zadyma1
11.10.07, 09:33
Wywiezione z klasztoru w Kazimierzu Dolnym zbuntowane zakonnice
trafiły do domów rekolekcyjnych. Ale wieczorem wszystkie uciekły.
Jak ustalił DZIENNIK, najpewniej wszystkie są w jednym w lubelskich
mieszkań. Mogą założyć sektę! - ostrzegają psychologowie.
Gdy bramy klasztoru pokonali policjanci, byłe betanki nie stawiały
oporu. Ale zachowywały się, jak obłąkane. Raz śpiewały religijne
pieśni i klaskały, potem obrzucały mundurowych stekiem wulgarnych
wyzwisk. Innym razem znów śmiały się i wymachiwały rękami.
Mogły popełnić zbiorowe samobójstwo
Policjanci w pierwszej chwili nie wiedzieli, jak się
zachować. "Zakładaliśmy najgorsze. Nawet zbiorowe samobójstwo
zakonnic" - przyznaje negocjator. Na szczęście wszystkie dały się
potulnie wyprowadzić do autokarów. Nawet już w autobusach, poza
murami klasztoru, śpiewały, klaskały i cieszyły się.
"To sekta!" - skwitował ks. Mieczysław Puzewicz, który przyjechał do
klasztoru. "Trzeba natychmiast poddać je terapii" - radzi w rozmowie
z DZIENNIKIEM Dariusz Pietrek, koordynator Śląskiego Centrum
Informacji o Sektach. "Jeżeli przegapimy moment, to kobiety mogą
stać się wrogami Kościoła, nienawidzić go za to, co się stało" -
dodaje.
Zaplanowały, że założą sektę?
Niektóre betanki wczoraj wróciły do rodzin. Pozostałe autokarami
trafiły do domów rekolekcyjnych w Lublinie, Nałęczowie i Dąbrowicy.
Ale już wieczorem uciekły. Prawdopodobnie są razem, w jednym z
lubelskich mieszkań.
"Nie możemy mieć pewności, że za tydzień nie zbiorą się gdzie
indziej i nie założą sekty. Przecież mogły to zaplanować, może
dlatego były takie uśmiechnięte, gdy opuszczały dom zakonny" -
ostrzega w rozmowie z DZIENNIKIEM psycholog Michał Pozdał.
Jego zdaniem zachowanie zbuntowanych betanek jest typowe dla
zachowania członków sekt, poddanych praniu mózgów. To tłumaczy,
dlaczego przez dwa lata 60 zakonnic nie chciało opuścić klasztoru,
otwarcie sprzeciwiając się decyzjom Kościoła.
www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=63657