prawdziwystarywiarus
12.04.05, 15:37
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2648899.html
Kilka minut po podaniu pavulonu ustawał oddech, ciało wiotczało. Ale serce stawało dopiero po 15
minutach, a czasem później. Zdarzało się, że - aby uzyskać zgon - cała załoga wychodziła z karetki,
np. na papierosa.
(...)
Podczas jednego z pierwszych przesłuchań Andrzej N. opisał prokuratorowi, jak umiera pacjent,
któremu podał pavulon. To wiedza ekskluzywna, próżno jej szukać w podręcznikach medycyny, bo
ratując pacjenta pavulonem, anestezjolog zapewnia mu sztuczny oddech.
Z wyjaśnień N.: Pojawiało się drżenie kończyn górnych i dolnych. Niepokój, próby poderwania się z
noszy. Pacjenci próbowali krzyczeć (...) ten krzyk o pomoc był w praktyce wyciem.