Dodaj do ulubionych

ciezko mi o tym pisac

06.03.05, 17:12
ciezko mi o tym pisac, wlasciwie to bedziecie jedynymi ludzmi jacy wiedza o
tym na pewno ze mam problem, oprocz mnie samej. trwa to moze krotko moze juz
dlugo bo 7 miesiecy,nie to jest wazne, jest mi z ty zle. juz dawno czhcialam
z tym skonczyc ale ta ogromna chec na cos slodkiego potem wyrzuty sumienia z
powodu zbednych kalorii wydanych pieniedzy i samotnosci. myslalam juz ze mi
sie udalo caly styczen nie wymiotowalam do polowy lutego ale teraz jest
fatalnie robie to co dziennie potem rycze i znowu to robie. Mam jednak zamiar
wziac sie w garsc i mysle sobie ze moze w ten sposob mi sie uda moze jak
komus o tym powiem.zaczynam nie od jutra ale od teraz. postaram sie pisac jak
czesto tylko bede mogala choc zwazywszy na brak internetu w domu moze byc
ciezko co moze utudnic moje postanowienie ale chce sporobowac kiedys musi mi
sie udac. w jakis sposob, wlasciwie to natchnela mnie do tego yesstem.
zazdroszcze jej jedynie tego ze ma faceta ktory moze sam sobie z tym nie
radzi ale jest przy niej, mi bardzo tego brakuje dletego badzcie z mna. Bede
sie starac zeby as nie zawiesc.
buziaki
Obserwuj wątek
    • iiifa Re: ciezko mi o tym pisac 06.03.05, 17:26
      życze powodzenia z całego serducha
      dużo siły
      jak będziesz chciała to wygrasz z b.
      to zależy tylko od Ciebie
    • yesstem Re: ciezko mi o tym pisac 06.03.05, 18:04
      Cóż, trzymam kciuki. Najgorzej jest przerwać ciąg, przetrwać pierwsze 2-3-4
      dni, tydzień. Trzeba się na prawdę mocno zawziąć. Ale potem jest coraz łatwiej,
      choć ciągle trzeba mieć się na baczności, bo ataki przychodzą znienacka,
      zupełnie niespodziewanie. Nie pisz, że postarasz się nas nie zawieść, nie
      zawiedź siebie! Rób to dla siebie, dla swojego szczęśliwego życia. Pamiętaj
      też, że nieobżeranie i nierzyganie to nie jest jeszcze wyzdrowienie. Trzeba
      przewartościować swój świat, zmienić tor myślenia, życiowe priorytety. Na to
      potrzeba czasu. Zobaczysz, że kiedy przestaniesz wypełniać swoje dni jedzeniem
      i wymiotowaniem, zaczniesz więcej myśleć, zastanawiać się, dostrzeżesz jak
      wiele emocji w Tobie siedzi i będziesz musiała się z nimi zmierzyć. Wtedy albo
      wygrasz albo polegniesz. Trzymaj się!
    • niezniszczalna87 Re: ciezko mi o tym pisac 06.03.05, 18:36
      ...musisz byc silna!
      W koncu kto tutaj rzadzi ty czy jakis tam pier*** batonik..?Wiem,ze to nie jest
      latwe...Jak w poblizu beda jakies slodycze staraj sie zajac czyms zupelnie
      innym..Oczywiscie nie mozesz uciekac przed slodyczami do konca zycia...Jak
      zjesz ciasteczko nic sie nie stanie...ale wiem z doswiadczenia jak ciezko jest
      sie powstrzymac przed nastepnym...Jednak pamietaj: to ty tu rzadzisz i musisz
      byc silna!!!Ja w ciebie wierze!!!
      ..a i jeszcze jedno...Dobrze by bylo,zebys powiedziala o tym komus, np.
      przyjaciolce,cioci (bo wiem,ze mamie jest najtrudniej)...To pomaga,bo ktos moze
      cie wtedy wspierac...porozmawiac...to duzo daje...
      Trzymaj sie!!
      ...buziaki...
    • offcia1 dzis jakos przetrwałam 07.03.05, 17:53
      wiec dzis jakos mi sie udalo nie zebym mi nie przeszlo przez mysl by sie nie
      najesc slodyczy i nie wyrzygac ale byly to tylko chwile glupiego myslenia. wiec
      zeby bylo zbyt ciezko to nie powiem ale to jest pierwszy dzien i na dodatek
      wypelniomy zajeciami wiec nie ma sie co cieszyc ale od czegos trzeba zaczac.
      ciesze sie bardzo ze tam po drugiej stronie normalnego zycia tez ktos jest i ze
      cierpicie tak samo jak ja triumfy i porazki. podnoisi mnie to na duchu ze do
      mnie napisalyscie bo ja zeby z tego wysc, musze miec dla kogo. chcialabym zeby
      moja walka moze tez kogos pchnela do takiej decyzji. dziewczyny badzcie wiec ze
      mna i piszcie, blagam. musze czuc ze jestescie ze obchodzi was choc troche jak
      mi idzie tak jak m,nie obchodzi wasz los. ogromne dzieki.
    • iskierka24 Re: ciezko mi o tym pisac 07.03.05, 18:07
      cześć już chciałam wyjść z forum ale przeczytałam twoje posty i chciałam dodać
      coś od siebie. Mogę powiedzieć że wiem co przeżywasz. Choruję na to od jakiś 6-
      7 lat kawał czasu. Ale nie o mnie, nie chcę smęcić bo nie tego potrzebujesz.
      Miałam ostatnio poważny kryzys, mimo że od jakiś 2-3 mcy zaczęłam z tego
      powolutku wychodzić. Ostatni weekend był straszny i boję się co będzie, ale
      staram się bo wiem że nikt za mnie nie pokona tego świństwa. Bądź dzielna i
      walcz. Czasem w najgorszych momentach (kiedy kiedy jestem zapchana żarciem i
      idę wymiotować)i tak bardzo żałuję że to zrobiłam mówię sobie "pamiętaj jak
      koszmarnie się teraz czujesz", mogłabym wtedy z sobą skończyć - mam nadzieję że
      te myśli już nie wrócą. Pamiętaj zasługujemy na normalne życie, a koń ma cztery
      nogi i też się przewraca (tak mi mówił psycholog) 3mam za ciebie (i siebie i
      wszystkicjh innych dziewczyn kciuki). Wczoraj płakałam cały dzień i choć dziś w
      pracy wyglądałam jak królik to czuję się lepiej. Bądź dzielna bo nie jesteś
      sama, walczymy w tej samej drużynie i pisz tu ile wlezie bo to mimo wszystko
      pomaga (tzn mimo tego że ciągle się tu myśli o tym problemie) pozdrawiam.
      • offcia1 Re: ciezko mi o tym pisac 07.03.05, 18:17
        dzieki znam to uczucie gdy jestem nazarta i brzydze sie sama siebie,potem ide
        rzygac i placze ze znow mi sie nie udalo ale ciezko jest znow do tego nie
        wrocic znow sie nie nazrec bo ciezko to nazwac jedzeniem. zastanawiam sie tylko
        czy z bulimii mozna sie wyleczyc martwi mnie to ze chyba nie i za do konca
        zycia bedzie mi sie to prztrafiac, bede musiala sie pilnowac... bo to przeciez
        nie jak grypa.
        • 30stka Re: ciezko mi o tym pisac 07.03.05, 18:52
          Cześć Officio!
          Chcę Ci tylko powiedzieć, że można z tego wyjść, choć trzeba się mocno
          napracować. Wszystko w Twoich rękach. Jeśli będziesz tego bardzo mocno chcieć,
          to będziesz miała siłę do walki.

          Wychodzenie z choroby to proces i rzeczywiście samo zaprzestanie wymiotowania
          nie oznacza jeszcze wyzdrowienia. Do tego potrzebna jest przemiana "duszy",
          czyli postrzegania samej siebie, świata, nauczenia się radzenia z problemami w
          zdrowy sposób. Warto też zasięgnąć pomocy psychologa - jeśli masz taką
          możliwość, to chwyć się i tego, bo to może bardzo pomóc.

          Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia w walce o swoje Życie,
          Magda
          • yesstem Re: ciezko mi o tym pisac 07.03.05, 19:07
            '...potrzebna jest przemiana "duszy",
            czyli postrzegania samej siebie, świata, nauczenia się radzenia z problemami w
            zdrowy sposób.'

            Rozwijając tę myśl: kiedy zdrowiejesz, nagle przestajesz czuć potrzebę
            najadania się i wymiotowania, bo jedzenie jest Ci potrzebne tylko do utrzymania
            się przy życiu (w zdrowiu), a rozmiary i waga Twojego ciała zaczynają mieć
            trzeciorzędne znaczenie, ale żeby tak się stało, musisz odkryć, co masz w sobie
            poza chorobą, co kryje się w Twoim wnętrzu, a czego nie dostrzegasz, kim
            jesteś, co masz do zrobienia w życiu, co możesz dać z siebie innym.
            • iskierka24 Officia jak tam? 08.03.05, 17:36
              Hejka jak tam Ci idzie? U mnie spokój, bo chodzę do pracy i mam całe dni
              wypełnione. Niestety po obiadku trochę jest gorzej ale muszę sobie z tym
              poradzić, w końcu już mi parę razy wyszło więc czemu nie tym razem. Będzie
              dobrze. Jutro moge postarać się zjeść mniej a od jednego biadu tak szybko się
              nie tyje więc nie warto mieć wyrzutów sumienia. Jejku lepiej pójdę na spacerek
              i poczekam jak mi przejdzie a jutro będzie mi już lepiej i łatwiej pokonać to
              uczucie. 3maj się Kochana mam nadzieję że jakoś sobie radzisz pa!
    • offcia1 no i niestety 09.03.05, 14:49
      niestety wczoraj bylo fatalnie zadrzylo sie to az dwa razy i wciaz jadlam i
      jadla i czulam sie coraz gorzej... mamo jak ja sie brzydzilam samej siebie tego
      co robie. ale dzis wstal nowy dzien i jak kazdy dobry by zaczac od nowa. bede
      walczyla z tym tak dlugo jak starczy mi sil. dzis jest mi ciezko ale postaram
      sie trwac. najgorzej jest jak siedze w domu caly czas mysle o tym co
      zjesc,ochyda. dlatego boje sie weekendu ale postaram sie go czym zajac. ciesze
      sie ze tobie jakos idzie i dziekuje ze jestes ze mna. to dla mnie bardzo wazne
      i wspiera mnie psychicznie. zaczynam wiec walke o siebie od poczatku. do jutra-
      mam nadzieje.
      • iskierka24 Re: no i niestety 09.03.05, 17:26
        Hejka,
        nos do góry i walczymy dalej! Znam to uczucie i przechodziłam to wiele razy,
        ale warto się otrzepać, stać Cię na to. Znajdż sobie jakiś fajny kawałek inuć
        go (może śmieszny pomysł ale mi pomagało jak puszczałam sobie z 20 razy pod
        rząd np. "Cud niepamięci" Soyki:budzi się z nocy nowy nowy dzień, nieskalanie
        czyste niebo, co było wczoraj odeszło w cień, niepamięci niech się święci cud!
        I już będzie dobrze.
        Zawsze to jakaś motywacja:o) 3maj się cieplutko, w końcu musi się coś zmienić.
        PS u mnie jakoś idzie ale to zasługa pracy, w której spędzam całe dnie (bez
        dostępu do netu niestety. Staram się nie myśleć o żarełku, a dziś zjadłam
        kidner bueno bez wyrzutów, więc mały sukcesik. (normalnie nie pozwalam sobie na
        jedzenie słodyczy jeśli wiem że nie będę mogła się ich szybko pozbyć. Buzialki
        pa!
        • niezniszczalna87 Re: no i niestety 09.03.05, 18:27
          hej dziewczyny!!
          ...zazdroszcze wam optymizmu i checi walki...Ja poleglam wczoraj na
          imprezie...i dzisiaj...Jestem chora wiec caly dzien siedze w domu...to
          najgorsze dla kogos kto chce wyjsc z bulimi...Stracilam pozytywne nastawienie
          do zycia i do walki... :(
          juz nic mi sie nie chce...nawet jesc...
    • pestka_pomaranczy Re: ciezko mi o tym pisac 09.03.05, 18:29
      No dziewczyny.... Musicie się trzymać! Najważniejsze, ze w końcu podjęłyście
      walkę - to już WIELKI sukces :D. Ja co prawda nie chorowałam na bulimię, ale
      kiedy wychodziłam własnymi siłami z any, to niejednokrotnie, po każdym zjedzonym
      kawałku ciastka, miałam ochotę zwrócić wszystko spowrotem... Ale wierzę, że wam
      się uda. Tak samo jak mi się udało... Więc nie zrażajcie się "drobnymi
      wypadkami" i próbujcie kolejny raz. :o)

    • offcia1 Re: ciezko mi o tym pisac 11.03.05, 11:01
      jakos trwam od tamtej wpadki ale strasznie mi ciezko mam taka ohcote na
      czekolade ze az ciezko to opisac ale wiem ze jezeli zjem jedna to bede miala
      takie wyrzuty sumienia ze zjem tez potem droga i trzecia reby moc sie
      wyrzygac. nejbardziej szkoda mi kasy ktora zamiasta na jedzenie ladujace w
      kiblu mogla bym wydac na jkis fajny ciuch. najgorze sa dni kiedy siedze w
      domu, czuje sie wtedy niesamowicie samotna. gdy nie ma zajec w dzien wolny od
      uczelni od pracy. wtedy jest najtrudniej. strasznie mi cieko z tym wszystkim.
      nie wiem juz czy z tego wyjde.panicznie boje sie ze utyje. jest mi tak bardzo
      zle, zle gdy to robire i gdy musze sie od tego powstrzymywac. paranoja

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka