watanacipie
06.01.03, 13:10
Dramat rodziny Saków trwa www.superexpress.pl
Anna Sak pije po 10 kubków kawy dziennie. Jej mąż Dariusz chowa przed nią
czerwone od płaczu oczy. Ich nastoletnie dzieci, które nie znają języka
polskiego zamknęły się w pokoju i nie chcą wychodzić. Rodzina Saków nadal nie
może dojść do siebie po tym jak została brutalnie deportowana do Polski, po
12 latach pobytu w USA. Historię tę opisywał "Super ExpressŇ w grudniu
zeszłego roku.
Państwo Sakowie nie mogą pogodzić się z losem
Foto | MIROSLAW PIESLAK
Ełk, Nowy Jork
Agenci INS wpadli do mieszkania Saków w miasteczku Derby w stanie Connecticut
o 6 rano 3 grudnia. Rodzina jadła właśnie śniadanie: Dariusz Sak szykował się
do pracy, Anna Sak parzyła kawę, ich 17-letnia córka Anna jeszcze spała, a 19-
letni syn Arek był już na zajęciach na pobliskiej uczelni. Zaczynali normalny
dzień w swoim domu.
Zapakowali ich do Polski
Uzbrojeni w pistolety funkcjonariusze, w kurtkach z napisem "INS Police",
kazali się wszystkim pakować. Następnie wszystkich skuli kajdankami i
wprowadzili do policyjnej furgonetki.
W tym samym czasie inna ekipa "INS Police" wpadła do jednej z sal wykładowych
na pobliskim uniwersytecie, gdzie siedział na zajęciach Arek Sak. Założyli mu
kajdanki na oczach jego przerażonych kolegów i profesora. Cała rodzina
została następnie przewieziona do Nowego Jorku, na lotnisko JFK i wsadzona do
najbliższego samolotu do Polski. Następnego dnia byli już w Ełku. Zatrzymali
się kątem u rodziny.
Nie chciałam do USA
- Żyliśmy tam spokojnie. Ja pracowałem, Anna zajmowała się domem, dzieci się
kształciły. Nie zrobiliśmy nic złego - żali się Dariusz Sak - Położę się w
nocy, to przed oczami stają mi sceny: dom, pies, remont kuchni. Za wszystkim
tęsknota przeraźliwa. I nie ma już spania. Jesteśmy wszyscy bliscy
wykończenia się.
- Ja nie chciałam tam wyjeżdżać. To mąż pisał. Przyjeżdżaj! Tam jest
przyszłość dla naszych dzieci - opowiada Anna Sak. Syn miał wtedy 7 lat,
córka 5. Anna pojechała z dziećmi w wakacje. Dzieci zobaczyły Amerykę i od
razu chciały w niej zostać. Szybko się przystosowały. Miały swoich
przyjaciół, szkoły, ulubione smakołyki.
- Teraz chodzę po Ełku i próbuję im kupić coś, co by im poprawiło humor. Ale
tu nie ma nic. NIC. Nic, co one by lubiły, co by im smakowało - ich matka
prawie płacze.
Dzieci w depresji
Jej dorastające dzieci bardzo źle znoszą, to co się wydarzyło. Asia niemal
nie wstaje z łóżka. Przechodzi straszny kryzys.
- Boję się o nią. Płacze i woła, że chce do domu. Czuje się tak, jakby nagle
świat jej się zawalił, jakby ktoś siłą przeniósł ją na inną planetę i
powiedział: teraz tutaj masz żyć. Ona nie chce się tu przystosować - mówi
Anna Sak.
Podobnie ich syn Arek. Ma straszliwy żal do rodziców.
- Wypomina nam, że to my tak im urządziliśmy życie. Buntuje się. Powiedział,
że nie wyjdzie z pokoju, dopóki nie minie 10 lat. Po 10 latach z powrotem
pojedzie do Ameryki. Bo to jest jego kraj. Tam jest jego dom.
Jesteśmy w zawieszeniu
Mama Dariusza, w której mieszkaniu się zatrzymali, jest po zawale serca; po
kryjomu przed nimi chodzi codziennie do lekarza. Przyjmuje zastrzyki
uspokajające. Rodzina, siostry Anny, dzwonią z USA i proszą, by się nie
załamywała. Mówią, że nie może być tak, że w kraju, w którym szanuje się
prawa i godność człowieka, tak można było człowieka potraktować.
- Dla nas w Polsce nie ma życia - mówią Sakowie - W naszym wieku, przy tak
wysokim bezrobociu my pracy tu nie znajdziemy. Nie możemy też żyć w Ameryce.
Jesteśmy w zawieszeniu. Myślimy, psychologa trzeba szukać. I nie poddawać się.
Historia rodziny Sak
Państwo Sak przyjechali do Stanów Zjednoczonych w 1991 roku. Wszyscy mieli
jedynie wizy turystyczne, które pozwalały im zostać w Ameryce legalnie przez
pół roku. Zdecydowali się jednak zostać. Osiedlili się w Derby, w
najmniejszym miasteczku stanu Connecti- cut. Kupili dom, dzieci poszły do
szkoły, zaczęli normalnie żyć. Postanowili też, zdobyć "papieryŇ i
zalegalizować swój pobyt w USA. Wynajęli adwokata, potem następnego. Zaczęła
ich sponsorować jedna z trzech sióstr Anny Sak, które już od dawna mieszkają
legalnie w USA. Wszystko szło dobrze, gdy nagle zainteresowało się nimi INS
(na ich trop wpadli, gdy Dariusz Sak poszedł do Motor Vehicle Department
załatwiać jakieś formalności związane z prawem jazdy). Dostali nakaz
opuszczenia Ameryki w ciągu 30 dni. Nie wolno im wracać do USA przez następne
10 lat. Tak twierdzi INS.
Sakowie twierdzą, że żadnego zawiadomienia nie dostali. Starali się o legalny
pobyt od wielu lat. Ich wszystkie dokumenty były złożone w biurze
imigracyjnym.
Anita Czupryn, Michał Wichowski