Gość: JAM
IP: 142.94.86.*
04.07.03, 14:59
LIST OTWARTY
DO PRZYSZŁEGO PREZESA KONGRESU POLONII KANADYJSKIEJ W ALBERCIE
Kilka miesięcy temu dr Bochiński przypomniał społeczności polonijnej bolesny
dylemat, z którym, jak dotąd nie potrafimy się uporać:"Co dalej, Polonio?" To
pytanie zadał autor referatu wygłoszonego z okazji uroczystości
upamiętniającej 75-lecie istnienia Towarzystwa Polsko-Kanadyjskiego,
pierwszej polonijnej organizacji w Albercie. "Co dalej, Polonio?", pytał
również inż. Józef Bereźnicki z okazji Nowego Roku, proponując jednocześnie
przekazanie steru KPK i organizacji afiliowanych przy Kongresie w nowe, młode
ręce. Oczywiście Pan, jako Prezes też zapyta o to samo, chociaż, może się
mylę, może Pan już wie co dalej; znalazł Pan nowe formy współpracy, zachęty
młodych organizatorów życia polonijnego do udziału we wspólnym dziele
ocalenia naszej tradycji i kultury narodowej, naszej odrębności, z której
jesteśmy dumni, a która zdaje się w naszej prowincji usychać. Od ogólników
przejdźmy do szczegółów, do rzeczy konkretnych, które widzimy na codzień.
Zawsze, ilekroć przejeżdzam obok Domu Polskiego w Edmonton i widzę pokryty
rdzą pomnik Polonii przypomina mi się czas, nie tak dawny przecież, kiedy
rozgrzani do białości rodacy skakali sobie do oczu o to, jaki to ma być
pomnik, co ma symbolizować i jaka to cholernie ważna sprawa mieć taki pomnik
w Edmonton... Sam byłem autorem paru krytycznych tekstów, związanych z
kształtem i lokalizacją pomnika. Były dyskusje, manifestacje i kłótnie... Ale
w końcu sam ambasador Rzeczypospolitej w Kanadzie przeciął wstęgę, pomnik
stanął obok Domu Polskiego, było pięknie i patriotycznie. Niestety, minęło
parę lat i zardzewiały kształt, wymyślony przez chińskiego architekta
(projekty Polaków nie znalazły uznania publiczności), daje wymowne
świadectwo, właściwie czego? Braku szacunku dla symboli, braku pieniędzy na
odnowienie dzieła, a może po prostu braku odpowiedniego człowieka na
odpowiednim miejscu? Wierzę, że pomnik zalśni świeżym kolorem, zwłaszcza, że
wkrótce przyjadą do naszego miasta delegaci młodzieży demokratycznej z całego
świata i będą oglądać ten unikalny obiekt.
Na pewno będzie Pan z dumą pokazywał gościom zespoły taneczne, Dom Polski,
polskie kościoły, szkołę im. Jana Pawła II i ... co jeszcze? Czy to dużo czy
mało, czy Calgary, gdzie również są polskie szkoły, polskie kluby a ostatnio
również zaczął działalność polski konsulat honorowy, nie ma więcej powodów do
dumy? Można się spierać o to czy ilość polskich lekarzy czy sprzedawców domów
jest większa w Calgary czy w Edmonton, czy działacze są tam czy tu
sprawniejsi, bardziej czujący potrzeby polonijnej społeczości. Faktem jest,
że wymienione przejawy polskości w prowincji są udziałem stosunkowo
nielicznej grupy ludzi i to niestety tych, którzy mają coraz mniej sił i
entuzjazmu aby ocalać, budować, zabiegać i troszczyć się o to, co stanowi o
naszej odrębności.
Wybór na stanowisko Prezesa Kongresu oznacza nie tylko kierowanie zebraniami
Zarządu, udział w uroczystych jubileuszach czy przemawianie do ludzi, którzy
jeszcze chcą przychodzić na zebrania, czy akademie. Wybór na prezesa oznacza
szukanie odpowiedzi na postawione we wstępie pytanie i to nie tylko w gronie
ludzi, którzy już wiele dla Polonii zrobili, ale szukanie inspiracji,
popieranie i pomaganie tym, którzy coś chcą zrobić bez obezwładniającego
poczucia trudności i niemożności. To Pan powinien być tym, który świetnie
znając język angielski potrafi mądrze i poprawnie przemawiać po polsku.
Oczekuję od Pana zaproszenia do rozmowy nie tylko w gronie tych samych,
znających się od wielu lat gadaczy i działaczy. Także należałoby spotykać się
z ludźmi spoza układów, szukać świeżych pomysłów, a przynajmniej próbować
uczciwie dać odpowiedź na pytanie dlaczego na przykład nie stać nas na
wydawanie kolorowego, ciekawego magazynu, dlaczego polonijne programy radiowe
są takie nudne i czemu poważnie nie zainwestować w telewizję polonijną? Świat
przechodzi na naszych oczach bardzo gwałtowną rewolucję, Internet właściwie
zburzył tradycyjną rolę komunikacji międzyludzkiej a polityczne wydarzenia
ostatnich lat czy miesięcy stawiają także Polakom i Kanadyjczykom polskiego
pochodzenia zupełnie nowe i niełatwe wyzwania.
Czy nasze pryncypia narodowe, patriotyzm, interes wspólnoty etnicznej a
wreszczie poczucie odpowiedzialności za losy naszych dzieci i za przyszłośc
prowincji, Kanady i Polski nie powinny znaleźć wyrazu w tworzeniu nowych form
dyskusji, kształtowania świadomości oraz edukacji? Czy jesteśmy skazani na
ciągłe ataki za nasze winy z przeszłości, często przesadzone lub zgoła
fałszywe? Dobrostan to nie tylko dobrobyt ekonomiczny i socjalny, to nie
tylko polska kiełbasa czy polskie ogórki, które dla większości Kanadyjczyków,
obok polskiej wódki są wciąż synonimem polskości. Ileż to razy spotykamy się
z ignorancją dotyczącą naszej historii, a nawet geografii? Czy Pan Prezes
przeczytał chociaż jeden artykuł w prasie prowincjonalnej na temat naszego
kraju, czy spraw polskich w ogóle, który nie byłby pełen wypaczeń,
niedomówień, czy wręcz fałszywych informacji? Czy w telewizji może Pan
zobaczyć jeszcze kogoś reprezentującego polskie pochodzenie oprócz Grzegorza
Nowaka, którego chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Ale i on byłby
wdzięczny za większe zainteresowanie dla spraw polskiej muzyki w tym kraju,
czy szerzej, dla polskiej kultury. Czy Pan uważa, tak jak ustępujący zarząd
Kongresu, że poparcie sprawy produkcji filmu o Sybirakch jest sprawą nie
wchodzącą w zakres działalności Kongresu? Czy byli zesłańcy, żyjący także w
naszej prowincji nie zasługują na to by postarać się zdobyć pieniądze na ten
cel?
Nie wiem, czy Pan myśli o tych sprawach i czy zadba Pan o szerszy udział
naszego środowiska w tworzeniu nowej jakości Polonii. Pisząc ten list mam
nadzieją, że tak. I że będziemy mogli zamieścić Pański list w sprawach tu
wymienionych, do napisania którego namawiam i zachęcam.
Jan Mamos
Lipiec 2003 r, Edmonton, Alberta, Kanada