deep6
12.02.05, 00:19
Dla mnie anoreksja to nie tylko cholerne cierpienie, ale też samotność i
niezrozumienie otoczenia. Teraz moze troche sie to zmienia, coraz więcej się
mówi o zaburzeniach odżywiania...Ale pare lat temu - koszmar. Moja anoreksja
budzila sensacje, byłam traktowana jak wariatka. Dla wielu osób anoreksja nie
byla chorobą, powazną, chorobą, na którą mozna umrzeć, ale kolejnym kaprysem
rozpieszczonej panienki. Słyszałam rady, że mam przestać się wygłupiać i
zacząc jeść. Tymczasem ja doszłam juz do takiego punktu, że nie mogłam
patrzec na swoje wychudzone ciało,marzyłam o tym, żeby móc odzyskać dawną
siebie i życ normalnie, a jednak nie byłam w stanie tego zrobić, bałam się,że
kiedy zacznę jeśc, nie będe mogła przestac...Kazdy kęs nasuwał mysli o
odrazajaco grubym ciele...Chyba nikt, kto nie przeszedł przez to piekło, nie
potrafi zrozumiec. Nie wiem - czy tylko mi sie wydaje, że nadal wstydem jest
przyznac sie do zaburzen odzywiania...?