacego mi przed nogami to dla mnie
                  koszmar niczym z ulicy wiazow!!!smile)
                  Byc moze, ze kiedys mialabym okazje odwiedzic kogos w Australii ale strach
                  przed wężami paralizuje mnie do tego stopnia, ze wyprawa tam raczej nie wchodzi
                  w gre choc strasznie bym chciala!!!
                  Czy ktoras z Was miala jakies doswiadczenia w tym temacie?
                  Bede wdzieczna z odpowiedzi!
                  I plissss, nie smiejcie sie ze mnie! To naprawde masakratyczna fobia!!!smile))
                  Pozdrawiamy
                  Marta i Oliwka
                  • agnieszka_syd Re: Polonia 03.09.04, 02:03
                    Mieszkam w Sydney od lat i nigdy nie widzialam tu weza, chyba ze w zoo.
                    Tesciowie mieszkali do niedawna na obrzezach Sydney, ich ogrod to bylo
                    praktycznie kawal buszu, widzialam tam goanny i rozne inne jaszczurki, a wezy
                    ani sladu.
                    Nawet podczas moich podrozy po pustyni i tropikach weze widzialam tylko dwa, a
                    i to nie te jadowite.
                    Wprawdzie w Australii mieszkaja te najjadowitsze gatunki, ale natknac sie na
                    nie nie jest chyba wcale tak latwo. Bo one przeciez zaczepki nie szukaja i same
                    pewnie wola unikac kontaktu z ludzmi.
                    • evee1 Re: Polonia 03.09.04, 03:07
                      Ja weza widzialam raz, wlasnie w busze, a chodzenie - nie tylko po
                      buszu - uprawiamy namietnie. Ja mieszkam blisko "terenow zielonych"
                      czyli ogromego dzikiego parku i bywamy tam czesto i czlowiek bardziej
                      przejmuje sie pod wieczor, ze go komary pogryza, niz ze spotka weza smile).
                      Fakt, ze jak sie ma dom w bezposrednim sasiedztwie jakiegos dziekiego
                      buszu, to zalecaja, zeby kosic trawe, bo wtedy weze nie wchodza.
                      Ale chyba w srodku buszu nie zamierzacie mieszkac? smile).
                      Weze specjalnie do ludzi sie nie pchaja i uciekaja przed halasem.
                      A jak sie idzie na wycieczke w bush, to lepiej miec porzadne buty
                      zamiast klapek smile i halasowac.
    • mama_szefusia Re: 5 years in Australia 02.09.04, 11:50
      Mój mąż jest australijczykiem. Kiedyś mieszkał w Melbourne, przez chwilę w
      Sydney, a przez lata w Perth - i zdecydowanie poleca Perth jako miejsce do
      mieszkania. Z tego co wiem pozostałe stany traktują Western Australia jako
      troszke zacofany region i Perth jako taka trochę dziurę (może to się ostatnio
      zmieniło, w końcu od 6 lat mieszkamy w Polsce, a do Australii jeździmy tylko na
      wakacje). Ja byłam tylko w Perth i bardzo gorąco polecam. Klimat podobny do
      śródziemnomorskiego, łagodny, w lecie obecność oceanu łagodzi upały, w zimie
      temperatury w granicach 15-20 stopni (tylko mocno wieje). Bardzo czysto i
      elegancko, plaże piękne, ocean niebieściutki. Jeden minus, że wszędzie
      cholernie daleko, na wschodnim wybrzeżu jest troszkę inaczej.

      Jeśli chodzi o ludzi to są rzeczywiście fajni - nie traktują imigrantów jako
      obywateli drugiej kategorii, są otwarci i szalenie wyluzowani (przysłowiowy
      Foster's i japonki). Też nigdy nie poczułam się źle ze względu na mój akcent.
      Część ludzi nawet nie zauważała, że jestem z innego kraju (ponieważ
      wielu "australijczyków" mówi z dziwnym akcentem) i dziwili sie dopiero na widok
      na przykład karty kredytowej z Polski.

      Z służbą zdrowia miałam do czynienia przy okazji przeziębień synka i
      najbardziej podobała mi się szybkość i bezproblemowość załatwiania formalności.
      Zresztą wszelkie formalności załatwialismy bardzo szybko - mężowi skończyła się
      ważność prawa jazdy. Pojechaliśmy na Police Station, byliśmy na wakacjach i nie
      mieliśmy miejsca zamieszkania, mąż nosi okulary więc potrzebne było badanie
      wzroku, nie miał zdjęcia - wszystkie formalności trwały 20 minut i dostał nowe
      prawko od ręki (dla mnie to dopiero była egzotyka).

      Jeśli chodzi o Polonię to myslę, że najgorszą opinię wyrabia sobie tzw. Polonia
      zorganizowana w jakiś klubach itp. To rzeczywiście polskie piekiełko z
      ambicjami, urazami, pretensjami itp. Ja spotykałam się z kupą Polaków po prostu
      mieszkających w Perth i w większości byli to bardzo sympatyczni ludzie.

      O pająkach tez się asłuchałam ale na szczęście na miejscu okaało się, że to nic
      strasznego.

      Co do formalności wizowych to nie zazdroszczę. Tutaj rzeczywiście objawia się
      diabeł biurokracji, ale dacie radę.

      Pozdrawiam
      • olenka12 OLA 03.09.04, 01:37
        A dlaczego do Polski wrocilas? Jak twoj australijski maz odnalazl sie w naszym
        kraju?
        Ja tez chce wracac tyle, ze u mnie rozbija to chwilowo rodzine. Maz woli Au i
        narazie nie doszlismy do porozumienia.
        • mama_szefusia Re: OLA 03.09.04, 12:23
          Myśmy poznali się w Polsce (a właściwie w Chorwacji na wspólnym rejsie). Mąż
          jest Polakiem, który wyjechał do Australii we wczesnej młodości, ale część
          rodziny mieszka w Polsce. Zastanawialiśmy się gdzie zamieszkać na stałe, ale w
          końcu zdecydowalismy się na Polskę, na razie. Dla męża to troche ciężkie bo w
          Australii została jego córka z pierwszego małżeństwa (ale ponieważ to już
          dorosła panna, to wybraliśmy opcje odwiedzania się nawzajem co roku). Póki
          Jasio jest mały to mamy jeszcze wolność wyboru. Dalismy sobie czas dopóki
          Szefuś nie będzie miał 5 lat - i nie będzie musiał iść do szkoły.

          Córka męża (już zupełna Australijka, chociaż mówi po polsku) przyjechała do nas
          na rok. Na początku była bardzo negatywnie nastawiona do Polski, ale pod koniec
          pobytu odkryła, że tu jednak jest fajnie i wyobraża sobie, że mogłaby tu kiedyś
          mieszkać. Myślę, że najgorsze dla Australijczyka w Polsce jest to, że tu dużo
          trudniej się żyje, nie ma tego bezpieczeństwa i beztroski jak w Australii,
          ludzie są mniej życzliwi, tempo życia jest dużo szybsze. Z drugiej strony córka
          męża była zafascynowana autentycznością stosunków międzyludzkich w Polsce. W
          Australii wszyscy są dla siebie mili, uśmiechnięci, ale jest to pewnego rodzaju
          poza, wyczuwa się sztuczność. W Polsce (ponoć) ludzie są wobec siebie do bólu
          szczerzy i to jest fajne. Takie są opinie Australijki. Nie mówiąc o tym, że
          córka męża najbardziej tęskniła za morzem i słońcem (Bałtyk ją mocno
          rozczarował - bo jakiś taki bury).

          Jeśli chodzi o mnie to myślę, że odnalazłabym się też w Australii. Podoba mi
          się ten kraj, lubię go. Jednym poważnym minusem jest ta potworna odległość do
          Polski (uwielbiam latac samolotami ale nawet dla mnie podróż do Perth to
          katorga).

          Pozdrawiam
    • olenka12 Brisbane tez ladne. 03.09.04, 02:01
      Slyszalam, ze Perth to piekne miasto. Brisbane tez ma wiele uroku i klimat
      podobny i plaze i ocean. Miasto przecina rzeka, niedaleko gory i do rafy
      stosunkowo blisko. Tyle, ze u nas niestety jest robactwo ale wezy nie
      widzialamsmile
      • stufka1 Re: Brisbane tez ladne. 03.09.04, 07:52
        Heheh......dzieki za pocieszenie!Troszke mnie uspokoilysciesmileMoze jednak kiedys
        skusze sie na odwiedziny Waszego "Edenu"smile) i mam nadzieje, ze
        zaden "przesympatyczny" pelzajacy stwor nie bedzie chcial sie ze mna
        zaprzyjaznicsmile) bo na sama mysl az mnie ciarki przeszywaja!!!
        brrrrrrrrrrrr!!!!!!!!!!wink))
        Pozdrawiamy!
        Marta i Oliwka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka