Dodaj do ulubionych

Polnisch verboten!

21.08.04, 20:44
http://www.wprost.pl/ar/?O=64635



Polnisch verboten!
Tygodnik "Wprost", Nr 1133 (15 sierpnia 2004)


Cóż to byłby za skandal, gdyby Niemcom na Śląsku zabroniono rozmawiać z
dziećmi po niemiecku

Prawo do "swobodnego posługiwania się językiem ojczystym w życiu prywatnym i
publicznym", zapisane w traktacie polsko-niemieckim z 1991 r., jest w
Republice Federalnej Niemiec - w odniesieniu do Polaków - nagminnie łamane. -
Przyjechałem do Niemiec z nadzieją na lepszą przyszłość - mówi "Wprost"
Wojciech Pomorski, który był jednym z ostatnich emigrantów z PRL. Gdy 12
lipca 1989 r. wsiadł do pociągu w Bytowie, miał w kieszeni bilet w jedną
stronę. Na początku wszystko układało się dobrze. Państwo niemieckie
zapewniło mu dach nad głową i utrzymanie, zaczął chodzić na kursy
dokształcające. Wtedy poznał Niemkę Tanię. Zamieszkali razem w trzypokojowym
mieszkaniu w Hamburgu. Ona opanowała język polski, on skończył zaocznie
germanistykę na Uniwersytecie Śląskim. Pracował jako menedżer w firmie
budowlanej. W 1997 r. na świat przyszła ich pierwsza córka Justyna, a dwa
lata później - Iwona Polonia. Pomorski zadbał, by obie miały podwójne
obywatelstwo. Jak sądzi, to właśnie jego polskie pochodzenie stało się
głównym powodem rozpadu małżeństwa i utraty dzieci.
- Rodzina Tani nigdy mnie nie akceptowała. Pobraliśmy się wbrew jej woli.
Najbliżsi krewni Tani służyli w SS, a babka pochodzi z dawnych Prus. Dla nich
druga wojna jeszcze się nie skończyła - mówi Pomorski. - Określenie Polacken
(Polaczki) należało do najłagodniejszych, jakie padało podczas naszych
spotkań. Był okres, że nawet żona nie mogła tego znieść i zrywała z nimi
kontakty. Z czasem zaczęło się jednak między nami psuć. Gdy w lipcu ubiegłego
roku wróciłem do domu, Tani i naszych córek już nie było. Żona uciekła do
matki.

Polski - zakazany
Po czterech miesiącach całkowitego braku kontaktu ojca z dziećmi hamburski
sąd rodzinny zezwolił Pomorskiemu na spotkania z córkami raz na dwa tygodnie
przez dwie godziny, ale tylko pod nadzorem osoby delegowanej przez Urząd ds.
Młodzieży (Jugendamt) i pod warunkiem, że nie będzie rozmawiał z córkami po
polsku. - Gdy się temu sprzeciwiłem, urzędnik Martin Schröder zwymyślał mnie,
zaznaczając, że jeśli będę się upierał, mogę w ogóle nie zobaczyć córek. Nie
zgodził się nawet na rozwiązanie połowiczne - żeby rozmowy odbywały się w obu
językach. Sprawa Pomorskiego znalazła się na biurku adwokata. Mimo jego
interwencji Jugendamt podtrzymał decyzję. W uzasadnieniu napisano: "Wymóg
języka niemieckiego może być dla dzieci jedynie korzystny, gdyż wyrastają w
tym kraju i tu chodzą do szkół".
- To jakiś absurd - mówi Amelia Barrera, doświadczony psycholog Iaf (Verband
Binationaler Familien und Partnerschaften), związku zajmującego się
problemami rodzin mieszanych. - Do takiego postępowania nie ma podstaw
prawnych i nie może być mowy o "dobru dziecka", jak napisał Jugendamt.
Badania naukowe dowodzą, że dzieci z rodzin dwujęzycznych szybciej się uczą i
lepiej rozwijają, mają szersze horyzonty niż ich rówieśnicy wychowywani w
jednym języku i w jednej kulturze - argumentuje Barrera. Iaf zaproponował
wsparcie tłumacza, który pomógłby pracownikowi Jugendamt w sporządzaniu
raportów ze spotkań Pomorskiego z córkami. I ta oferta została odrzucona. Jak
poinformowała ostatnio hamburska prasa, "z powodu oszczędności" filia Iaf
zostanie wkrótce zamknięta. A organizacja ta jest jedyną, która pomaga
mieszanym rodzinom w załatwianiu urzędowych czy sądowych spraw. Na porady
czterech specjalistów Iaf czeka kolejka zainteresowanych - najbliższy wolny
termin jest za miesiąc. - Jak widać, nasza działalność jest niewygodna, bo z
pewnością nie można mówić o braku zapotrzebowania na nią czy o wielkich
wydatkach - uważa Barrera.

Niemiecki brak wyczucia
Ralph-Dieter Briel, hamburski adwokat reprezentujący interesy Pomorskiego,
też wie, że przypadek jego klienta nie jest odosobniony. Według Briela i
specjalistów Iaf, podobne problemy przeżywają tysiące ludzi obcego
pochodzenia w RFN, nie tylko Polacy. Briel zaznacza jednak, że jego zdaniem,
zakaz rozmowy ojca z córkami w języku ojczystym "nie jest demonstracją
polityczną", lecz "raczej przejawem braku wyczucia". Wojciech Pomorski ma na
ten temat swoje zdanie: - To nowa forma Lebensborn. Niemiecki urząd dba, abym
nie wywierał na dzieci "negatywnego wpływu". Już ponad rok nie widziałem
moich córek. Czuję, że tracę z nimi kontakt, i o to zapewne chodzi.
Pomorski łączy swe problemy z tym, że jest prezesem Nowego Związku Polaków w
Niemczech. Martin Schröder z hamburskiego Jugendamt, który prowadzi jego
sprawę, ucina rozmowę. - Nie mam nic do dodania. Decyzję wydałem, opierając
się na odpowiednim orzeczeniu. Pan Pomorski jej nie akceptuje, złożył
odwołanie i dowie się o postanowieniu w stosownym terminie -
oświadczył "Wprost". Na udzielenie odpowiedzi Jugendamt rezerwuje sobie sześć
miesięcy.

Polska małpa
Mirosław Kraszewski, 52-letni lekarz radiolog, pochodzi z Łodzi. W Niemczech
żyje od 1981 r., ale nie przyjął niemieckiego obywatelstwa. Niemka Andrea,
jego była żona, pracowała jako pielęgniarka w tym samym szpitalu w Gütersloh.
Małżeństwo rozpadło się w 2000 r. Ich siedmioletni syn Filip ma dwa
paszporty. Kraszewskiemu przyznano prawo widywania chłopca raz na dwa
tygodnie, z zastrzeżeniem, że musi rozmawiać z nim po niemiecku. - Zdaniem
sędzi, język polski odbije się negatywnie na wychowaniu chłopca - mówi
zdesperowany ojciec. Kraszewski nie zastosował się do jej zakazu i odmówił
podpisania zobowiązania. - Niestety, moja żona uległa presji rodziny,
żeby "nie robiła z Filipa polskiej małpy". Gdy syn jej oświadczył, że nadal
będzie ze mną rozmawiał po polsku, uderzyła go w twarz. Ona ma za sobą
niemiecki sąd i Jugendamt, ja jestem sam.
Gehenna Kraszewskiego trwa cztery lata. Przed pierwszym spotkaniem z
dzieckiem pouczono go, że nie może pytać syna o wyniki w szkole ani nawet o
samopoczucie. Kraszewski szukał pomocy w Kościele, redakcjach gazet oraz
ministerstwach sprawiedliwości i oświaty. Bezskutecznie. Matka pod różnymi
pretekstami odwoływała spotkania. W 2000 r. Kraszewski spędził z synem 25
godzin, w 2001 r. - 4 godziny, w 2002 r. - 3 godziny, a w ubiegłym roku już
tylko 5 minut, w dniu urodzin Filipa. "Niekooperatywna postawa" Kraszewskiego
spowodowała, że półtora roku temu sąd zakazał mu spotkań z dzieckiem. Jak
orzeczono, ojciec przyczynił się do "konfliktu lojalności syna wobec matki".
Na wołający o pomoc list do federalnej minister sprawiedliwości Niemiec
Brigitte Zypries Kraszewski otrzymał odpowiedź podpisaną przez dr.
Schomburga, że "rozumie jego trudną sytuację", ale "nie może nic zrobić, bo
zgodnie z konstytucjonalnym porządkiem prawnym sądy w Niemczech są
niezależne".
Mirosław Kraszewski nie wie, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczy syna. - Ostatni
raz spotkaliśmy się osiem miesięcy temu, w obecności psycholog Christy
Klitschmüller. Filip oświadczył jej wtedy, że chce się ze mną widywać i chce
rozmawiać po polsku. Potem dowiedziałem się z jej protokołu, jakoby syn
przedstawił taką prośbę pod moją presją. Innymi słowy, syn ma być Niemcem i
ma się odciąć od wszystkiego, co polskie, ze mną włącznie. Cóż to byłby za
skandal, gdyby polskim Niemcom na Śląsku zabroniono rozmawiać z dziećmi po
niemiecku - mówi z rezygnacją Kraszewski.

Polak Polakowi Niemcem
Dr Piotr Borowiec pracował w szpitalu w Schwedt. Był ordynatorem. Kilka
miesięcy temu zrezygnował i wyjechał do Francji. - Miałem wrażenie, że tam
historia zatrzymała się w 1933 r. Niemcom trzeba zmiany kilku pokoleń, by
zyskali stopień tolerancji innych narodów - komentuje. Już po wyjeździe
Borowca z RFN administracja jego szpitala dała polskim lekarzom do podpisania
nakaz rozmawiania wyłącznie po niemiecku. Jak przypomniano, "klinika jest
niemiecka", "językiem obowi
Obserwuj wątek
    • Gość: zxc Re: Polnisch verboten! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.04, 21:09
      Jak się jedzie do Niemiec to trzeba gadać po niemiecku.
      • Gość: Kazimierz z Francj Re: Polnisch verboten! IP: 80.119.96.* 22.08.04, 17:50
        Przeciwnie do Niemiec, we Francji znajomosc drugiego jezyka jest uznawane jako
        dodatkowy atut. Wielka przyjemnosc mi sprawila pani Dyrektor szkoly do ktorej
        uczeszczaly moje dzieci, namawiajac mnie przy zapisie dzieci do szkoly aby
        bezwzglednie pielegnowac nasz Ojczysty jezyk. Rezultat jest nastepujacy, cala
        moja trojka po 20 latach mowi swietnie po Polsku, nie obawiaja sie
        indywidualnych wyjazdow do Polski i z wielka przyjemnoscia wysluchuja
        komplementow odnosnie Ich Jezyka Polskiego. Zdarza sie ze "prostacy" zwroca im
        uwage ze sa we Francji i nalezy mowic po francusku. Wtedy w odpowiedzi slysza
        ze trzeba bylo sie uczyc jezykow to by im wtedy to nie przeszkadzalo.....
        Czyzby w Niemczech, w Urzedach byli tylko prostacy?, czyzby nie wiedzieli ze
        rozbiory juz dawno sie skonczyly i "Polisch Verboten" juz nie powinno miec
        miejsca ?. Do lamusa z nimi !!!!! Pozdrowienia.
        • Gość: grafiti Znajomosc Polskiego nie dobra dla dzieci! IP: *.proxy.aol.com 22.08.04, 18:04
          Gość portalu: Kazimierz z Francj napisał(a):

          > moja trojka po 20 latach mowi swietnie po Polsku, nie obawiaja sie
          > indywidualnych wyjazdow do Polski

          No, jak mowia po Polsku tzn. ze maja wedlug prawa Polskiego obywatelstwo
          Polskie i zwiazane z tym obowiazki: np. sluzba wojskowa i wypuszczanie z Polski
          tylko i wylacznie na podstawie Polskiego paszportu albo dowodu osobistego.
          Ciekawe jaki dumny pan Kazimierz z Francji by byl gdyby zatrzymali jego dzieci
          w Polsce jako Polskich obywateli i nie chcieli ich wypuscic z powrotem do
          Francji? Albo do wojska zmuszali? Pulapka paszportowa ciagle istnieje i to
          tylko kwestia szczescia/ nieszczescia czy beda szykanowac na granicy. Znajomosc
          Polskiego tylko moze pogorszyc ta sytuacje dla pana dzieci.
          • Gość: lolek Re: Znajomosc Polskiego nie dobra dla dzieci! IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 22.08.04, 20:59
            Gość portalu: grafiti napisał(a):

            > Gość portalu: Kazimierz z Francj napisał(a):
            >
            > > moja trojka po 20 latach mowi swietnie po Polsku, nie obawiaja sie
            > > indywidualnych wyjazdow do Polski
            >
            > No, jak mowia po Polsku tzn. ze maja wedlug prawa Polskiego obywatelstwo
            > Polskie i zwiazane z tym obowiazki: np. sluzba wojskowa i wypuszczanie z Polski
            >
            > tylko i wylacznie na podstawie Polskiego paszportu albo dowodu osobistego.
            > Ciekawe jaki dumny pan Kazimierz z Francji by byl gdyby zatrzymali jego dzieci
            > w Polsce jako Polskich obywateli i nie chcieli ich wypuscic z powrotem do
            > Francji? Albo do wojska zmuszali? Pulapka paszportowa ciagle istnieje i to
            > tylko kwestia szczescia/ nieszczescia czy beda szykanowac na granicy. Znajomosc
            >
            > Polskiego tylko moze pogorszyc ta sytuacje dla pana dzieci.


            Grafiti, przestan majaczyc. Osoby zamieszkale za granica nie podlegaja sluzbie
            wojskowej w Polsce.
            Czy te 20 pulapek na myszy i szczury zainstalowane w twoim domu zrobily z ciebie
            paranoja pulapkowego?
    • szakal25 Re: Polnisch verboten! 21.08.04, 21:10
      ahahahahah !! alez to naturalne w tym kraju ! tam tak zawsze bylo !!,nie ma sie
      czemu dziwic !!! - NUR FUR DEUSCHLAND !!!!!!
    • njemjec Re: Polnisch verboten! 21.08.04, 21:33
      dawaj Pawel reszte tego raju w rajchu to sie chociaz z tych debili posmiejemy.
      Ten pan z hitlerjugend czy jugendamtu to dla niego wlasnie sie wojna zatrzymala
      w 1933 roku. Rodzinka tez trefna, widzialy galy co braly. Po imienu 'Tania'
      wnioskuje ze chodzi o tereny dawnego nerdowa. Taki numer zaklad ze nigdy by sie
      nie zdarzyl na prawdziwym zachodzie Niemiec, czyli RFN/NRF. Nie wierze w to.
      Niech mnie ktos oswieci i powie ze takie numery mozliwe sa w RFN bo ze w NRD to
      nie tylko takie ale wieksze dlatego oni byli wlasnie nazywani NRD (Na Rob
      Drugiemu...)
      • to-ja-007 Re: Polnisch verboten! 24.08.04, 17:27
        Zadne NRD-owo, w artykule bylo napisane ze chodzilo o Hamburg i Gutersloh (czyli
        NRW - polnocna nadrenia-westfalia). Radze czytac ze zrozumieniem!


    • njemjec Re: Polnisch verboten! 21.08.04, 21:34
      chcailabym zeby mnie sie taka rodzinka trafila to byl ich poslala w niebyt.
      Acha, placi alimenty? Jak tak to ma prawo. Jak nie to niech sobie narobi nowych
      dzieci.
      • Gość: mm Re: Polnisch verboten! IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 22.08.04, 01:38
        w kazdym kraju nawet w tzw krajach "emigracyjnych" (US, Canada, Australia, NZ)
        ludzie pracujacy w sektorze panstwowym i prywatnym (urzedy, szpitale,szkoly,
        etc) maja obowiazek rozmawiania po angielsku w pracy. However, mile jest
        widziana znajomosc drugiego jezyka do tlumaczenia (np:szpitale - medical
        terminology) i obslugi klijentow nie mowiacych dobrze po angielsku.
        • Gość: karlik temat stary i przedyskutowany! IP: *.187.49.155.porchlight.ca 22.08.04, 03:21
          dej se spokuj,wypij piwko,i zajmnij sie baba,pyrsk.
    • Gość: Kagan Re: Polnisch verboten! IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 22.08.04, 06:37
      W Australii tez! Czy wiesz jak na 7ce wymawiaja nazwisko Otylii Jedrzejczak? Ci
      opysiwani przez ciebie "Polacy" wyjechali do "Reichu" jako Niemcy, wiec sa
      sobioe sami winni. Swoja droga, powinni zlozyc odwolanie do sadu europejskiego.
      Badz co badz, polski to teraz oficjalny jezyk UE... A siedzac w Australii
      zwracaj lepiej uwage na dyskryminacje Polakow w Australii. Sprawami polonii z
      RFN niech sie zajmuja ci, co siedza w Niemczech...
      • pia.ed Re: Polnisch verboten! 22.08.04, 14:21
        Psychologa , p. Amelie Barrera chcialabym sie zapytac, czy dzieci arabskie,
        tureckie, rumunskie, cyganskie osiagaja sukcesy na studiach tylko dlatego,
        ze sa DWUJEZYCZNE?
        • Gość: Kagan Re: Polnisch verboten! IP: *.lib.unimelb.edu.au 23.08.04, 12:00
          Dwujezycznosc na pewno pomaga, tyle ze nie wsrod rasistow, np. w Australii...
    • Gość: Kagan Polnisch verboten in Australien! IP: *.lib.unimelb.edu.au 23.08.04, 12:02
      Pisz lepiej o przekrecaniu nazwisk polskich sportowcow w australijskiej TV!
      • Gość: Pawel_z_Melb Re: Polnisch verboten in Australien! IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 23.08.04, 16:29
        ty to juz zupelnie upadles na glowe, jak stawiasz na rowni przekrecanie nazwisk
        z zakazem rozmawiania w jezyku ojczystym z wlasnym dzieckiem...

        biedactwo...

        na inne Twoje brednie to juz nie bede odpisywac, bo i szkoda czasu na - chyba
        masz go duzo wiecej i na pewno mozesz szybciej wymyslac brednie, niz ktokolwiek
        rozsadnie na nie odpowiadac...

        a przy okazji - jak ci zle - to czemu nie wrocisz do Polski?

        zycze wyzdrowienia i pogody ducha

        P.
        n
        • pia.ed DWUJEZYCZNOSC 24.08.04, 23:07
          Z mojego doswiadczenia wynika, ze dzieci "dwujezyczne" czesto nie potrafia
          dobrze zadnego z dwoch jezykow! Chyba ze sa to dzieci wybitnie zdolne, ale to
          nie ma nic wspolnego z dwujezycznoscia!
          Zdolne dziecko, jedno- czy dwujezyczne bez problemu poradzi sobie na studiach.
          • Gość: Kagan Re: DWUJEZYCZNOSC IP: *.lib.unimelb.edu.au 25.08.04, 09:11
            Tu masz racje w 100%. Teraz sie podksztalcam w Niemieckim, i widze, jak trudno
            jest sie dobrze nauczyc poza krajem, gdzie sie mowi danym jezykiem, obcego
            jezyka, nawet z tak relatywnie prosta gramatyka jak niemiecki... Moje dzieci sa
            de facto dwujezyczne, ale lepiej mowia po angielsku niz po polsku. Wydaje mi
            sie, ze poza Szwajcarami, ktorzy sa z kraju wielojezycznego ale
            jednokulturowego, nie ma na swiecie osob, ktore sa na prawde dwujezyczne, bo
            zawsze sie najlepiej zna jezyk ojczysty. Wyjatki to wlasnie tacy Szwajcarzy,
            ktorzy mieli np. niemieckojezycznego ojca i francuskojeyczna matke, w szkole
            mieli od poczatku oba jezyki na wysokim poziomie, oraz uzywali je naturalnie na
            codzien w swym naturalnym otoczeniu...
            Pozdr.
        • Gość: Kagan Re: Polnisch verboten in Australien! IP: *.lib.unimelb.edu.au 25.08.04, 09:06
          Rozmyslne przekrecanie nazwisk to forma dyskryminacji, a nawet agresji wobec
          Polakow (ethnic vilifiction czy jak to angole nazywaja oficjalnie). A ci, o
          ktorych pisales, pojechali do "Reichu" jako Niemcy (Spaetzaussiedler, czy jak
          im tam)... Stad jak podali w ambasadzie, ze sa Niemcami, to sad niemiecki im
          slusznie kaze mowic w domu do dzieci po niemiecku...
          A do Polski pojade, jak zechce. Ty mi nie bedziesz mowic, gdzie ja mam
          mieszkac. I pamietaj, ze za oszustwa podatkowe mozesz stracic obywatelstwo
          australijskie, i wtedy bedziesz musial wrocic do Polski, z ktorej uciekales
          przed wierzycielami po tym, jak twe "doradztwo" finasowe w W-wie
          zbankrutowalo...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka