biaga
04.03.05, 23:55
Nie wykluczam, ze wykaze sie teraz ignorancja bo przepisy dot. glosowania dla
przebywajacych za granica nie sa mi zbyt dobrze znane. Opieram sie na
wrazeniach z relacji wyborczych.
Niemniej jednak nie podoba mi sie, nawet bardzo mi sie nie podoba, ze ktos
kto wyjechal z kraju dajmy na to 10 lat temu i nie widac zeby sie zbieral do
powrotu, bedzie oddawal swoj glos w wyborach parlamentarnych, czyli posrednio
decydowal o tym kto bedzie mial wplyw na MOJE zycie i alokacje pieniedzy z
MOICH podatkow przez nastepne 4 lata. Wkurza mnie to tym bardziej, ze
obserwuje jakies takie sentymentalno-anachroniczne przywiazanie do pewnych
nazwisk i symboli, oderwanie od praktyki politycznej tu na miejscu,
nieznajomosc praktyczna biezacych problemow, czyli krotko mowiac takie
urwanie sie z choinki.
Nie mowie o ludziach na kontraktach i placowkach. Mowie o tej tzw. Polonii
zasiedzialej i nie kwapiacej sie do powrotu. Jakie jest Wasze zdanie?