Naiwnym byłoby oczekiwać, że akurat w tych miejscach, gdzie mnie się zamarzy,
będą gwoździki na ramki, itp. Więc nie było
Mieszkamy w wynajętym domku.
Dom lubię mieć przytulny, nieco go ozdabiam - zdjęłam firankę i zastąpiłam
czymś bardziej w moim guście, zawiesiłam fotografie w ramach, dodałam lampy,
kwiaty, mąż przywiercił wieszak na ręczniki w łazience i reling na przybory w
kuchni. Przyciął też ogromne krzaki przed domem..
Jak Wy sobie radzicie z dylematem dotyczącym granic własnych "interwencji" we
wnętrzu, gdzie mieszkacie? A może nic nie ruszacie i wszystko jest tak, jak
Landlord pozostawił?